#DIRrc

Na pierwszej lekcji nauczycielka powiedziała nam, że możemy ściągać/podpowiadać sobie itp., jeżeli będziemy sprytniejsi od niej. To oczywiście było trudne, wręcz niemożliwe - typowa żyleta. Numerowała kartki, sprawdzała ręce, buty, telefony na biurko, podział na 4 grupy itd. Jednak ja byłem sprytniejszy: kupiłem książkę nauczyciela (znajomości w księgarni) i miałem odpowiedzi do wszystkich zadań, ćwiczeń, sprawdzianów, kartkówek. Nauczycielka sprawdziany i kartkówki brała z tej książki dla nauczyciela, natomiast tych materiałów nie było w internecie. Oczywiście nie miałem samych 5 i 6, aby nie wzbudzać podejrzeń.
Po ostatniej lekcji w 3 gim zostałem na przerwie i powiedziałem:
- Pamięta pani jak powiedziała, że jeżeli panią przechytrzymy, to możemy ściągać?
- Pamiętam.
- No to panią przechytrzyłem.
- Jak to?
- W kolejnych latach proponuję nie brać gotowych sprawdzianów...
I wyszedłem nie czekając na reakcję.

Uprzedzam: nie cofnęła mi oceny, nie była na mnie zła ani nic, tylko na zakończeniu powiedziała, że byłem sprytniejszy :)

#BcQx2

Zgadnijcie kto właśnie leży w szpitalu i czeka na zabieg usunięcia kilku szpilek z pochwy.

Otóż mój mąż znalazł mój wibrator i uznał, że "zdradzam go z maszyną", więc w akcie zemsty powbijał w silikonowy wibrator szpilki, aby się na mnie zemścić.
Tak, nie zauważyłam ich.
Tak, użyłam go.
I tak, kilka z nich podczas posuwistych ruchów wysunęło się i wbiło we mnie w środku.

Chyba pora szukać adwokata.

#w42Qh

Czytałem wyznania o osobach, które zapuściły się w związku. Moja historia jest podobna, jednak wasze przytyte dziewczyny to nic.

Jesteśmy sobie my, super para z początku - poczucie humoru, głupie teksty, w łóżku super, jest ogień. Nadszedł czas wyposażania i urządzania własnego M. Robiłem wszystko tak jak ona chciała, przekroczyłem budżet, musiałem się dopożyczyć na niektóre zachcianki, ale stwierdziłem, że razem się odkujemy. Zresztą jak robić, to porządnie i na lata, w końcu sobie. Dodam tylko dla spójności, że mieszkanie kupiłem sam, mam jak na nasze realia dobrą sytuację finansową.

Mieszkamy już razem. Moja dziewczyna rzuca pracę twierdząc, że zarabia za słabo jak na tak dużą odpowiedzialność. Kasa jak na ścianę wschodnią duża, niewiele mniej niż ja. Odpowiedzialność - praca biurowa i przyjmowanie wpłat. Zaczęło się aktywne szukanie pracy - czytaj wychodzę rano, ona śpi, wracam po pracy, ona śpi lub leży i ogląda Instagrama. Uruchamiałem kontakty, załatwiałem staże, szukałem jej posady. Wszystko odrzucała - tu za daleko, tu źle godziny, tu coś tam. Stwierdziłem już w złości, że skoro tylko siedzi w domu, to mieszkanie powinno być tak czyste, żeby można było jeść z podłogi. To ja wracałem po pracy i robiłem zakupy, sprzątałem, zmywałem. W łóżku miałem po prostu warzywo, które ganiałem pod prysznic. Na moje uwagi stwierdziła, że zacznie sprzątać, jak przepiszę na nią pół mieszkania...

W pewnym momencie w domu pojawił się pies. Lubię zwierzęta, ale fajnie byłoby się choć spytać, co o tym myślę. Piesek był uroczy, kochany, nawet wyszła z nim na spacer kilka razy. Po kilku kolejnych dniach pies zniknął. Oddala go komuś w ciągu godziny bo szczekał bez powodu i się zsikał. Uwierzcie lub nie, płakałem po tym psie. Tydzień z pieskiem i zdążyłem się przywiązać.

Sytuacja powtórzyła się za miesiąc. Znów pies, znów dwa dni opieki i znów chęć oddania. Wtedy powiedziałem dość. Pies zostaje, ty wypier*alaj. Dość mam warzywa w domu, któremu niewiele brakuje, żeby zaczęło robić pod siebie, nic nie robi w domu i psy traktuje jak zabawki. Dzieci tak samo? Krzyczy i piszczy to oddać? Na co stwierdziła, że ona ma wyje*ane w obowiązki i nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności. Spakowałem więc jej walizki, zabrałem klucze i wystawiłem za drzwi.

Jestem 36-latkiem, który ma psa i szuka kobiety. Ot, życie.

#UUWcU

Witam wszystkich. Kilka miesięcy temu moja dziewczyna - Kasia, dodała tu wyznanie na temat historii naszego związku (http://www.anonimowe.pl/69xsZ). Cudownie czyta się komentarze pod nim, pojawia się wiele pięknych słów. Dziś chciałbym napisać ciąg dalszy tej historii...

Kasia wyznanie napisała kilka dni przez badaniami kontrolnymi (każda osoba, która pokonała raka musi być kontrolowana przez następne 5 lat). Wcześniej kiepsko się czuła. Mdłości, złe samopoczucie, silny ból głowy. Nie przywiązywaliśmy do tego dużej wagi. Stres, pogoda - to pewnie o to chodziło.

Nadszedł dzień badań, czekaliśmy na wynik. Wkrótce zadzwonił jej lekarz i kazał szybko przyjechać. Później były tylko łzy... Wznowa raka kości, który zdążył dać przerzuty do płuc (wznowa szybciej się rozwija i jest bardziej odporna na leczenie). Rokowania bardzo złe. Szok, płacz, złość. Jednak nie poddaliśmy się. Będziemy walczyć razem!

Kasia została przyjęta na oddział. Pierwszą chemię zniosła całkiem nieźle. Ciągle przy niej byłem, mimo że wspomnienia szpitala bolały bardzo.
Po drugim cyklu chemii Kasia czuła się coraz gorzej. Trafiła na intensywną terapię - chemia nic nie pomogła, pojawił się przerzut w mózgu.

Lekarze zrobili co mogli. Mimo całkowitego paraliżu jej stan był stabilny. Szybko mogło się jednak wszystko zmienić. Rodzina załatwiła jej hospicjum domowe, aby mogła w nim spędzić ostatni czas (każdy był świadomy, że nie ma szans na wyleczenie. Była podawana morfina). Moja cudowna bohaterka walczyła jeszcze przez miesiąc. W dniu, jak się później okazało, jej śmierci, postanowiłem się jej oświadczyć. Uśmiechnęła się mimo paraliżu, z oczu poleciały zły. Przytuliłem ją bardzo mocno. Po godzinie zmarła. Odchodziła w spokoju, bez bólu i wśród najbliższych.
Kocham moją bohaterkę, moje słoneczko... Te 10 lat razem były najlepszą rzeczą, jaką mnie spotkała. Do zobaczenia, Kasieńko...

#9o1Fm

Za dzieciaka byłam katowana w domu, pas wisiał na "miejscu honorowym", strasząc samym swoim widokiem. Czasem chowałam go w nadziei, że bez pasa nie będzie lania, niestety kabel od żelazka też mógł być, rura od odkurzacza także, więc nie udało się uniknąć "kar", np. za zbyt głośne chodzenie (podłoga drewniana, skrzypiąca, nie wolno było chodzić zbyt głośno, gdy tata spał). Przed szkołą nie jadłam nic, do szkoły nic nie brałam, nie dlatego, że nie miałam czego - miałam, ale bałam się wejść do kuchni, by zbyt głośno nie zamknąć szafki czy zbyt szybko otworzyć lodówki, jeszcze by obudziło tatę. Pracował na popołudnia, więc cały poranek to był horror.

W 6 kasie podstawówki zaprzyjaźniłam się z pewną dziewczynką, która była dość rozgarnięta jak na ten wiek, jej się zwierzyłam, poradziła mi, bym poszła do wychowawczyni prosić o pomoc, że ona mi pomoże i zabiorą mnie daleko od tego tyrana. Tak też zrobiłam, z nadzieją na koniec męki, marzyłam o domu dziecka.
Nauczycielka się przyjęła, razem poszłyśmy do pani pedagog, i po długiej rozmowie powiedziała, że mogę wrócić do domu i wszystko będzie dobrze.

Wiecie co zrobiło mądre "grono pedagogiczne"? Wezwali mojego tatę do szkoły i pytali, czy to prawda co opowiedziałam, oczywiście tatuś zaprzeczył i wrócił do domu. Tego dnia nigdy nie zapomnę, bił mnie tak długo, aż straciłam przytomność. Na tydzień zostałam w domu "chora", musiały mi zniknąć ślady z twarzy chociaż minimalnie. Po powrocie ze szkoły nauczycielka spytała, czy sytuacja w domu się poprawiła, odpowiedziałam, że tak i koniec przygody z pomocą ze strony szkoły.
Czemu odpowiedziałam, że tak? Zwyczajnie się bałam dalszego bicia, byłam pewna, że znów wezwą do szkoły tatę, a ja za to oberwę.

Teraz mieszkam za granicą. Lata mijają, a mnie nie obchodzi, czy oni się martwią, czy czasem myślą o mnie, dla mnie już nie istnieją, nie mamy kontaktu. Pracuję, wynajmuję małe mieszkanko. Mężczyzny w swoim życiu nie potrzebuję, boję się mężczyzn, nie czuję potrzeby miłości, związku czy czegoś podobnego. Mam psa, który jest moją rodziną. I tyle.

#yXpWB

Dziś odkryłam, że moja współlokatorka regularnie używa perfum, które należą do mnie i są jedną z najważniejszych rzeczy, jakie w ogóle posiadam.. Kupiłam je parę lat temu za ciężkie pieniądze, krótko po tym, jak przestano je produkować. Od tego czasu korzystam z nich bardzo rzadko, na specjalne okazje i za każdym razem serce mi pęka, że kiedyś nadejdzie dzień, kiedy się skończą.
Jakoś bym przeżyła to, że współlokatorka, nie do końca świadoma wartości perfum, czasem się nimi spryska, ale mało nie wybuchłam ze wściekłości, kiedy zorientowałam się, że ona używa ich za każdym razem po tym, jak zrobi kupę, aby „zakryć” nimi przykry zapach, który unosi się w kiblu...

#dNdHt

Ostatnio siedziałem z moją narzeczoną przed telewizorem, oglądając film z elementami erotyki (marnymi, co prawda, ale lepszy rydz niż nic). Nagle narzeczona położyła mi rękę na udzie, spojrzała na mnie i powiedziała:
- To co? Lodzik?

Ja trochę w szoku, bo nigdy wcześniej nie proponowała mi seksu oralnego, ale stwierdziłem, że kiedyś musi być ten pierwszy raz. Wręcz czekałem na to, aż mi to zaproponuje. Zgodziłem się od razu.

Narzeczona wstała i gdzieś poszła (sądziłem, że do łazienki, żeby się przygotować czy coś), dlatego ja, już podniecony, zacząłem odpinać pasek i ściągać spodnie.
Po chwili narzeczona wraca z... dwoma czekoladowymi lodami na patyku.
Cholera, a byłem tak blisko :/

#it2au

Jakiś czas temu poznałam chłopaka. Polubiłam go (z wzajemnością), stopniowo spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu itp. Po kilku tygodniach jemu poważnie zaczęło na mnie zależeć i coraz bardziej się angażował, ale niestety, ja nie czułam tego samego do niego i nigdy nie pokazywałam, że jest inaczej. Traktowałam go po prostu jako dobrego kumpla, człowieka, z którym można pogadać o wszystkim i miło spędzić czas, ale nic poza tym i chciałam, żeby nasze relacje zostały tylko na poziomie koleżeńskim. Gdy zaczynał temat byśmy zostali parą od razu odmawiałam, nie bawiłam się w zaloty i dawanie nadziei. Niestety, on mimo mojego braku zainteresowania starał się coraz bardziej. Za bardzo.

Nasza znajomość zaczęła się psuć. Maciek (imię zmienione) z dnia na dzień robił się coraz bardziej natarczywy, zależało mu na tym, żebym została jego dziewczyną. Zaczęło się wypisywanie do mnie dziesiątek SMS-ów i wiadomości dziennie o treści tak miłej, że aż mdłej (przysłowiowe zagłaskanie kota na śmierć), SMS-y na dzień dobry, na dobranoc, wydzwanianie, by powiedzieć mi jak bardzo mnie kocha i podawanie argumentów czemu powinnam być z nim. Nie docierały żadne wyjaśnienia, odmowy, nic, więc po prostu zaczęłam ignorować jego wiadomości i telefony. Zablokowałam na fejsie, wyciszony telefon mi nie przeszkadzał gdy dzwonił, a SMS-y usuwałam hurtowo bez czytania. Ale i to nic nie dało, zaczął zupełnie "przypadkowo" bywać w tych samych miejscach co ja (wiedział gdzie mogę być), czekał przed blokiem aż gdzieś wyjdę itp., ale ja traktowałam go jak powietrze. Pewnego razu, gdy jego nadzieje na związek nie gasły, zaczepił mnie przed blokiem i zaprosił na... obiad w towarzystwie jego rodziców! Wyśmiałam go i powiedziałam, żeby się w końcu odczepił, ale po chwili w mojej głowie zrodził się szatański plan - postanowiłam przyjść.

Przed przyjściem wypiłam dwa piwa "na odwagę", specjalnie nie myłam kilka dni włosów, zero makijażu, ubrałam najbrzydsze poplamione ciuchy jakie miałam. Powitałam zgromadzonych okrzykiem "he,he, a więc to ja jestem wybranką państwa syna". Od samego wejścia do ich domu zachowywałam się jak typowy wieśniak skrzyżowany z Dodą. Bredziłam i śmiałam się głośno, a przy jedzeniu i piciu głośno mlaskałam i opowiadałam sprośne żarciki i "łasiłam" się obscenicznie do Maćka. Obleśne? I dobrze, o to chodziło. Gadałam tak ciągle nie dopuszczając nikogo do słowa, a cała trójka - mój niedoszły "chłopak" i jego rodzice - patrzyła na mnie z obrzydzeniem i zdziwieniem, tak zszokowani widokiem, że nawet nie wiedzieli co powiedzieć. Nie przerywając swojego monologu ubrałam się i wyszłam kończąc ten pokaz żenady.

To było najgłupsze co w życiu zrobiłam i sama do tej pory czuję zażenowanie wspominając to widowisko, ale nie żałuję - Maciek od tej pory już się więcej nie odezwał ani nigdy go już nie widziałam.

#UJ02F

Żenująca historia z czasów gimnazjum.

Istotne jest, to że miałam blisko do szkoły i zależało mi na 100 procentowej frekwencji, bo takie osoby dostawały nagrody na koniec roku.

Pewnego dnia budzik mi nie zadzwonił i obudziłam się 5 minut przed pierwszą lekcją. Przebrałam się szybciutko w to co wczoraj, opłukałam tylko twarz, ułożyłam włosy, szybkie sikanie i pobiegłam do szkoły. Na szczęście zdążyłam. Jednak dosłownie kilka sekund przed wejściem do klasy zorientowałam się, że zapomniałam założyć majtki, a miałam całkiem krótką spódniczkę. Nie przejęłam się tym za bardzo. Zawsze mogłam założyć nogę na nogę co ukryłoby moje miejsca intymne. Jednak niestety miałam pecha.

Siedziałam przy oknie, a pani nauczycielka poprosiła mnie, żebym otworzyła górne okno. Ważne jest, to że nauczycielka nie była zbyt miła i wyrozumiała. W tym celu musiałabym wejść na parapet, a w tym rzędzie było dużo chłopaków.

Próbowałam jej wytłumaczyć, że wolałabym nie, bo mam krótką spódniczkę. Odpowiedziała tylko coś w stylu "Nie dziwacz, myślisz, że chłopacy nigdy majtek nie widzieli, nikt ci tam nie będzie zaglądał".

Niestety odpuściłam i weszłam na ten pieprzony parapet, jednocześnie starając się trzymać nogi razem i zasłaniać się. Przez ten skomplikowany manewr mój czas na parapecie tylko się wydłużał.

Jak się domyślacie, chłopacy jednak próbowali mi tam zajrzeć. Ze stresu straciłam przytomność i runęłam na ławkę. Z opowieści wiem, że huk był duży. Obudziłam się u pielęgniarki. Na szczęście upadłam tylko na ciało, a nie na głowę, ale zostałam zwolniona do domu z zaleceniem udania się na badania.

Do dzisiaj nie wiem czy koledzy widzieli mój tyłek, albo ci**ę. Dla was może się to wydawać dziwne i błahe, ale dla dorastającej dziewczyny był to duży problem.
Przynajmniej miałam 100 procentową frekwencję.

#IZaMF

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Zatłoczony tramwaj, wsiada młoda dziewczyna (na oko jeszcze przed osiemnastką) z widocznym ciążowym brzuszkiem. Na początku nikt jej nie ustępuje, ale widać, że dziewczyna źle się czuje, więc w końcu jakiś student lituje się i oferuje jej swoje miejsce. I tutaj do akcji wkracza typowy moher TM. Że chłopak nie powinien ustępować dziewczynie, bo jak się puściła, to niech stoi. Że młodzież szacunku do siebie nie ma. Że dziwka jedna. Że jak jest na tyle dorosła, żeby dzieci robić, to niech sobie radzi. Że wstyd przed osiemnastką z brzuchem chodzić. I w ten deseń.

Tak, tą dziewczyną byłam ja.
Ale jeśli w tym momencie spodziewacie się zakończenia typu "Osiem miesięcy temu zostałam zgwałcona, szkoda, że babciomoher tego nie wiedział", to jesteście w błędzie.

Wkurzyłam się. Stanęłam nad babką i głośnym i wyraźnym głosem mówię:
- Dla pani informacji jestem pełnoletnia i od roku mam męża. Obrączkę zdjęłam, bo mi w ciąży palce puchną. Ale nie powinno to pani obchodzić. Natomiast to, powinno panią zainteresować - tu pokazuję jej telefon - że wszystko nagrałam. A teraz proszę o pani personalia, bo słowne znieważenie jest karalne.
Moher wyraźnie pobladł, ale nie miał jeszcze zamiaru oddawać pola. Padło coś o bezczelnej gówniarze, że nic mi nie musi podawać itp. No to ja bardzo spokojnie przypominam, że wszystko nagrywam i mówię, że jeśli nie poda mi swoich danych, to dzwonię na policję i im to już będzie musiała się wylegitymować.
Cóż, tramwaj zatrzymał się na przystanku, moher próbuje uciekać, ale student, który wcześniej chciał ustąpić mi miejsca, zastępuje babci drogę. Koniec końców spisałam ją sobie na karteczce, podziękowałam chłopakowi za pomoc i siadłam.
Czując wielką satysfakcję. Ale też nieco wstydu.

Bo prawda jest taka, że wcale nie jestem w ciąży. Miałam założony sztuczny brzuch wypożyczony z teatru. Przyjaciółka pisze pracę magisterską, a w jednym z badań sprawdza jak wiek i atrakcyjność ciężarnej wpływa na częstotliwość ustępowania jej miejsca w komunikacji miejskiej (chodzi o stereotypy, wzorce zachowań, takie tam). Nie mogła znaleźć żadnej dziewczyny przed osiemnastką chętnej do wzięcia udziału w badaniu, a ja wyglądam bardzo młodo, więc zdecydowałam się pomóc. Teoretycznie nie powinnam w ogóle reagować na takie zaczepki, a właściwie to powinnam po prostu zapisać, że atak miał miejsce. Ale to był kolejny raz tego dnia i nie wytrzymałam. I w sumie sądzę, że było warto, może następnym razem moher powściągnie język.
Ach, zapomniałabym. Niestety nie jesteśmy razem ze studentem z tramwaju. Przykro mi, jeśli was rozczarowałam.
Dodaj anonimowe wyznanie