#IVDPq
Jestem ostatnim, rozpieszczanym dzieckiem moich rodziców. Co prawda czasem nie starczało nam pieniędzy do ostatniego i przez kilka dni trzeba było jeść frytki na obiad lub czasem mama nie miała na lizaka, ale na obozy malarskie, raz na rok, pieniądze zawsze się znajdywały.
Przez kilka ostatnich lat źle traktowałam swoją mamę. Z łatwością wybuchałam na nią z krzykiem. Traktowałam z pogardą, później żałowałam, ale na krótko, to było silniejsze ode mnie. Gdzieś wyczytałam, że czasem podświadomie wybieramy sobie takiego kozła ofiarnego w rodzinie, tak i ja wybrałam. Moja mama mnie denerwowała – swoją wieczną łagodnością, uległością, ciepłem. Nigdy mnie nie uderzyła, choć ją prowokowałam. Nie miałam do niej szacunku.
Kilka dni temu, w momencie mojego lepszego nastroju, zaczęłyśmy rozmawiać. Moja mama powiedziała mi po raz pierwszy w życiu, że za dziecka była bita. Kablem. Żelazkiem. Pod nieobecność mojego dziadka i jej, i rodzeństwu obrywało się za wszystko i bez specjalnego powodu. Raz podobno przyszła do jej domu jakaś koleżanka. Stłukła wazon. Mama wzięła winę na siebie. To była jedna z sytuacji, gdy kilkoro z rodzeństwa stanęło między nią a babcią, krzycząc "ale to ja!" . Zdezorientowana babcia odpuściła wyjątkowo bicie, na jakiś czas.
Przez takie piekło przeszła moja mama, która jest teraz jedną z najłagodniejszych, pełnych miłości osób jakie znam.
Chyba nie muszę mówić, że ta rozmowa diametralnie zmieniła moje podejście do mamy? Od kilku dni rozmawiamy jak nigdy...
Piszę to, by zadać Ci najważniejsze pytanie: czy Ty znasz historie swoich rodziców?
nie musze znac historii moich rodzicow, zeby nie byc dla nich taka suka
To samo chciałam napisać - nie musiałam znać historii rodziców, aby ich traktować z miłością i szacunkiem, bo na to zasługiwali.
To chore, że musiałaś poznać smutna historie swojej mamy, żeby zacząć ją szanować. Jesteś toksyczną gówniarą i nic nic tłumaczy Twojego braku szacunku. Fragment o tym, ze w każdej rodzinie jest kozioł ofiarny, jest absurdalnie głupi. Jeśli tak by było, takie rozwydrzone dziewuchy jak ty powinny nimi być, może nabralabyś troche pokory.
Cóż, wiele może tłumaczyć jej toksyczne zachowanie, natomiast powyższy komentarz jest wulgarnie autorytarny. Skoro matka wychowywała się w emocjonalnie patologicznym domu to jest ogromna szansa, że jest zaburzona. Być może stawia się w roli ofiary i to, co autorka nazywa „jest pełna miłości”, to po prostu samopoświęcanie, czyli rodzaj manipulacji. Polega on na tym, że manipulator-ofiara „żyły sobie wypruwa” dla manipulowanego przez co ten drugi ma poczucie winy. Jeśli trafi na dziecko, które nie umie się bronić, to będzie się buntowało i reagowało agresją. Nie znam sytuacji autorki, więc nie oceniam, ale z pewnością można jej zachowanie wytłumaczyć. Autorko, trzymaj się. Byłaś tylko dzieckiem, reagowałaś tak, jak podpowiadał ci instynkt samozachowawczy.
Niepotrzebna mi znajomość historii moich rodziców, żeby wiedzieć, że jeżeli nie są patologią to należy im się choć odrobinę szacunku.
Nie wszyscy rodzice mają ochotę dzielić się swoimi historiami.
Nie muszę znać historii swoich rodziców żeby wiedzieć że nie zasługują na szacunek i na miano rodzica :)
Widać, że odziedziczyłaś charakter po dziadku, skoro źle traktowałaś własną matkę, bo jest łagodną, uległa i ciepłą osobą.
Dziadek nie był matki
Raczej po babci
@Ciastozrabarbarem Racja, charakter po babci. Mój błąd.
Dziadek ze strony ojca mnie bił - przeniosło się to na mnie. Ojciec alkoholik
Rodzice ze strony mamy cudownie traktowali choć w takich czasach żyła - jest teraz wredną suką
Niektórzy ludzie nie powinny mieć praw do posiadania dzieci
No i tak się kończy "bezstresowe wychowanie".
To prawdopodobnie nie kwestia "bezstresowości", ale wysokiej lękowości u matki i wielu innych, bardzo złożonych kwestii.
Nie chodzi o to, żeby winić tu matkę. Po prostu kiedy czegoś niezbędnego nie dostaliśmy w dzieciństwie i nie przepracowaliśmy później (do czego najczęściej potrzeba ogromnego wsparcia), przekazujemy młodym pokoleniom błędne schematy myślenia, działania i tworzenia relacji. Albo w ten sam sposób, w jaki nam je przekazali rodzice, albo w inny.
Trochę to jednak wina matki, tyle że nie jakaś zamierzona. Jakby ustawiła małego pyskacza w porę to ta by znała granice w których może się poruszać. A tak to wyszło jak wyszło.
Schemat znany ze szkoły - dobrą ofiarą jest ktoś, kto jest cichy, uległy i nie reaguje na przemoc ani zaczepki, tylko stara się jeszcze uśmiechać, żeby ułagodzić agresora. A wystarczyłoby piznąć raz a dobrze w japę, i w większości przypadków zadziała, bo uruchomi myślenie i wyobraźnię.