#wiFRV

Mam 3-letnią córeczkę - Ulę. Zawsze wieczorem przed snem modlimy się wspólnie.

W dniu urodzin mojego męża po oglądnięciu bajki, po kolacji i po kąpieli jak zwykle uklękłyśmy do wspólnej modlitwy. Mąż przyglądał się temu. Po modlitwie powiedziałam do Ulci:
- Uleńko, a teraz pomodlimy się za tatusia, bo dzisiaj ma urodziny.
- Wieczne odpoczywanie...


O tym, jaką minę miał mąż nie muszę chyba pisać...

#vEchj

Jestem rękodzielnikiem i mam dość ciągłych próśb albo wręcz żądań o obniżenie cen.

Z kwoty, którą chcę za moje wyroby, do mojego portfela trafia ok. 50%. Reszta to koszty materiałów, podatki, koszty prowadzenia działalności. Czyli wychodzi mi jakieś +/- 12 zł na rękę za godzinę pracy.

Obniżając ceny, narobiłabym się jak dziki wół i nie wystarczyłoby na waciki. Teraz ledwie mi starcza, mimo że oszczędzam jak się tylko da. Żyję w podłych warunkach, wynajmuję małe mieszkanko, któremu bliżej do rudery, a kosztuje pół mojego miesięcznego dochodu. Gdzie jeszcze rachunki, jedzenie, leki, środki czystości? Jem najtańszy pasztet z biedry, bo mnie nie stać na nic lepszego. Nie, nie pójdę mieszkać na pokój, bo nikt nie zgodzi się na przyprowadzanie do domu klientów i podawanie klientom adresu. Tu gdzie mieszkam mam o tyle dobrze, że właściciel zgodził się na prowadzenie działalności bez podnoszenia czynszu.

Niestety nie jestem w stanie iść na etat z powodu mojego stanu zdrowia. O tym pisałam w poprzednim wyznaniu #Uw7XZ Jakiś czas temu pracowałam dorywczo na zlecenie po 6h co drugi dzień, ale wtedy zarabiałam mniej na rękodziele, bo wracałam z pracy zmęczona i resztę dnia przesypiałam, plus szła kasa na dojazdy, więc niewiele ta praca dawała.

Szlag mnie już trafia, dowiadując się od co trzeciej osoby, że mogłabym mieć taniej. Paru osób nawet spytałam jaką cenę by sugerowały, to kopara mi opadła, kiedy dowiedziałam się, że powinnam dać o połowę niższą cenę. Czyli nie zarobiłabym nic.

Staram się zachować profesjonalizm, nie tłumaczę klientowi skąd u mnie takie ceny, tylko piszę krótko, że nie ma możliwości ich obniżenia. Niemniej za każdym razem na usta mi się ciśnie, by przedstawić cały kosztorys oraz moje zarobki i spytać klienta, czy nadal uważa, że powinnam obniżyć ceny.

Czy tak ciężko zrozumieć, że chcę godnie żyć, a nie wegetować i zastanawiać się, czy przestać jeść, żeby przetrwać kolejny miesiąc?
Jasne, że mogę podnieść ceny, ale boję się, że wtedy przestanie mi się sprzedawać i tym samym zarobku nie będzie, tym bardziej w obecnej sytuacji, kiedy dużo ludzi traci pracę i oszczędza.

To nie jest tak, że jako rękodzielnicy dajemy ceny z kosmosu i zarabiamy kokosy. Często bywa tak, że rękodzielnik wręcz dopłaca do interesu, np. moja koleżanka tak miała i zamknęła działalność, bo mimo że nic nie zarabiała, prawie każdy ją cisnął, że ma za drogo. Jeśli nie stać mnie na coś, nie idę do producenta i nie proszę o obniżkę, tylko zwyczajnie nie kupuję. Tak samo powinno być w przypadku rękodzieła. Nie stać cię, to nie kupuj, a nie jakieś bezczelne żądania o obniżenie cen czy rabaciki od 30 zł.

Mój apel. Nie targuj się z rękodzielnikiem, bo to chamstwo, buractwo i brak kultury! Sam nie chciałbyś pracować za marne grosze, więc nie każ pracować za grosze rękodzielnikom!

#rCbGc

Kiedyś na ulicy spotkałem bezpańskiego psa. Był zaniedbany, bardzo brudny i trochę wychudzony. Podchodził do każdego kogo zobaczył, aż w końcu ktoś go kopnął. Zrobiło mi się go żal, więc go pogłaskałem. Zaraz potem wsiadłem do auta i ruszyłem do domu, który był oddalony o 3 km od miejsca, w którym byłem. Kiedy dotarłem, zobaczyłem biegnącego za mną psa. Był to ten sam zaniedbany pies.

Mam go już od 2 lat.

#rQKu7

Kilka dni temu wybrałam się na miasto, aby pozałatwiać kilka spraw. Jak wiecie, okres pandemii i niektóre ograniczenia mocno dają w kość. Ważne w tej historii jest to, że od kilkunastu lat choruję na cukrzycę.

Z racji tego, że moje zapasy mocodajnego soku kurczyły się (a jest on niezbędny, gdy cukier we krwi mi spadnie, muszę się czymś słodkim podratować ;)), niestety nie zorientowałam się, że przy sobie nie mam nic innego, postanowiłam zawitać do sklepu spożywczego. Jak na złość, okazało się, że było kilka minut po 10, a co za tym idzie rozpoczęły się godziny dla seniorów.

Wchodzę do sklepu, wrogo nastawiona ekspedientka od wejścia zakomunikowała mi, że wybiła słynna godzina zero i nie mogę wejść na teren sklepu. Na nic zdały się tłumaczenia, że ten artykuł jest mi potrzebny. Po prostu nie i koniec.

Wyszłam stamtąd bardzo zdenerwowana. Ja rozumiem wszystko, ale to nie było moje widzimisię, po prostu potrzeba. Godziny dla seniorów są ważne, ale ludzkie zrozumienie do nagłej sytuacji, którego tu tak próżno szukać, jest chyba jakąś podstawą życia społecznego.
Nie stosuję tu żadnych apeli, może do prawodawców, chociaż i tak tego nie przeczytają, żeby zobaczyli z czym inne osoby chore muszą się mierzyć w obecnych czasach, gdzie zwykły człowiek innemu człowiekowi wilkiem, bo taki przepis i już.


PS. Nie zamartwiajcie się o mnie, ochroniarz w kolejnym sklepie po usłyszeniu prośby, z lekkim zawahaniem zgodził się mnie wpuścić, a przy kasie obserwował, czy biorę coś więcej. Po zapłaceniu przeze mnie rachunku podziękował mi za uczciwość i kupienie tylko i wyłącznie soku, ja jemu za postawę. Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie, w szczególności Pana ochroniarza.
Trzymajcie się cieplutko i zdrowo, drodzy Anonimowi :)

#DPbeN

Podczas cotygodniowego, rytualnego wręcz, obchodu sklepów typu Empik zobaczyłem piękne dziewczę. Piękne oczy, śliczny zawiadiacki uśmiech. No była poprostu super. Aż prosiło się, żeby zagadać, bo jak mówi mój tata "Najlepsze sztuki często stoją samotne". Jednak wtedy pojawił się mały problem. No właściwie dwa problemy. Pierwszy to: "brak śmiałości do kobiet", a drugi to mój, według mnie, krzywy ryj. Przez dłuższą chwilę układałem sobie w głowie jak zacząć rozmowę. Co najlepsze miałem też idealną okazję bo akurat oboje czekaliśmy w kolejce do kasy. Jednak co zrobił dzielny Adam? A jakże! Nie zagadał. 

Niestety owa dziewczyna zapłaciła i odeszła, dziwnym trafem uśmiechając się do mnie. Pomyślałem wtedy: "Tak, teraz cię mam!", no ale każdy wie, że czyny nie idą w parze z myślami. No, cóż trudno, pomyślałem i zabrałem się za płacenie mojego rachunku. 

Wtem na podłodze zobaczyłem dowód. Tak, nie mylicie się, to był JEJ dowód! Zaraz po zapłaceniu rachunku chwyciłem go, jak poparzony wybiegłem ze sklepu i rzuciłem się w pogoń za piękną niewiastą. Nadal nie wiem, co mnie wtedy tchnęło, ale jestem pewien, że w tamtej chwili, pokonałbym Bolta na 100 metrów. Udało mi się ją złapać na przystanku. Oddałem dowód, dostałem całusa w policzek, ale niestety podjechał jej autobus i zniknęła mi gdzieś w oddali. Ludzie na przystanku patrzyli się na mnie jak na wariata, ale ja szczęśliwy wróciłem do sklepu, żeby dokończyć zakupy. 

Potem znalazłem ją na Facebooku i jakoś tak wyszło, że jutro mija tydzień odkąd jesteśmy zaręczeni. A ja nie wierzyłem w takie historie. No cóż, człowiek cały czas się uczy.

#gXVLh

Moja żona nie ma pojęcia, że jest moją drugą żoną.

O pierwszej nie mówiłem, od lat nas nic nie łączy, pobraliśmy się lata temu, jak mieliśmy 21 lat, rozwiedliśmy pół roku później. Od tamtej pory nawet się nie wiedzieliśmy. Uznałem, że to nieistotny epizod mojego życia i obecna żona nie musi o tym wiedzieć, zwłaszcza że wiem, że sprawiłoby to jej ogromną przykrość. Nie mam zamiaru jej o tym powiedzieć.

#9RGtC

Bardzo spodobał mi się kolega ze studiów mojej przyjaciółki, dlatego też moja wspaniałomyślna przyjaciółka urządziła w swoim mieszkaniu domówkę, gdzie zaprosiła między innymi oczywiście mnie i swojego przystojnego kolegę. Wszystko szło wspaniale – na domówce mimochodem coś do niego powiedziałam, potem zaczęła się bardziej konkretna rozmowa, która trwała w sumie… przez całą imprezę! Wiadomo, wymiana numerami telefonu, dodanie do znajomych na facebooku, wszystko zapowiadało się kwitnąco. 

Impreza trwała praktycznie do rana, więc potem wszyscy siedzieliśmy w pokoju totalnie zmarnowani i skacowani. Zaczęła się kolejka pod prysznic i w końcu przyszła kolej na mnie. Mam bardzo długie włosy i nie chciałam ich zmoczyć, ale pech chciał, że nie wzięłam żadnej gumki do włosów, a w łazience nigdzie żadnej nie było. Kiedy setny raz przeszukiwałam torebkę w poszukiwaniu gumki, wpadłam na super pomysł. Wyjęłam z torby majtki, które wzięłam na zmianę i związałam nimi włosy. Pomysł się spisał wspaniale, ani razu włosy nie rozwiązały mi się podczas kąpieli. 

Oczywiście po 15 minutach usłyszałam dobijanie się do drzwi łazienki i pytania, czy jeszcze długo mi zejdzie, dlatego pośpiesznie wytarłam się ręcznikiem i szybko się ubrałam. Wyszłam z łazienki i posłałam uśmiech mojemu nowemu adoratorowi, kiedy nagle jeden z kolegów krzyknął do mnie: „Czy ty masz majtki na włosach!?”. Wtedy dotarło do mnie, że nie zdjęłam z włosów mojej różowej, koronkowej „gumki” i zupełnie o nich zapomniałam. Myślałam że spalę się ze wstydu, a wszyscy uczestnicy domówki rechotali przez pół godziny. 

Na szczęście Tomek zaprosił mnie na randkę zaraz po imprezie. Na spotkaniu dostałam od niego pudełko owinięte kokardką. „Miałem kupić kwiaty, ale pomyślałem, że to jest ci o wiele potrzebniejsze” powiedział, wręczając mi pudełko z kolorowymi gumkami do włosów.

#MIOdz

W gimnazjum byłem chuderlawym, nieciekawym chłopaczkiem zapatrzonym w monitor komputera. Któregoś wieczora starsza siostra zwinęła mi z rąk pilota i przełączyła z programu o grach komputerowych na MTV Classic (czy inny kanał, gdzie faktycznie puszczano muzykę, a nie "dokumenty" o nastolatkach w ciąży). Leciał tam klip do utworu "Can't Stop" Red Hot Chili Peppers. Nie jest to jakieś dzieło sztuki, ale ten jeden utwór zmienił całe moje życie.

Tego wieczora stwierdziłem, że rock jest fajny, zacząłem go namiętnie słuchać, w ciągu 2 lat zapuściłem włosy i zacząłem grać na gitarze. Już w liceum, z loczkami do ramion, gitarą i tanim browarem w towarzystwie własnego zespołu rockowego, na ognisku poznałem "znajomą znajomego" - dziewczynę zjawiskową, w której dość szybko zakochałem się po uszy.

Lata poleciały - gitara coraz częściej zbiera kurz w kącie pokoju, zespół się rozpadł, znajomości przepadły, włosy ścięte, rock w głośnikach zastąpił jazz, a owa dziewczyna, po 7 latach razem, została moją żoną.

Nie wierzę w przeznaczenie, ale jestem niemal pewien, że gdyby nie ten jeden wieczór i jeden utwór Red Hotów, żyłbym teraz zupełnie inaczej :)

#FYuVe

Gdy miałam 6 lat, bardzo chciałam mieć psa, więc łaziłam za moją mamą i prosiłam ją, abyśmy adoptowali jakiegoś kundelka ze schroniska. Moja rodzicielka zawsze mi wówczas tłumaczyła, że posiadanie czworonoga jest dużym problemem, kiedy chce się wyjechać na dłuższe wakacje.
Dziś mam 20 lat i chciałam zapytać: Kiedy, do jasnej Anielki, pojedziemy wreszcie na te pieprzone wakacje?
Dodaj anonimowe wyznanie