#4VeoM

Właśnie dowiedziałam się, że mam mielofibrozę. Boję się umierania, nie wiem jak przygotować na to dzieci. A jeszcze niedawno dobrze się czułam, tak teraz mam transfuzje, żeby móc wyjść ze szpitala. Nie zobaczę ślubu córki, nie potrzymam wnuków... nie dożyję tylu rzeczy... nie zestarzeję się z mężem. Mam dopiero 40 lat, a życie jest już poza mną. To boli, przeraża. Straciłam nadzieję.

#y7bzk

Wkurza mnie matka mojego narzeczonego. Wszystko wie lepiej, dogaduje i wtrąca się. Kupiliśmy dom, który jest do wyremontowania. Narzeczonemu pomaga jego matka, bo ja jestem w zagrożonej ciąży i mój wysiłek musi być umiarkowany. Mimo wszystko i tak z nim jeżdżę, żeby posprzątać lub coś poukładać. Gdy dom zaczął już w miarę wyglądać ja zaczęłam częściej jeździć a teściowa rzadziej. Byłyśmy kiedyś razem i pierwsze co powiedziała do mnie: ty wiesz, że te firanki ŹLE powiesiłaś?

Od tego są te sznurki żeby firankę zmarszczyć! Zawsze musi wtrącić swoje dwa grosze. Mi byłoby wstyd zwracać uwagę komuś jak ktoś ma porobione w domu. Ja się nie wtrącam do niej jak ona ma porobione. Firanki powieszone idealnie za to okna brudne jakby z kilka lat niemyte. Od samego początku mnie nie lubiła bo plotkować nie lubię, nie jestem wygadana, nie jestem lizusem i jak ona twierdzi zbyt energiczną. Charakter mam całkowicie inny.

Po urodzeniu pierwszego dziecka zamieszkałam z teściami na miesiąc bo nie miałam doświadczenia jak zajmować się niemowlakiem. Bardzo tego żałuję. Nauczyłam się czegoś, to prawda, ale za jaką scenę. Nie wytłumaczyła mi po ludzku tylko mówiła podniesionym głosem, że wszystko źle robię. Umyć dziecko źle, przewinąć źle, ułożenie dziecka do snu źle, wygotowanie butelki też źle chociaż sama przed karmieniem butelka zawsze oblizywała smoczek. Skończyło się to gdy poszłam z nią na szczepienie i pielęgniarki solidnie ja ochrzaniły, bo zauważyły co wyprawia. Przez jej akcję płakałam i prawie dorobiłam się depresji poporodowej. Robiła zdjęcia dziecka nie pytając się o zgodę i wysyłała nie wiadomo gdzie bo chciała się pochwalić. Przychodziła położna, dawała rady na temat dziecka, to teściowa się do nich nie stosowała, no bo jak to jakaś młoda siksa mogła się znać lepiej na dzieciach skoro ona trójkę urodziła. Mój facet stawał po mojej stronie, ale postawić się matce nie potrafił żeby swoje zachowanie zmieniła. Teraz przy drugiej ciąży jak różnica wieku będzie niewielka bo tylko 2 lata, boję się znowu się zacznie, ale wtedy będziemy na swoim na szczęście. Cieszę się że nie będę już musiała codziennie jej oglądać.

#wD8yj

Uwaga będzie obrzydliwie!

Od razu zaznaczam, że mam ponad roczne dziecko, które bez przerwy wymaga uwagi i nie może przetrzymać tego, że mama wyszła na sekundę do łazienki, a także brak zamka w wyżej wspomnianej łazience.

Historia właściwa: obudziłam się pewnego pięknego, słonecznego, sierpniowego poranka. Poprzedniego dnia dostałam okresu, tak więc pierwsze co zrobiłam to poszłam do łazienki zmienić pampersa. Zaglądam do pokoju dziecięcego patrzę: uff dzieciak jeszcze śpi. Zjadłam szybko śniadanie, wypiłam kawkę i postanowiłam wyjść na balkon zapalić. Od razu zaznaczam, że nie palę więcej niż jednego, dwa fajki na dzień, a czasami nawet w ogóle.

Tak więc palę sobie na spokojne, a nagle czuje bul bul: woho, moje jelita się odzywają myślę sobie. Prut prut jelita się odezwały. Nagle czuje przeszywającą moje ciało falę gorąca. Rzucam fajkę za siebie i lecę jak najszybciej do kibla. Podczas mojego szaleńczego biegu dupsko mnie oszukało i zesrałam się w gacie. Wbiegam szybciutko do kibla, zdejmuje gacie patrzę, a tu większość zostało na podpasce, a połowa na moich udach.

Nagle słyszę malutkie stopki, które stukają o podłogę. Następnie walą w drzwi od łazienki i drą się: mama, mama. A następnie biorą krzesełko (mamy takie malutkie krzesełko i stolik, przy którym dziecko je śniadania, obiady, kolację) i próbują otworzyć drzwi. Ja jedną ręką próbuje się powycierać, drugą trzymam drzwi aby dziecko nie otworzyło i nie zobaczyło matki pół nagiej próbującej wytrzeć gówno ze swoich nóg. W trakcie szarpaniny zachlapałam połowę podłogi krwią, a drugą połową obsmarowałam sobie koszulę nocną.

W końcu postanowiłam się poddać i puściłam drzwi. Dziecko weszło, otworzyło szeroko buzię widząc mamę całą zakrwawioną (gówienko całe szczęście udało mi się powycierać z grubsza), wrzasnęło i uciekło trzaskając drzwiami.

Po tej historii namówiłam w końcu męża na to, aby zamontował zamek w drzwiach, oczywiście nie mówiąc co się dokładnie stało.

#YJq5S

Byłam na zakupach z moim narzeczonym w jednym z hipermarketów. Była to zima. Moda jaka jest każdy wie i 90% młodych mężczyzn jest ubrana podobnie, czyli czarna kurtka z "futerkiem" przy kapturze, dżinsy i jakieś ciemne buty. Tak też ubrany był mój facet. Dodać muszę ze zakupy z nim to porażka. Tylko wchodzimy do sklepu ten porywa koszyk i gdzieś znika, a ja z naręczem zakupów muszę go szukać po całym sklepie. Tym bardziej pechowo, że nie ma tam zasięgu. Nie można zadzwonić, by dowiedzieć się gdzie jest, tylko trzeba latać miedzy półkami. Nie inaczej było tamtym razem. 

Ja już nieźle wkurzona dostrzegłam go przy płatkach śniadaniowych. Wrzuciłam mu moje zakupy do koszyka. Złapałam za rękę i mówię, żeby się mnie pilnował, bo nie będę tego wszystkiego nosić. Ciągnę go i dalej nawijam, że jeszcze papier toaletowy i margarynę musimy kupić. A mama chciała pół kilo pomidorów. 

W tym momencie widzę, że mój facet stoi na drugim końcu alejki i dziwnie się na mnie patrzy. Ja szybko spojrzałam kogo trzymam za rękę i aż mnie zatkało. Ciągnęłam po sklepie około 16 letniego chłopaka, który w niezłym szoku nic się nie odzywał tylko poszedł ze mną :) Jego rodzice stali niedaleko i ze śmiechem przyglądali się całej sytuacji. Przeprosiłam, wyjęłam swoje zakupy i uciekłam. Długo później musiałam znosić docinki narzeczonego, że wolę młodszych.

#7RBCF

Cześć mam 27 lat, jestem facetem, mieszkam sam i mam traumę odnośnie... mycia naczyń. Naczynia myję jeżeli już naprawdę nie mam w czym jeść, lub zalegnie się pleść na takim kubku czy talerzu. Herbatę potrafię pić po 15 razy w jednym kubku, kawę tak samo, ale zazwyczaj kupuje napoje w butelkach. Nie stać mnie aby kupować codziennie jedzenie na mieście, a poza tym bardzo lubię gotować, tak więc czasami muszę pobrudzić garnek, a także talerz czy łyżkę.

Trauma powstała w bardzo wczesnym dzieciństwie po tym jak mój ojciec za każdym razem, kiedy moja matka zmywała naczynia podchodził do niej, i patrzył czy nie ma jakiejkolwiek plamki na kubku czy talerzu. Jeżeli była, mój ojciec tłukł ten kubek lub talerz. Raz nawet potłukł talerz na głowie mojej mamy.

Nie piszcie mi abym poszedł do psychologa, bo chodzę do niego już od 5 lat tzn. od tego momentu kiedy wyprowadziłem się na swoje.

#GtdtM

Kiedyś, w latach młodości, uzależniłam się od kofeiny. Mama bardzo przejmowała się mną i za każdym razem gdy piłam kawę, truła mi, że w wieku 30 lat będę miała przeróżne choroby serca. Chcąc uniknąć jej gadania, piłam kawę tylko w tygodniu. Mama o 7:15 wychodziła z domu, ja miałam lekcje dopiero na 8:20 (5 min. drogi do szkoły), więc mogłam spokojnie wypić czarną ciecz. Potem zaczęłam palić papierosy. Bardzo posmakowała mi kawa z tytoniem, więc codziennie rano do kubka kawy wypalałam jednego papierosa. Oczywiście o tym moja mama już nie wiedziała. 

Pewnego letniego poranka (akurat były wakacje) obudziła mnie chęć na kofeinę i tytoń. Wstałam, poszłam do kuchni, zrobiłam sobie kawę, odpaliłam papieroska i siedzę delektując się chwilą. A tu zaraz do kuchni wchodzi moja mama. Nieprzytomna, ledwo co otwarte oczy, każdy włos w inną stronę i inne tego typu znaki symbolizujące, że dopiero wstała. Zapytała mnie mega spokojnym głosem co robię. Wstałam, podeszłam do lodówki i powiedziałam, że robię śniadanie. Wyjęłam z lodówki bułki, w duchu zadając jedno pytanie: "Jakim cudem bułki były w lodówce?". Zerknęłam na zegar na ścianie, który wskazywał 5:55. Zamarłam. Powiedziałam mamie żeby się kładła spać, bo niedługo jej budzik zadzwoni. Ale jak powiedziałam, tak zrobiła. Mega szybko schowałam bułki do chlebaka, zabrałam kawę i papierosy i biegiem popędziłam do mojego pokoju.

Schowałam w szafie kubek kawy i paczkę fajek, po czym zamknęłam drzwi. Wskoczyłam do łóżka i leżałam z zamkniętymi oczami chwilę. Usłyszałam wkrótce budzik mamy. Po chwili drzwi do mojego pokoju otworzyły się, po czym zamknęły, a ja, cały czas udając, że śpię jednocześnie śmiałam się i płakałam w duchu. 

Potem gdy moja rodzicielka wróciła z pracy, opowiedziała mi ze śmiechem, że śniło jej się, że paliłam papierosy w naszej kuchni, a potem wyjęłam bułki z lodówki.

#JMZsy

Dawno temu wstawiłam tu historie o zidiociałej dziewczynie brata, która wrobiła brata w dziecko, a po narodzinach podrzucała małego wszędzie, aż w końcu zostawiła go po drzwiami mojego mieszkania.

Idiotka. Wmawia. WSZYSTKIM. Że. Mam. Romans. Z. Sąsiadem-kolegą.
Kurtyna.

Po zostawieniu małego po drzwiami wybuchła afera. Ta tępa dzida obrała strategie, że widziała mnie jak wchodzę do mieszkania mojego sąsiada w objęciach tego sąsiada. Po zostawieniu małego zadzwoniła do drzwi sąsiada i szybko zeszła.
Sąsiad przyznaje, że wszedł do swojego mieszkania, chwile później usłyszał dzwonek, a po otwarciu drzwi zobaczył małego, którego skojarzył ze mną i chłopakiem.
Tylko mnie tam nie było, bo byłam w pracy i mam na to świadków. Wielu świadku. Ba, nawet nagrania z kamer by się znalazły.

Minęły prawie dwa lata od tamtego wydarzenia. Mój brat w końcu kopnął tą kretynkę w dupę. Wygrał się niekończące się naciąganie o małego, a ta dzida wciąż każdemu opowiada, że zdradzam swojego faceta z kolegą. Na początku to było śmieszne, teraz już mniej.

I uprzedzając. Mój facet jest normalny, nie wierzy w te bzdury.

#fw1lD

Byłam niedawno na domówce u koleżanki. Jej rodzice pojechali na wakacje, więc korzystając z sytuacji, zrobiła imprezę. Przyszli nasi wspólni znajomi z gimnazjum i kilka znajomych z jej liceum.
Przez całą imprezę rozmawiałam z jednym z jej kolegów, był wygadany, miły, oczytany.

Gdy impreza zmierzała ku końcowi, wymieniliśmy się Facebookami, aby utrzymywać kontakt. Około 3 wrócił z kolegą do domu, ja zostałam na noc u koleżanki.

Po trzech dniach nowy kolega napisał do mnie z propozycją wyjścia na basen. U nas w mieście ten basen to tak naprawdę jezioro zaadaptowane pod basen - jest plaża, zjeżdżania. Poszłam i spędziliśmy miło czas w swoim towarzystwie. Pod wieczór poszliśmy jeszcze do baru, aby za 2 godziny rozejść się do domów.
Napisałam do niego po powrocie, ale przestał odpisywać. Nie odpisywał 2 dni, aż zniecierpliwiona wysłałam mu znak zapytania. Odpisał niemiło, że niestety nie zdałam testu i musi mnie zablokować oraz urwać ze mną kontakt. Na czym polegał test? Chciał sprawdzić, jak wyglądam w stroju kąpielowym i bez makijażu, aby zweryfikować, czy mogę zostać jego dziewczyną.
Dorosły chłopak, który w tym roku pisał maturę. Porażka.

Zdenerwował mnie i zasmucił, więc zwierzyłam się z tego koleżance, organizatorce imprezy, która chodziła z nim do klasy. Ta natomiast powiedziała, że mój niedoszły kolega też jej się zwierzał. Mówił, że bardzo mu się podobam, że świetnie się ze mną rozmawia, spędza czas. Niestety ma dziewczynę (o czym mi nie mówił) i jest ona chorobliwie o niego zazdrosna. Kiedy dowiedziała się o naszym spotkaniu, kazała mu napisać TAKĄ WIADOMOŚĆ i patrzyła, czy ją wysyła. Kazała, bo wiedziała, że po takim tekście nigdy się do niego nie odezwę.
Nie wiem, komu wierzyć. Dlaczego nie dał mi znać? Nie napisał choćby SMS-a potajemnie?

#0eSWO

Mieszkam na pojezierzu. Mamy tu dużo jezior, lasów, cisza, spokój - raj dla turystów. Mieszkańcy okolicznych miejscowości wykorzystują fakt, że osób odwiedzających nasze tereny jest dużo. Latem, przy szosie sprzedają różne produkty: truskawki, jagody, grzyby itp.

Pewnego razu wracaliśmy z kolegami trochę podpici z jeziora (kierowca oczywiście trzeźwy). Mijając kolejne produkty na sprzedaż, które stały na stolikach przed domami przy szosie i nikt tych produktów nie pilnował stwierdziłem głośno: Ludzie wystawiają te jagody i jajka przy szosie. Nie boją się, że ktoś się zatrzyma, zabierze i pojedzie bez płacenia, nie czekając aż podejdzie właściciel?
Kolega, który siedział z przodu (najbardziej pijany z nas wszystkich) podłapał temat, ponoć też go to zawsze zastanawiało, że wystawiają i nie pilnują. "Skoro nie pilnują to Krzysiek zatrzymuj się przy stoliku, zapieprz*my coś" - stwierdził. Padło na jajka, stały na stoliku, w wytłaczance. Krzysiek się zatrzymał, a kolega otworzył drzwi, ukradł jajka i szybko odjechaliśmy. Starsza kobieta na podwórku, której ukradliśmy jajka, gdy zobaczyła co zrobiliśmy pokręciła głową." My kontra ta babka 1:0" - wykrzyczał uradowany kolega żartując, że będzie jajecznica na kolację. Parę kilometrów dalej zjechaliśmy na parking żeby zapalić. Kolega wziął tą wytłaczankę, bo chał się podzielić łupem. "10 jajek, po 2 na głowę" - stwierdził. Otworzył, a tam ku naszemu zdziwieniu jajek nie było, były za to cztery mniejsze kamienie (pewnie po to, żeby wiatr nie zwiał wytłaczanki ze stolika). Miny nam zrzedły 10:0 dla tej pani :) Gdy teraz po paru latach przypominam sobie tą sytuację to jest mi wstyd.

#PqPoL

Jakiś czas temu pojawiło się wyznanie związane z IQ. Tak się składa, że też mam owe ponad 140 (144) i szczerze mówiąc nie czuję się jakoś specjalnie inteligentny.

Umiejętność rozwiązywania testów to pierdoła. To, że ukończyłem studia inżynierskie, jako jedyny facet z mojej pierwotnej grupy bez urlopu dziekańskiego, że zdawałem wszystko planowo (wcale nie żadne pięć-zero), że miałem pełno zainteresowań, że łatwo się uczyłem itd. itp. ma jakieś tam znaczenie, ale niewielkie. Dziś zarabiam okolice 2 średnich krajowych i czuję się absolutnie niezrealizowany, niespełniony. A nie mam pojęcia, co by mnie spełniło. Wolałbym mieć zawodówkę, a być obdarzony zdolnościami biznesowymi, tą żyłką do interesu. Faktycznie uważam, że ściemniam - pracuję jakieś kilka procent czasu, wyrabiam się, choć jestem bardzo zdekoncentrowany, bardzo ciężko mi skupić uwagę i faktycznie od wielu lat nie rozwijam się. Jakbym się wysycił do pewnego momentu i potem zainteresowania uleciały, nie mam ochoty w nic wnikać, większości rozpoczętych spraw nie kończę, moja praca mnie niezbyt interesuje, wszystko odkładam, przesuwam, nie mam poczucia rywalizacji, ambicji, w nic nie wierzę, czuję się pusty. Nie mam pojęcia, czego chcę, nic mnie nie porywa, nic nie jest pasją. A właściwie coś mnie porywa na chwilę - wnikam, kupuję akcesoria i naraz puff... jakby ktoś wyłączył mi jakiś przełącznik. Przestaje coś dla mnie znaczyć i popadam w apatię do następnego zainteresowania. Jadę w pracy z rozpędu, bo w sumie nauczę się wszystkiego, choć sam wiem, że przyswajam bardzo mało treści - raczej dobrze "nawiguję" pomiędzy kilkoma punktami.

Kiedyś jakoś oczekiwałem, że może IQ mi w czymś pomoże - teraz w wieku średnim marzę o emeryturze, o samotności, o braku rozmów o codzienności, o tym, żeby nikt nie przychodził z problemami, o niczym nie mówił, każdy dał spokój. Czuję się rozczarowany sobą.
Dodaj anonimowe wyznanie