#afsgK

Zawsze gdy za dziecka rodzice zostawiali mnie na chwilę w samochodzie bardzo się bałam i wyobrażałam sobie, że rodziców porwali i czekają na mnie, a kiedy przyjdę, to wezmą także mnie.
Pewnego razu mama miała jakąś sprawę do załatwienia, a mnie jako grzeczne dziecko zostawiła w aucie. Trwało to krótko, ale mi jako dziecku minuty się dłużyły, a nawet przeradzały w godziny. Z tego stresu zachciało mi się do toalety na dwójkę, ale z racji tego, że nie było gdzie, to jako rezolutna (lub też nie) 6-letnia młoda dama wyszłam z auta i na parkingu między samochodami zrobiłam co musiałam i wróciłam do auta. Nie powiedziałam nic mamie, odjechała nieświadoma tego, co zrobiła jej córcia.
I byłabym o tym wszystkim zapomniała, ale do dzisiaj pamiętam zniesmaczoną i zszokowaną minę osoby z samochodu obok.

#M3jVs

Jestem nauczycielką w podstawówce. Uczę najmłodsze klasy dzieciaków i nie ukrywam – lubię moją robotę. Małolaty potrafią czasem zaskoczyć człowieka tak, że ten nie wie, jak się zachować.

Kiedyś moi uczniowie mieli opowiedzieć o tym, jacy chcieliby być, gdy już dorosną. Większość oczywiście odpowiadała, że wzorem dla nich jest mama lub tata. Jedynym wyjątkiem był Staś, który oznajmił, że chciałby być taki, jak jego wujek. „Dlaczego?” - zapytałam. „Bo mój wujek ma fajne samochody i mnóstwo śmiesznych koleżanek. Każdego dnia przyprowadza do domu inną i zamykają się w pokoju, aby pobawić się w różne zabawne gry”.

#hEIlu

Gdy byłam w 4 klasie podstawówki, w wypadku zginął mój tata.
Wiadomo, pełno papierków do załatwienia, od odszkodowania po rentę rodziną i takie tam. Niektóre sprawy wymagały pomimo tak młodego wieku mojej obecności i podpisu, co wiązało się z dłuższą nieobecnością w szkole.

Pewnego dnia, po całym ranku spędzonym w kolejkach w urzędach, mama wysłała mnie do pobliskiej piekarniani po drożdżówkę. Pech chciał, że spotkałam tam moją matematyczkę, która jest osobą znaną ze swojej złośliwości, która na moje "dzień dobry" odpowiedziała tylko "oooo, a na sprawdzian to szanownej panience nie chciało się przyjść?". Od zawsze należałam do osób skrytych i twierdziłam, że moje życie osobiste nie powinno interesować obcych, więc bez słowa wyszłam...

Na kolejnej lekcji matematyki szanowna pani nie omieszkała oszczędzać sobie słów krytyki na mój temat, podsumowując swoją wypowiedź słowami, że ktoś, kto zamiast pisać sprawdziany w szkole objada się ciasteczkami w piekarni, nic w życiu nie osiągnie. W tym momencie nie wytrzymałam, wstałam i ze łzami w oczach powiedziałam, że gdyby jej zmarł tato, też by miała ważniejsze sprawy niż jakieś głupie sprawdziany... Spakowałam się i wyszłam.

I wiecie co? Nie, nie usłyszałam od niej słowa przepraszam. Wylądowałam na dywaniku u pani dyrektor, ponieważ bez zgody opuściłam salę w trakcie lekcji...

A dziś chciałabym spotkać panią profesor i opowiedzieć jej, jak to bez napisanego sprawdzianu z matematyki udało mi się bardzo dużo w życiu osiągnąć!

#EyqEa

Kiedyś pojechałam na obóz harcerski. Świetna sprawa - cały tydzień siedzieliśmy w lesie i tam też jedliśmy, spaliśmy i myliśmy się. Ogólnie bardzo mi się podobało. Był tylko jeden problem - byłam  bardzo nieśmiałą dziewczynką.
Byłam na tyle wstydliwa, że krępowałam się wyjmować nową bieliznę z torby. Tak że przez tydzień jej nie zmieniłam.

#JvHEf

Zdarzyło się to wczoraj. Moja mama poszła z psem na spacer. Ten niestety tak szarpnął, że moja mama upadła. I to tak nieszczęśliwie, że aż chrupnęło. Z bólu i szoku nie mogła wstać, nikt nie podszedł jej pomóc. Leżała tak samiutka, z psem piszczącym u boku.

I wtedy zjawił się ON. Bezdomny pan podbiegł do niej, zostawił to, co miał najcenniejsze - czyli wózek, na którym woził makulaturę... Przerażony pomógł jej wstać, odprowadził ją do domu, ułożył na łóżku. W ramach wdzięczności mama chciała podarować mu 50 zł. Ten odmówił, mówiąc, że nie ma prawa przyjmować tych pieniędzy. Zaproponował, że zadzwoni po pogotowie, lecz mama odmówiła. Zadzwoniła po koleżankę, która przyszła się nią zająć. Mój bohater upewnił się, że wszystko dobrze i wyszedł z mieszkania. Ryzykował, że ktoś ukradnie mu porzucony wcześniej wózek... Jestem wzruszona jego postawą. Zachował się cudownie i nie ma słów opisujących moją wdzięczność do niego.

A na koniec... moje pytanie: dlaczego ludzie, którzy mają najmniej, potrafią dać najwięcej?

#p2MPv

Mieszkam z dziewczyną. Mamy kota i psa o imieniu Benek. Średnio się lubią, kot ciągle dokucza psu. Któregoś razu obudziłem się w nocy i strasznie chciało mi się pić. Poszedłem do kuchni i wzięło mnie na heheszki. Mamy na lodówce notatnik promocyjny. Wziąłem długopis i bardzo nieskładnie i koślawo napisałem na kartce:

Drodzu ludzia, kochaciu kota bardzie niz ja odchodzu żegnajci Benek

Wróciłem do sypialni, obudziłem dziewczynę i mówię jej: "Zszedłem na dół napić się wody i znalazłem przy lodówce kartkę od Benka, on chyba uciekł" i podałem jej kartkę.

Myślałem, że zacznie się śmiać, ale ona w półśnie zaczęła ją czytać, a później wybuchła takim płaczem, jakiego nigdy nie widziałem. Beczała jak dziecko. Osłupiałem i zacząłem ją zapewniać, że to tylko żart. Była ostro wkurzona. Położyliśmy się spać, a ja nie mogłem opanować śmiechu. Udało mi się nie wydawać z siebie żadnego odgłosu, ale znacie to uczucie, gdy próbujecie powstrzymać się od śmiechu? Tak, leżałem obok niej i trząsłem się próbując się powstrzymać, a ze mną całe łóżko, przez jakieś pół godziny...

#wGvzL

Troszkę zazdroszczę ludziom, których dotknęła pandemia.


Do marca zeszłego roku pracowałam z biura, ale ze względu na sytuację zaczęliśmy pracować z domu. Mieszkam w UK, wszystko nagle zamknięto. Ciężko pracowałam dzień w dzień a wszyscy moi znajomi balowali na domówkach za hajs od rządu...


Nie zrozumcie mnie złe. Bardzo się cieszę, że mam pracę, dach nad głową i właściwie niewiele pandemia w moim życiu zmieniła, ale chciałabym ukraść od nich chociaż jeden miesiąc i tak się pobyczyć. Pić sobie piwko na ogrodzie w ciągu dnia, a wieczorem iść nad morze. Grać na konsoli cale dnie albo oglądać TV. Wszyscy się dziwią, dlaczego jestem zmęczona i narzekam...


Może dlatego, że gdy oni dostają 90% swojej wypłaty za siedzenie na dupie ja muszę na to ciężko pracować...

#7mAm8

Stwierdziłam, że przejdę na dietę. Poszłam do Biedronki i stanęłam przy słodyczach. Obliczam kalorie... Dodaję sobie to wszystko, odejmuję... Stwierdzałam, że wezmę dla brata batonik musli. Jemu też się przyda dieta.

Staję przy kasie, a pewien starszy mężczyzna się mnie zapytał, czy to dobre. Mówię, że nie wiem, ale mało kalorii ma. Pan do mnie:
- Najpierw masa.
Odpowiadam, że masa już jest, teraz trzeba ją wyrzeźbić... Na co mężczyzna odpowiedział, wskazując na swój brzuch:
- Najpierw masa, potem masa, później szersze drzwi...

Skoczyłam po czekoladę :D
Dodaj anonimowe wyznanie