Jestem facetem, powoli zbliżam się do 40. Mam straszny uraz do kobiet. Nie wiem, czy za szybko się angażuję i wybieram po prostu te nieodpowiednie (i za mało w tych wyborach rozsądku), czy może mam pecha. A może po prostu kobiety takie już są. Fochy, nielojalność, kłamstwa, skrajna nieporadność (bo przecież facet jest od rozwiązywania wszystkich problemów kobiety... inaczej "jaki z niego facet!"). Pretensje o byle co, skupianie się na nieistotnych szczegółach, zamiast docenić te wszystkie dobre rzeczy. Zawsze byłem oddany, pomocny, wyrozumiały, zawsze adorowałem, starałem się, aby nie było nudy w życiu intymnym. Starałem się dodawać kobiecie sił, wspierać w trudnych chwilach. Ale to nie wystarczy, jestem najgorszy, bo niedokładnie obrałem ziemniaki albo dlatego, że nie mogłem odebrać telefonu w pracy, albo dlatego, że upuściłem szklankę, która się zbiła. Podejrzenia o zdrady, zazdrość... To nie są doświadczenia z jednego związku, tylko z kilku. Nie miałem nigdy problemu ze znalezieniem partnerki, mam poukładane życie, podobno jestem przystojny, ale to za mało. Nie mam sił.
Panowie jeśli macie wartościową kochającą i oddaną kobietę, to doceniajcie ją każdego dnia, naprawdę, bo to są wyjątkowe "egzemplarze", a Wy jesteście szczęściarzami!
Cześć. Chciałabym Wam opowiedzieć historię o moim pradziadku, który podczas wojny przebywał w obozie w Niemczech.
Na wstępie powiem, że pradziadek uwielbiał grę na akordeonie i był z nim, można powiedzieć, nierozłączny. Nawet w obozie miał go ze sobą.
Początku pobytu nie wspominał dobrze, dostał jedną z najcięższych prac. Po skończonych obowiązkach grywał na akordeonie, a że wokół niego było wielu innych Polaków - grał piosenki patriotyczne.
Pewnego wieczoru, gdy znów miał swój "koncert", przyszedł komendant, który zapewne słyszał wydobywający się cichy dźwięk muzyki. Komendant kazał dziadziowi wstać i iść za nim, ten przestraszony, bo myślał, że idzie na śmierć, poszedł.
Jakie było zdziwienie, że facet kazał iść mu za nim do domu - razem z akordeonem! Okazało się, że w domu komendanta było przyjęcie, a że muzyki brakowało - gra na akordeonie była idealnym dopełnieniem. Kazał usiąść pradziadkowi i zacząć grać.
Problemem było to, że nie znał on żadnych innych piosenek niż polskie, mimo tego przerażony zaczął grać... I grał tak, prawie do samego rana. Dostał dobre jedzenie, picie, z czego był bardzo zadowolony, bo jak to w obozach bywało - nikt nie był tam najedzony.
Komendant był z dziadka tak zadowolony, że kazał mu zamieszkać w jego domu, w jakiejś komórce. Dostał też jedną z najlżejszych pracy, miał jedzenia pod dostatkiem, którym dzielił się po kryjomu ze swoimi kolegami. Ale również grywał na kolejnych imprezach w jego domu.
Gdy wojna dobiegała już końca, komendant i pradziadek tak bardzo się zżyli, że chciał on, aby dziadzia sprowadził tutaj swoją rodzinę. Ten w duchu nie chciał, ponieważ w głębi serca czuł ogromną urazę do tego kraju. Jednak komendantowi powiedział, że wróci do Polski i przyjedzie ponownie, ale z rodziną. Zgodził się i nawet załatwił mu transport do domu. Później przez długi czas wysyłał dziadziowi listy, w których pisał, że na niego czeka.
Jak widać, nie każdy Niemiec zły, jak go malują. ;)
Pierwszy raz w życiu mam tak duży dysonans uczuciowy.
Pracuję obecnie biurko w biurko z dziewczyną, która pociąga mnie straszliwie. Jej twarz, ciało, to jak się porusza, to jak mówi, jakim głosem, jej zachowanie, to jak ze mną rozmawia, wszystko jest idealne, poza kilkoma istotnymi poglądami, tak skrajnie różnymi od moich, że kiedy o tym pomyślę, staje się dla mnie aseksualna i wręcz odpychająca.
Kilka dni temu jechałam komunikacją miejską. Niedaleko mnie stała grupka - dwóch chłopaków i dziewczyna. Opowiadała kolegom o swoim związku, na tyle głośno, że zdążyłam sporo usłyszeć. Okazało się, że facet, z którym spotyka się od roku, jest typem kontrolera - nie pozwala jej nosić spódnic czy dekoltów, dostaje szału, gdy tylko widzi, że jego "ukochana" rozmawia z kolegą z klasy - ot, typowy zazdrośnik. Ale najbardziej wstrząsnęło mną, gdy opowiadała, jak poszła z nim na randkę. Ubrała się trochę bardziej seksownie niż zazwyczaj, a gdy ją zobaczył, powiedział, że wygląda jak dziwka. Jej koledzy zszokowani zapytali, czemu dalej z nim jest. Odpowiedziała, uwaga: już się przyzwyczaiłam do takich tekstów.
Panie i panowie, tak rodzi się patologia w związkach. Nie zdziwi mnie, gdy ta kobieta za parę lat wyląduje w szpitalu ze złamanym nosem czy żebrem - bo przecież misiu na pewno się zmieni, on taki nerwowy itp.
Żałuję tylko, że stałam za daleko, by powiedzieć jej co myślę o takiej relacji.
Zdarzyło się niefortunnie, że nie zamknąłem drzwi od WC i przypadkowo ojciec przyłapał mnie na wycieraniu ujścia cewki moczowej po sikaniu. Skomentował to, że faceci tak nie robią. A ja się wycieram od mniej więcej 10 roku życia, bo po prostu nie chcę mieć resztek moczu w majtkach. Czy naprawdę robię coś dziwnego?
Ten moment, kiedy chcesz zrobić niespodziankę lubemu i ubierasz się seksownie: pończochy, stringi, biała koszula i bardzo króciutka spódniczka w kratę, która ledwo zakrywa tyłek, po czym czekasz na niego aż wróci do mieszkania, aby go zaciągnąć do łóżka, a on przychodzi do domu z kolegą...
Dodałem zdjęcie profilowe na Facebooku. Zwykłe, normalne zdjęcie, tak jak wyglądam. Trzy osoby mi napisały, bym je usunął, bo nie jest ładne...
A ja po prostu tak wyglądam :D
Co noc wychodzę na dwór, aby pobiegać. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale znajomi nazywają mnie nocnym bohaterem. W pewną sobotnią noc kobieta przechodziła przez park, w którym grasował zboczeniec. Próbował ją zgwałcić. Gdy usłyszałem kobiecy pisk, pobiegłem w tamtym kierunku. Zanim dobiegłem, sama zachowała trzeźwy umysł, kopnęła go w kroczę i przewróciła przez ramię.
Tak oto mam najlepszą kobietę, która poradzi sobie w każdej sytuacji :)
Moi przyjaciele (załóżmy, że Kuba i Ania) stworzyli ze sobą szczęśliwy związek, a mnie zżera zazdrość.
Krótkie wyjaśnienie naszych relacji:
Kuba jest moim starszym przyszywanym bratem i bratnią duszą. Wiecie jak to jest – przejdziesz z kimś przez głębokie bagno, to potem jeszcze dasz radę skoczyć za niego w ogień. Tak właśnie jest z nami. Z Anią nie spędzałyśmy jakiejś wybitnej ilości czasu, ale jak już, to gadałyśmy ze sobą do rana bez przerwy i był to jeden z lepszych momentów mojego życia. Naprawdę.
Kuba ma studia. Ania maturę. Samo to sprawia, że niełatwo utrzymać kontakt – to w pełni rozumiem. Jednak odkąd są razem, czuję się jak piąte koło. Ot, niepotrzebne. Ale nieszkodliwe, więc można je ignorować. A w sumie głupio odciąć przez sentyment.
Ania mnie całkowicie zastąpiła. I to w jakim stylu! Daje Kubie wszystko co ja, a nawet więcej, w końcu partnerka to coś innego niż siostra. Spodziewałam się tego. Łudziłam się jednak, że dysproporcja w poświęcaniu uwagi mi i Ani nie będzie tak ogromna.
A o co mi chodzi?
Po dobrych kilku miesiącach Ania wreszcie chce do mnie przyjechać. Ha, "do mnie" :D Do Kuby, ja będę w mieszkaniu przy okazji. Z jednej strony cieszę się ich szczęściem, w końcu zależy mi na nich i chcę dla nich jak najlepiej. Z drugiej strony... żal mnie ściska na ich widok razem.
Nie chcę o tym z nimi rozmawiać. Nie chcę, żeby czuli wyrzuty sumienia z mojego powodu, gdy po prostu są bardzo szczęśliwi ze sobą i mają własne życie.
Boję się, że ich przyjazd będzie dla mnie zbyt bolesny. Cóż.
Ale jaki to ma kurna sens? Da się tęsknić za kimś tak bardzo, że nie jesteś w stanie się z nim spotkać? Miesza mi się to wszystko.
Normalni ludzie jak ktoś kichnie, to mówią "na zdrowie".
Nie ja. Ja jakimś cudem mam inny odruch i automatycznie mówię "dobranoc".
Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale przynajmniej kichający są rozbawieni.
Dodaj anonimowe wyznanie