#2trht

Kiedyś dorabiałam sobie pracując w małym lokalu z kebabem. Było tam bardzo gorąco, toteż chodziłam w krótkich spodenkach. Często było tak, że przelewając sos z wiadra do mniejszego pojemnika zdarzało mi się ochlapać nogę. Sos był krwistoczerwony, dlatego mój kolega z pracy za każdym razem gdy się ochlapałam i zobaczył czerwony ślad na moim udzie żartował: "Widzę, że masz okres, ha, ha, ha".
Ja przeważnie odpowiadałam zdawkowo i dorzucam "ha, ha, ha" od siebie.

Pewnego razu też tak było. Ja przelałam sos, plama na nodze, on znów "Widzę, że masz okres", a ja odpowiedziałam to co zwykle.
Tyle że tym razem ani kropla sosu nie skapnęła mi na nogę. Po prostu miałam okres i zwyczajnie mi przeciekło...

#yHUTD

Czy ta historia jest odpowiednia na anonimowe, oceńcie sami.
Otóż jak codziennie, wstaję do pracy dość wcześnie. Wyprowadzam sobie spokojnie psa o piątej rano i widzę dość nietypowy widoczek - para prawdopodobnie studentów, lekko sfatygowanych, ona w krótkich spodniach, mimo chłodnej pory, dość szybkim krokiem przemierzają o tej godzinie puste ulice miasta.
Na początku nie zwróciłam na nich szczególnej uwagi, ot, co mnie obchodzi, kto i o jakiej godzinie sobie chodzi po mieście. Moja psina, dość towarzyska, widząc ludzi na horyzoncie ochoczo ruszyła w stronę przybyszów, ma dość długą smycz, więc dotarła do nich dużo wcześniej niż ja. Chłopak ukucnął przy moim zwierzaku, pogłaskał i powiedział "Co tu malutki robisz w niedzielę z samego rana?", jego towarzyszka zaśmiała się i rzuciła, że pewnie jak oni z imprezy wraca.
Minęliśmy się, a ja nadal się zastanawiam, jak wyglądała ich reakcja, gdy się dowiedzieli, że jest środa...

#MIPT3

Historia jednego z moich chłopaków, czasy, gdy mieliśmy po 17 lat.

D. zawsze siadał po prawej stronie łóżka/kanapy/ławki czy czegokolwiek. Na początku nawet nie zauważałam tej zależności, ot po prostu przyspieszał i szybko tak właśnie siadał, bylebym nie zajęła jego ulubionej prawej strony. Mi totalnie wisiało, po której stronie jestem, ale kilka razy doszło jednak do sytuacji, że niemal na siłę pchał się na prawo. W końcu nie wytrzymałam i kazałam mu siąść na tyłku gdzie jest wolne, bo nie zamierzam się przesuwać.
Oj, jaka była awantura... Oj, jaki był krzyk... On musi siedzieć po prawej i basta, mam się natychmiast przesiąść, bo to jego strona. W końcu w emocjach wykrzyczał, że MUSZĘ NATYCHMIAST SIĘ PRZESIĄŚĆ, ponieważ wyłącznie jego LEWY PROFIL nadaje się do oglądania, bo na prawym ma straszliwe kratery, pozostałości po trądziku, i ja nie powinnam zbyt długo na to patrzeć, bo przestanie mi się podobać.

A ponoć to kobiety są przewrażliwione na punkcie swojego wyglądu.

#rWkSb

Mam 21 lat, od roku mieszkam ze swoją kobietą. Jest nam razem cudownie! Nie mam na co narzekać.

Niestety, jest jeden mankament - okazało się, że cierpię na.... seksomnię!

Przynajmniej raz w miesiącu, podczas snu, zaczynam dobierać się na nieświadomce do mojej lubej. Czasami podczas takiego dobierania budzę się i przestaję, jednak czasami się nie budzę, albo jak się obydwoje rozbudzimy, to już nie przestaję ;>

Dziś się obudziłem, kiedy moja luba była już calutka rozebrana, a ja ją całowałem, właściwie to już byłem na niej. Totalnie nie pamiętam jak ją rozbierałem, moja kochana pamięta wszystko jak przez mgłę.

Całe szczęście mojej kochanej to nie przeszkadza, jest to nasza słodka tajemnica. Jednak od momentu, kiedy się dowiedziałem o mojej przypadłości, przestałem jeździć na wszelkie domówki, na których zazwyczaj się też nocowało - wiadomo, z braku wystarczającej liczby łóżek, czasami trzeba było spać obok jakiegoś kumpla... Szczerze, nie chciałbym przez sen ich bzykać!

#evhID

Byłam striptizerką.
Chcę obalić wiele stereotypów i przestrzec bywalców przed "zagraniami" tancerek i kelnerek.

1. Kwestia tancerek. Wbrew pozorom nie są to głupie dziunie. 99% dziewczyn pracuje tam, bo jest to szybki dostęp do dużych pieniędzy. Na studia, spłatę długów, jakiekolwiek życie w większym mieście. Zarobki są średnio od 2 do 15 tys. tygodniowo. Nie zachęcam tym do bycia striptizerką, lecz pokazuję jaka to motywacja dla młodych dziewczyn.

2. Drinki. W "moim" klubie, głównym zadaniem było wyciąganie od klientów drinków. Ceny ich to od 50 do 1000 zł. Nie wierzcie tancerkom, że lecą na was, zakochały się, dają wam swój numer (są wymyślone). Ich jedynym zadaniem, jest wyciągnąć z was jak najwięcej kasy. Nigdy nie bierzcie kart do takich miejsc. Uważajcie na alkohol - może być doprawiony. Jak wiadomo - pijany klient to dobry klient. Ja rekordowo wyciągnęłam w jedną noc za same drinki 8 tysięcy. Czy mi z tym źle? Nie.

3. Obiecanie seksu w pokoju prywatnym. Nie ma czegoś takiego jak seks w klubie (przynajmniej w tym, gdzie pracowałam). Niech nie zwiodą was słodkie słówka. W pokoju mamy się jedynie rozebrać do naga, potańczyć, a pod koniec czasu (można wykupić 5/10/15 min) mamy nakręcić klienta tak, aby wykupił kolejne minuty. Lub kupił szampana (gdzie ceny to 1000- 20 000 zł). Tancerka będzie namawiała "No, misiu, przez następne pół godziny tu będą się działy cuda". Nie, nie będą się działy. Jeżeli klient dotknie miejsca intymnego (krocza) tancerki, to zostaje wyrzucony z klubu.  Co więcej, w takich pokojach są kamery. Nie wierzcie zapewnieniom kelnerek, że ich tam nie ma.

Nie sądźcie, że tancerkom będzie was szkoda. Mi na początku było. Prosiłam o tanie drinki, lecz po miesiącu mi przeszło. Kliencie przychodzili przeróżni. Od napalonych 20-latków do biznesmenów po 60. Najbardziej drażniący był fakt, gdy taki delikwent miał obrączkę na palcu. Dla takich nie było litości.
Uważajcie w takich miejscach.

Może kiedyś opiszę jak tam trafiłam, jaka była reakcja mego lubego, różne anegdoty i zabawne historyjki z tego miejsca. Przez ograniczenie znaków teraz tego nie zrobię :)
Nie oceniajcie mnie surowo ;)

#AfxwE

Wczoraj nie po raz pierwszy dałam znać mojemu małżonkowi, że czuję się troszkę zaniedbywana w łóżku. Niestety, w tych sprawach to ja mam większe potrzeby niż on.

Powiedział, że w takim razie spróbuje inicjować zabawy co 2-3 dni, czyli tak, jak jest idealnie dla mnie (jemu wystarczy raz na tydzień albo i rzadziej), na co odrzekłam, że mogę się założyć, że szybko zapomni o tej obietnicy. No bo jak tu pamiętać o zachęcaniu żony do zabawy, skoro samemu nie ma się ochoty?!

Jego odpowiedź mnie zmiażdżyła.

"Ustawię sobie alarm, żeby dzwonił co 2-3 dni i wtedy będę pamiętał".

Alarm.

Na seks.

Alarm, który przypomina, że czas zaspokoić żonę.

Aha.

#TiYcN

Po kilku miesiącach związku pojechałam na urlop ze swoim facetem. Wiedziałam, że gość więcej wymaga od innych, a niekoniecznie od siebie... ale urlop przeszedł moje oczekiwania.

Pierwszego dnia stwierdził, że jestem biedna i dziwna, bo nie lubię taksówek ani drogich restauracji. Drugiego dnia dowiedziałam się, że wspólny basen to nic innego jak "miejsce dla spoconych grubasów". Trzeciego dnia zrobił aferę, bo (jego zdaniem) pościel powinna być wymieniana codziennie (WTF?!). Czwartego dnia dowiedziałam się, że rzucając hasło "chodźmy na langosza" narzucam mu swoją wolę.
A piątego dnia jego portfel świecił pustkami i high life się skończyło :D

#m3aKO

Pracuję jako programistka w korporacji. Pracuję przy wygodnym biurku z trzema monitorami - niestety, osoby wchodzące do pomieszczenia widzą czym się akurat zajmuję, monitory zwrócone są bokiem do wejścia. Muszę zatem wystrzegać się przesiadywania na portalach społecznościowych. Uzależnienie od Anonimowych jest jednak silniejsze...

Aby móc czytać wyznania bez strachu, że za plecami nagle wyrośnie mój dyrektor, otwieram kod źródłowy strony i wyławiam treść wyznań z kodu HTML. Wyglądam zatem jak pracownik wyjątkowo zaaferowany treścią kodu :) Teraz jeszcze tylko muszę znaleźć wytłumaczenie dla moich słabo tłumionych reakcji - nawet mój dyrektor nie uwierzy, że kod może tak poruszać :)

#ObYxf

Mam 32 lata i zostały mi 3 lata kontraktu w wojsku. Tak, jestem żołnierzem. Weteranem. Jedna zmiana w Iraku i dwie w Afganie. Nie piszę tego wyznania, by się pożalić. Raczej by otworzyć ludziom oczy na pewne kwestie.

Po powrocie z XII zmiany w Afganistanie, zostałem przywitany na ulicy określeniem "najemnik". Nie "morderca", tylko właśnie najemnik. Dla nas, żołnierzy, jest to bardzo krzywdzące. Bo to nie my decydujemy o tym, gdzie zostaniemy wysłani. Ślubujemy bronić ojczyzny przed wrogami wewnętrznymi i zewnętrznymi. I z tego obowiązku staramy się wywiązywać najlepiej jak potrafimy.

Żaden z tych ludzi, którzy nas tak określają, nie zastanowi się co dzieje się w naszych głowach, gdy tam przebywamy. Cóż z tego, że wynagrodzenie jest całkiem niezłe, jeśli niektórzy z nas już do kraju nie wrócą albo wrócą jako psychiczne wraki. Z mojego plutonu 4 kolegów nie żyje. Kolejnych 5 leczy się psychiatrycznie. Część została w wojsku, część odeszła. Kilku służy w armii amerykańskiej. Co robi reszta? Nie mam pojęcia. Przypadki samobójstw wśród weteranów wynoszą jakieś 20-25%. Czyli sporo. Syndrom stresu bojowego.

Pamiętacie sprawę Nangar Khel? Patrząc na to, co normalnie dzieje się na patrolach, rajdach czy czyszczeniu wiosek, śmiem twierdzić, że ci żołnierze stali się kozłami ofiarnymi. O tych sprawach się nie mówi. Ale na misjach obowiązuje nas trochę inne prawo. Każdy gwałtowny ruch sprawdzanych przez nas osób można odebrać jako próbę ataku i z czystym sumieniem użyć broni.

Kojarzycie film "Szeregowiec Ryan"? Scenę podczas czyszczenia niemieckich bunkrów. Żołnierze zanim wejdą do środka, wrzucają granat. Wchodzą dopiero po chwili. Tak samo wyglądało sprawdzanie przez nas jaskiń. Najpierw granat, dopiero potem wejście. Fakt, często zdarzało się, że w środku były składy broni czy jakieś koszary. Ale niejednokrotnie były to schronienia dla zwykłych ludzi. Najgorsze przeżycie, gdy wchodzisz do środka i widzisz dziecko w wieku maksymalnie 10 lat, któremu rzucony przed chwilą przez ciebie granat urwał nogi i poszatkował brzuch. I ty wiesz, że nie możesz mu już pomóc. Wiesz również, że będzie ci się to pewnie śniło przez długi czas. Takiego widoku nie da się wymazać z pamięci. Tak wyglądały akcje.

Oficjalnie jest to misja stabilizacyjna. Nieoficjalnie, przed wyjazdem, dowódcy mówili nam "Szykujcie się na najgorsze".

Czytam anonimowe od jakiegoś czasu i widzę, że większość ludzi wykazuje sporą empatię w stosunku do tych piszących swoją historie. Opisałbym więcej, ale ogranicza mnie limit znaków. Jak wszędzie zdarzają się trolle, ale liczę, że choć części z was otworzę oczy na pewne kwestie. Jeśli nie, to trudno. Będę żył z przekonaniem, że próbowałem. Chwała bohaterom i chwała weteranom.
Dodaj anonimowe wyznanie