#e4bYK

Jako 17-latka, będąc w drugiej klasie liceum, narzekałam na brak kasy. Pochodzę z zamożnej rodziny, lecz wychowana byłam w przekonaniu, że pieniądze na drzewie nie rosną i trzeba to osiągnąć poprzez swoją pracę. Nie chciałam być "sępem" i strasznie parskałam na to, gdy moje koleżanki mówiły coś w stylu, "może pójdę na imprezę, zależy, czy się rodzice rzucą, bo przecież trzeba nową kieckę albo buciki kupić hehehe".

Z nieba spadła mi koleżanka z dawnej szkoły i oferta pracy jako kelnerka w jednym z warszawskich hoteli. Kasa dobra, więc zarobię sobie na swoje potrzeby. Praca ciężka jak cholera, ręce omdlewały, nogi jak balony i niejednokrotnie podniesione ciśnienie z powodu współpracowników  i niewymiarowe godziny pracy (raz robiłam 30h pod rząd, zasypiałam na zapleczu na brudnych obrusach). Dlatego  szacun dla Was, anonimowi kelnerzy i kelnerki.

Pierwszy dzień pracy, biała koszula, krawacik. Stoję z tacą, przypatruję się co robią i czekam, czy może jakiś stolik trzeba będzie ogarnąć po wieczornej kolacji. I podchodzi do mnie on. Facet w czapce z daszkiem, w koszuli polo i w szeleszczącym dresie. I mówi:
- Ty!
- Słucham pana?
- Migiem mi samochodzik posprzątać.
- Przepraszam bardzo, ale ja jestem...
- Widzę, kim jesteś. Masz tu kluczyki i jazda mi posprzątać samochód.
Sytuacja nietypowa, chamstwa nie lubię, człowieka nie znam. Więc przez zaciśnięte zęby odpowiadam:
- Ja tutaj pracuję, widzę, że Bozia rączki dała, to sobie sam pan idź i wysprzątaj ten samochód!
Dresik, zmierzył mnie wzrokiem, ściągnął melę z nosa i byłam pewna, że napluje na mnie albo na tacę, albo gdziekolwiek, ale coś mi zrobi. Jakie było moje zdziwienie, jak po prostu sobie poszedł.

I widzę moją koleżankę, która załatwiła mi tę pracę. Podbiega z nietęga miną.
- Czego chciał? - pyta się mnie.
- Kazał mi wysprzątać samochód, kretyn jeden.
- Coś mu powiedziałaś?
- Tak, żeby się delikatnie mówiąc ruszył i sam to zrobił. A co?
- Anka, to był twój szef. Od niego dostajesz pieniądze za robotę.

AHA. Byłam pewna, że zrobiłam wypłacie pa, pa. Nerwowo chodziłam, aż tutaj po dwóch godzinach szef wrócił, przeprosił mnie i dał do ręki 20 zł. Za co? Za to, że jak jego matka postawiłam go do pionu.
Morału nie ma, ale wypłata była :)
Jestlipaxd Odpowiedz

Wypłata pa pa? Daj spokój, wątpię żeby do Twoich obowiązków należało sprzątanie fury szefowi - bucowi. Jeszcze bez tipów... a tfuuu

Majabzykbzyk

Jestlipaxd chyba jeszcze mało w życiu januszów bizensu spotkałeś/łaś. :-)

Agatulka Odpowiedz

Ale żeby w taki sposób sie odnosić do pracownika?

Ekoniks Odpowiedz

Szacun to kelnerzy i kelnerki powinni mieć do siebie, wiem że czasem lepsza taka praca niż żadna, ale dając się wykorzystywać tylko nakręca się januszy biznesu i wymagają więcej.

WielkieGie4 Odpowiedz

A smoka mial w samochodzie?

Inu Odpowiedz

Co za żałosny człowiek z tego szefa

Dodaj anonimowe wyznanie