Miałam okazję przez cały tydzień nie używać swojego głosu. Taki eksperyment.
Mieszkam sama, byłam na zwolnieniu, chłopaka nie mam, nikt nie dzwoni, z koleżankami piszę.
Nie mówiłam NIC. Ani do ludzi, ani pod nosem, żadnego słowa. Nawet gdy rozlałam herbatę i miałam ochotę na przekleństwo. Po tym tygodniu... Zapomniałam jak się mówi. Według moich znajomych brzmiałam jak pijana, zmęczona, a głos był bardzo niski i zachrypnięty. Nie wiem co to miało na celu, ale dosyć ciekawe doświadczenie.
Kiedy byłam dzieckiem, mieliśmy z bratem wspólny pokój. Mój brat jest nieco młodszy ode mnie, więc zwykle to ja byłam inicjatorem głupich zabaw.
Którejś nocy wpadłam na pomysł zasysania powietrza pupą. Jeżeli nikt z was nigdy tego nie robił, to wystarczy wypiąć tyłek do góry będąc na czworaka, głowę i ręce położyć na ziemi, a takie zassane powietrze można po chwili wypuścić w postaci głośnych pierdów.
W tamtym czasie mało co nas śmieszyło tak, jak puszczanie bąków, więc oczywiście koncertowaliśmy całą noc.
Teraz jestem już babką konkretnej daty i kiedy mój nie mąż wyjechał na weekend, to całkiem zabawne wspomnienie wróciło i postanowiłam sprawdzić czy dalej tak potrafię.
Ułożyłam się na ziemi w odpowiedniej pozycji, czekałam aż powietrze się zassie i wypuściłam wspaniałego głośnego pierda. Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem, po raz pierwszy w życiu dupa mnie oszukała.
Zamiast puścić bąka, po prostu się zesrałam.
Chciałem podzielić się z Wami moją krótką, acz emocjonalną historią.
Miałem ukochaną dziewczynę, z którą spędziłem 5 udanych lat w związku. Gdy nadeszła 5 rocznica, czułem, że to najwyższy czas, by się oświadczyć. Wiedziałem, że Ola bardzo tego chce, wciąż wspominała o koleżankach, które już dawno nosiły na palcu pierścionki zaręczynowe. Sam zapewne bym na to nie wpadł, ale skoro moja dziewczyna tego chciała – a była to kobieta z którą chciałem spędzić resztę życia – to bez większego zastanawiania spełniłem jej oczekiwania. Poprosiłem jej siostrę o pomoc i kupiłem pierścionek, a tydzień później klęczałem przed moją ukochaną. Myślałem, że to przyniesie nam kolejne szczęśliwe lata, tymczasem stało się całkowicie inaczej.
Przede wszystkim, wydawało mi się, że od klęknięcia do ślubu jeszcze długa droga. Myślałem, że po oświadczynach będziemy dalej mieszkać, żyć ze sobą, tak jak teraz, na luzie i na spokojnie, a ślub odbędzie się w przyszłości – za jakieś 5-10 lat. Moja Ola miała inne zdanie i zaczęła szukać sali na wesele. Kiedy pewnego dnia powiedziała, że jedzie z siostrą kupić suknię ślubną, zaświeciła mi się czerwona lampka. Wystraszyłem się tego całego ślubu, w efekcie zaczęliśmy się kłócić.
Chciałem to wstrzymać, bałem się, że po ślubie wszystko się zepsuje. Nasza relacja psuła się, Ola nie mogła zrozumieć po co oświadczyłem się jej, skoro nie chciałem jeszcze ślubu. A to nie tak, że nie chciałem, po prostu się bałem i myślałem, że mamy jeszcze na to czas, bez pośpiechu. Skończyło się na tym, że Ola wyprowadziła się do swoich rodziców. Był nawet czas, gdy wcale ze sobą nie rozmawialiśmy.
I wtedy dowiedziałem się od znajomego, że widział Olę z jakimś chłopakiem na spacerze nad Wisłą. Serce podeszło mi do gardła na samą myśl, że moja ukochana dziewczyna mogłaby spotykać się z kimś innym. Pojechałem do niej, zrobiłem jej awanturę przy rodzicach (z czego nie jestem dumny, ale niestety, targały mną silne emocje) i dowiedziałem się, że… to był tylko jej kuzyn, który przyjechał do nich w odwiedziny.
Zrobiłem z siebie narwańca i było mi strasznie głupio, ale ostatecznie bardzo cieszę się, że doszło do takiej sytuacji. Czemu? To uświadomiło mi, że w życiu nie przeżyłbym utraty Oli. Chciałem i chcę z nią być do końca moich lat, bo to po prostu kobieta mojego życia. Tak więc przeprosiłem ją za wszystko i ubłagałem, żeby wróciła do domu.
Dziś, pisząc to, jesteśmy z Olą po 2 rocznicy ślubu. I powiem Wam tak: nic się nie zmieniło poza tym, że mamy papierek i była fajna impreza nad jeziorem. Jak ją kochałem, tak kocham i kochać będę do końca świata. Niepotrzebnie się obawiałem. Piszę to, by dodać odwagi tym, którzy być może są w podobnej sytuacji jak ja kiedyś. W życiu warto być odważnym!
Kiedy miałem 7-8 lat, moi rówieśnicy chcieli być piłkarzami, policjantami, astronautami. Ja chciałem być patologiem i grzebać w zwłokach.
Gdy mam na sobie obcisłe ubranie i nie chce mi się wciągać brzucha przy ludziach, to trzymam się za brzuch i udaję, że jestem w ciąży.
Ot, taka krótka historia.
Pamiętacie tą samodzielną mamę, która została porzucona przez faceta, bo mu dziecko zaczęło przeszkadzać i zostawił ją z całym remontem? Nawet jeżeli nie, to napiszę Wam mój sposób na depresję.
Pierwsze miesiące były dla mnie bardzo ciężkie, najlepiej jakbym leżała, nic nie robiła i z nikim nie rozmawiała, schudłam i wszyscy mnie pilnowali, czy aby na pewno coś jem, a czasami to czy żyję. Miałam momenty, że wybierałam, w które drzewo uderzyć i przyspieszałam specjalnie auto, ale zawsze brakowało odwagi, bo mam dziecko, dla którego muszę żyć. Kolejne ciężkie doświadczenie dobiło mnie bardzo mocno, ale...
Zaczęłam dużo jeździć na rowerze, co spowodowało, że zaczęłam inaczej patrzeć na moje życie i na siebie. Remont skończyłam, pozbierałam się i szczerze zajmuję sobie czas tak, że nie mam kiedy rozmyślać o tym, jakie to samotne życie wiodę i jak bardzo mnie śmieć skrzywdził. Staram się widzieć same plusy w tym, że nie mam drugiej połówki. Jestem kobietą niezależną, liczę tylko na siebie, sama ogarniam siebie i dziecko i wszystkie życiowe sprawy i uwierzcie mi, że dzięki temu, że jeżdżę na rowerze jest mi z tym wszystkim dobrze.
Mam gdzieś, co inni o mnie mówią i nie boję się mieć swojego zdania.
Czuję, że żyję.
Bardzo potrzebuję rady.
Miałam kiedyś niesamowicie toksyczną koleżankę, która na początku wydawała się świetna, miła, zawsze uśmiechnięta, itd.
Z czasem kontakt zaczął nam się psuć, bo ta znajomość po prostu strasznie mnie męczyła, ale brnęłam w to dalej, za co teraz siebie szczerze nienawidzę.
Pewnego dnia przyszła do mnie, a że na dywanie miałam rozłożone książki, które chciałam przeczytać, ona zaczęła je przeglądać. Wybrała 2 i zaczęła je pakować do plecaka, który miała ze sobą. W połowie pakowania (!) zapytała się czy może je pożyczyć. Zgodziłam się. Gdybym tylko wiedziała, jakie piekło będę przez to przechodzić, to nigdy bym jej nie pozwoliła ich wziąć.
Od tego wydarzenia minęło parę miesięcy. Książek nadal nie odzyskałam. Tak, upominałam się o nie. I to kilkukrotnie. Cały czas powtarzała, że sama mam po nie przyjść, bo to moje książki, to ja jej pozwoliłam je wziąć i jej się nie chce przynosić ich do szkoły (!?).
Zaczęłam nawet pytać się innych o rady.
W końcu nie wytrzymałam i posłuchałam się jednej z rad, poszłam do szkolnej pedagog, która powiedziała, że mam napisać koleżance wiadomość i poprosić (!) o oddanie książek, a jeżeli to nie pomoże, to ona zadzwoni do matki tej dziewczyny. Ale czy ona się tym przejęła? Oczywiście, że nie! Przyszłam do niej do domu 2 razy, a ona nie chciała mnie wpuścić i powiedziała, że przyniesie mi te książki na poniedziałek.
Kiedy zobaczyłam ją w poniedziałek, podeszłam i zapytałam o moje książki, ta z głupiutkim uśmiechem powiedziała "Zapomniałam". W życiu nie byłam tak wściekła.
Skończył się rok szkolny, jest 12:34 w nocy, a ja, zamiast cieszyć się wakacjami i tym, że skończyłam szkołę podstawową i idę do liceum, duszę się własnymi łzami, bo wiem, że przegrałam tę walkę. Moja mama już straciła nadzieję na odzyskanie książek (ona je kupiła), ja zaczynam się załamywać, chodzę ciągle wściekła, a jak ją gdzieś widzę, to mam ochotę ją wrzucić na drogę, pod auto, a najlepiej pod jakąś ciężarówkę.
Wiem, że dla niektórych to tylko książki, ale ten, kto pochłania na jednym wdechu wszystko, co mu wpadnie w ręce, albo ten kto ma swoje ukochane serie\autorów powinien zrozumieć.
Już nie wiem, co robić.
Proszę, pomocy.
Mąż mnie nie kocha. Nie rozmawiamy, nie ma między nami bliskości, nie interesuje go moja osoba. Jednak nie przyznaje się do tego, cały czas wmawia mi, że jego uczucia się nie zmieniły.
A ja... nie mogę sobie pozwolić na odejście. Wspólny kredyt, strach przed reakcją rodziny, przed samotnością. Ratunkiem dla naszej sytuacji jest wspólna gra online mmorpg. Tylko tam dogadujemy się, mamy wspólne tematy, spędzamy razem czas. Bardzo bym chciała, żeby choć raz było na odwrót.
Kupiłam sobie niedawno kulki gejszy, ot tak, do noszenia, a nuż mięśnie Kegla będą sprawniejsze. Kulki są z silikonu, mają też silikonowy sznureczek, a właściwie pętelkę, za którą się ciągnie, żeby kulki wyciągnąć.
I właśnie przy tej pętelce spędzam najwięcej czasu przy myciu kulek, gdyż... idealnie dmucha się z niej bańki mydlane.
Cóż, chciałam jak dorosła zająć się swoim zdrowiem intymnym, ale jak widać dziecior wciąż we mnie siedzi :)
Zawsze kiedy jestem bardzo głodny i wracam pociągiem do domu, albo czekam na gotujące się ziemniaki, włączam przepisy kulinarne i torturuję się widokiem tłustych mięs, stopionych serów i słodkich ciast, tylko po to, żeby mój prawdziwy obiad smakował sto razy lepiej.
Dodaj anonimowe wyznanie