#8Idmb

Jako mała dziewczynka miałam często "sny na jawie", czyli budziłam się w nocy, ale mój mózg tak jakby jeszcze spał i np. widziałam postaci chodzące po domu, zazwyczaj były to jakieś zielone ludziki czy typowo bajkowe postaci, ale był jeszcze on, wysoki, szczupły mężczyzna, którego twarzy nigdy nie mogłam zapamiętać.

Często stał przede mną i po prostu się na mnie patrzył a ja, mimo że nie słyszałam jego głosu, wiedziałam co mówi (trudne to do wytłumaczenia).

Pewnej nocy spałam razem z mamą i znowu się przebudziłam, widząc go stojącego na łóżku. Powiedziałam mamie, że jakiś mężczyzna stoi nad łóżkiem, opisałam jak wygląda, a potem powiedziałam mamie "on mówi, że chce mnie zabić". Miałam wtedy może z 5 lat. Wraz z wiekiem dziwny pan zniknął, ale bardzo dobrze go pamiętam. Przez lata tłumaczyłam sobie, że to tylko dziecięce sny i wyobrażenia, aż do wczoraj.

Jakiś czas temu mężczyzna znowu zaczął się pojawiać w moich snach. Często budząc się w nocy, słyszę kroki albo widzę cienie chwilę po przebudzeniu. Zawsze to tłumaczę sobie tym, że po prostu mój mózg jeszcze nie do końca się wybudził i potrzebuje paru sekund na ogarnięcie, że już nie śpię, ale wczoraj przy spontanicznej rozmowie mój narzeczony powiedział mi, że doświadcza dokładnie tego samego, i że często po przebudzeniu w nocy widzi bardzo wysokiego mężczyznę, którego twarzy nie jest w stanie zapamiętać stojącego na balkonie...

Teoretycznie nie wierzę w zjawiska paranormalne, zawsze miałam na to jakieś wytłumaczenie, ale coś w głębi serca mi podpowiada, że to nie jest normalne, że 16 lat później mój narzeczony widzi dokładnie tego samego mężczyznę co ja w dzieciństwie i to w tym samym czasie, kiedy mi wróciły sny z nim związane.

#SD6hh

Bardzo zazdroszczę ludziom że umieją się świetnie bawić.

Ja jestem wiecznie znerwicowany i nigdy się nie bawię, nie umiem się wyluzować, po prostu nie potrafię, nawet jak wypiję odrobinkę, to dalej jestem zablokowany!

Zazdroszczę też ludziom, którzy chodzą na basen, na plażę. Niestety, jako nastolatek miałem koszmarne wypryski i całe moje plecy wyglądają jak krajobraz po bitwie, mam masę blizn i wstydzę się tego tak, że w życiu się nie rozbiorę publicznie.

Od podstawówki nie pływałem, a mam 35 lat. Czasami kiedy przechodzę obok plaży i widzę grubych równie nieidealnych ludzi jak ja, mówię sobie "przecież oni mogą, a ja?" Dlaczego ja nie? Niestety nie umiem, nie potrafię.

#rvOJM

Mój mąż rozstał się z byłą dziewczyną trzynaście lat temu. Mimo tego, na początku naszej znajomości, wciąż ją miał w znajomych na FB. Raczej bym jej nie zauważyła, gdyby nie to, że skomentowała NASZE WSPÓLNE ZDJĘCIE z wyjścia gdzieś, komentarzem: "Pamiętam, jak my też tam byliśmy <3".

No i się zaczęło. Dnia nie mogłam przeżyć, żeby nie przeglądać jej Fejsa, Instagrama etc. Czasami płakałam w trakcie tego. Blokowałam ją, a potem odblokowywałam, żeby sprawdzić, co się u niej dzieje, czy dodała nową fotkę lub jakiś wpis.

Dziś mijają cztery lata od tego dnia. Nie pomogły rozmowy z mężem, psychologiem. Postanowiłam jednak zebrać się w sobie, ściągnęłam dodatek do przeglądarki i zablokowałam sobie wszystkie jej stronki. Zamierzam ustawić do blokady specjalne silne hasło z jakiegoś generatora, żeby mnie nie kusiło zapamiętanie go i czasami "podglądanie".

Wiem, że wielu osobom wyda się to żałosne, ale dla mnie to pierwszy krok do uwolnienia się, od czegoś, co mnie po prostu długo zatruwa.
Trzymajcie kciuki.

#EVqwZ

Jakiś już czas temu, znajomy zaprosił mnie na prelekcję dotyczącą obrzędów religijnych z całego świata. Nie pojawiło się zbyt wiele osób, ale nie przejąłem się tym, bo miałem okazję zobaczyć niecodzienne tańce i obrządki, niestety bez jakichkolwiek objaśnień. Na koniec zachęcono nas do wzięcia ulotek i "zapisów".
Okazało się, że poświęciłem ponad godzinę na ceremonię jakiejś sekty.

#jYPpK

W mojej pracy pojawił się ktoś nowy. Chłopak ma 26 lat i jest ode mnie nieco młodszy. Wygląda zupełnie zwyczajnie. Nie jest ani brzydki, ani jakoś niesamowicie przystojny, po prostu przeciętny, zwykły gość. Tylko, że kiedy go widzę, to dzieje się ze mną coś dziwnego. On mnie potwornie kręci! Tak całkowicie, strasznie i niewytłumaczalnie. Nigdy nikt tak na mnie nie działał i nie sądziłam, że to w ogóle możliwe! Kiedy go widzę, to mam ochotę się na niego dosłownie rzucić. Nie wiem dlaczego to się dzieje, bo obiektywnie patrząc, to on nawet nie jest w moim typie.

Tutaj nie chodzi o jakieś zakochanie, miłość, czy inne wyższe uczucia. Nic do niego nie czuję, oprócz jakiegoś szalonego pożądania. Nie chcę być z nim w związku.

To wszystko nie byłoby takie straszne, gdyby nie to, że mam chłopaka. Co więcej bardzo go kocham i jestem z nim szczęśliwa. Nie chcę się z nim rozstawać. Mój chłopak też mnie kręci i zawsze tak było, ale nie w takim stopniu jak tamten! Nie wiem dlaczego to się dzieje i nie potrafię tego zrozumieć, ani temu zaradzić. Mam potworne wyrzuty sumienia. Absolutnie nie zamierzam zdradzać mojego faceta, dlatego z tamtym ograniczyłam kontakt do minimum. Najciekawsze jest to, że w ogóle o nim nie myślę, kiedy go nie widzę. Niestety, z racji pracy, czasem muszę z nim porozmawiać.

Ostatnio mu coś tłumaczyłam. Stał tak blisko, że czułam na twarzy i szyi jego oddech. Nie macie nawet pojęcia jak mnie to podnieciło! Dosłownie czułam jak robię się mokra. Po tej rozmowie musiałam iść do toalety, żeby zrobić sobie dobrze, bo nie mogłam wstrzymać. Doszłam w kilka sekund. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiłam w pracy.

Nikomu o tym nie odpowiedziałam. Czuję się z tym wszystkim strasznie. Jak niewierna szmata. Nie mogę spojrzeć mojemu facetowi w oczy!
Wygląda na to, że muszę zmienić pracę, bo inaczej zwariuję! Najlepsze jest to, że ten chłopak nie ma nawet pojęcia jak na mnie działa, a ja nie rozumiem dlaczego to się w ogóle dzieje! Ja na niego raczej tak nie działam, bo (chyba) bym zauważyła.

#77UXa

Przez całą szkołę średnią miałam łatkę "dziwki", "łatwej dziewczyny" itp... Często potwierdzałam przez wzruszanie ramion i kręcenie oczami, że z kimś się przespałam i to nie jest wielka sprawa, aby o tym opowiadać.

Prawda jest taka, że pierwsze pocałunki, mizianki, zaliczyłam na drugim roku studiów, a samo dziewictwo straciłam na trzecim roku.

#yrptN

Poznałem ją prawie dwa lata temu. Banalnie, na portalu randkowym. Ja podczas rozwodu, ona ponoć też. Pech chciał, że zakochałem się od pierwszego spojrzenia, bez pamięci, bez granic. Trudno byłoby nie zakochać się najpiękniejszej kobiecie na ziemi i jest to bliskie prawdzie. Oczywiście po drugiej stronie nic nie zaskoczyło.

Byliśmy w takim luźnym związku przez kilka miesięcy, codziennie restauracja, kawiarnia, prezencik. Czasami jakiś hotel. Potem oznajmiła, że wyjeżdża za granicę, ale na pewno wróci. Ok. To co robię? Nadal ją utrzymuję i ślę jej co miesiąc po kilka tysięcy, aby na nic nie brakowało. Po 10 miesiącach wraca. Radość wielka. No, ale o mieszkaniu razem nie ma mowy. Potrzebuję wyciszenia po życiu pod butem mamy. Więc ok… opłacam pokój, życie, lekarzy itp. Do mojego mieszkania nie chce się wprowadzać ani na godzinę, więc wynajmuję, takie jakie sobie marzy, z ogródkiem z portierem, blisko centrum. Wpada tutaj na dzień, lub dwa i zwiewa jak poparzona, że nie chcę ze mną przebywać. Do tego wszystkiego, dziewczyna zatraciła się w lekach, alko i zdrowie fizyczne, i psychiczne siadło.

Mnie ta jazda wykończyła przede wszystkim finansowo. Utrzymywanie trzech domów (alimenty, własny I dziewczyny), I gdy ostatnio okazało się, że nie będę wstanie na czas opłacić czynszu, wpadła w szał. Wiem, wiem, jestem klasycznym idiotą, który próbował kupić miłość, a gdy kasy zabrakło, zostało mu anonimowe wyznanie.
A co najgorsze, to nadal ją kocham.

#54sPb

Jestem w związku i codziennie zastanawiam się czy dobrze zrobiłam ufając Antkowi.

Zaczynając od początku.

Wiele lat temu, gdy miałam 12 lat, byłam wykorzystywana seksualnie przez kilka miesięcy. Skończyło się to kiedy poszłam do następnej szkoły. Nigdy tego nie zgłosiłam, nawet nikomu nie mówiłam, wspomnienia całkiem wyparłam z pamięci. Dopiero na studiach wspomnienia wróciły, kiedy to na jednej z imprez kolega dość nachalnie zaczął się do mnie dobierać. Z nocy na noc wspomnienia wracały w snach, czasem w dzień podczas zwykłych czynności. Miałam wrażenie, że ktoś odsłonił kurtynę i przedstawienie, na które bałam się przyjść rozpoczęło się, a ja nie mogę opuścić sali. Moje życie diametralnie się zmieniło, zrozumiałam swoje wcześniejsze dziwactwa jakie miałam np, byłam bardzo wyczulona na kwestie przestrzeni osobistej.

Jednak, żeby nie odbiegać od tematu, odkąd pamiętam moje życie seksualne jest dość skomplikowane, są dni gdzie jest okej, a są dni gdzie w łóżku łapie mnie paniczny strach. Niestety ma swojej drodze spotykałam facetów, którzy poznając całą historię uciekali gdzie pieprz rośnie, bo kto normalny chciałby być z "uszkodzoną" dziewczyną. Czasem mówiłam na początku związku, a czasem dopiero po ataku paniki, ale każda opcja kończyła się tak samo. Aż do niedawna, kiedy poznałam wspaniałego faceta, inteligentny, zabawny, wyrozumiały. Coś zaczęło się między nami kroić, chemia zaczęła rosnąć.

No więc kiedy nasze spotkania zmieniły się w związek, postanowiłam powiedzieć mu prawdę. Po raz pierwszy ktoś mnie tak pozytywnie zaskoczył. Antek mało, że zrozumiał sytuację, to jeszcze obiecał cierpliwość i pomoc w pokonaniu demonów. Skakałam z radości przez pierwszy tydzień związku... Teraz mój facet po pięciu minutach spędzonych razem, wpycha mi dłoń pod stanik mówiąc, że to jego ulubiona część ciała kobiety. Jak oglądamy film, uwielbia jak leżę w samej bieliźnie, a najlepiej bez stanika. Zawsze jak się całujemy musi wkładać rękę do stanika, mówiąc że on też chce mieć przyjemność z tego. A jak mówię "nie", to wtedy zaczyna dobierać się do majtek mówiąc, że mam wybierać góra czy dół. Jak go proszę by się powstrzymał, pyta się czy chcę w domu faceta czy pi*dę. Uwielbia szarpać mnie za włosy czy przytrzymywać moje ręce nad głową. Jak próbuje z nim rozmawiać, żeby tak nie robił mówi, że dramatyzuje i że on mnie do niczego nie zmusza, że jest facetem i to normalne. I zaraz po tym mówi jak to jest ze mną szczęśliwy i że jestem najlepszym co go w życiu spotkało.

Nie spaliśmy ze sobą jeszcze, ale jak tylko o tym myślę, boję się tak bardzo, że zaczyna robić mi się słabo. Antek zaczyna już pomału naciskać na seks mówiąc, że 2 miesiące związku to już i tak dużo życia w celibacie. Sama nie wiem czy mam takiego pecha do facetów czy faktycznie dramatyzuję.

#NmMi3

Mój były partner jest moim szefem.

Związaliśmy się jak już moja pozycja w firmie była dość wysoka, więc nic przez łóżko nie załatwiałam. Z pewnych względów się rozstaliśmy, ale dalej coś do siebie czujemy. Mimo tego bardzo chcę iść do przodu. Mam dość samotności i boję się, że czas ucieka. Niestety to nie takie proste. Po dość poważnej rozmowie "o nas" mój były partner dał mi wybór. Albo dalej pracuję w firmie, jestem stabilna ekonomicznie i spełniona zawodowo, ale sama, albo odchodzę z firmy i układam sobie na nowo życie z nowym partnerem. Oczywiście to nie szantaż według niego, po prostu on dalej coś do mnie czuje i mimo tego, że nie może ze mną być, to nie chce patrzeć, jak jestem z kimś innym.

I szczerze mówiąc to ja wiem, że po czymś takim powinnam odwrócić się i pierdachnąć drzwiami. Ale to nie takie proste. Lubię swoją pracę, dobrze w niej zarabiam, więc spokojnie spłacam kredyt za mieszkanie, pomagam rodzicom i stać mnie na fajne życie. Jestem przerażona, że mogłabym stracić to poczucie bezpieczeństwa i zaczynać wszystko od nowa. Chyba bardziej przeraża mnie to niż życie w samotności, która prawdopodobnie mnie czeka.
Dodaj anonimowe wyznanie