Moja 16-letnia córka zwracała mi od jakiegoś czasu głowę o nowego iPhone'a. Obiecała mi wiele rzeczy, byle bym go jej kupił. Stwierdziłem, że nie ma problemu tylko ma być grzeczna. Zgodziła się bez wahania, bo "co to za problem". Muszę przyznać szło jej całkiem nieźle. Przychodziła punktualnie do domu. Sprzątała w pokoju. No generalnie cud miód. Chyba jednak nie spodziewała się, że jeden z jej przyjaciół przyjdzie do mnie i pokaże jej wyczyny na "nocowaniu" u koleżanki. Nie będę dokładnie przybliżał co się wydarzyło, jednak nie było to zbyt przyjemne w oglądaniu, dla mnie ojca tej, jak mi się wydawało, grzecznej dziewczynki.
Nasza umowa miała się skończyć pod koniec roku szkolnego. Wtedy miała dostać swój wymarzony telefon. Swój stary sprzedała tego samego dnia. Cały dzień chodziła podekscytowana, przeszukiwała szafki próbując znaleźć swój nowy telefon.
Gdyby wcześniej i sama przyznała się do swojego wybryku, dostała by swojego iPhone'a, ale mój plan był inny.
Kupiłem jej używane Xiaomi Redmi 6a. Kiedy go dostała myślała, że to jakiś żart, lecz gdy później zrozumiała, zaczęła się drzeć i płakać. Powiedziałem jej dlaczego dostała taki, a nie inny telefon i że gdyby się przyznała, dostałaby to o co prosiła. Chwilę potem powiedziała mi o tym, że wyprowadza się do swojego chłopaka, Tej samej osoby, która pokazała mi filmik, oraz o tym, że jestem "starym pierdzielem, któremu szkoda kasy na potrzeby córki". Tak naprawdę to miał być tylko test. Chciałem zobaczyć czy nie jest materialistką, której zależy tylko na pieniądzach i drogich rzeczach. Teraz naprawdę wstyd mi za to jak wychowałem swoją córkę.
P. S. Nie nie wyprowadziła się. Nie jestem głupi żeby dać 16-latce sobą pomiatać. Dostała szlaban do odwołania.
P. S. 2. Pewnie wielu z was stwierdzi, że jestem wyrodnym ojcem, ale dalej twierdzę, że dostała to na co zasłużyła.
P. S. 3. Matka córki stwierdziła, że jest za młoda i piękna na zakładanie rodziny i nas opuściła, córkę wychowywałem tylko ja.
Gdy miałam jakieś 12 lat, jeździłam z koleżanką na angielski. Jeździłyśmy kilka przystanków tramwajem i wracaliśmy późnym popołudniem. Były to czasy, gdy nie miałyśmy komórek, a dzieci same przemieszczały się po ulicach.
Pewnego razu wsiadły do tramwaju dwie dziewczyny trochę starsze od nas, z makijażem a'la fashion from russion, tipsami itd. Koleżanka miała przykrą przypadłość przyglądania się takim ewenementom, a tym dwóm się to bardzo nie spodobało, stanęły nad nią i kazały jej wysiąść z tramwaju "na solo". Ja poczułam się do obrony koleżanki, więc dostałam kilka razy w twarz. Dwie piękne zaczęły nas wyciągać na siłę z tramwaju na przystanku. Pomimo, że prosiliśmy o pomoc, a cała akcja działa się w pierwszych drzwiach przy motorniczym, on ochoczo otworzył drzwi i prawie nas wytargały w mało ciekawej okolicy. Na szczęście w ostatniej chwili jakaś babcia się nad nami zlitowała i je przepędziła.
Do dzisiaj mam obawy jak ktoś taki się zjawia w pobliżu. A upokorzenia, które mi towarzyszyło przy dostaniu w twarz nigdy nie zapomnę.
Moja matka jest bardzo niejednoznaczną osobą. Często miewa wahania nastrojów, czasem potrafi być naprawdę super, ale najczęściej ma pretensje do całego świata dosłownie o wszystko (wiecie, że można dostać ochrzan za to, że lustro samoistnie, z czasem zaczęło pokrywać się nalotem? No to już wiecie). Jej wybuchy zdenerwowania zazwyczaj kończą się równie szybko, co zaczynają, bo obrażona wychodzi do drugiego pokoju. Jednak nie zapomnę, co kiedyś mi zrobiła.
Sytuacja miała miejsce w podstawówce, chyba w 5 klasie. Dwójka trochę patologicznych dziewczyn stwierdziła, że będzie się bić, inna osoba będzie to nagrywać i będą to wrzucać na Youtube'a. Sprawa się dość szybko rypła, winne zostały ukarane (nie pamiętam, w jaki sposób). Matka starannie przestudiowała filmiki, zanim zostały usunięcie, i dostrzegła na kilku mnie, jak przechodzę gdzieś z boku kadru. I się zaczęło. Że też się stoczę, że jestem nic nie warta, że dla sławy zrobię wszystko, by tylko zabłysnąć. Ogólnie absurd gonił absurd, jednak była tak zacietrzewiona w swojej wściekłości, że nie docierało do niej, że po klasie jakoś się przemieszczać podczas przerwy musiałam i znalazłam się tak zupełnym przypadkiem.
Wiedziała, że nienawidziłam tego, jak się do mnie nie odzywa. Już wcześniej była to dla mnie istna tortura. Pamiętam, że potrafiłam za nią chodzić, ciągnąc za rękaw, przez łzy prosząc, żeby mi wybaczyła (a nigdy nie zrobiłam nic wielkiego - typu, że zapomniałam umyć kubek), że bardzo przepraszam, nawet wszystkie naczynia umyję, byleby się odezwała. W tym wypadku pokarała mnie trzema dniami milczenia. Wydaje się to niczym, ale dla mnie był to koszmar. W domu załatwiała to tak, że mówiła coś tacie, on przekazywał mi. Gdy chciałam odpowiedzieć jej bezpośrednio, ona udawała, że nie słyszy, dopóki nie powiedział jej tego ojciec. Co ciekawe, z innymi rozmawiała całkowicie normalnie. Tacie się to nie podobało, i chyba wieczorem trzeciego dnia solidnie ją opie... ochrzanił, bo potem zachowywała się względnie normalnie. Podobna sytuacja miała miejsce jeszcze raz, choć nie pamiętam, z jakiego powodu. Coś w stylu zgubieniu książki wartej może 20 zł.
Minęło kilkanaście lat, wyprowadziłam się, założyłam rodzinę. Jakiś czas temu, przy odwiedzinach, temat wyszedł sam. Matka się wszystkiego wyparła, ojciec również, mówiąc, że ona by nie była w stanie czegoś takiego zrobić, przecież jest kochana. "Mamusia" wypadła z pokoju, jak zawsze płacząc przy okazji konfrontacji. Ojciec mi wtedy powiedział, że zrobił to specjalnie, żeby wyszła, oraz że ma jej serdecznie dość i chętnie by się z nią rozwiódł, i prawdopodobnie to zrobi. Jeśli będzie chciał orzeczenie o winie żony, to stanę po jego stronie.
Po raz kolejny to zrobiłam, a obiecałam sobie i mojemu mężczyźnie, że nigdy więcej tego nie zrobię.
W 2017 roku we wrześniu ważyłam 45 kg. Z osoby grubej, ważącej 75 kg przy wzroście 157 cm, schudłam do tej przeklętej wagi. Mimo to nadal w lustrze widziałam paskudnego otylca. Co z tego, że spodnie, rozmiaru XS, spadały mi z dupy, a Mama na mój widok zanosiła się płaczem, pytając gdzie jest jej córka. Ja przecież byłam mądrzejsza i wiedziałam lepiej. Doprowadziłam swój organizm do wycieńczenia, nawet przestałam chwilowo miesiączkować. Na szczęście moje długie włosy na tym nie ucierpiały i nie wypadły.
Gdy mój mężczyzna zobaczył w toalecie resztki jedzenia zrozumiał, że mam bulimię. Od tego czasu, przez dwa lata staram się wyjść z tego gówna. Mam okresy, w których jest dobrze. Planuje posiłki, jem zdrowo, ćwiczę, ale gdy kolejny raz moja waga, mimo wszelkich starań jakie wkładam do tego by żyć zdrowo i ćwiczyć, pokazuje cyfrę 57 kg, wpadam w rozpacz. Nie mogę patrzeć na swoje ciało, nienawidzę go za ten cały odłożony tłuszcz na brzuchu, udach, ramionach czy cellulit na dupie.
Co z tego, że mój mężczyzna cieszy się, że jestem zdrowa, jak miesiąc temu przyznałam się do tego, że nadal wymiotuję, że jak tylko przekroczę pewną granicę, nie potrafię siedzieć i cieszyć się z tego, że mam pełny brzuch. Myślę tylko jak się tego wszystkiego pozbyć. Miesiąc temu byliśmy na wakacjach all inclusive, jadłam tyle ile chciałam i co chciałam. Na początku było dobrze, ale później znów latałam do łazienki i pozbywałam się jedzenia.
Po kilku drinkach przyznałam się do tego co robię i pierwszy raz widziałam jak mój mężczyzna płacze. Płakał z tego powodu, że niszczę siebie i okłamywałam go przez kilka miesięcy, bo myślał, że już tego nie robię. Wtedy obiecałam, że był to ostatni raz, ale dwa tygodnie temu znowu to zrobiłam, a po tym jeszcze trzy razy i dzisiaj dwa. Nie mogę nie przejmować się tym ile zjadłam. Uwierzcie mi, że naprawdę staram się nie przejadać i jeść zdrowo, ale trafiają się dni przed okresem, spotkania z przyjaciółkami czy grill z rodziną, a ja jem i jem i jem. Później uświadamiam sobie ile tego było i nawet w trakcie imprezy idę do łazienki i wymiotuję wszystkim. Czuję się podle, bo obiecałam sobie i mojemu mężczyźnie, że nigdy więcej, ale jestem jak alkoholik. Po prostu czasami nie potrafię się powstrzymać.
Wiem, że muszę się leczyć, byłam na kilku rozmowach z psychologami, ale nie potrafili mi pomóc. Czytałam też wilczogłodną i na jakiś czas pomogło. Niestety później znów wszystko wróciło. Kocham mojego mężczyznę całym sercem, ale boje się, że jak znowu dowie się o tym, że go okłamuje i dalej wymiotuję, to w końcu mnie zostawi. W sumie sama uważam, że zasługuję na kogoś lepszego, a ja powinnam się w końcu ogarnąć, ale trudno mi z tym wszystkim się ogarnąć.
O tym, jak siostra odbiła mi dziewczynę.
Nigdy nie byliśmy typowym rodzeństwem z K. Za dzieciaka nie prowadziliśmy wojen ani nie byliśmy zazdrośnikami, a z biegiem lat staliśmy się naprawdę dobrymi przyjaciółmi i jej zdanie ceniłem sobie ponad wszystko. W czasie kiedy mi odbiło na punkcie korzystania z młodości, to ona wolała rozpracowywać książki. Po maturze przeniosła się do stolicy na studia, a już rok później wyjechała na wymianę studencką do Estonii. W tamtym roku zacząłem studia w Krakowie i poznałem swoją ówczesną dziewczynę. Spotykaliśmy się przez kilka miesięcy i w końcu wylądowaliśmy w związku.
Zbliżały się święta i K. wróciła na kilka dni do Polski. Rodzice mojej ukochanej pojechali do rodziny jej ojca, a M. przyjęła moją propozycję, żeby spędzić je razem z nami.
Obawiałem się tego, czy moja ukochana oraz siostra znajdą ze sobą wspólny język i chyba się przeliczyłem. Dyskutowały ze sobą prawie przez cały okres trwania świąt. Zbieżność ich zainteresowań nieco mnie przeraziła, odniosłem wrażenie, że jakby skończyły razem w celi, to domagałyby się przedłużenia wyroku. Czułem się przy nich po prostu głupi, ale pomimo tego bardzo się z tego cieszyłem i nie widziałem nic w tym podejrzanego.
Święta dobiegły końca i moja siostra wróciła do Estonii. Wtedy mój związek zaczął się sypać. M. stała się nieobecna, niechętnie ulegała moim propozycjom wyjść, a wywołanie u niej uśmiechu graniczyło z cudem. Po miesiącu mnie zostawiła nie podając powodu. Byłem załamany, jakby mój świat z dnia na dzień po prostu przestał istnieć. Potrzebowałem wtedy jak nigdy mojej siostry, ale ona unikała kontaktu jak ognia. Kilka tygodni później kumpel, nie mogąc dłużej patrzeć na moją rozpacz, wyciągnął mnie na imprezę. Wszystko było w porządku, dopóki nie spotkaliśmy znajomych z roku M., którzy dopytywali co tam u niej po rzuceniu studiów. Zamurowało mnie.
Zacząłem się martwić, nie wiedziałem co mam robić. Chciałem zadzwonić do siostry i zapytać o radę, ale padał mi telefon. Kumpel pożyczył mi swój, spisałem numer i zadzwoniłem. Nie zgadniecie kto go odebrał... Wszystko wtedy stało się jasne, a ja poczułem się szczerze zdradzony. Nie odbierałem telefonów ani wiadomości od żadnej z nich. K. wróciła do Polski i za wszelką cenę próbowała się do mnie dostać, ale nie umiałem się do tego zmusić. W końcu jednak dałem jej szansę i zrozumiałem, że tak naprawdę nic nie mogłem zrobić. M. rzuciła dla mojej siostry wszystko i to też dało mi do myślenia. W naszym związku bliskość nie istniała, ale zwalałem to na potrzebę czasu.
Od tej sytuacji minęły trzy lata. Wybaczyłem siostrze i nie czuję żalu.
Chciałem się podzielić moją historią dlatego, że teraz w Polsce panuje nagonka na LGBT. Orientacji seksualnej nie da się zmienić i nikomu nie życzę tego, żeby żył z kimś, kto nie jest w stanie go pokochać.
Jeszcze kilka lat temu matki wyśmiewały kobiety bez dzieci, wiodły prym, sama często padałam ich ofiarą. Teraz kiedy minęły te lata i urodziłam dziecko mam wrażenie, że zamiast znaleźć jakieś porozumienie, po prostu role się odwróciły.
Inni ludzie mają prawo narzekać na niewygody, wyładować się publicznie i nawet jeśli mogli czegoś uniknąć, dostaną oklaski i zrozumienie. Mi zaś to się odbiera jeśli w swoim narzekaniu wspomnę o dziecku. Nie miałam z kim dziecka zostawić, więc zabrałam je ze sobą do sklepu, gdzie były wąskie przejścia i miałam problem z wózkiem? Jestem madką.
Moje dziecko płacze w miejscu publicznym? Jestem madką i oczywiście po tych pięciu minutach z moim dzieckiem na sto procent pękną ci bębenki, a twój dzień legnie w gruzach.
Wstawiałam najzwyklejsze zdjęcie ze szpitala, na którym ja i dziecko jesteśmy szczelnie okryci? Jestem madką, bo to takie dziwne i okropne, że ktoś chce się pochwalić.
Zasłonięta chustą karmię dziecko w miejscu publicznym? No madka jak nic. Najlepiej, żebym poszła do śmierdzącego kibla, albo w ogóle żeby wyprowadzono mnie z parku czy innego miejsca, gdzie po drodze minę sto billboardów z poodkrywanymi kobietami, które już nikogo z jakiegoś powodu nie gorszą, choć to w ich przypadku piersi robią za ozdobę, a w moim są wykorzystywane zgodnie z ich "naturą".
Zrobiłam błąd? Madka.
Kiedy byłam w ciąży poprosiłam o przepuszczenie mnie w kolejce, kasjerka wpuściła mnie na początek, albo później prosiłam o pomoc z wózkiem? Roszczeniowa madka.
Jestem dumna z mojego dziecka i lubię chwalić się jego osiągnięciami? Madka.
Nie mam bliższej rodziny, a znajomi ograniczają się do jednej przyjaciółki, która w dodatku bardzo nie lubi być dotykana. O przytulaniu nie wspomnę. Szanuję to i mimo że jesteśmy blisko psychicznie, to nigdy fizycznie.
Pracuję w hurtowni, zbieram zamówienia i kiedy mam na liście paczkę papieru toaletowego, to zostawiam mój wózek gdzieś dalej i niosę go w rękach, praktycznie go przytulając. Czuję jaki jest miękki i jak bardzo brakuje mi bliskości.
Jeszcze żaden współpracownik mnie nie przyłapał na molestowaniu papieru. Jeszcze.
Byłam w ciąży. Dość niespodziewanej, ale narzeczony się cieszył, zaplanowaliśmy pokoik dziecięcy, wybraliśmy imiona...
Po kilku miesiącach poroniłam.
Taka jest wersja dla świata.
Wersja prawdziwa to ciężkie wady dziecka. Zrobiłam aborcję farmakologiczną. Wiem, że można legalnie usunąć ciążę z ciężkimi wadami, ale to był już 4 miesiąc, ginekolog o wadach dziecka milczał do 12 tygodnia i już nic w majestacie prawa zrobić nie mogłam.
Nie chciałam żyć ze świadomością, że rośnie we mnie chore dziecko. Nie chciałam sprowadzać na świat cierpiącej istoty, która być może umarłaby kilka chwil po porodzie. Nie chciałam łamać sobie życia dla zajmowania się chorym dzieckiem.
Wolę, by wszyscy się nade mną użalali po "poronieniu", niż wyzywali od wygodnickich i morderczyń po aborcji.
Wracałam z chłopakiem samochodem z zakupów. Przy wyjeździe z parkingu zatrzymałam się, żeby móc wjechać z drogi podporządkowanej na drogę wyjazdową. W samochodzie okna były otwarte do poniżej połowy (istotne dla sytuacji). Czekam, aż mogę wyjechać, a tu z mojej strony leci ptak i...
...trafił kupą idealnie w moje czoło.
Nigdy bym nie pomyślała, że taka sytuacja może mieć miejsce, a tu o. I chyba przez jakiś czas będę unikać otwierania okien...
Mając 14 lat, byłem na imprezie u znajomych. Była tam też dziewczyna, w której się kochałem, jak się okazało z wzajemnością. Gdy ona trochę wypiła, powiedziała mi, żebym poszedł z nią do łóżka. Podekscytowany poszedłem za nią, weszliśmy pod kołdrę, wzięła moją rękę i zaczęła kierować w różne zakamarki swojego ciała. Po chwili, że tak to ujmę, macania, zasnąłem.
Tak oto mając 14 lat przespałem się z dziewczyną i przez kolejne 3 lata myślałem, że właśnie tak działa sypianie z kimś.
Dodaj anonimowe wyznanie