#qAack

Ten moment, kiedy na ulicy spotykasz swojego eks. Jest około 10 kg grubszy, włosy zdecydowanie mu zrzedły. Jest cały spocony, czerwony, ledwo duka "Cześć". Ma na sobie kroksy (!), głupią koszulkę z jeszcze głupszym napisem i stare spodnie od dresu. Ty natomiast trzymasz za rękę nowego partnera, zrobiłaś magistra i dostałaś świetną pracę. Chwalisz się, że właśnie się zaręczyliście, że mieszkanie własne kupujecie....

Tym eks jestem JA.

#oHmYB

Mam 27 lat. Z obecnym partnerem jestem od czterech lat. Za trzy tygodnie biorę ślub. I od razu przyznam się, że biorę go głównie z wyrachowania. Bo on ma duży dom. Bo razem łatwiej założyć firmę. Mam dobrą pracę. Zarabiam 10 tys. miesięcznie, on jest dyrektorem w firmie i zarabia 20 tys. Ale nie kocham go.
Myśl o tym ślubie mnie przeraża i co gorsza, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zdradziłam go z trzema różnymi facetami. Tak jakbym na chwilę przed jeszcze chciała zakosztować wolności. Przeraża mnie myśl, że miałabym się u jego boku zestarzeć. Jeszcze większe obrzydzenie czuję na myśl o urodzeniu mu dziecka.

Nie wiem, czy to mi minie. Czy kiedyś przyzwyczaję się do tej roli. Czuję się nieszczęśliwa i całkiem niechętna do tego małżeństwa, ale tłumaczę sobie cały czas: bądź rozsądna, trudno będzie znaleźć kogoś lepszego, zaraz zaczniesz się starzeć itp.
Zastanawiam się, czy iść za głosem rozsądku czy uciekać póki czas. A może ja po prostu w ogóle nie nadaję się do małżeństwa/monogamii...

#SwA87

Jako dziecko miałam koleżankę, z którą mieszkałam w jednej bramie, zamieszkanej również przez starszą osobę, a dokładniej mohera, który utrudniał życie na tyle ile było to możliwe. Panią tą nazwijmy Grażyna. A więc Grażyna jako wielbicielka ciszy, spokoju i porządku nie cierpiała dziecięcych śmiechów i błota na korytarzu. Zawsze szukała jakiegoś haka, aby poskarżyć się naszym rodzicom. Unikałyśmy wraz z koleżanką Grażyny w miarę możliwości.

Pewnego jak dobrze pamiętam upalnego dzionka bawiłam się z przyjaciółką przed bramą, gdy nagle.stwierdziłam, że idę się napić do domu. Koleżanka wpadła na genialny pomysł, aby mnie wystarczyć wyskakując zza rogu. W skupieniu czekała aż przyjdę, żeby wcielić plan w życie. Nagle słyszy, że ktoś nadchodzi, więc niczego nieświadoma wyskakuje... ale nie na mnie, tylko na Grażynę!! Oczywiście ''zawał'' dla obu stron. Grażyna nie mogła przegapić tak cudownej okazji i od razu złożyła wizytę rodzicom, co oznaczało tylko jedno - szlaban na podwórko. Pamiętam, że kara moja i koleżanki była jedną z dłuższych, więc nie mogłyśmy dopuścić do tego, żeby Grażyna nie poniosła konsekwencji swoich nieprawilnych czynów.

Kiedy mama wyszła do sklepu, pobiegłam do koleżanki dwa piętra niżej i przedstawiałam taki oto chytry plan, który zdawał się być idealnym, a mianowicie: nasrać Grażynie na wycieraczkę (!)... Umówiłyśmy się, że o godzinie 20, gdy będzie się ściemniać, wyślizgniemy się z domu i razem uczynimy to co zaplanowałyśmy. Pamiętam, że miałam ochotę na ''dwójkę'', ale czekałam aby załatwić sprawę na wycieraczce Grażyny. Gdy dochodziła 20 ja niczym ninja wyślizgnęłam się na korytarz, gdzie czekała już koleżanka. Razem walnęłyśmy taką kupę, że aż strach pomyśleć i wróciłyśmy do domu.

Nazajutrz Grażyna stanęła u progu moich drzwi z oczami zabójcy i oświadczyła, że nasrałam jej na wycieraczkę i że ona dzwoni na policję, w tym momencie moja mama po raz pierwszy postawiła się Grażynie i stanęła w mojej obronie mówiąc, że to niemożliwe, bo ja byłam w domu i że ona nie wierzy, że jej córka byłaby tak obleśna, więc pani Grażyna powinna już się odczepić i nie zatruwać życia. Były to najbardziej satysfakcjonujące słowa mojej mamy jakie powiedziała. Grażyna dała nam spokój, a o naszym haniebnym czynie wiemy tylko ja, koleżanka i wy, Drodzy Anonimowi :)
Może to i obrzydliwe, ale było warto :)

#y4Ujo

Mam już dość swojej pracy. Lubię to, co robię, ale w obecnej pracy jestem wykorzystywana i muszę robić o wiele więcej, niż powinnam, przez co przychodzi stres i przemęczenie. Ciągle śni mi się praca, a z nerwów boli mnie brzuch. Już nie daję rady.
Pracuję tam tylko z powodu dobrych zarobków, bo wiem, że nigdzie indziej tyle nie zarobię.

#54HpL

Jestem kelnerką i barmanką w pewnej restauracji.

To co odróżnia ekipę pracującą w tym miejscu od innych, to to że przyjmują tu tylko młode i atrakcyjne dziewczyny, a nasz uniform składa się z krótkich szortów, szpilek i bluzek lekko odsłaniających brzuch. To wszystko w wiadomym celu.

To co się tam odwala, przechodzi ludzkie pojęcie.

1. Klepanie po tyłku jest na porządku dziennym. To jeszcze pół biedy, ale zdarzają się i tacy, którzy potrafią swoją obleśną rękę w szorty włożyć, albo złapać za krocze. Polityka firmy jest taka, że nie można takiego klienta wyprosić więc każda to znosi. Jedynie możemy odciągnąć jego rękę, ale to wszystko.
2. Obleśne teksty. Zdarzył się nawet starszy facet, który wprost zaproponował mi "szybki numerek" w toalecie. Oczywiście musiałam się uśmiechać i wywinąć brakiem czasu, bo też nie mogę powiedzieć co o tym myślę.
3. Pytania w stylu "ile bierzesz za godzinkę".
4. Celowe wylewanie piwa, czy innych napojów. Zmywanie podłogi należy również do naszych obowiązków. Po co to robią? Bo wtedy mogą obczaić taką dziewczynę z bliska i przez dłuższy czas. Podobno na początku nie było mopa, więc dziewczyny musiały ścierać podłogę szmatą na klęczkach, a wtedy wiadomo. Stuleje zadowolone, bo dziewczyna tyłek wypięła.
5. Rzadko bo rzadko, ale niby przypadkowe oblanie kelnerki piwem w okolicach biustu też się zdarza.

Zapytacie co mnie trzyma w tej pracy? Ano zarobki. Są naprawdę dobre i pozwalają na wynajem całkiem ładnego mieszkanka samej. Nie skończyłam studiów, więc nigdzie tyle nie zarobię.

#L2pXW

To moje pierwsze wyznanie i nie wiem jak powinnam się teraz z tym czuć, ale w sumie chciałam się tym podzielić bez oceny ze strony bliskich mi osób.
Mam 24 lata, jestem studentką bez męża, bez dzieci, a dlaczego? No właśnie..

Otóż, gdy byłam jeszcze w przedszkolu i miałam może 5 lat, stwierdziłam, że mężczyźni mają w życiu łatwiej (nie krytykujcie proszę Panowie myślenia 5-latki), z racji tego, że nie muszą rodzić dzieci. Bo w sumie nawet na imprezach kiedy zdarzy się "przypadkowa ciąża" mogą udawać, że to nie ich. Albo najzwyczajniej w świecie nawet o tym nie wiedzieć, a kobieta jeżeli urodzi to dziecko to często musi rezygnować ze swoich marzeń lub jak nie chce dziecka, bo będzie z tym musiała żyć do końca życia.

Tak wiem... jak na przemyślenia 5-latki dość dziwie, ale naprawdę byłam "innym" dzieckiem. Tak też postanowiłam, że chcę być mężczyzną (nie udało się, bo jak xd).

W wieku 8 lat postanowiłam, że nie będę miała dzieci. Nie wiem dlaczego, ale ich nie lubię, inaczej, nie to, że nie lubię, bo w sumie czasami nic do nich nie mam, ale myśl o własnych przyprawia mnie o nerwicę, one natomiast paradoksalnie lubią mnie i to BARDZO. Dlatego też uważam, że byłabym super ciocią od czasu do czasu, gdyż w całkowitej zupełności wystarczy mi spędzenie z jakimś dzieckiem 1h w tygodniu albo rzadziej.

Do czego zmierzam? Otóż..
Wiele osób pytało mnie już kiedy planuję wyjść za mąż i założyć rodzinę, i na odpowiedź "nigdy" reagowali wręcz z bulwersacją i od razu przygotowaną odpowiedzią w stylu "nie spotkałaś jeszcze odpowiedniego mężczyzny / poczekaj aż odezwie się w tobie instynkt macierzyński / żaba się błota wyrzekała - to mnie najbardziej wkurza.." No właśnie nie. Męża mieć nie będę bo mam narzeczoną, czym się oczywiście nie chwalę z wielu powodów. A jedyną rodzinę jaką planuje założyć to ewentualnie jako "dzieci" zwierzaki typu pies/kot.
Dlaczego o tym piszę? ponieważ naprawdę mam po dziurki w nosie takich odpowiedzi. Dlaczego ludzie nie rozumieją, że nie wszyscy mają dar rodzicielstwa we krwi. A ja naprawdę myśląc o dzieciach mam jakieś BARDZO NEGATYWNE MYŚLI. I nie jest to kwestia tego, że jestem z kobietą czy się boję, po prostu to do mnie nie przemawia.
Zastanawiałam się szczerze sporo razy czy nie przejść się z tym do jakiegoś lekarza, który może by mi wytłumaczył dlaczego tak mogę mieć, wiecie coś w stylu "moja relacja matka-ja(dziecko)".

Może ktoś z was Panie i Panowie był lub jest w podobnej sytuacji i coś się zmieniło, albo i nie, lub ma magiczną odpowiedź na pytanie "w sumie dlaczego tak mam?"

#BA1U4

Mam 22 lata, nie mam pracy ani ukończonej szkoły, mieszkam z rodzicami. Nie mam perspektyw, bo wszystko legło w gruzach i nie wiem co robić by zmienić swoje życie. Pieniędzy też nie mam by w coś zainwestować lub wyjechać za granicę, bo jak wiadomo w Polsce perspektywy jeszcze bardziej się zwężają.

#4JRHH

Ludzie są śmieszni. Opowiem wam sytuację, przez którą ja już tracę wiarę w ludzi.

Zazwyczaj szczepimy suczki żeby nam się nie szczeniły. Jednemu pieskowi nie mogliśmy podać zastrzyku ponieważ była już ciężarna. Aktualnie mamy trzy pieski, którym szukamy nowego domu. Szczeniaki chcemy oddać za darmo. I prawie 90% osób, które do nas dzwonią o te szczeniaki wymagają od nas żebyśmy je zaszczepili, wyrobili książeczki zdrowia i oddali im za darmo. Po rozmowie z weterynarzem koszt na jednego szczeniaka wyniósłby do około 120 zł. Mówię takiej osobie, że mogę to zrobić czyli zaszczepić i wyrobić książeczki ale po zwrocie kosztów, to od razu wydzierają się na mnie, że przecież mają być za darmo (niejednokrotnie też obrażają i wyzywają od niecenzuralnych przekleństw). Nie rozumieją, że w ten sposób aby stracę pieniądze, których i tak nie odzyskam, a tym bardziej że nie zarabiam ponieważ się jeszcze uczę. Czy to tak ciężko po zabraniu szczeniaka za darmo pojechać do weterynarza i zrobić te szczepienia?
Dodaj anonimowe wyznanie