#KdEVm
Był dziesięć lat starszy ode mnie. Odkąd pamiętam, nasze życie kręciło się wokół jego depresji. Zachorował w piątej klasie, z powodu dokuczania mu przez inne dzieci. Jako czterolatka wiedziałam już, czego nie robić żeby nie sprawiać mu przykrości. Złościł się zazwyczaj kiedy z czegoś się śmiałam, kiedy rodzice próbowali wyjaśnić sytuację, dosłownie wył przez kilka godzin, bo mi jest wesoło, kiedy on tak cierpi. Znajomych też rzadko zapraszałam, bo mu było przykro, że mam przyjaciół, a on nie. Rodzice wozili go po specjalistach, kilka razy był w szpitalu, ale bardzo źle to znosił. Uczył się w domu. Nie chciał wychodzić, oglądał tylko telewizję albo grał. Nic nie było w stanie go zainteresować, wszystko było na nie, nikt go nie rozumie, jego rówieśnicy to durnie, którzy nie wiedzą co to znaczy cierpieć, terapeuci i lekarze też nic nie rozumieją - to jego słowa. Tylko raz czy dwa byliśmy z rodzicami na wakacjach, a i tak nie chciał wyjść z pokoju, później wyjeżdżałam z dziadkami albo na kolonie. Mama pracowała w domu bo wpadał w histerię, kiedy nie było jej albo taty.
Rodzice wyglądają niemal jak rówieśnicy dziadków, tata od lat leczy się na serce. Brat wcześniej dwa razy próbował się zabić, udało mu się dopiero w maju, w noc po mojej osiemnastce - dziadkowie wpadli na tort, Rafał nie chciał wyjść z pokoju, chociaż prosiliśmy kilka razy. Musiał schować wcześniej żyletkę i podciął sobie żyły. Rodzice po tylu latach po prostu już nie mieli sił pilnować go całą dobę.
Teraz jest lepiej, wreszcie normalnie. Rodzice chodzili do psychologa i też już się tak nie obwiniają. Nawet wybrali się razem na tygodniowy urlop, dobrze im to zrobiło. Atmosfera w domu nie jest taka napięta, już nie ma wokół kogo chodzić na paluszkach.
Zazdroszczę znajomym, którzy mają normalny kontakt ze swoim rodzeństwem. I wiem, że to straszne co myślę, ale trochę żałuję, że dopiero w kiedy jestem w klasie maturalnej w moim domu jest normalnie.
Niezły prezent na osiemnastkę od niego dostałaś...
Cieszę się autorko, że w końcu jesteście wolni
Tak, jej rodzice napewno skaczą z radości, że ich syn popełnił samobójstwo.
Myślę, że nie skaczą z radości, ale najpewniej czują dużą ulgę. Syn, synem, ale psychicznie wysiadali.
wreszcie moga normalnie zyc, bez ciaglego stawania na bacznosc na kazda zachcianke roszczeniowego dziecka-manipulanta
bez chodzenia na paluszkach jak wokol smierdzacego jaja
maja prawo czuc ulge, ze nie sa w ciaglym napieciu i leku
czasem lepiej niestety raz a dobrze doznac krzywdy niz ciagle sie jej spodziewac
Wy macie dzieci? Większość rodziców kocha je bezwarunkowo. I strata dziecka, nie ma znaczenia, jak ciężkiego do opieki, jest olbrzymią tragedią. A rodzice potrafią latami obwiniać się za poczucie ulgi, jeśli taką odczują. Nie wiecie, co czują Ci ludzie, ale "w końcu są wolni". Szczerze za taki tekst na ich miejscu to miałabym ochotę komuś dać w twarz.
przezsamoh, poczytaj albo pogadaj z rodzicami dzieci gleboko niepelnosprawnych to ogarniez, co znacyz czuc ulge mimo milosci
Baziu, chwilę pracowałam z takimi dziećmi i miałam kontakt z ich rodzicami. Również przeszłam zajęcia na ten temat na studiach, które prowadziła pani psycholog, specjalizująca się w tej dziedzinie. Nie wiem, czy zrozumiałaś mój komentarz. Nie twierdzę, że rodzice nie czują ulgi, tylko że zwykle towarzyszy mu olbrzymie poczucie winy z tego powodu.
Oczywiście, że takim rodzicom (przynajmniej większości) towarzyszą wyrzuty sumienia z poczucia ulgi, ale nie ulega wątpliwościom, że taki chory człowiek potrafi wykończyć psychicznie swoje otoczenie. Jasne, że to nie jego wina, choroby sobie sam nie wybrał, ale każdy z nas jest tylko człowiekiem, nie robotem. Zdrowy człowiek może sam nabawić się depresji czy innych zaburzeń poprzez bliski kontakt z taką osobą. Szczególnie, kiedy taką osobą chorą jest dziecko, rodzic, małżonek itd., czyli osoba ogólnie bardzo bliska. Ta choroba jest straszna i wbrew pozorom potrafi być „zaraźliwa” (nie bez powodu w cudzysłowie). Nie jest to wina ani osoby chorej, ani osoby bliskiej, która opada z sił. Tak się po prostu często dzieje, że osoba chora ciągnie za sobą inne osoby.
Tapczan - zgadzam się z Tobą, ale w dalszym ciągu uważam, że to bardzo nietaktowne wypowiadać się o śmierci czyjejś bliskiej osoby w kategorii "jesteście wolni".
no tak, nie neguje poczucia winy i zalu po dziecku, jakie by nie bylo
ale wydaje mi sie,z e poczucie ulgi jest jednak wieksze- sciagniety zostaje wieczny strach i stan gotowosci, wiele obowiazkow i ograniczen, nagle pojawia sie czas dla siebie... i nie znika...
jak widze te umeczone matki niepelnosprawnych dzieci to serce sie kraje, serio
a one tak codziennie 20-30-50 lat, dzien w dzien, czesto bez jakiejkolwiek pomocy, bo facet sie wymiksuje z tej szczesliwej rodzinki a one dziecka do osrodka nie oddadza
Zwłaszcza mama bardzo się obwiniała. Siedzieliśmy tego dnia do późna, mocno zasnęliśmy i ten jeden, jedyny raz nikt nie zajrzał do Rafała. Na szczęście terapia pomaga
depresja depresja, ale twoj brat to po prostu egocentryczny roszczeniowy gowniarz byl
mi jest smutno, to nikt nie moze sie cieszyc
wszyscy chodza kolo mnie na palcach
i jeszcze to samobojstwo akurat w twoje urodziny- bo to byl wazny dzien dla ciebie, wiec trzeba bylo odwrocic jakos od ciebie uwage i zwrocic ja na niego
cos mi sie zdaje, ze to miala byc tylko kolejna proba zablysniecia, a poszlo za daleko
depresja swoja droga, ale to nie ona byla tu najwiekszym problemem
nie dziwie sie, z eczujesz ulge, nie obwiniaj sie
Widać, że nigdy nie znałaś osoby z ciężką depresją, bo nie nazwałabyś chorego człowieka egocentrycznym, roszczeniowym gówniarzem. No chyba, że zostałaś upośledzona brakiem empatii.
karolina92 ten człowiek zatruwał życie sobie i 3 innym. Szkoda, że on nie miał empatii.
@karolina92 za to ja znam osobę z ciężką depresją. Wiesz czym to się przejawia? Zazwyczaj ludzie oceniają ją jako wieczny smutek. A w rzeczywistości masz wrażenie jakby kompletnie nic się nie czuło. Ani żałości, że coś się niszczy. Ani smutku z powodu nieszczęścia. Ani tym bardziej złości, że ktoś coś lub kogoś ma, a ja nie.
dokladnie Dragoon, to jest pustka i beznadzieja glownie
albo takie otepienie
nawet jak masz mysli smaobojcze, to myslisz tylko o sobie- ze to najlepsze wyjscie, ze wreszcie bol sie skonczy, ze mam wszystkiego dosc i chce poczuc ulge, ze mam w dvpiu co inni pomysla, bo licze sie w danej chwili tylko ja i moj bol
a nie jakies odwalanie histeryjek i zwracanie na siebie uwagi non stop
ci, ktorzy naprawde chca sie zabic robia to po cichu, na co dzien majac usmiech na twarzy
Brawo Bazia :) W końcu ktoś mówi jak trzeba.
@Awers Hmm, zastanówmy się dlaczego nie miał empatii. No na pewno nie dlatego, ze chorował na ciężką depresję i przez chorobę był niezdolny do odczuwania współczucia
@Dragoon Autorka w innym komentarzu napisała, że jej brat cierpiał również na stany lękowe, fobię społeczną i lęk przed odrzuceniem. Być może miał jeszcze inną niezdiagnozowaną chorobę psychiczną, która powodowała takie zachowania.
@karolina92 - Dokładnie. Także z jednej strony owszem, był egocentrycznym i roszczeniowym gówniarzem i zatruwał im życie. Ale z drugiej - nie wiemy co dokładnie sprawiało że stał się taki a nie inny (zarówno jakie wydarzenia w życiu jak i właśnie dodatkowe zaburzenia z nich wynikające). Wiadomo, to że komuś przytrafiła się krzywda czy choroba nigdy nie powinno być usprawiedliwieniem i przyzwoleniem na złe zachowania, ale warto chociaż spróbować postawić się na miejscu danej osoby :')
@karolina92 Czyli nie była to poważna czy tam głęboka depresja, a na pewno toksyczne zachowanie nie było wynikiem właśnie tej choroby. To trochę jakby mówić, że ktoś zmarł na grypę, a w rzeczywistości wyszła na jaw alergia na jakiś lek i to ona doprowadziła do zgonu poprzedzonego silnym wstrząsem anafilaktycznym.
@bazienka, bardzo od Ciebie czuć rozgoryczenie. Kiedyś jak czytałam twoje komentarze potrafiły w punkt oddać zdroworozsądkowe myślenie, ale teraz gorycz się wylewa straszna. Świat nie jest przecież czarno biały, a prawda jest taka, że "depresja", ta prawdziwa, a nie tylko występujące stany depresyjne, to choroba z której nie da się wyjść, można jedynie jej objawy złagodzić lekami, a za cały przebieg choroby, choć niesamowicie ciężki dla ludzi dookoła (tutaj najserdeczniejsze wyrazy wsparcia dla autorki), niestety nie można całkowicie winić osoby chorej, dlatego dziwią mnie tak ostre słowa z twojej strony.
Makaron zalezy jaka depresja
jesli chodzi o endogenna to tak, ciezko wyjsc, bo to zaburzenie metabolizmu hormonalnego i terapia lekowa jest wskazana do konca zycia
natomiast jesli to epizody depresyjne, to jak najbardziej mozna to ogarnac lekami i psychoterapia, w trakcie ktorej przepracowuje sie pewne rzeczy, rpzestawia postrzeganie swiata, pracuje nad zmiana przekonan itp.
ja nie mowie, ze depresja wystepuje zawsze sama, owszem, moga wystepowac w jej przypadku dodatkowe, towarzyszace zaburzenia afektywne, jak dysforia, impulsywnosc, histrionia itp.
ale przedstawiona sytuacja i zachowanie chlopaka sama depresja nie jest
szkoda, ze nie zostal zdiagnozowany i odpowiednio kompleksowo leczony,a rodzina wchodzila w role i mu we wszystkim ustepowala
Mam wrażenie, że podejście, z jakim się spotkał, doprowadziło do tego, że pozostawanie w depresji było dla niego korzystniejsze niż wyjście z niej - ciągła uwaga, wszystko kręciło się wokół niego, wszystko, żeby nie był niezadowolony itp. Szkoda chłopaka i szkoda was.
no atencjusz po prostu
To nie był facet z depresją, tylko jakiś pieprzony Werter.
Bez urazy oczywiście. Mam nadzieję, że teraz zaznacie odrobinę normalności.
Ten gnojek to cwaniak zwykła kula u nogi
Nazywasz osobe chorą gnojem? Gnojem by był, gdyby udawał, a wiesz, samobójstwo dość trudno udawać i człowiek niewiele na tym zyskuje
moim zdaniem to miala byc proba tylko przesadzil
rozumiem depresje, sama tego doswiadczalam
ale on zatruwal im zycie i odwalal histerie
to nie ma wiele wspolnego z depresja, raczej z histrionia i nurzaniem sie w roli ofiary
Baziu, chłopak mógł mieć niezdiagnozowaną chorobę psychiczną.
oczywiscie, ze mogl
i najprawdopodobniej mial
Livanir, +100
To może wydawać się straszne, ale ja po samobójstwie mojego brata, starszego ode mnie o kilka lat, również poczułem ulgę. Wiadomo, że cierpiałem tak jak i cała rodzina, trauma mi została, ale miałem dosyć ciągłego bania się o tego człowieka. Miał chorobę dwubiegunową i był dla mnie wyjątkowo niemiły, ciągle musieliśmy chuchać na niego, ciągle znikał a cała rodzina szukała go z myślą że już nie żyje. Praktycznie każdy ma teraz mocne problemy psychiczne po tym traumatycznym zdarzeniu. Współczuję Ci straty Autorko i to nic złego że czujesz ulgę. Trzymaj się
Brat oprócz depresji miał stany lękowe, fobię społeczną i lęk odrzuceniem. Bywały dni, kiedy nie był w stanie wstać z łóżka, nie mógł zmusić się do jedzenia i picia. Bywały okresy, kiedy cierpiał na bezsenność. Przed każdym wyjściem z domu musiał być na lekach uspokajających, żeby nie dać się panice. Później odsypiał to przez kilkanaście godzin. Dręczono go w szkole do tego stopnia, że próba pójścia do każdej innej kończyła się atakiem paniki. Czuł się ciężarem, miał wyrzuty sumienia. Jestem na niego zła, ale też rozumiem, że choroba była od niego silniejsza
To tym bardziej źle o Tobie świadczy, że obwiniałaś ciężko chorego brata o Twoje ,,cierpienie''.
Skoro był tak dręczony, że aż dostał depresji to nie jest jego wina. Niektórzy jak przeżyją mocne turbulencje w samolocie to potrafią mieć taką traumę, że więcej do samolotu nie wejdą. On też miał traumę. Skoro miał wyrzuty sumienia i czuł się ciężarem to znaczy, że wiedział, że wam utrudnia życie i cierpiał z tego powodu.
ZielonaOwca rodzice nie myśleli o jakimś ośrodku? Mieli w końcu dwoje dzieci.
karolina spadaj hejterko
ona nie jest podpowiedzialna za smierc tego wrednego manipulanta ani o to, ze on robil wszystko, by skupic na sobie uwage przez cale jej zycie
to nie jest normalne, zeby 4latce zabronic sie smiac i okazywac radosci, zeby bratu nie bylo smuto
nie jest normalne odwalanie co chwila histerii i awantur
uwierz, sama mam fobie spoleczna ( moze nie taka, z enie wstaje z lozka, ale obcy wywoluja we mnie duzy dyskomfort), lęki, szczegolnie przed odrzuceniem i epizody depresyjne
histrionia ( nadmierne poszukiwanie uwagi otoczenia) to cos innego
ja nie przecze, z eon byl chory, ale zamiast cos robic z choroba, wygodnie mu bylo w roli tego biednego, ktorym sie wszyscy opiekuja, dostaje, co chce, zrobi awanture, podrze ryj i wywalczy sobie, cokolwiek zapragnie
on specjalnie latami tkwil w tej roli, bo bylo mu w tym dobrze
i nie obwiniaj trollu jeden autorki, bo ona nie jest winna
jest chyba najbardziej skrzywdzona w calej historii, bo gnoj zabral jej dziecinstwo i mlodosc
rodzice mogli go oddac, ona nie miala zadnego wyboru
oddajcie minusy, bo takie debilne komentarze nalezy pietnowac
Tak a żyły jakim cudem sobie podciął, tak że aż umarł? Całą rękę sobie uciął czy jak? Samobójstwo nie wygląda tak jak w filmach, że draśniesz sobie rękę i jest cacy i umierasz. Były nawet przypadki, że człowiek sobie całą rękę odciął (lub ktoś/coś mu odcięło) i żyje.
@bazienka Wystarczyło przeczytać kilka Twoich komentarzy nie tylko w tym remacie i widać, że jesteś irytującą osobą, więc zamilcz.
Ja rozumiem Twojego brata autorko, sam przez długi czas w liceum i na studiach zmagałem się z tymi samymi problemami, też zamykałem się żeby nie męczyć swoją osobą rodziny. Też byli na mnie źli ale rozumiem to, wiem że im zależało żeby mi było lepiej, naprawdę rozumiem to uczucie złości i późniejszej ulgi.
Karolina92 brakuje mi minusów jak czytam takie komentarze. Trochę empatii, samobójstwo, bez względu na to jaka była ta osoba, zawsze jest traumatycznym przeżyciem.
Emilka, wystarczy ciepła kąpiel z aspiryną żeby rozszerzyć żyły, które tnie się wzdłuż zyly, a nie pionowo po nadgarstkach żeby sobie rękę odciąć. W taki sposób najłatwiej jest się wykrwawić i stopniowo tracić świadomość.
Przynajmniej brat ma nauczkę na następny raz.
Przede wszystkim to tragiczne że twój brat nie spędził więcej czasu w jakimś dobrym szpitalu, może wtedy w końcu ktoś by mu pomógł. Bo w tak ciężkich przypadkach często nie ma innego wyjścia - nie ma, że nie chce, że "źle to znosi". Niby jak miało być z nim lepiej, kiedy spędzał lata życia w tym samym otoczeniu, wśród kilku osób nauczonych że trzeba chodzić wokół niego na palcach i dostarczać mu wszystko co niezbędne. Wyraźnie nie radziliście sobie z ciężarem jego choroby. Przecież to wpływało na każdy element waszego życia, a tak nie powinno być, nigdy. Także z jednej strony - jasne, rozumiem twoich rodziców - zajmowali się nim tak, jak wiedzieli, że trzeba zajmować się chorą osobą - pomagać, wspierać, być obok. Ale to wsparcie nigdy nie powinno wyglądać tak, że samemu traci się przy tym całą energię.
Nie wiem czy jakkolwiek cię to pocieszy, ale myślę że twój brat też poczuł ulgę. Pewnie nie do końca potrafię sobie wyobrazić jakie katusze odczuwał żyjąc przez długie lata w takim stanie, ale coś tam wiem i może uda mi się to jakoś przekazać. Widzisz, po długim czasie spędzonym w depresji, nie pamięta się już jak to jest myśleć i odczuwać "normalnie". Jedyny stan świadomości jaki się zna to ten spowodowany chorobą. W takiej sytuacji perspektywa wyleczenia się, bycia szczęśliwym, jest czymś tak niesamowicie odległym, tak bardzo nie do wyobrażenia, że nawet śmierć (której naturalnie się boimy, bo tak są zaprogramowane nasze mózgi), wydaje się o wiele lepszym, bardziej logicznym wyjściem.
Trzymajcie się tam. Dobrze że terapia pomaga.