#sWdbq

Od 5 lat jestem jasną blondynką, uwielbiam ten kolor, mój chłopak również, ale od jakiegoś czasu zaczął mi się nudzić i postanowiłam coś zmienić. Przefarbowałam się na czarno, początkowo było dziwnie, ale po kilku godzinach doszłam do siebie.

Wyszłam na spacer w nowym kolorze, a za mną idzie dwóch chłopaków i słyszę jak jeden mówi "Ty, zobacz jaka laska". Na to drugi odpowiada "No, fajna czarnulka", po czym myślę, że znam skądś ten głos...

Odwracam się, patrzę i mówię "Tak? Fajna czarnulka?".

Okazało się, że to był mój chłopak z kolegą...

#h8d7r

Kilka lat temu pracowałem jako przedstawiciel handlowy w firmie zaopatrującej zakłady kamieniarsko-nagrobkowe. Siedziba firmy była w Krakowie, mój rejon działania na Śląsku. Wracając z firmy z Krakowa zabrałem na stopa jakąś dziewczynę. Jako że bardzo mi się śpieszyło, bo byłem umówiony na spotkanie z klientem na cmentarzu komunalnym w Katowicach, wielokrotnie przekraczałem prędkość, wyprzedzałem dość ryzykownie... Dziewczę w końcu nie wytrzymało i padło pytanie: "Gdzie pan tak się śpieszy?". Zgodnie z prawdą odparłem: "Na cmentarz".

Później do mnie dotarło, jak to zabrzmiało.

#8YEBo

Najczęściej trąbią o tolerancji ci którzy jej nie mają...

Byłam u koleżanki na piwie i zaprosiła jakiś swoich ziomków ze studiów. Jedno piwko, drugie...I zaczęliśmy gadać o normalnych sprawach, polityka, aborcja, homo i w ogóle.
Ja już byłam po kilku głębszych i powiedziałam, że do homo nic nie mam, ale trans no to tak średnio - nie przeszkadzają mi, ale jakoś nie wyobrażam sobie związku z trans i dziwi mnie to. I że na blokach albo na wsi geje albo lesbijki mogą być, ale nie powinni się ujawniać aż tak, bo mogą zostać pobici przez dresów.


Sama mam kilku dresów znajomych ode mnie z miasta i wiem jacy są niektórzy, więc mówiłam to dla bezpieczeństwa tych ludzi. Bo jak bloki, patola to nigdy nie wiadomo jak ludzie zareagują. Znajomi tej koleżanki po usłyszeniu tych słów rzucili się do mnie. Od razu focha puścili i zaczęło się. Oni też już byli wstawieni, więc najpierw zaczęli mówić że jestem transfobem i homofobem, że to ludzie i ich wybory. 


Ok, szanuje...Rozumiem. Ale dosłownie chwilę potem zaczęło się gadanie, że skoro tak się martwię o innych to sama powinnam schudnąć (dla zdrowia ;)) i nałożyć aparat na zęby albo nie pić tyle piwa i alko skoro jestem gruba (a oni też pili) . I że widać że nie mam stylu itp. no dosłownie tak o mnie wyzywali. 


Koleżanka moja chciała rozluźnić atmosferę a oni do końca wieczoru dawali mi jakieś przytyki i miałam wrażenie,
że się ze mnie śmieją. Już nie wspomnę o tym, że film potem oglądaliśmy o operacjach plastycznych i śmiali się, że o tu gruba baba i jakie ma cycki wielkie itp. albo „o jaki nos,
kulfon”. 

Czyli tolerancja działa tylko wobec jednych środowisk. Tak samo mówiłam, że nie popieram niszczenia kościołów na protestach i też mnie wyśmiali. A ja mam rodzinę katolików i rozumiem ich. No cóż...Nie dogodzisz.

#cWkml

Jestem ofiarą przemocy fizycznej i psychicznej. Nienawidzę swojej rodziny za to, że jestem bita przez obojga rodziców. W moim domu nie ma czegoś takiego jak przestrzeń osobista. Bo mieszkam u nich wiec na ich zasadach.

Jestem studentką fizjoterapii i jest to dla mnie priorytet. Chce w przyszłości zarabiać na tyle dobrze by nie być od nikogo zależnym. Wiadomo jeśli ma się egzamin to się tylko skupia na tym by to zdać, a nie na porządku i ułożonych książkach pod linijkę. Niestety moja matka potrafi mnie zbić za to, że nie mam ułożonych równo rzeczy.

Moja nienawiść do mojej rodziny rośnie z każdym dniem i obiecałam ze za pieniądze które tata przelewa mi na konto (rzekomo ma na tym jakis biznes) wykorzystam i kupię z tego mieszkanie.

#OeVo7

Rok temu poznałam chłopaka. O zgrozo, przez internet. Niestety, mam 183 cm wzrostu i jestem "starej daty", więc podrywanie / podchodzenie pierwszej do faceta w realu uważam za ujmę na swoim honorze. Tym bardziej że od dziecka mam kompleks na punkcie swojej wagi (schudłam po maturze ze 115 kg do 80 kg) i nie wierzę, że komukolwiek mogłabym się podobać. W każdym razie, po wymianie paru wiadomości postanowiliśmy się spotkać już następnego dnia. 

Siedziałam sobie na kanapach w centrum handlowym, czekając aż przyjedzie prosto z pracy i zastanawiając się jak nisko upadłam licząc na stały związek ze znajomości internetowej. Wtem nadszedł - 196 cm mojego ideału. Poszliśmy na obiad.

Ujął mnie swoją szczerością, chociaż informacje dawkował mi na każdej kolejnej randce (jednorazowo każdego by to chyba przytłoczyło). Wychowanek domu dziecka, rodzice i trójka starszego rodzeństwa mają go w poważaniu, długi za mieszkanie i telefon przekraczające 10 tysięcy, praca za najniższą krajową, pół roku w więzieniu za kradzież, mieszka w "mieszkaniu socjalnym" o powierzchni 14 m2, bez toalety (nawet wspólnej dla mieszkańców - za potrzebą trzeba latać na stację albo do pobliskiej galerii). Sporą część pensji przeznacza na zielsko, ma do usunięcia 4 zęby, bo nie stać go było prywatnie na dentystę, a w przychodni publicznej mu rok kazali czekać (nic nie wiedział o swoich prawach)... I jeszcze kilka rewelacji, ogólnie chłopak miał takie życie, że się parę razy poryczałam myśląc przed snem o jego losie. Parę razy też przeszło mi przez myśl, że w co ja się ładuję? Jednak serducho nie wybiera, postanowiłam, że na mnie się nie zawiedzie i zrobię wszystko, żeby miał po co żyć. 

Po rozmowie z mamą zaprosiłam go na Wigilię do naszego domu, byliśmy wtedy parą od miesiąca. Trudno uwierzyć, ale kultury miał więcej od niejednego typka u mnie na uczelni. Po dwóch miesiącach razem postanowiłam, że raz się żyje i mu pomogę, nawet jeżeli związek miałby się rozpaść, bo się okaże, że jemu tylko na kasie zależało. Dałam mu wszystkie oszczędności z ostatnich trzech lat (walczyłam miesiąc, żeby je przyjął). Spłaciliśmy razem jego długi. Zmienił pracę na taką, którą ja pomogłam mu wybrać. 

Obecnie jesteśmy razem rok, mój wybranek kasuje trzy razy więcej miesięcznie niż ja, nie jara, z każdej pensji odkłada część na implanty zębów, na imieniny kupiłam mu kurs na prawko, który zdał za drugim podejściem. Kupujemy wspólne auto, walczymy o wykup "mieszkania socjalnego", żeby je wyremontować i wynająć. 

Morał - dziewczyny, również od was zależy co osiągnie wasz mężczyzna. Albo popchniecie go do przodu, albo uwstecznicie. Każda szczerze kochająca kobieta potrafi dodać skrzydeł swojemu wybrankowi. Wystarczy w niego uwierzyć i dać szansę. Ja zakochałam się od pierwszego wejrzenia w facecie bez niczego, który dał mi wszystko.

#4EQTY

3 lata temu dokonałam aborcji. Dość odważne wyzwanie, prawda? 

Zaszłam w ciąże pomimo 2 metod antykoncepcji (bynajmniej nie naturalnych). Dowiedziałam się bardzo wcześnie bo już w 3 tyg., akurat zbiegło się to z terminem wizyty kontrolnej u ginekologa, dlatego o żadnej pomyłce nie było mowy. Nigdy nie chciałam być matką, nigdy nie chciałam rodzić w bólach, wstawać w nocy, nigdy nawet nie zakładałam, że przekaże swoje geny. 

Dlatego wiadomość ta była dla mnie druzgocąca, druzgocąca na tyle, że od powrotu od ginekologa tamtego wieczoru, przepłakałam w łóżku prawie dwa tygodnie. Partner, od zawsze znał moje zdanie na temat macierzyństwa, uważał, że to po prostu szok, że niedługo mi przejdzie. Nie przechodziło, z dnia na dzień było coraz gorzej, czułam, że moje życie skończyło się, właściwie czułam, że jedynym wyjściem z tej sytuacji byłoby samobójstwo. Aborcja nie wchodziła w grę, partner radosny jak skowronek powiadomił wszystkich jeszcze tego samego wieczoru. Wyobraźcie to sobie, ja w stanie prawie depresyjnym, zaryczana, trzęsąca się w łóżku, a ten g... wesolutko opowiada wszystkim jak to się cieszy z bycia przyszłym ojcem, mnie nikt o zdanie nie pytał. Dni zlewały się w jedno, noc z dniem się właściwie niczym dla mnie nie różniły.

Wiecie kiedy zrozumiał, że to nie są zwykłe emocje związane z przyszłym macierzyństwem? Na SORze, gdy ratowali mnie po próbie samobójczej.

Wypuścili mnie po 3 tygodniach, co by nie rzec pomogli mi tam trochę. Zrozumiałam, że nie pomoże mi użalanie się nad sobą, muszę działać. Zakończyłam związek z partnerem, jednocześnie kłamiąc, że w wyniku próby samobójczej poroniłam (nie uprawniłam go do dostępu do mojej dokumentacji medycznej). A dwa dni później już byłam w drodze do Pragi.

Nie dam z siebie zrobić inkubatora, bo ja też żyje i też czuje. Szkoda tylko, że wtedy nikt tego nie zrozumiał zawczasu.

Wyzywajcie. Oburzajcie się. Stygmatyzujcie. Niczego nie żałuje.

A do wszystkich dziewczyn, które tak jak ja nie wpasowują się w jedyny słuszny plan na życie: zadbajcie o siebie, nikt inny tego nie zrobi.

#iqQ8F

Pewnie dostanę masę hejtu ale trudno, nie warto ukrywać swoich przekonań.

Wiedz, że jeśli mieszkasz w bloku i przygarniasz sobie psa/kota to jesteś tylko trochę mniejszym egoistą od kogoś kto go oddaje do schroniska. Ale jeśli daleko ci do Hitlera to żaden powód do dumy. Teraz się skup i wyciągnij wnioski.

1. Jeżeli wszyscy domownicy pracują twój pies/kot siedzi cały dzień w tym samym mieszkaniu bez dostępu do powietrza. Nie wystarczy, że wyjdziesz z nim 3 razy na dzień. Zwierzęta potrzebują ruchu. 

2. Uważasz, że gdy wracasz z pracy twój pies skacze do ciebie bo nie może się doczekać aż wrócisz? TO NIEPRAWDA. Zwierzak się cieszy, bo cały dzień był samotny w małym pomieszczeniu i liczy, że może chociaż na chwilę wyjdzie na powietrze. Cieszyłby się nawet gdyby wszedł do was włamywacz. 

3. Jeśli uważasz, że zrobiłeś dobry uczynek biorąc zwierzaka ze schroniska to się mylisz. Mieszkanie w bloku niczym się dla niego nie różni od pobytu w schronisku. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że w wielu schroniskach mają lepsze warunki. Tam też mają pożywienie za to cały dzień biegają na powietrzu a do klatek są zamykane jedynie na sen, a u was siedzą w nich cały dzień.

UWAGA - Teraz co możesz zrobić jeżeli jesteś egoistą i marzy ci się zwierzak za wszelką cenę albo chcesz nim zniwelować swoje poczucie samotności:

1. Przeprowadzić się do domku z podwórkiem.

2. Zatrudnić opiekuna do zwierząt, który będzie spacerował z psem podczas gdy ty jesteś w pracy.

3. Kupić sobie zwierzaka, któremu do życia w większości wystarczy klatka np. Świnkę morską, chomika (Oczywiście dostosujcie ją do jego wymiarów i pozwalajcie mu z niej czasem wyjść).

4. Zostać wolontariuszem w schronisku. Wtedy będziesz przebywać z tyloma zwierzętami, że będziesz usatysfakcjonowany, a i zobaczysz, że ich mają lepsze warunki niż ty w swoim małym mieszkaniu.

#nFxjz

Jestem w trakcie rozwodu. Mój mąż był naprawdę świetnym manipulatorem, dopóki nie wciągnął go alkoholizm. Przejrzałam na oczy dzięki miłości do naszej córki. Nie będę się rozpisywać na temat toksycznego związku, wystarczy powiedzieć, że nasz taki był i zakończyłam go, by chronić dziecko i siebie.

Historia właściwa. Mąż ostatnie miesiące mieszkał z matką, która z początku nie do końca rozumiała, jak bardzo alkohol rządzi jego życiem. Kiedy do niej dotarło postawiła mu warunek - leczysz się albo wynocha. Wiedziała, że mimo wszystko nie życzę mu życia na dnie i sporadycznie dzwoniła streścić sytuację. Mąż nic nie wie i się nie dowie, bo my mieszkamy 30km dalej i go nie widujemy, ale matka mogłaby mieć duże nieprzyjemności z jego strony. Te kilka miesięcy zmieniło go jeszcze bardziej, teraz to typowy pijak i awanturnik, nieraz widziałam go na mieście z ręką w szynie czy podbitym okiem, jak jechałam na zakupy.

Wkurza mnie, że w pozwie do sądu nie mogłam napisać wszystkiego, czego się dowiedziałam. Wyniósł się od niej ponad miesiąc temu, zamieszkał u jakiejś dziewczyny. Spał u niej, znosił do niej rzeczy, był na co dzień z jej dziećmi. A o swoje nawet nie zapytał. Któregoś dnia wrócił... Nawalony prosił, żeby go wpuściła, bo tamta go wyrzuciła, nawet policja była.

Ani nie mam dowodów, ani jak ich zdobyć, nie chcę narażać jego matki, a on się nie przyzna...
Dodaj anonimowe wyznanie