#B6WRq

Zrobiłam sobie wolne od macierzyństwa i poszłam na zakupy. Zostawiłam męża z dziećmi na dwie godziny.

Gdy wróciłam, dzieci były ogolone na ŁYSO. „Wyszedłem siku, a oni w tym czasie zaczęli się bawić moją golarką, którą zostawiłem do ładowania w pokoju. Wojtuś zgolił sobie grzywkę, a Zosia tył głowy, więc już dokończyłem, by wyglądali normalnie” – tłumaczył mąż.

Nigdy więcej.

#1ov3y

Bardzo anonimowo dla mnie, bo raczej nigdy tego nikomu nie powiem.

W skrócie to zazdrość mi dupę ściska.
Mieszkamy sobie z rodzicami w maleńkiej dziurze w bloku. Szczerze to rozmiarem przypomina kawalerkę na chama podzieloną na 3 pokoje.
Mój pokój jest taki, że nie mogę swobodnie po nim przejść - wchodząc do niego automatycznie stoję w centrum, z którego mogę wejść do łóżka, usiąść przy biurku, otworzyć szafkę. Nie mam szafy, kącika z lustrem ani nic, bo się nie zmieściło.

Reszta mieszkania oczywiście równie maleńka, np. w kuchni nie da się swobodnie gotować.
Od zawsze mi to przeszkadzało, bo brak miejsca = brak możliwości zrobienia ogromu rzeczy. Nawet znajomych nie mogę zaprosić (więcej niż 1 dodatkowa osoba się nie zmieści).
Rodzice 14 lat temu szukali po prostu ucieczki z jeszcze gorszej wsi, wzięli kredyt we frankach, kupili pierwsze lepsze mieszkanie i oto wynik. Utrzymuje nas tylko ojciec (a zarabia bardzo mało), nie ma mowy o znalezieniu czegoś innego - obecnie to łazienka się nam zawala na głowę przez liczne zalania, od ścian odpada farba, kuchenka, lodówka itp. mają po 30 lat.. I nie ma możliwości uzbierać nawet na remont chociaż jednej rzeczy (co jest kolejnym powodem, przez który nie zapraszam do siebie nikogo).

A zazdrość?
Wcześniej nie była tak wyraźna - ale poszłam do liceum. Tutaj od razu polubiłam się z grupką osób, bardzo szybko staliśmy się paczką. Jednak wszyscy, dosłownie wszyscy z niej są bogaci. 9 osób - każda mieszka w ogromnym domu. Wszyscy mają ogrody, nawet baseny. Ich pokoje w tych domach są większe od całego mojego mieszkania.
I za każdym razem jak do nich przychodzę, to aż mi niedobrze. Niedobrze z tej wygody, o której ja marzę od tylu lat. Wszyscy jeżdżą na zagraniczne wczasy, wszyscy posiadają rzeczy, które mi się mogą tylko śnić.

Z tego wszystkiego często mam ciche myśli, których osobiście nie znoszę - a żeby się komuś spalił ten dom, żeby nagle zbankrutowali..
Nawet jeżeli to moi najbliżsi przyjaciele - nie umiem się powstrzymać przed snuciem takich scenariuszy.
A z drugiej strony nagle nie zacznę się na siłę zadawać z kimś innym, byleby był biedny.

Pozostaje mi chyba mieć nadzieję na udane dorosłe życie. Może za 10 lat, może za 20...

#tb99u

W mojej opinii miałam cudowną mamę i ojca, który był wcieleniem zła. No bo mama pozwalała, tata zabraniał. Co bym nie zrobiła, mama głaskała po główce, tata potrafił zlać mi tyłek. Wszytko co dostawałam było od mamy, od taty nic a nic. I tak przekonania trwały aż do moich studiów.

Trochę przejrzałam na oczy, że jestem strasznie rozwydrzona, mimo że tata robił co mógł, żeby wyznaczyć mi jakieś granice.
Okazało się, że wszystko co robię niesie za sobą konsekwencje, wbrew temu, że mama pokazywała, że jej córeczka jest bezkarna. Nagle to ojciec dawał mi bokiem pieniądze, bo słyszał, że potrzebuję np. jakiejś książki lub na dodatkowy kurs (dla mamy strata pieniędzy). Zresztą wszystkie rzeczy od mamy były też od taty, tylko że on nie mógł mi dać, bo pracował po 12h, ponieważ mama chorowała i potrzebowaliśmy dodatkowych pieniędzy. Zaczęliśmy częściej rozmawiać, tata mimo że nie jest fanem technologii i internetu, założył sobie konto na fb, tylko po to, żeby móc pisać do mnie messengerem ("bo wy młodzi tak wolicie"), czasem wychodziliśmy gdzieś razem. Zresztą na studiach zauważyłam, że mama nie jest tak cudowna, jaka była w oczach małej mnie. Zdradzała tatę na prawo i lewo. Po jej śmierci w telefonie znalazłam rozmowy z 35 różnymi facetami, wszystkie niezwykle wulgarnie erotyczne.

Do dziś nie wierzę, jak mogła zrobić coś takiego tacie, który mimo że mógł ją nie raz zostawić, to trwał przy niej, bo przysięgał w zdrowiu i w chorobie. Od prawie dwóch lat trzymam w sobie ten sekret, bo boję się, że tacie serce by pękło. Najgorsze jest to, że mimo tego wszystkiego, i mimo tego, że ma nową partnerkę, po dwóch latach od śmierci mamy wciąż ją bardzo kocha.

Poszliśmy dziś na lody z okazji Dnia Dziecka (wcześnie, ale ze względu na obowiązki zawodowe rzadko bywam w rodzinnych stronach), tata cały czas wpatrywał się w jedno miejsce, milczał, później poprosił, żebym tam spojrzała i powiedział "zabrałem mamę tam na pierwszą poślubną randkę, z miesiąc po ślubie, Boże jacy my wtedy byliśmy szczęśliwi".

Nie mogę sobie wybaczyć, że przez większość życia traktowałam go jak zło konieczne. Cudowny mąż i tata, ale ani do żony, ani do córki szczęścia nie miał.

#isWhd

To był koniec lat 90., mieszkaliśmy w pipidówce na południu Polski i o depresji się nie mówiło. Nie było też nowy o psychologu czy psychiatrze i wszystkie ciotki chciały mi wydrapać oczy, gdy to zaproponowałam, no bo taki wstyd. Miałam wtedy 19 lat, siostra 17. Chciałam jej pomóc i pamiętałam, że kiedyś marzyła o podróży autostopem przez Europę. Do wakacji udało mi się uzbierać pieniądze i wyciągnęłam siostrę w podróż. Na początku wydawało mi się, że trochę jej to pomogło. Jednak któregoś razu, na Węgrzech, nocowałyśmy w namiocie pod lasem. Moja siostra się tam powiesiła.

Musiałam to wszystko ogarnąć. Po powrocie nie było lepiej. Rodzina uważa, że umarła przeze mnie, sama często się nad tym zastanawiałam. Od tamtej pory w domu jasno dawali mi do zrozumienia, że zrobiłam straszną rzecz, aż praktycznie zaraz po otwarciu granic wyjechałam na zachód, tak jak wielu innych. Czytam anonimowe, żeby całkiem nie zapomnieć języka, bo z rodziną nie rozmawiam już ponad 10 lat, a tu gdzie mieszkam nie ma innych Polaków.

#h2fiw

Pracuję w przedszkolu i ostatnio bawiliśmy się i mówiliśmy różne rymowanki. Każdy chyba kojarzy rymowankę "Kipi kasza, kipi groch, lepsza kasza niż ten groch, bo od grochu boli brzuch, a po kaszy człowiek zdrów". Opowiedziałam ją dzieciom.
Dwa dni później zostałam wezwana do dyrekcji, bo wpłynęła na mnie skarga, ponieważ "propaguję nieprawdę zagrażającą zdrowiu i życiu dzieci". Zdziwiło mnie to, ale musiałam się stawić w gabinecie. Tam czekała już pani dyrektor i mama chłopca z mojej grupy. Zanim ja i dyrektorka zdążyłyśmy cokolwiek powiedzieć, mama zaczęła wykrzykiwać jakim prawem ja jej dziecku wmawiam, że kasza jest zdrowa, że jak chcę się truć, to mam sama jeść sobie bulgur i kuskus z glutenem, ale jej dziecko nie będzie! Ja jako osoba, która ma dość luźne podejście do swojej pracy, gdy mama już skończyła swoją antyglutenową litanię, powiedziałam jej tylko, że wolę jęczmienną. Wyszła wściekła.
Na szczęście dyrektorka jest normalna i skarga została uznana za niebyłą :)

#gPkEQ

Wstydzę się mojego ojca.
Nie, nie jest Januszem, nie opowiada żenujących historii z mojego życia przed znajomymi, nie paraduje w samych gaciach itd. Nawet nigdy nie podniósł na mnie ręki! Jest dużo gorzej.
Jest adwokatem i nałogowo pomaga wszelakim gwałcicielom, pedofilom albo po prostu przemocowym facetom.

#p5rg3

Było piękne, cieplutkie lato, był weekend, więc postanowiliśmy z mym lubym pojechać sobie za miasto na wycieczkę. Uwielbialiśmy jeździć w miejsca, które są nieznane dla innych ludzi, czyli szlajaliśmy się po wiochach zabitych dechami. Kilka godzin po wyjeździe ode mnie z chaty byliśmy na jakiejś wiejskiej drodze, gdzie nie było żadnych domów, żadnych ludzi. Tylko pola - wieeeeelkieeee, ze stogami siana. I wtedy wpadliśmy na szatański pomysł... Zatrzymaliśmy się, poszliśmy na stogi i jakoś tak się stało, że po chwili nie miałam górnej części odzieży...

I nagle widzimy auto. Myślimy se: pojedzie dalej.
Nie pojechało.
Wjechało na TO pole, zatrzymało się centralnie przy naszym stogu siana. Chwilę później paliłam się ze wstydu, stojąc za moim facetem, który rozmawiał z właścicielami pola o tym, jak mierzy się wilgotność siana. Byli bardzo wyrozumiali, powiedzieli na odchodne, że możemy zostać i dokończyć.


(nie dokończyliśmy)

#QGMYO

Historia z dzisiaj.

Wracając po ciężkim dniu pracy do mieszkania - mocno zamyślony poszedłem wyrzucić jakieś papiery z auta do publicznego kosza na osiedlu. W połowie drogi do domu skapnąłem się, że przy okazji wywaliłem mięso z masarni za 80 zł.
Tak, wskoczyłem za nimi do kontenera na śmieci.

Sąsiedzi widzieli. Żona nie wie.

#Fl2HQ

Jako że przedwczoraj wracałem z drugiej pracy nad ranem (i do tego przewidziałem, słusznie, że będę mocno padnięty), a wczoraj koło 10:00 miałem pojechać do przyjaciela, bo umówiłem się, że mu w czymś pomogę, poprosiłem już wcześniej żonę, żeby mnie obudziła - ona zawsze o tej porze jest już na nogach, więc uznałem, że to dla niej żaden problem, a będzie to pewniejsze niż budzik.

Budzę się. 13:00. Pytam żony, dlaczego mnie nie obudziła. Jest zła, już to widzę. Na szczęście to nie typ „domyśl się”.

Podobno (za nic w świecie tego nie pamiętam, naprawdę) dialog wyglądał tak:
- Tomek, wstawaj, już czas.
- Odwal się…
- No wstawaj, miałeś jechać do Grześka.
- W dupie mam tego chu$&%#.
- No wstawaj…
- ODPIE#%$# się!

Ostatniemu wrzaskowi towarzyszył solidny kopniak w udo (jest siniak), jak próbowała ze mnie ściągnąć kołdrę.

Kupiłem kwiatki, ale wciąż czuję się jak sukinsyn, chociaż nawet nie pamiętam całej sytuacji. Nigdy w życiu bym jej nie uderzył, zresztą ja nawet, kurczę, nie przeklinam.

#Ru9ok

Założyłem się z moimi kumplami z liceum, że pewna Ania, nasza koleżanka z klasy, zdejmie przy mnie koszulkę. Nie wiedziałem za bardzo co zrobić, żeby wygrać zakład - jestem nieśmiałym chłopakiem, więc nie ma opcji, żeby doszło do tak intymnej sytuacji między nami. Wpadłem za to na pomysł.
Podszedłem do niej, gdy po wf-ie zbliżała się do szatni. Krzyknąłem, niby przerażony, że ma ogromnego pająka na plecach, a ona w amoku zdjęła koszulkę i rzuciła nią o podłogę.

Wygrałem.
Dodaj anonimowe wyznanie