#HN4BC
Uprzedziła nas Aśka... puszczając najdłuższego i najgłośniejszego bąka w historii.
I teraz wyobraźcie sobie co byście zrobili na jej miejscu: wchodzicie do ciemnego, pustego mieszkania, wypuszczacie z siebie takiego potwora, a z pokoju dolatuje was zdziwiony męski głos „O kurwa, Aśka, oszczędź!”.
Miała prawdziwą niespodziankę.
#DDrDp
Kocham moją kobietę, rozmawiałem z nią o tym, że ta relacja nie jest normalna i że nie mam zamiaru być w związku z dwiema kobietami i jeszcze niańczyć tę jej siostrę (myślę, że sama sobie nie poradzi w życiu, dlatego mnie tak szykowały do wspólnego mieszkania tymi naszymi wspólnymi spotkaniami), ale moja śmieje się i mówi, że nie będzie tak strasznie, że każdy będzie mieszkał na innym piętrze itd. Że co?! Czuję się oszukany. Siostra ta nie jest niepełnosprawna czy coś, tylko po prostu po mojemu... głupia – prania nie zrobi, obiadu, nic. Gada jakieś głupoty, albo o ufoludkach, albo o innych pierdołach. Nie wiem co robić. Wychodzi na to, że taki był plan, a moja nie pozostawi siostry. Myślałem nawet, żeby już założyć tamtej profil randkowy, żeby kogoś jej znaleźć, żeby zaczęła żyć swoim życiem. Najbardziej boli mnie, że dla mojej to nie problem życie we trójkę. Sama nigdy do mnie nie przyjechała, tylko na moją prośbę, że może dziś bez piątego koła u wozu? Wkurwiam się i płaczę czasem z bezradności. Dodam, że wszyscy jesteśmy po czterdziestce... więc gdzie dojrzałość? Uciekać? Czy zgarnąć obie panie do kupy i wyjaśnić jakoś to? Tylko że czuję, że to będzie wtedy koniec. Nie chcę jej tracić. Chcę tylko stracić jej siostrę w końcu.
Cholernie dziecinna sytuacja, a ja się dałem omotać wspólnymi spotkaniami przez tyle lat. Buntuję się już od jakiegoś czasu, żeby też nagle nie wypalić do tej siostry „wypier...”, nie ranić mojej połówki, bo dla niej siostra jest bardzo ważna. Tylko że dla niej, a nie dla mnie. Po mojemu już dawno powinny pójść w swoje strony, ale czasem jest taka więź w rodzinach i też nie chcę jej przerywać. Najbardziej mnie boli reakcja mojej kobiety, że to nie problem, żeby być we trójkę. Czekam, aż mi zaproponują wspólne łóżko, bo chyba tylko tam jeszcze nie było tej siostry... masakra jakaś. Czuję się jak w kiepskiej komedii, bo inaczej się tego nazwać nie da.
#07EoA
#6Wp3H
W gimnazjum i liceum było zajefajnie. Razem się śmiałyśmy i płakałyśmy, razem się upijałyśmy, uczyłyśmy, pocieszałyśmy po nieudanych związkach. Na studia poszłyśmy do innych miast, ale to niczego nie zmieniło w naszej relacji, dalej byłyśmy blisko. Byłam świadkiem na jej ślubie, a ona na moim. Pojawiły się dzieci, nasze córki są w tym samym wieku. No bajka.
Mieszkamy w różnych miastach, każda z nas została w mieście, w którym studiowała. Obie pracujemy, mamy domy, pełne rodziny. I od kiedy pojawiły się te rodziny, to mam wrażenie, że tylko ja się staram. To ja zawsze przyjeżdżam ich odwiedzić, to ja zawsze dzwonię, to ja zawsze przyjeżdżam na jej urodziny. Ona nie była u mnie ani razu, chociaż zapraszałam ja milion razy. Zawsze znajdzie jakaś wymówkę (dziecko ma chorobę lokomocyjną, mąż wyjeżdża na weekend, przyjechałaby, ale bez dzieci, a nie ma gdzie zostawić itd.). Jak się spotykamy, to jest super, nie czuję, żeby coś było nie tak…
Od pół roku nie przyjeżdżam i nie dzwonię. Ona też. Umieram w środku, tak bardzo za nią tęsknię. Cały czas rozmyślam nad tą połową mojego życia i zastanawiam się, co tu poszło nie tak. Pytałam ją nie raz, czy przyjedzie do mnie albo czy wyskoczymy gdzieś razem same bez dzieci i mężów, ale zawsze było COŚ. Biję się z myślami, czy zadzwonić… ale czuję, że jej już nie zależy. Bo jakby zależało, to odezwałaby się, prawda?
#AUvVv
Pożyczyła z wielką chęcią. Szkoda tylko, że nie usunęła nagich zdjęć, na których była ze swoim nowym facetem podczas zabaw łóżkowych.
Nigdy nie byłam tak zażenowana. Nikomu o tym nie powiedziałam, to chociaż anonimowym się wyżalę.
Co się zobaczyło, to się nie odzobaczy...
#31kBQ
Mama nie miała wielu koleżanek, a jeśli już, to o podobnych gabarytach. Odbierałam jej zachowanie tak, jakby gardziła ludźmi chudszymi od niej. Tego samego uczyła i mnie. Miałam tylko koleżanki z dużą nadwagą. Kiedy weszłam już w wiek nastoletni, poznałam w liceum Paulinę. Naprawdę super nam się rozmawiało, jednak miała jedną wadę – była szczupła. Mama zakazała mi się z nią spotykać. Miałam tak wyprany mózg, że mimo iż miałam już 16 lat ,posłuchałam jej i odcięłam moją najlepszą przyjaciółkę z powodu wagi! Gdy żaliłam się mamie, że wszyscy się ze mnie śmieją i nigdy nie znajdę chłopaka, bo jestem gruba, to dostawałam niezły opieprz. Nie mogłam przejść na żadną dietę, bo nie miałam swoich pieniędzy. Gdy prosiłam mamę o kupienie warzyw czy owoców mówiła, że nie ma pieniędzy na moje fanaberie i mam jeść to, co jest w domu. Próbowałam się nawet głodzić, ale wtedy potrafiła mnie trzymać przy stole przez godzinę i pilnowała, żebym zjadła. Kiedy poprosiłam, żeby zabrała mnie do lekarza, bo źle się czuję i ciężko mi się ruszać, to znowu dostałam opierdol.
Nie poszłam na studia, moja samoocena była tak zniszczona, że zamknęłam się w domu. Jakiś czas po skończeniu liceum odezwała się do mnie Paulina. Mówiła, że mieszka i pracuje Irlandii i zaprosiła mnie do siebie. Odmówiłam. Paula nie dała za wygraną. Przyleciała po mnie, spakowała torbę i razem poszłyśmy na autokar... Ile ja się wtedy od matki nasłuchałam płaczu, wypominania, krzyku, że jeśli wyjadę, to ona się zabije...
Zaczęłam pracę w hotelu na sprzątaniu. Mieszkałyśmy z Paulą w jednym wynajętym pokoju. Rano wyciągała mnie na bieganie. Robiła nam obu posiłki. Zaczęłam tracić wagę. Byłam wniebowzięta. Matka całe życie wmawiała mi, że to geny, że tego nie zmienię. Po kilku latach poszłam tutaj do szkoły, znalazłam dobrą pracę. Założyłam rodzinę. Długo też chodziłam na terapię. I tak minęło 15 lat. Z Paulą nadal jesteśmy najlepszy przyjaciółkami, a z matką nie rozmawiałam odkąd wyjechałam.
Rok temu napisała do mnie kuzynka, że mama jest chora. W głowie miałam, że to rak i że warto się pogodzić. Nie, nie miała raka. Tak się roztyła, że była już przykuta do łóżka pod tlenem, a mimo to nadal ciotka podawała jej kurczaki na jej życzenie. Matka trzy miesiące temu zmarła na własne życzenie – miała 56 lat.
Jestem szczęśliwą kobietą, ale nigdy nie wybaczę matce tych krzywd.
#uAi4Q
1. Jak coś tak dużego weszło do nosa kilkuletniego dziecka?
2. Czy wtedy przypadkiem nie wyczerpałam swojego życiowego limitu szczęścia, bo rozumu nie było w tym ani grama...
PS Jako jedyna w rodzinie nie mam problemów z zatkanymi zatokami ;)
#4ycRk
Jeśli powiecie, że chcecie adoptować psa, ludzie łapią się za głowy i odradzają wam to, bo przecież nie macie ogrodu, z psem trzeba wychodzić na spacer przynajmniej dwa razy dziennie, w mieszkaniu będzie się męczył itd.
Uważacie, że z psem sobie nie poradzę, a namawiacie na urodzenie dziecka...
#AGCap
Wydaje mi się, że odkryłam jeden z nich.
Ja, lat 28, więc nie taka stara, 4 lata po ślubie. Mój mąż to cudowny człowiek, ale od jakiegoś czasu nie układa nam się w łóżku. Praca, stres, pięcie się po szczeblach kariery, wieczne zmęczenie, problemy rodzinne, no i mamy skutek – seks stał się wyczekiwaną rzadkością. Nie mam do nikogo pretensji, taki etap w życiu, ale radzić sobie jakoś trzeba. Własna ręka przestała wystarczać, ile można, frustracja osiąga poziom krytyczny. Męża zdradzać nie chcę i nie zdradzę. Wibrator – mogę zapomnieć, bardzo przeszkadzałoby to mojemu facetowi.
No i wpadłam na genialny pomysł. Przecież komórka ma wibrację! Nie wiem jak mogłam wpaść na tak głupi pomysł. Po udanej zabawie komórka zaczęła świrować, wyłączała się, wieszała, aż całkiem padła...
Cóż – zalałam telefon.