#19JHZ

W podstawówce byłam gnębiona - ot, historia jakich wiele. Miałam dobre oceny, ale miałam parę kg za dużo, a że byłam cicha, nie miałam modnych ubrań i wolałam książki od plotkujących koleżanek, więc typowy materiał na "ofiarę". Wszystko ucichło, gdy poszłam do gimnazjum, część oprawców nie zdała, a część wylądowała w innej klasie niż moja i zajęli się następnymi.


Od tamtych czasów minęło już kilkanaście lat. Traumy nie mam, choć pojawiają się problemy z funkcjonowaniem w większej grupie, nie ufam ludziom dopóki ich dobrze nie poznam, itd.


Przy sprzątaniu szafek znalazłam pamiętnik z tamtego okresu. Opis wydarzeń praktycznie nie wzbudził we mnie emocji poza jedną - nie mogłam pohamować wkurzenia. Nie, nie na oprawców czy też niesprawiedliwość.
Na moją ówczesną "przyjaciółkę".
Doskonale wiedziała, jaka jest moja sytuacja, a mimo to twierdziła, że "Nie życzy źle tym chłopakom". Mało tego, do głównego agresora potrafiła pójść na urodziny, a potem opowiadać mi, jaka to była cudowna impreza. Kiedy zaś na korytarzach dochodziło do "akcji", ona po prostu odchodziła, żeby porozmawiać z inną koleżanką.

Wiem, było się dzieciarnią, może też przesadzam... Ale nie umiem się pozbyć tej zadry.

PS. Nie, nie powiedziałam rodzicom... Sytuacja w domu była ciężka, byliśmy biedni, bo rodzice musieli spłacać kredyt na nowo wybudowany dom, mama harowała, a ojciec "chorował" albo wpadał w alkoholowy cug.
Wiedziała o tym cała klasa i niektórzy nauczyciele, którzy byli świadkami szykanowania na przerwie. Nikt nigdy nie zareagował.

#IXSOK

Od zawsze uznaje się, że każde dziecko jest śliczne i jest małym aniołkiem. Mówmy szczerze - nie są. Wiele małych dzieci mi się nie podoba wizualnie. Będąc w ciąży okropnie się denerwowałam, że moje dziecko będzie brzydkie. Niby maleństwo zawsze się podoba matce, bo patrzy przez pryzmat miłości, ale mnie to miejscami przerastało. Śniło mi się nawet, że rodzę dziecko z uszami jak elf, albo z jakimiś dziwnymi oczami. Pod koniec ciąży zapisałam się do psychologa. Niestety wizyty nie odbyłam, bo tuż przed wizytą dostałam zapalenia pęcherza. Dziecko urodziło się normalne.

#SPfff

Kiedy byłam dzieckiem (około 8-10 lat) lubiłam bawić się na dworze w dokarmianie pająków. Na moim podwórku było mnóstwo zakamarków, gdzie siedziały pająki ze swoimi poziomymi pajęczynami. Żal mi ich było, bo wyglądały swoimi głodnymi oczkami ze swoich pajęczynowych jamek i wypatrywały potencjalnej ofiary, więc szybko wpadłam na pomysł, że mogę łapać dla nich muchy i podrzucać. Problem w tym, że muchy szybko im odlatywały, bo często te pajęczyny działały jak trampolina. Wymyśliłam więc, że będę odrywać im skrzydełka. Dzięki temu wykarmiłam wszystkie pająki na swoim podwórku.

Z perspektywy czasu myślę, że nie powinnam karmić ich codziennie i że to nie była do końca odpowiednia zabawa dla dziecka. Mimo to zamiłowanie do pająków mam do dzisiaj, a mój dom pełen jest kątników, których nie mam serca wyrzucać lub zabijać. Może i stałam się wrażliwa, ale na myśl o wyrywaniu skrzydełek muchom przechodzą mnie dreszcze i staram się nie wspominać o tym.

#XA5OR

Mój połamany ojciec leży w domu, ja jeszcze nie mogę prowadzić auta, a że mieszkamy na zadupiu, więc codzienne zakupy trzeba robić w mieście, czym dotąd zajmowała się moja mama. Do tego dochodzi szkoła, dojazdy i opieka nad ojcem, któremu trzeba pomóc w czynnościach higienicznych, bo jest częściowo zagipsowany i sam sobie nie radzi.

Wczoraj moja mama wyjechała na pogrzeb swojej siostry i postanowiła zostać na co najmniej dwa tygodnie, żeby zaopiekować się swoim siostrzeńcem, bo "Jaruś sobie sam nie poradzi". Jaruś ma 47 lat, czworo dorosłych dzieci z trzema różnymi kobietami, nie pracuje, bo nie lubi, a wolny czas spędza w knajpach i różnych koncertach, gdzie podrywa młode laski swoimi opowieściami starego punkowca.

Czy tylko ja widzę w tym coś dziwnego?

#EZkR6

Zaczęłam ponownie moczyć się w nocy w wieku 21 lat. Nie wiedziałam dlaczego, nikomu nie powiedziałam. Wstyd i niewiara, że serio mi się to przydarzyło. Teraz mam 23 lata, a mój koszmar trwa dalej.

W pewnym momencie w nocy zaczynam sikać. Ot tak, automatycznie. Z wyczuciem wilgoci momentalnie budzę się i natychmiast powstrzymuję, ile się da, cały proces. Potem zażenowana sprzątam, chwilę załamuję się nad sytuacją i się kładę. Na jedną noc przypada jedno moczenie się. I cholera, nie wiem, jak to zatrzymać. Próbowałam zmniejszać przyjmowanie płynów, zaczęłam dietę, a nawet ustawiałam kilka budzików w nocy i szłam do łazienki. Nie działało i nie działa nic.

Lęków wielkich nie mam, w życiu jestem szczęśliwa, niemal wszystko się układa. Jestem normalną dziewczyną, zwyczajną. Jedyne co mnie różni to fakt, że oddaję mocz podczas snu niczym zastraszane dziecko.

Przez to wszystko nie dopuszczam do siebie nikogo, choć jestem bardzo samotna. Nie wyobrażam sobie spać z kimś w jednym łóżku.

#6wJ7K

Na wstępie chciałem zaznaczyć, że mam 20 lat i parę lat temu borykałem się z otyłością w dość dużym stopniu. Jestem osobą wrażliwą i emocjonalną, lubię pomagać i staram się być dobrym człowiekiem, a to wyznanie może być chaotyczne.

Do rzeczy, nie potrafię nawiązać ŻADNEJ relacji z dziewczyną. Nawet przez Internet nie wiem co napisać, aby nie zniechęcić jej do mnie na samym starcie, a co dopiero w rzeczywistości.

W przeszłości (podstawówka, gimnazjum) nie miałem w ogóle koleżanek, (bo która by chciała zadawać się z kimś, kto waży przeszło ponad grubo 100 kg i z urody przypomina ogra). W szkole średniej mój wygląd troszeczkę się poprawił, zrzuciłem kilkadziesiąt kilogramów. Koleżanek tyle co dziewczyn w klasie, mam paru dobrych kolegów z czasów gimnazjum i szkoły średniej.

Na żadne dyskoteki czy też do klubów już nie chodzę bo i po co, skoro nawet nie potrafię powiedzieć zwykłego hej. Kiedyś nawet próbowałem, ale wszystko kończyło się na tańcu (podstawowe kroki). W skrócie nie umiem i nie potrafię nauczyć się flirtować. Próbowałem nauczyć się na różnych portalach randkowych, lecz nie dawało to żadnych efektów. Wtedy moją samoocena zaczęła drastycznie spadać w dół. Imprezy okolicznościowe też przestały mnie interesować, bo co ja bym miał tam sam robić, alkoholu też prawie nie spożywam.

Boję się, że będę samotny przez resztę życia, generalnie lubię i cenię sobie jakiekolwiek towarzystwo.

Ogólnie z opowieści od kolegów wiem, że jestem lubiany, a nawet kiedyś jakaś dziewczyna podobno powiedziała, że takiego człowieka jak ja nie da się nie lubić. Co niestety nie wpływa w żaden sposób na moją samoocenę.



Na co dzień staram się nie pokazywać jak bardzo mnie to boli, bo kto by chciał zadawać się z kimś, kto się prawie wcale nie odzywa i chodzi smutny/przygnębiony. Niestety z czasem tak bardzo to wszystko zaczęło się nasilać, że moja psychika zaczęła powoli wysiadać. Z domu też coraz rzadziej wychodzę, żeby nie przygnębiać innych moim zachowaniem. (Udawanie szczęśliwego w takim stanie nie jest łatwe). Myślałem już o samobójstwie, lecz nie chcę zrobić przykrości moim najbliższym.
Żadne rozmowy i pocieszenia nie dają rezultatów.
Wiem, że przede mną jeszcze całe życie, ale jeśli dalej tak będzie, to będzie tylko gorzej z moim stanem psychicznym.
Nie szukam tu żadnych porad ani pocieszenia.
Chciałem wyrzucić z siebie to, czego nikomu nie potrafił bym powiedzieć na żywo.

Tym co wytrwali do końca dziękuję i przede wszystkim życzę szczęścia...

#fQvkS

Mało mnie nie strzeliło jak usłyszałem o pierwszym odcinku serialu "Kasta" z TVPis. Opisują w nim smutną historię Madki Polki, matki 6 dzieci, kobiety w ciąży, którą niedobra spółdzielnia wywaliła na bruk z jej mieszkania. I o tym jak niedobre kastowe sądy poparły tą decyzję wyrokiem.

Tak się składa, że mój wujek był jej sąsiadem i znam sprawę z pierwszej ręki. Jakoś nasza prawdomówna TVP nie wspomniała o pewnych drobiazgach: np. że kobieta przestała płacić za mieszkanie wkrótce po jego otrzymaniu i o tym, że prawie w ogóle tam nie mieszkała, bo bardzo szybko zamieszkała zupełnie gdzie indziej, a mieszkanie cichaczem podnajmowała studentom ciągnąc z tego kasę. Ups.... takie małe szczegóły.

#oUpDI

Miałem kiedyś dość nudną pracę w jednoosobowym pokoju. To był akurat czas, kiedy przez jednoczesne studia dzienne i pracę na full time spałem nie za dużo. Czekałem akurat aż się skończy dłuższy proces na komputerze - proces, w trakcie którego nic innego nie mogę robić na komputerze. No i mi się przysnęło.

Śniło mi się, że po jednej z główniejszych ulic mojego miasta pcham czarny fotel na kołach, taki z biura.
Nagle z przeciwka biegnąc mija mnie młodsza siostra mojej byłej i coś do mnie krzyczy, potem mija mnie ta była (obie dawno temu wyjechały za granicę), zatrzymuję się na trawniku i sam do siebie - niemożliwe, to musi być sen...
No i budzę się w biurze, ale przede mną inny monitor, inna klawiatura, na ścianie na wieszaku wisi jakaś damska kurtka, obok biurka stoi damska torebka, co ciekawe, w moje trampki między sznurówkami miałem wplecione niebieskie wstążki.
Rozglądam się i myślę - no tak, ktoś mi zrobił kawał i mnie przez sen przewiózł do pokoju obok i dlatego we śnie słyszałem dźwięk kółek od fotela. I tak się rozglądam... nie, to nie możliwe, to musi być sen...
Budzę się w biurze, swoim, moja szafa, komputer, biurko... ale na ścianie naprzeciwko wisi lustro - w moim pokoju go nie ma.
Wstaję, podchodzę do lustra... a tam ja, w czarnym garniturze i granatowym krawacie... Nieeeee, przyszedłem inaczej ubrany, to musi być sen, aaaaaaaaa... obudziłem się z krzykiem.

Musiałem wyjść na papierosa, żeby się uspokoić.

#0dn8n

Rok temu zacząłem studia podyplomowe w bardzo oddalonym mieście. Pierwszy zjazd zaliczyłem nocując pierwszy raz w życiu w hostelu z innymi ludźmi, ale nie zmrużyłem oka, ponieważ jeden z gości chrapał tak potwornie, że bałem się, że szyby powypadają z futryn. Podpytałem więc o jakieś opcje noclegu na uczelni i okazało się, że mają tanie, fajne pokoiki - "apartamenty" przewidziane właśnie na okazję takich gości jak ja.

Na drugim zjeździe nocowałem już w fantastycznym, ukrytym na poddaszu uniwerku mieszkanku, gdzie na starym biurku stał sobie komputer stacjonarny. Jak to w takich sytuacjach bywa, komputer kasował wszystkie loginy, hasła i inne tego typu informacje natychmiast po zamknięciu sesji korzystania z przeglądarki, trzeba było za każdym razem logować się na nowo.

W sobotę wieczorem, po powrocie z zajęć zalogowałem się na naszego niedawno założonego, grupowego mejla żeby sprawdzić przesłane przez wykładowców materiały, po czym radośnie wskoczyłem na YouTube'a. Coś jednak zaczęło nie grać. Czyżby mój algorytm tak kompletnie zgłupiał z propozycjami? Strona główna poczerniała mi od klipów satanistycznych, heavy, death i trash metalowych zespołów, pojawiło się mnóstwo dziwnych rzeczy w stylu Cradle of Filth i Cannibal Corpse - przecież ja tego w ogóle nie słucham. Nagle zapaliła mi się żaróweczka: Gmail, którego użyliśmy, żeby założyć pocztę grupową musiał automatycznie połączyć się z kontem YouTube kumpla ze studiów, który miał mejla w innym serwisie. Zachwycony tym odkryciem, powyszukiwałem kilkanaście filmików z najsłodszymi kotkami, a także zapisałem playlistę z klasyczną Britney Spears z lat 90-tych, aby wzbogacić algorytm i ubarwić nieco czarnego YouTube'a kumpla pudrowo-różowymi propozycjami.

Na drugi dzień sytuacja się powtórzyła i znów z ciekawości zajrzałem na konto, tym razem w historię - i to był błąd. Pośród death metalu, zaczęły się długie sekwencje klasyków w stylu Dolly Parton, Modern Talking i Shania Twain, i masy babskiego, starego popu - czyżby jakaś inna kumpela z naszych studiów też przez nieuwagę skorzystała z tego konta? I wtedy ujrzałem coś czego naprawdę nie chciałem zobaczyć: kilkadziesiąt filmików w stylu badania u ginekologa, kolonoskopie, zbliżenia na porody, nudyści na plaży, nadzy ludzie w biurze i miejscach publicznych... Nie wiedziałem nawet, że takie rzeczy są na YT! - a profil naszych studiów był daleki od medycznego. Podejrzenia padły na 2 osoby, które miały inne mejle niż na gmailu. Na żadne z nich nie byłem już w stanie spojrzeć w ten sam sposób.

#MAWlS

Historia miała miejsce jakieś 10 lat temu.
Byłam wtedy w podstawówce i dopiero co dostałam nowego pieska. Piesek jak to piesek, na początku musiał nauczyć się załatwiać na dworze, dlatego często zdarzały mu się wpadki w domu. Bardzo intrygowało mnie, jak to jest załatwiać się tak jak on... I dlatego pewnego dnia postanowiłam wysrać się na środku salonu (nawet przybrałam tę samą pozycję). Najsmutniejsze było to, że nie poczułam niczego spektakularnego, a nawet było mi trochę wstyd. Dlatego po wszystkim nie posprzątałam, a poczekałam aż wróci mama i wszystko zwaliłam na psa.
Rodzice dotąd nie wiedzą, kto był autorem tamtej sztuki.
Dodaj anonimowe wyznanie