#H6XYJ

Krótka historia o tym, jak szybko wytrzeźwieć po alkoholu i jak działa on na wyobraźnię i zaburza postrzeganie świata.

Pewnego ciepłego letniego wieczoru poszliśmy z moimi kolegami na ognisko, a jak ognisko, to i alkohol, dość mocno się zaprawiliśmy. Wracaliśmy nad ranem, już było dość jasno. Odprowadziłem kolegę do domu, bo ledwo stał na nogach, odstawiłem go i postanowiłem wracać do domu, idąc skrajem lasu... Idę sobie koło lasu, patrzę – rozwiązał mi się but. Kucam, żeby go zawiązać i nagle kątem oka widzę, że jakiś dzik stoi parę metrów przede mną pod leszczyną... Jako że byłem pijany, to stwierdziłem, że chyba mi się przywidziało i że to pewnie jakieś dziwne drzewo. Wstałem i chciałem iść dalej, ale stwierdziłem, że lepiej się upewnię, więc znowu kucam, a to moje drzewo nagle zmieniło położenie... Pomyślałem sobie, że to pewnie cień, ale postanowiłem sprawdzić jeszcze raz, czy na pewno to nie dzik, bo coś jest nie tak. Złapałem szyszkę i rzuciłem w ten cień... Na moje nieszczęście ten cień okazał się żywy i dość szybko ruszył w moją stronę!
Chyba nigdy w życiu nie wytrzeźwiałem tak szybko i biegnąc nie osiągnąłem takiej prędkości jak wtedy, uciekając przed tym dzikiem.


PS Tego samego dnia od koleżanki dowiedziałem się, że na skraju tego lasu są dwa dziki i jeden jest ranny, bo potrącił go samochód, a drugi w pewien sposób broni tego rannego. Ranny dzik podchodził do domów w poszukiwaniu jedzenia, drugi zawsze trzymał się z tyłu w lesie. Ja miałem nieprzyjemność poznać tego zdrowego, chyba mnie za tę szyszkę nie polubił ;)

#KzFxs

Od bardzo dawna podoba mi się mój nauczyciel. Można powiedzieć, że trafił idealnie w mój gust: sporo starszy, oczytany, elokwentny, o ciekawych poglądach politycznych... Dodatkowo jest posiadaczem nieziemskich nóg.

We wtorki zaczynam rano od przyrody (klasa humanistyczna, po pierwszym roku przedmioty przyrodnicze łączą się w jeden) i często czekam przy wejściu, aż znajoma do mnie dołączy.
Tak było i tym razem – Aśka przywitała się ze mną i powoli ruszyłyśmy w kierunku sali, rozmawiając po drodze o jakichś błahych sprawach. W końcu zatrzymałyśmy się niedaleko schodów i temat zszedł na lekcję, którą będziemy miały za kilka minut. Stwierdziła, że nie może zrozumieć, co takiego podoba mi się w panie X, więc natychmiast zaczęłam wyjaśniać, w najlepsze komentując jego sylwetkę.

Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, gdy zauważyłam, jak wychodzi zza zakrętu.
Mimo wszystko żywiłam nadzieję, że niczego nie usłyszał.
Po dzwonku z optymizmem udałam się do sali i faktycznie – przez lekcję nie zwracał na mnie większej uwagi niż zazwyczaj, więc odetchnęłam z ulgą.

Gdy zajęcia dobiegły końca, zatrzymał mnie na chwilę i podziękował za komplementy.
Pierwszy raz byłam taka czerwona.

#aWVsW

Razem z mężem mieszkamy w bliźniaku. Ku naszemu niezadowoleniu, w drugiej połowie mieszkają beneficjenci pół litra plus, twarz nieskażona myślą i Popek na sto procent.

Ja i mój luby kładziemy się spać dość wcześnie, koło 21-22, gdyż oboje wstajemy do pracy rano. Niestety, swołocz pracą nieskalana nie ma tych problemów, a jak wiadomo, nocą aktywność wszelaka rozkwita w pełnej krasie. Tak też było wczoraj.
Położyliśmy się z lubym o zwyczajowej porze, a tu ni z tego, ni z owego, "wruuuuuuu"! Wiertara, a po chwili akompaniament Popka, króla wszechrzeczy, bez którego żadne prace remontowe udać się nie mogą. No nic, zaciskamy zęby i próbujemy spać dalej. W końcu luby nie wytrzymał i zawzięcie tłucze w ścianę. W odpowiedzi jazgot jeszcze głośniejszy. Więc popędził. Łomocze co sił w drzwi owocu nieudanej kopulacji i wywiązuje się pomiędzy nimi dialog:
Koksu: Czego tam?
Luby: Nie mógłby pan powiercić z rana? Ludzie do pracy chodzą, a już dawno po ciszy nocnej!
K: Co sąsiad opowiada, po 21 dopiero!
L: Uczył ktoś pana obsługi zegarka? Po 22 już dawno!
K: Nie pier*dol pan, po 21 dopiero! Ofiarą pan jesteś systemu i tyle! My zegarków nie przestawiamy, nie damy się ogłupić! System obalać, o Polskę walczyć, a nie ludziom po drzwiach napier*alać!
I trzasnął lubemu drzwiami przed nosem.

Nie pospaliśmy tej nocy, ale mamy pewność, że oni nie pospali w dzień. Jak wychodziliśmy o 6 do pracy, luby sklecił playlistę z piosenkami patriotycznymi i wyła im ona na cały regulator przez następne godziny.

#SuoBS

Pracuję od 6 lat jako sanitariusz. Lata temu zmarła mi babcia na mojej zmianie, bo akurat była u nas w szpitalu jako pacjent. Dwa lata przed śmiercią babci zmarł kolega. Najgorsze jest to, że zajmuję się również wywozem zwłok, więc pomyślcie sobie jakie to uczucie wieźć zwłoki własnej babci. Po koledze było łatwiej się pozbierać, bo to w sumie tylko kolega, ale jeśli chodzi o babcię, to nie wiem jak opisać ten egzystencjalny ból. Do tej pory jak tylko rozmawiamy z rodziną, przy rodzinnych spotkania bywa tak, że wspomina się osoby, które już odeszły, których nie ma już wśród nas i zawsze jest ta sama reakcja. Nie jest to płacz, ale jest bardzo blisko, aby się nie poryczeć, smutek jest ogromny, wszystkie wspomnienia i śmieszne sytuacje związane z babcią wywołują bardzo niekomfortową sytuację.

Chciałem wam powiedzieć, bo to siedzi w głębi mnie i w końcu mogłem się wyżalić.

#HDR0K

Gdy byłam dzieckiem, miałam psa, a dokładniej suczkę, Roxi. Jak to dla dziecka, Roxi była dla mnie bardzo ważna, była mi towarzyszką, kompanem dziecięcych zabaw, w miarę dorastania "obstawą" podczas ukradkowych randek (no wiecie - "mamo, mogę wyjść na godzinkę?", "nie ma mowy, ciemno już!", "wezmę Roxi", "no to idź"). Ja dorastałam, ona się starzała, zdrowie jej mocno szwankowało. Miałam 15 lat, kiedy wyjechałam na wakacje, a po powrocie okazało się, że Roxi nie ma... Rodzice podjęli decyzję o oddaniu jej do uśpienia. Wpadłam w histerię, tym bardziej że wygadali się, że nie byli wtedy przy niej, ot po prostu zaprowadzili ją do weterynarza i zostawili... Bardzo długo nie mogłam im tego wybaczyć, miałam koszmary senne, w dzień wyobrażałam sobie masochistycznie, jak Roxi musiała się czuć umierając sama, opuszczona przez tych, których kochała. Z czasem trochę mi ulżyło, a sny z koszmarów zmieniły się w zwykłe sny, w których widziałam Roxi, czasem nawet bawiłam się z nią, głaskałam... Ale i tak z każdego takiego snu budziłam się z płaczem i poczuciem winy, bo ja też ją zostawiłam, nie było mnie przy niej. Potem śniła mi się coraz rzadziej, potem już wcale. Tylko to poczucie winy gdzieś głęboko we mnie tkwiło...

Kilka dni temu przyśniła mi się znowu. Stała przede mną i szczekała nagląco, odwracając się, przebiegając kawałek i oglądając się, czy za nią idę. Ale jak to w śnie, nogi miałam ciężkie i nie mogłam zrobić kroku, a ona szczekała coraz głośniej i coraz bardziej niecierpliwie, ja coraz rozpaczliwiej próbowałam zrobić choć krok w jej stronę, atmosfera była ciężka i napięta, obudziłam się. Rozejrzałam się po pokoju, tak jakbym spodziewała się ją zobaczyć, uświadomiłam sobie, że to był sen i położyłam się z powrotem. To znaczy chciałam się położyć, bo ledwie dotknęłam głową poduszki, gdy poderwało mnie na nogi głośne, naglące szczeknięcie Roxi... Już wiedziałam. Nie było w łóżku Luny, mojej suni. Zajrzałam na jej posłanie, tam też jej nie było. Znalazłam ją w kuchni, przy misce z wodą, widocznie chciała się napić, tam upadła i już nie miała siły się podnieść. Nie miała siły nawet unieść łebka, tylko leciutko poruszyła ogonkiem, ciesząc się na mój widok. Uklękłam przy niej i tak zostałam, głaszcząc ją i mówiąc do niej, dopóki nie odeszła...

Pytacie, co w tym anonimowego? Otóż jestem osobą bardzo racjonalną, nie wierzę w sny, znaki, przeczucia itp. Mój sen też da się bardzo racjonalnie wytłumaczyć - Luna była chora, pod stałą opieką weterynaryjną, ale i tak jej odejście było kwestią czasu, zdawałam sobie z tego sprawę. Pewnie przez sen usłyszałam coś niepokojącego, mój mózg dokonał skojarzenia z podobną sytuacją z przeszłości i dlatego przyśniła mi się Roxi. Logiczne, prawda?
A nie logicznie i całkiem anonimowo - dziękuję, Roxi.

#I18Rb

Jestem sprzedawcą w sklepie monopolowym. Jest to sklep samoobsługowy, na co wskazują koszyki znajdujące się przy wejściu, jak i sam układ półek.

Mam pewnego klienta, który wpada co jakiś czas i życzy sobie, żebym mu wszystko przynosił. Kiedyś zasugerowałem, że jest to sklep samoobsługowy i najlepiej, żeby sam sobie powybierał co mu pasuje, a następnie przybył z tym do kasy. Pomogło jednorazowo. Już przy kolejnej wizycie historia się powtórzyła i mój "ulubiony klient" wysłał mnie po 4-pak piwa i pepsi dużą. Jako że całkiem uprzejmy ze mnie gość, posłusznie wypełniłem "prośbę". Po drodze postanowiłem troszkę uatrakcyjnić moment otwierania piwa i coli. Wykonałem kilkanaście energicznych ruchów napojami i udałem się do kasy.

Nazajutrz klient ten znów mnie odwiedził. Tym razem postanowił wykorzystać możliwość samoobsługi :D

#YzufU

To moje pierwsze wyznanie tutaj i nie bardzo wiem, od czego zacząć. Otóż mam już trzydzieści parę lat i córkę. Wychowuję ją samotnie, ponieważ ojciec Zuzi zginął w wypadku samochodowym tuż przed tym, jak chciałam mu powiedzieć o ciąży.

Zuzka ma już jedenaście lat, chodzi do czwartej klasy. Jakiś czas temu do jej klasy doszła pewna dziewczynka, Kaśka. Jest z bogatego domu, ma wpływowych rodziców. Ogólnie rzecz biorąc nie wyróżnia się niczym poza tym. Jest naprawdę miła, uprzejma i koleżeńska. Zapytacie więc, w czym leży problem. Otóż jest ona bardzo faworyzowana przez nauczycieli. Zawyżają jej "dyskretnie" oceny, traktują lepiej, a każdy sukces wychwalają, pomijając przy tym innych.

Ostatnio byłam świadkiem sytuacji, gdzie wychowawczyni klasy, do której chodzą dziewczyny, podczas wywiadówki "latała" za matką Kasi, olewając przy tym innych rodziców, w tym mnie. Cóż, nie będę ukrywać, że wyprowadziło mnie to z równowagi, ale to tak na marginesie.

Kilka dni temu Zuzia przyszła z płaczem do domu. Zapytałam, co się stało, a ona odpowiedziała "biegaliśmy dzisiaj na wuefie na czas i pobiegłam najlepiej". Nie potrafiłam zrozumieć o co jej chodzi. Wszystko wyjaśniło się chwilę później. "Mamo, Kasia pobiegała gorzej ode mnie, powiedziała mi to. A potem pani wyczytywała oceny i okazało się, że mam cztery, a ona pięć". Zuzia płakała coraz mocniej. "Spytałam pani dlaczego mam czwórkę, a Kasia piątkę, a ona na mnie nakrzyczała, że pomyliłam się i mój czas był gorszy". Starałam się uspokoić córkę, jednak na nic. "Ale mamo, Kasia słyszała, jaki miałam czas, a ona mnie nie okłamała, bo nie miała po co. Potem pani powiedziała, że jestem niewdzięczna i zgłosi to do wychowawczyni i szkolnego psychologa, bo się źle zachowuję, ponieważ nie mam taty".
Wierzyłam jej.
Dodając wyznanie zastanawiałam się, do czego ten świat zmierza. I wiecie co? Poszłam do tej szkoły i zrobiłam taką awanturę, że na długo to zapamiętają. Zastanawiam się tylko, w czym moja córka jest gorsza od Kasi. Bo nie ma taty? Bo mamy mniej pieniędzy? Bo nie jestem wystarczająco "dobra"? Nie wiem, naprawdę.

#IVDPq

Kilka dni temu wydarzyło się coś, co diametralnie zmieniło moje nastawienie do rodziców. Liczę, że może zmieni i Wasze?

Jestem ostatnim, rozpieszczanym dzieckiem moich rodziców. Co prawda czasem nie starczało nam pieniędzy do ostatniego i przez kilka dni trzeba było jeść frytki na obiad lub czasem mama nie miała na lizaka, ale na obozy malarskie, raz na rok, pieniądze zawsze się znajdywały.

Przez kilka ostatnich lat źle traktowałam swoją mamę. Z łatwością wybuchałam na nią z krzykiem. Traktowałam z pogardą, później żałowałam, ale na krótko, to było silniejsze ode mnie. Gdzieś wyczytałam, że czasem podświadomie wybieramy sobie takiego kozła ofiarnego w rodzinie, tak i ja wybrałam. Moja mama mnie denerwowała – swoją wieczną łagodnością, uległością, ciepłem. Nigdy mnie nie uderzyła, choć  ją prowokowałam. Nie miałam do niej szacunku.

Kilka dni temu, w momencie mojego lepszego nastroju, zaczęłyśmy rozmawiać. Moja mama powiedziała mi po raz pierwszy w życiu, że za dziecka była bita. Kablem. Żelazkiem. Pod nieobecność mojego dziadka i jej, i rodzeństwu obrywało się za wszystko i bez specjalnego powodu. Raz podobno przyszła do jej domu jakaś koleżanka. Stłukła wazon. Mama wzięła winę na siebie. To była jedna z sytuacji, gdy kilkoro z rodzeństwa stanęło między nią a babcią, krzycząc "ale to ja!" . Zdezorientowana babcia odpuściła wyjątkowo bicie, na jakiś czas.

Przez takie piekło przeszła moja mama, która jest teraz jedną z najłagodniejszych, pełnych miłości osób jakie znam.

Chyba nie muszę mówić, że ta rozmowa diametralnie zmieniła moje podejście do mamy? Od kilku dni rozmawiamy jak nigdy...
Piszę to, by zadać Ci najważniejsze pytanie: czy Ty znasz historie swoich rodziców?

#OVk6W

Oddział chirurgii w szpitalu dziecięcym. Na sygnale przyjeżdża chłopczyk lat 13, poparzona twarz i górne drogi oddechowe. Widać, że cierpi. To są naprawdę straszne rany. Jak do tego doszło?
Grupa dzieciaków 12-14 lat wdychała opary benzyny. Poszkodowany stracił przytomność i upadł twarzą w płyn. Pech chciał, że jego kolega odpalał w tym samym czasie papierosa. Opary się zapaliły i poszło....
Kto kupił im benzynę? Mama poparzonego chłopaka, bo cytuję "Mój synek ma takie stresujące życie. W szkole tyle zadają, tyle wymagają. On jest zdolny, naprawdę. Tylko czasem się musi odstresować, przecież to nic złego".

Ta sama kobieta robiła później awantury, że jej dziecko cierpi, bo ma za małą opiekę. Prasa pisze, że matkę wyrzucili z sali, że nie pozwalają jej przynosić nic dziecku, żeby ulżyć mu w cierpieniu.

Prawda, matkę z sali wyprosiliśmy. Dwukrotnie.
Raz, gdy do jej syna przyszło naraz 10 osób. Pomijając regulamin, tam tyle osób się fizycznie nie zmieści. Drugi raz, gdy w celu "pomocy w cierpieniu" przyniosła synkowi papierosy...
Dodaj anonimowe wyznanie