#u3011

Pracowałam w firmie od trzech lat. Zwolniłam się bo znalazłam inną pracę. Wszystko uzgodnione i czekam do końca okresu wypowiedzenia. Zostały mi trzy dni. Firma zmieniła zdanie z powodu reorganizacji i wstrzymała zatrudnienia. Zostałam na lodzie. Znalezienie tej pracy zajęło mi rok. Zaczyna ogarniać mnie stan depresyjny.

#vZ48y

Czasami się czuję jakby mój facet wolał spędzać czas ze swoją mamą niż ze mną. Nie mieszkamy jeszcze razem, ja studiuje, on pracuje, więc ze wspólnym mieszkaniem czekamy, aż skończę studia, więc widujemy się raz u mnie, raz u niego, zdarzają się czasem nocki. Jednak to, że mój chłopak mieszka z matką, to jej jest ciągle mało, ciągle twierdzi, że go mało widzi, że mało z nim rozmawia itd., itp.



Umówiłam się z nim na dzisiaj, miał do mnie wpaść, mieliśmy spędzić przyjemną noc, no ale musi jechać do domu, bo mamusia napisała, że długo już z nim nie rozmawiała i on od razu odwołuje spotkanie ze mną, ponieważ musi wracać do domu do mamy... Czy to jest normalne? Czy to ze mną jest coś nie tak...

#MiQMd

Jestem zdrową osobą, całe życie uprawiam sport i nie bywam w żadnych fast-foodach, słodyczy nie jadam, a o alkoholu i tytoniu nawet nie wspomnę. Popijam energetyki i właściwie o tym będzie moje wyznanie.

Za młodu kupowałam sobie energetyka codziennie wieczorem. Trwało to miesiąc, a moją biesiadę zakończyły kłopoty finansowe. Codzienne wydawanie 2zł było jednak przesadą.

Od tego czasu minęło 7 lat. Jakiś czas temu doszła do naszej firmy pewna dziewczyna, która popija codziennie energetyka. Już za pierwszym razem poczułam woń i... od tego się zaczęło. Ciągle widziałam zużyte puszki, przy sklepach czułam ich zapach, a na pijącą koleżankę patrzyłam z zazdrością. No i zaczęło się jak dawniej, codziennie wieczorkiem piłam, tyle że pieniądze akurat mi nie przeszkodziły. Za każdym razem czułam poczucie winy, że sobie szkodzę i że zaraz się uzależnię. Słyszałam kiedyś sposób z przejedzeniem. Wyczytałam ile kofeiny mogę wypić. Kupiłam parę energetyków i po prostu je wypiłam. Przy ostatnim myślałam, że zwymiotuje. Głównym problemem było przesłodzenie i napełnienie żołądka. Kofeina na mnie nie działa, więc zaraz poszłam spać. Rano miałam złe samopoczucie, a na treningu czułam ból brzucha po prawej stronie. Te uczucie spowodowało moje obrzydzenie do energetyków i jak wącham puszkę to bierze mnie na rzygi.

Teraz sobie myślę, że było to nieodpowiedzialne, ale nadal myślę, że przejedzenie może być dobrym pomysłem, ale nie przy wszystkich produktach.

#PaRa4

Spotkanie służbowe z przedstawicielami firmy oferującej oprogramowanie, którym jesteśmy zainteresowani.


Przyjechała Pani z Panem.
Zapraszam do salki konferencyjnej, przedstawiamy się sobie, po czym Pan wyraża chęć skorzystania z toalety zanim zaczniemy.
Jako, że u mnie w pracy wysoki poziom bezpieczeństwa, to wszystkie drzwi na kartę. Nasze piętro nie ma osobnej recepcji, do nas trafiają tylko zaproszone osoby.
Wyprowadziłam więc Pana na korytarz poza drzwi główne (bo tam znajdują się toalety), i zerkałam co chwilę czy nie pojawił się pod drzwiami.
Długo nie wracał (czasowo to wychodziła dwójka z problemami), wdałam się w grzecznościową rozmowę z jego koleżanką i okazało się że przeoczyłam jego powrót (ktoś go wpuścił). Ku mojemu zaskoczeniu nagle zapukał do drzwi salki (tak, też nie ma swobodnego wejścia).
Tak mnie to zaskoczyło, że z głupia frant wypaliłam (myśląc o tym wejściu bez mojej pomocy):
- Ooo, udało się?
....
Dopiero jak przebrzmiały moje słowa, uświadomiłam sobie jak to z jego punktu widzenia wyszło...
Facet coś mruknął, uciekł na miejsce przy stole i do końca jakoś dziwnie na mnie patrzył...

#OBjEP

Kiedy chodziłem do podstawówki, byłem otoczony przez mitomanów. Dzieci kłamią na potęgę. Jednak ja byłem tym szczerym dzieciakiem, który nie lubił jak ktoś ciśnie kit i łatwo wyłapywałem fałsz. Im byłem starszy, tym bardziej nie lubiłem kłamstw, nie interesowały mnie plotki i zmyślone historyjki, irytowało mnie, że ludzie nie są szczerzy, niezależnie od ich intencji. Tak bardzo nienawidziłem kłamstw, że żadne nie przechodziły przez moje gardło, nie potrafiłem kłamać, nawet jeśli miałoby uchronić mnie to od problemów.

Wszystko zmieniło się, kiedy miałem już 20 na karku i dotyczyło relacji damsko-męskich. Nigdy w życiu nie miałem dziewczyny. Dlaczego? Bajecznie proste, ponieważ żadna kobieta mnie nigdy do tego stopnia nie zainteresowała, nigdy się nie zakochałem, nigdy się nie zauroczyłem, nigdy nie spotkałem kobiety, z którą chciałbym spędzać więcej czasu niż to konieczne.

Jednak 20 lat to już taki wiek, kiedy brak doświadczenia z kobietami, jest dla większości ludzi czymś niewyobrażalnym. Kumple ciągle nawijali o dziewczynach, a w domu musiałem wysłuchiwać narzekań matki, która najchętniej już teraz zostałaby teściową i babcią. Widząc moją bierność, wszyscy już zaczęli dyskretnie podpytywać czy jestem gejem.

Oczywiście mógłbym powiedzieć prawdę, ale nic by mi to nie dało. Matka jeszcze bardziej zawracałaby mi głowę, a kumple wzięliby sobie za punkt honoru, żeby mi znaleźć partnerkę albo uznaliby, że wbrew temu co mówię, jestem homoseksualistą. Jestem tolerancyjny, ale wywodząc się z konserwatywnej rodziny, nie mogę sobie pozwolić na łatkę geja, bo mój ojciec już taki tolerancyjny nie jest i plotka wystarczyłaby, żeby (w najlepszym wypadku) się mnie wyrzekł.

Kłamstwa zaczęły się niewinnie. Wymyśliłem historyjkę o swojej pierwszej dziewczynie, którą poznałem będąc uczniem gimnazjum. Czekałem z tą historyjką na taką typową "męską noc", gdzie wszyscy w stanie nietrzeźwości, opowiadają historię swojego życia, więc nikogo nie zdziwiło, że dopiero po połowie dekady poruszam ten temat. Napracowałem się nad tym kłamstwem, wszyscy to łyknęli.

Minęły dwa lata od tego kłamstewka, przed kumplami regularnie odstawiałem teatrzyki, flirtowałem z dziewczynami na imprezach, żeby zaraz potem je olać jak ostatni cham, matce opowiadałem o "koleżankach", wychodziłem wieczorami na "randkę", a siedziałem w parku pijąc piwo. Moje fikcyjne związki trwały zazwyczaj kilka tygodni, im bardziej matka nalegała, żebym jej przedstawił swoją wybrankę, tym bardziej narzekałem i opowiadałem, że chyba nic z tego nie będzie. Czasami robiłem sobie zdjęcia z dziewczynami, z którymi flirtowałem na potrzeby teatrzyku przed kumplami i wysyłałem te zdjęcia matce, żeby dodać wiarygodności swojemu kłamstwu.

Zostałem strasznym hipokrytą i gnojem.

#EeK5O

Uwaga, będzie obrzydliwie.
Jako, że nigdy choruję, nie korzystam również z L4.
Od tygodnia bolały mnie oczy, opuchnięte powieki, czerwone gałki oczne.

Tego dnia szef w korpo okrutnie mnie wkurzył, mówię sobie "A niech sp$#@! Idę jutro do lekarza, biorę L4 na 3 tygodnie".


Jadę więc do domu, zadowolony z siebie, planuję już ten boski urlop.
Plan zajebisty, ale patrzę w lusterko, a oczy jakby mniej spuchnięte.
Nie no nie poddam się, na taką opuchliznę będzie tylko tydzień wolnego.
Myślę, myślę... nasikałem na dwa gaziki.
Przykładam do oczu.
Smród niesamowity, ale czuję już te 3 tygodnie wolnego... i trzymam te pieprzone gaziki na oczach.
Taak - rano opuchlizna dzięki nim magicznie zniknęła.

#HESeW

Ten rok zapowiadał się szczególnie. Zaszłam w ciążę. Wkrótce okazało się, że moja siostra bliźniaczka również spodziewa się dziecka. Możecie się domyślić jaka radość zapanowała w rodzinie. Wspólnie zaczęłyśmy snuć plany o przyszłości. Dzieliłyśmy się zdjęciami USG, wynikami badań. Zastanawiałyśmy się jakie meble kupić, jaki wózek wybrać. Wspierałyśmy się we wszystkich trudach związanych z ciążą. Byłyśmy w tym wszystkim razem. Terminy porodu były bardzo podobne, więc nawet śmiałyśmy się, że rodzić też będziemy razem, a potem napiszą o tym artykuł. To była istna sielanka. Niczego więcej nie brakowało nam do szczęścia.


Tego dnia nigdy nie zapomnę. Telefon. Krzyk i płacz. Pojedynczo wyrzucane słowa.To była moja siostra. Z całego potoku słów zapamiętałam tylko jedno: dziecku przestało bić serduszko. reszty nie zrozumiałam, a może nie słyszałam - nie wiem. Do tzw. pokropka byłam jak w transie. Nie docierało do mnie. Przecież w przyszłym tygodniu miałyśmy razem wybierać tapety do pokoi dziecięcych.


Dopiero gdy zobaczyłam maleńką, białą trumnę pośród morza kwiatów, na moment do mnie dotarło. W tej małej białej skrzynce zamknięty był ogrom miłości, marzeń, które pozostaną niespełnione. Nigdy nie spodziewałabym się, że można tak mocno tęsknić za kimś, kogo się nie zdążyło poznać. W jednym momencie radość zamieniła się w smutek, a pośród tej całej żałoby ja - ta, która nadal jest w ciąży. Gdy trumnę chowali do grobu, czułam ruchy mojego dziecka.
Nie potrafiłam wrócić do normalności. Jak miałam się cieszyć, planować, chwalić się kolejnymi zdjęciami z usg? Czułam się winna. Kiedyś nie była dnia bez rozmów z moją siostrą, teraz nie wiedziałam jak z nią rozmawiać. Bałam się, że będę rozdrapywać jej rany, sprawiać ból.

Po porodzie negatywne uczucia nieco zelżały. Wszyscy bez wyjątku cieszyli się nowym członkiem rodziny.



Zbliżał się 1 listopada. Zaproponowałam, że uprzątnę grób. Chciałam coś zrobić dla tego dziecka i dla siostry. Nadal nie miała siły żeby odwiedzić cmentarz. Sprzątałam wypalone znicze i zwiędnięte kwiaty, gdy nagle odkryłam mrowisko i ślimaka pełzającego po grobowym kopczyku. Wtedy nie wytrzymałam. Tym razem to ja krzyczałam i ja płakałam. Moje dziecko spało w pachnących, mięciutkich poduszkach, a dziecko mojej siostry przykrywała zimna, stęchnięta ziemia, pełna robactwa.

Po porodzie ludzie pytali się mnie co czuję. Dopiero wtedy to zrozumiałam. Strach. Do końca życia już będę się bać, że mojemu dziecku może się coś stać.



Na co dzień nikt nie wie z czym się zmagam. Widzą we mnie szczęśliwą mamę - w sumie jestem szczęśliwa za dnia. Co noc zamykam się w łazience, wypłakuje się nad losem mojej siostry i jej dziecka, jednocześnie dziękując, że mogę swoje tulić w ramionach. I znowu czuję się winna szczęścia, które mam.
Dodaj anonimowe wyznanie