Mój kolega podrywa dziewczyny na taki tekst:
„Wiesz, wiele kobiet mówiło mi, że są ze mną w siódmym niebie. Ciebie zabrałbym do ósmego”.
Co gorsze – to działa...
Prawie na każdym kroku słyszę, jakie to dzisiejsze dzieci są niedobre i patologiczne. Nigdy nie wierzyłam, bo nigdy takiego dziecka nie spotkałam. To znaczy wiadomo, że zdarzyło mi się usłyszeć przezywanie od idiotów i debili wśród dzieci, ale myślę, że większość z nas kiedyś nazwała kolegę pajacem. Sama przecież nie byłam święta, a większość tych osób zazwyczaj za młodu zachowywało się gorzej. Jak to mówią, zapomniał wół, jak cielęciem był. Ale do rzeczy, bo myślałam tak do pewnego pięknego dnia.
Szłam akurat do sklepu, pogoda była piękna – bardzo mocno świeciło słońce, i to wprost na moje oczy. Do tego niosłam ciężkie torby, a że do sklepu nie mam najbliżej, byłam też zmęczona. W którymś momencie usłyszałam dobiegające z dołu chrząkanie. Spojrzałam niżej i około pół metra ode mnie stał mały człowieczek. Chrząkając chciał pewnie zwrócić moją uwagę, bo chodnik był dość wąski i żeby mógł przejść, musiałabym go wyminąć. Już to było dość niegrzeczne, gdyż chrząknął i spojrzał na mnie z taką... pretensją. Powiedziałam z uśmiechem na twarzy „Oj! Już się przesuwam, przepraszam!” i zrobiłam krok w lewo. Mały człowieczek też. Więc zrobiłam krok w prawo. Mały człowieczek też. No i tak przez chwilę się próbowaliśmy wyminąć, aż w końcu się udało. Ja uśmiechnęłam się do chłopca, i gdy już miałam iść dalej zauważyłam, jak smętnie na mnie patrzy... Obejrzał mnie od góry do dołu dwa razy, po czym mruknął pod nosem „debilka”.
Dodam tylko, że ten mały człowieczek miał na oko 7 lat, no góra 8...
Nigdy nie potrafiłam zrozumieć kobiet, które przyłapały swojego faceta na zdradzie i po prostu wychodziły z pomieszczenia, zalewając się łzami. Zawsze mówiłam, że gdyby to mnie spotkało takie coś, zrobiłabym karkołomną awanturę, leciałyby przekleństwa i fruwały talerze.
Wczoraj zastałam mojego faceta śpiącego w łóżku z inną kobietą. I nie zrobiłam nic takiego. Po prostu stałam. Stałam i patrzyłam jak osoba, która jeszcze wczoraj mówiła mi, że mnie kocha, śpi wtulona w ciało innej kobiety, obejmując ją dokładnie tak samo, jak zawsze obejmowała mnie.
Stałam i patrzyłam.
Moje ciało sparaliżowało. Moje serce pękło. Mój mózg nigdy nie usunie z pamięci tego obrazu.
Zastanówcie się dziesięć razy, zanim wyznacie komuś miłość, bo miłość wiąże się z nadzieją, a jak wiadomo, nadzieja to najgorsze sk*rwysyństwo, jakie wylazło z puszki Pandory.
Mieszkam w bloku i obecnie mam straszny katar, ciągle smarkam. Dziś wyszłam na klatkę, żeby posprzątać pod wycieraczką, bo mi się już sporo piachu naniosło. Nagle z mieszkania na przeciwko wyszedł sąsiad. Przywitał się, potem tak dziwnie jeszcze na mnie spojrzał i poszedł. Ja skończyłam sprzątać i wróciłam do mieszkania. Weszłam do łazienki, żeby umyć ręce. Patrzę w lustro, a tu pod nosem mam wystający gigantyczny smark... Nie wiem jakim cudem tego nie widziałam ani nie czułam. Przynajmniej wiem już jednak, na co tak dziwnie patrzył sąsiad. Teraz to mu na pewno długo w oczy nie spojrzę!
Od jakiegoś czasu mieszkam z moją dziewczyną. Oboje studiujemy i pracujemy, mój skarb jest dopiero na pierwszym roku, ja za to w studiowaniu mam nieco doświadczenia. Kilka dni temu odwiedzili nas moi rodzice, są już trochę starsi, ale naprawdę wyluzowani, uwielbiają moją wybrankę serca.
Ponieważ pracuję do późna, dopiero w nocy jak wróciłem do domu powiedziałem, że jutro odwiedzą nas rodzice. Gdy obudziłem się rano (a była to niedziela, oboje wtedy nie pracujemy), mojej ukochanej nie było w łóżku, zdziwiony wstałem, by jej poszukać, bo zazwyczaj w niedzielę lubi sobie trochę poleniuchować. Znalazłem ją w łazience, jak szorowała prysznic. W korytarzu stał odkurzacz i wiadro z mopem, a w kuchni w piekarniku piekł się indyk. Okazało się, że wstała o 5, umyła się, wypiła kawę, by o 6 wraz z otwarciem sklepu kupić indyka, wróciła do domu, posprzątała wszędzie oprócz naszego pokoju, bo nie chciała mnie budzić. A rodzice chcieli tylko tak wpaść, zobaczyć jak nam się mieszka.
Moja dziewczyna tak bardzo boi się, że zostanie oceniona, że usłyszy od moich rodziców negatywne komentarze na temat tego, jak prowadzi dom, jak gotuje, w ogóle jaka jest. Bo jej rodzice tak robili. Nieważne jak wspaniale by się uczyła, jak smacznie by gotowała i jaką czystość by utrzymywała, to zawsze była krytykowana, obrażana i mieszana z błotem. Bywały dni, że nie jadła i nie spała, bo nauka i obowiązki w domu pod okiem rodziców były tak stresujące, że jej organizm nie dawał rady. I bardzo ją podziwiam, bo ona bardzo ich kocha. Nie chciała się wyprowadzać, bo mówiła, że nie chce sprawiać im przykrości, zawsze przyznawała im rację i zgadzała się ze wszystkim co mówili, mimo że doszczętnie niszczyli jej życie.
Nie ma morału, zwyczajnie: moja dziewczyna jest dla mnie bohaterem.
Czterdziestka przekroczona, nastoletnie dzieci w domu. Chociaż nigdy z mężem nie zgrywaliśmy przed dziećmi aniołków ani takich bezbłędnych i nie raz usłyszeli o naszych wybrykach za młodu, imprezach do rana czy różnych wpadkach, to ostatnio była okazja zobaczyć ojca w akcji.
Mąż wybrał się na imprezę z kolegami z technikum. Zgrana paczka od lat, jeździli na ryby itp. Tym razem jednak była to zakrapiana impreza, oblewali nową pracę kolegi. Mąż wrócił nad ranem i daleko mu było do trzeźwości. Syn wstawał do pracy, ja też już byłam na chodzie, więc mój mąż zamiast od razu się położyć uznał, że poświęci nam chwilę przed spaniem. Bardzo starał się, żeby brzmieć mniej pijanym, niż był w rzeczywistości. Prowadził w miarę rozsądną rozmowę z synem, tylko że prawie potknął się o odkurzacz, który nie został odstawiony na swoje miejsce. Kiedy ponownie o niego zahaczył, zwrócił mu uwagę, że pałęta się pod nogami i ma iść na swoje miejsce. Usprawiedliwia go troszkę brak okularów na nosie, no i alkohol, ale nasz pies spał smacznie z córką. Mój syn, z głupim uśmieszkiem na twarzy, wziął odkurzacz i wyjechał z nim do przedpokoju z tekstem „Chodź Bolek, tata jest zmęczony”. Syn poszedł do pracy, a męża wygoniłam do łóżka.
Syn oczywiście podzielił się historią z siostrą i co jakiś czas przypominają ojcu jego „trzeźwy” poranek, zwłaszcza kiedy Bolek na kółkach jest w akcji. Czasami mam wyrzuty sumienia, że tylko jemu. Ale nie przyznałam się, że posikałam się ze śmiechu i na szybko prałam kapcie i dywanik tego ranka :-)
Moja mama chciała, żebym jej zapisała kadr z filmu jako zdjęcie na komputerze.
Kiedy się do tego zebrałam i zapytałam ją, w którym momencie filmu jest interesująca ją scena, ona odpowiedziała „14,5 cm”. Zanim zdążyłam zapytać o co chodzi, złapała linijkę i przyłożyła do paska przewijania na ekranie komputera: „O popatrz, dokładnie tutaj, na 14,5 cm filmu”.
Jestem z dala od domu. Nowa szkoła, nowa klasa, nowe otoczenie. Miałam wrażenie, że szybko się zaaklimatyzowałam, jednak gdzieś w tyle głowy coś mi podpowiada, że tak naprawdę nie obchodzi znajomych, czy jestem czy mnie nie ma. Uwielbiam czarny humor i często żartuję o osobach. Znajomi oczywiście wiedzą, że to tylko żarty, jednak ostatnio zaczęli mi wypominać coraz częściej jaka to ja jestem wredna i ich gnębię. Nie, nie chcę tego robić, ale nie potrafię w inny sposób zapoczątkować jakiejkolwiek interakcji. Takimi "żartami" próbuję także podwyższyć sobie samoocenę i poczucie wartości czy chociażby zwrócić na siebie uwagę. Nienawidzę siebie za to. Codziennie powtarzam sobie, że przestanę, jednak zawsze wychodzi to samo. Dzień w dzień przychodzę do domu i odpalam social media, gapiąc się w ekran. Nie mam z kim pogadać czy się spotkać. Każde popołudnie spędzam zamknięta w pokoju i wmawiam sobie coraz to gorsze scenariusze. Czuję w sobie pustkę. Zaczęłam jeździć na rolkach, by coś zmienić. Poszłam z przyjaciółmi i już pierwszego dnia dostałam komentarz "następnym razem może pójdźmy na coś, co umiesz robić". Nie poddałam się, jednak z każdą kolejną próbą jest gorzej. "Znowu na te rolki", "Nie idę, bo mnie popychasz", "Czego ty znowu chcesz", "Sorry no ten... Muszę coś innego zrobić, właśnie tak" itd. Znowu zostałam sama.
Od dzieciństwa też ćwiczyłam wyczynowo, przez co jestem zbudowana "męsko", przez co w klasie zaczęło się "płaska", "zbudowana jak blok", "nikt cię nie zechce" i porównywanie do innych koleżanek z klasy.
Nienawidzę siebie i swojego ciała, ale nie potrafię tego zmienić. Przepraszam, że tak się rozpisuje i dramatyzuję. Wiem, że inni mają gorzej. Ja po prostu odczuwam okropną pustkę i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Potrzebuję kogoś, kogokolwiek, by się chociażby przytulić i by mnie zaakceptował. Potrzebuję kogoś, kto sprawi, że poczuję się warta. Potrzebowałam się wyżalić bez bycia ocenianą na każdym kroku...
Gdy byłam w wieku głęboko przedszkolnym, moim ulubionym miejscem była podłoga pod biurkiem. Miałam tam na dole swoją ścianę, na której mogłam rysować i przyklejać naklejki. To miejsce było dla mnie bardzo ważne, dlatego postanowiłam udekorować je w jakiś symbol. Ale jaki? Dziecięca wyobraźnia podsunęła mi krzyż! Ale nie byle jaki...
Tym sposobem przez wiele miesięcy modliłam się do podpaski ze skrzydełkami przyklejonej do ściany :)
Mój dziadek zawsze opowiadał mi o swoich bohaterskich wyczynach podczas wojny. Jego historie robiły na mnie spore wrażenie, zwłaszcza ta, w której uratował swojego rannego kolegę i sam został postrzelony, przez co lekarze musieli mu amputować nogę.
Niestety, mój dziadek zmarł kilka dni temu. Na jego pogrzebie dowiedziałem się przez przypadek, że w przeciwieństwie do tego, co zawsze mówił, wcale nie stracił nogi podczas akcji ratunkowej na wojnie, ale przez to, że kiedyś wyskoczył z jadącego samochodu i był kompletnie pijany. Wdało się jakieś głupie zakażenie i nogi nie udało się uratować.
Ot, cała historia :)
Dodaj anonimowe wyznanie