#2JGvB

Jestem 30-letnią mężatką. Już jako nastolatka dowiedziałam się, że najpewniej nigdy nie będę mogła mieć dzieci - wada genetyczna. Kiedyś była to dla mnie tragedia... a dziś - największe szczęście, do którego nikomu się nigdy nie przyznam.

Od pewnego czasu zrozumiałam, że absolutnie nie znoszę dzieci, nie mogę znieść ich obecności i doprowadzają mnie do szału. Nie nadaję się na matkę. Nie wiem, czemu mi się tak odmieniło... ale tak jest. I nikt nie wie, co myślę naprawdę... Oczywiście mąż przed ślubem wiedział co i jak z moim zdrowiem, powiedział, że to akceptuje i nie będziemy się martwić na zapas, może się uda. On chce dzieci, ale godzi się z tym, że nie będziemy ich mieli. Najbliższa rodzina, która wie co i jak, przez grzeczność nie pyta kiedy dzieci, żeby nie robić mi przykrości.

A ja jestem zachwycona, że uniknę posiadania dzieci (mąż nie chce słyszeć o adopcji) i w dodatku wszyscy mi jeszcze współczują, nie wiedząc, co naprawdę myślę...

#QyeH0

Piszę chyba tylko po to by się wyżalić... Zaczęło się od raka ciotki. Ta wiadomo, chwytała się wszystkiego co może pomóc. Lekarze, znachorzy, diety. Mama podchwyciła temat, ale czerpie wiedzę z najbardziej popularnego źródła, czyli Internetu. Strony o cudownej witaminie C, leczenie energią, kryształami, teraz diety bezglutenowe, surowe rzeczy... Wszystko tłumaczone "na chłopski rozum". Warzywa i owoce są zdrowe, czyli trzeba je jeść. Gotowanie rzeczy, smażenie i ogólnie obróbka termiczna pozbawia jedzenia składników odżywczych, logiczne wnioski nasuwają się same.

Strony są typowo manipulacyjne, czyli "nie wierzcie w kłamstwa, my znamy prawdę i my ją wyjawiamy".
Ręce opadają.... Bo ja nie ogarniam jak można wierzyć w coś takiego, a olewać badania naukowe. Posłuchałam już o szczepionkach z autyzmem, jedzenie o danej godzinie, bez glutenu, bez gotowania. Czekam cierpliwie na płaską ziemię.

#yiPaZ

Mój problem polega na tym, że nie potrafię zrobić kupy kiedy wiem, że ktoś jest w domu. 
Ale od początku... 
Pracuję w domu, jak nie muszę, to nie wychodzę. Gdy mamy gości i zostają na 2 dni to w tym czasie nie sram, a w ubikacji siedzę jak najkrócej, żeby nikt nie pomyślał, że robię kupę. Jedyną osobą, przy której mogłabym zrobić dwójkę jest mój mąż. 

Ale wracając do meritum.... Jakiś czas temu robiliśmy wielki remont mieszkania, ekipa przychodziła punktualnie o 8 i pracowali do 18-19. Kiedy czułam, że już bardzo chciało mi się iść "na dwójkę" brałam po prostu chusteczki i szłam do pobliskiego lasku (naprzeciw ruchliwej ulicy) się załatwić. 

Wszystko było fajnie, dopóki nie powiedziałam o tym mężowi, a on chciał żebym pokazała mu, gdzie dokładnie to robię i na miejscu się dowiedziałam, że akurat w tamtym miejscu jest monitoring niedawno założony i kamera sięgała miejsca, w którym zostawiałam swoje skarby…

Cały czas mam nadzieję, że jeszcze nie działa i nikt mnie nie widział. 

Taki apel: jeżeli ktoś jednak widział laskę, która 2 miesiące biegała srać do lasu i pakowała te obsrane chusteczki do worka, to proszę nie udostępniajcie tego nigdzie, chusteczki lądowały w śmietniku, a ja grzecznie wracałam do domu i myłam ręce.

#1Kgji

Jestem atrakcyjną kobietą, nie piszę tego żeby się pochwalić, po prostu w towarzystwie nie raz nie dwa dostaje komplementy zarówno od mężczyzn, jak i kobiet, często się zdarza, że ktoś podejdzie do mnie na ulicy zagadać, pochwalić, cokolwiek. Koleżanki wiele razy mówiły mi, że zazdroszczą mi powodzenia…
A ja? Bardzo chętnie bym się z nimi zamieniła. Jestem z natury bardzo nieśmiałą i introwertyczną osobą. Jest to dla mnie po prostu bardzo niekomfortowe, zwłaszcza w pracy. 
Poza tym myślicie, że podchodzą do mnie tylko miłe i nieszkodliwe osoby? Często „komplementy” jakie słyszę są obleśne i przykre. Często mężczyźni tak pewni siebie, nie zwracają uwagi na to że jestem przykładowo na piwie z moim partnerem i nie omieszkają złożyć przy nim oferty (bo nie wiem jak inaczej takie zachowanie nazwać) spędzenia nocy z zainteresowanym. 
Dodatkowo jestem osobą, która kompletnie nie zwraca uwagi na czyjś wygląd. Ładny wygląd jest, później go nie ma. Liczy się to czym dana osoba się kieruje i jakie ma wartości. Jestem przez ludzi czasem traktowana pobłażliwie i uchodzę na starcie za niezbyt inteligentną osobę. 

Wiem, ludzie mają większe problemy w życiu, ale mój wygląd zaczyna mi coraz bardziej przeszkadzać, czasem zaczynam myśleć, że mogłabym ulec jakiemuś wypadkowi, który zmieniłby moją urodę i może wtedy ludzie zaczęliby dostrzegać mnie, a nie tylko ładną buzię.

#kD7mI

W szkole byłam prześladowana przez pewną dziewczynę. Nie były to jednak typowe dziecięce prześladowania, dokuczania. Ona (nazwijmy ją Magda) potrafiła grozić mi nożem przed szkołą albo zaprowadzić za garaże i dać "prezent przeprosinowy", który po rozpakowaniu okazał się truchłem kota.

Wiele razy chodziłam z tym do nauczycieli, ale przy nich ona zachowywała się normalnie, wręcz wzorowo. A klasa? Oni twierdzili, że np. kiedy ja mówiłam, że Magda groziła mi nożem, ona tak naprawdę była z Basią i Kasią, żadnego prezentu nie było itd. Moi rodzice kilka razy wkraczali do akcji, ale zawsze włączała się też moja siostra i ona także broniła Magdy, aż w końcu rodzice przestali mi wierzyć. Pod koniec piątej klasy sama sobie nie wierzyłam i w ten sposób zaczęła się moja wędrówka od psychologa do psychiatry do psychiatryka do psychologa.

Tydzień temu, po piętnastu latach od ukończenia szkoły, upiłam się z siostrą i jakoś tak zaczęłyśmy temat szkoły, a ta wyznała mi, że Magda naprawdę się nade mną znęcała i wszyscy w klasie o tym wiedzieli, ale uznawali to za zabawne.

#RJRY8

Jakoś przywykłam do faktu, że nie mam dzieci. Trudno, chciałabym je mieć, ale nie wychodzi. Rozważamy z mężem adopcję.

Moja mama nie może się z tym pogodzić. Ostatnio podczas rozmowy zasugerowała, że jak nie mogę mieć dzieci swoich biologicznych, to ona odda mi swoją komórkę jajową, żeby tylko miała wnuki. Według niej, to znacznie lepsze od adopcji.

Inaczej mówiąc, zaproponowała, żebym urodziła dziecko JEJ i mojego męża!! To kim ono miałoby być dla mnie? Dzieckiem, rodzeństwem?

#EyTHf

Mieszkam z rodzicami i dziadkami w dużym domku jednorodzinnym. Wczoraj, gdy moi rodziciele byli w pracy, stało się coś bardzo dziwnego.

Mój liczący sobie 92 lata dziadek, mimo swoich problemów z korzonkami, błyskawicznie zbiegł po schodach i wpadł do kuchni, w której akurat pichciła sobie babcia. Ponieważ nestor naszego rodu jest trochę przygłuchy, z łatwością usłyszałem całą rozmowę. Otóż nasz rodowy wapniak od kilku dni testował na sobie przepisane mu leki podwyższające libido i właśnie, pierwszy raz od dekady, dostał erekcji.

Jeszcze nie wyszedłem dobrze z szoku i próbowałem dojść do siebie, po tym co usłyszałem, kiedy w salonie zjawiła się babcia. Wcisnęła mi w dłoń 50 zł i mówiąc: „Masz tu, wnusiu. Idź sobie do kina” siłą wypchnęła mnie za drzwi.

To najbardziej niezręczna sytuacja, w jakiej kiedykolwiek się znalazłem.

#i2zb6

Dawałam kiedyś korepetycje z angielskiego dziecku znajomego mojego taty. Taka przysługa za przysługę. Nie zarabiałam na tym.

Ad rem. Dzieciak był niezwykle trudnym uczniem (ładnie mówiąc), nie odpowiadał na zadane pytania (czasami siedzieliśmy pół godziny w ciszy), nauka nie przynosiła żadnych efektów. Przez rok co tydzień powtarzaliśmy odmianę "to be". Na myśl o kolejnej lekcji cała się trzęsłam. Przy nim starałam się zachowywać spokój, chociaż nie jestem człowiekiem o wielkiej cierpliwości.

Co innego z wyobraźnią, którą mam zdecydowanie zbyt bujną. Gdy już ledwo wytrzymywałam, przed podniesieniem głosu i wyrzuceniem dzieciaka z lekcji ratowało mnie wyobrażanie sobie, że uderzam jego głową o kant biurka. Być może sadystyczne, ale jakoś dzięki temu mogłam zachowywać zewnętrzny spokój przez godzinę męki.

#tgzs1

To anonimowe jest dla wszystkich chamskich kobiet, które próbują dowartościować się w oczach innych obrażając przy tym przypadkowe osoby.

Zacznę od tego, że też jestem kobietą, która od zawsze męczy się z przytyciem chociażby jednego kilograma. Przez całe swoje życie, zaczynając od dzieciństwa słyszałam wredne komentarze na temat mojej sylwetki. Od bliskich ludzi do zupełnie obcych. Normą jest u ludzi komentowanie szczupłych osób przykładowo "Boże jak ty wyglądasz, zacznij jeść", "Czy ty masz anoreksję?", "Może powinnaś pójść do lekarza, to nie jest normalne", "Nie mogę na ciebie patrzeć, przytyj w końcu", albo kiedy w pracy na śniadanie jadłam ryż z warzywami i kurczakiem, życzliwe "koleżanki" zaczęły komentować i śmiać się, że się odchudzam i takie jedzenie jest dla osób na diecie odchudzającej. Broń Boże żebym w pracy piła wodę z cytryną "wiesz, że po tym się chudnie?".

Ludzka niewiedza i głupota nie mają granic. Kiedy na pytanie czy mam anoreksję od pani z bardzo wielką nadwagą, odpowiedziałam "czy wie pani co to jest anoreksja?", zostałam zjechana, że ona tylko grzecznie zapytała, nie muszę od razu tak wrednie odpowiadać.

Ostatnio byłam z narzeczonym na festiwalu w mieście, szliśmy akurat chodnikiem, obok nas przeciskała się grupa ludzi. Nagle słyszymy głośny komentarz jednej z kobiet "Boże, przecież to już anoreksja". Nawet nie macie pojęcia jak psujecie psychikę osobom takim jak ja. Latem, w gorące dni nie chce wychodzić mi się z domu, ani jechać na plażę czy gdziekolwiek gdzie trzeba odsłonić trochę ciała, żeby nie spocić się jak świnia. Spojrzenia i komentarze ludzi są na tyle uciążliwe, że wolę zostać w domu. Po prostu nie mam ochoty dosłownie codziennie słuchać komentarzy na temat mojego wyglądu.

Dodam, że do wyglądu anorektyczki mi daleko, czasami widuje podobne osoby na mieście, więc to nie jest tak, że ktoś nagle zobaczy jedną taką osobę na milion i jest po prostu zszokowany. Najlepsze jest to, że od mężczyzny ani dziecka nigdy takiego przykrego komentarzu nie usłyszałam. W 90 procentach komentują kobiety z nadwagą. Jak naprawdę tak bardzo razi was to w oczy, to nie patrzcie, a komentarze zachowajcie dla siebie. Nigdy nie usłyszałam od kogokolwiek, żeby mówił do osoby otyłej "Boże jak ty wyglądasz, przestań jeść" itp. Co więcej, często gdy osoba z nadwagą narzeka na swoją sylwetkę, nie ma prawa jej nic poradzić, bo nie rozumiesz jak to jest i głównie to "powód choroby, z tym nic nie da się zrobić." Czy nikt nie jest w stanie pomyśleć, że osoba nadmiernie szczupła też chciałaby przytyć, ale jej się to nie udaje?
Dodaj anonimowe wyznanie