#6JwOY
#UKUMe
Asia nie skończyła szkoły, zatrudniła się w monopolu w naszym małym mieście i chwaliła się pensją powyżej najniższej krajowej, co dla mnie w tamtym czasie było „czymś”. Jako biedna studentka dorabiałam ile mogłam, ale nie stać mnie było na zakupy w galeriach raz w miesiącu, jak moją koleżankę. Zazdrościłam jej trochę takiej niezależności finansowej. Szybko z Sebkiem zamieszkali, i wielka miłość, ja tymczasem zaczynałam dopiero chodzić na randki.
Teraz, 10 lat później, ja mam męża, fajną pracę ze spoko pensją. Nie jesteśmy z mężem krezusami, ale stać nas na taki poziom życia klasy średniej (wakacje dwa razy do roku, mieszkanie w centrum w kredycie, nic nadzwyczajnego). Tymczasem Asia straciła pracę dwa lata temu i jako że formalnie ukończyła tylko gimnazjum (nie dokończyła liceum, nie podeszła nawet do poprawki z matematyki), a jej doświadczenie zawodowe to tylko ten monopolowy, to z pracą ciężko, zwłaszcza w dobie kryzysu. Z Sebkiem nadal jest, ale na kocią łapę i Sebek wprost mówi, że on tam zawsze sobie woli zostawić otwarta furtkę, he, he. No ogólnie nieciekawie.
Pomagałam jej, nie powiem, że nie. Czasami pożyczyłam na czynsz, motywowałam ją ciągle do poszerzania kwalifikacji. Tłumaczyłam, że studia nie są niezbędne, żeby zarabiać spoko hajs, że liczy się po prostu ogarnięcie spoko zawodu. Wysłałam linki z kursami unijnymi za free. Ale nic jej nie odpowiadało. Wymówki z dupy – bo to nie, tamto nie... W końcu odpuściłam, bo mam własne problemy i jak ktoś nie chce, to się go nie zmusi. Hajs też przestałam pożyczać, bo uznałam, że to jak z przysłowiową wędką i rybą.
A koleżanka, po kilkunastu latach mojego zapieprzu i minimalnych chęci, powiedziała, że „bo ci się poszczęściło”. Zero refleksji nad tym, że kiedy ja w weekend chodziłam do pracy, w tygodniu na uczelnię i średnio było z czasem i hajsem na imprezki, ona bawiła się świetnie, żyjąc w stylu „high life”, że nikt mi nic za darmo nie dał.
I wkurza mnie takie coś, bo jak komuś nie wyjdzie przez jego własne lenistwo, to nagle tobie się „udało”, bo miałeś farta, a biednemu to zawsze wiatr w oczy.
#H6Z94
#Qu6SZ
#QaDfO
Wszyscy mówią, że to okropna choroba, powoduje depresję i wywołuje skłonności samobójcze, ale w moim przypadku ta choroba... uszczęśliwia mnie. Te głosy, które słyszę w głowie nie są nachalne, nie krzyczą, nie są negatywnie nacechowane, wręcz przeciwnie, są moimi życiowymi przewodnikami, a nawet więcej – przyjaciółmi, jedynymi jakich mam.
Nie każda choroba to ból i cierpienie, ale mimo to nie życzę nikomu z was zachorować :)
#RgaHh
Kiedy się wkurzę, uderzam pięściami bardzo mocno w jedną szafkę.
Kiedy mi przejdzie, głaszczę tę szafkę i przepraszam, że znowu ją biłam.
#DaZJ6
Poszłam na studia, kilkaset km od domu, duże miasto, akademik. I po prostu całkowicie mi odwaliło. Jestem teraz na 2 roku, chlam na umór, czasem ćpam, klnę jak szewc, ciągle imprezuję, w ogóle się nie uczę, a zaliczam przedmioty tylko ściągając bądź na farcie. Puszczam się jak ostatnia nimfomanka i przestałam już liczyć z iloma gośćmi się zabawiałam. Spróbowałam nawet parę razy za hajs i szczerze przyznam, że takie upadlanie się po prostu mnie nakręca. Ubieram się wyzywająco i uwielbiam przykuwać wzrok facetów. Na uczelni mam już chyba przyklejoną łatkę szmaty, ale w ogóle mi to nie przeszkadza, bo mam kilka dobrych koleżanek, które prowadzą identyczny tryb życia. Jestem teraz zupełnie inną osobą, ale jak przyjeżdżam do domu, to dalej zapinam się pod szyję i udaję grzeczną córeczkę.
Pewnie w końcu wylecę z uczelni i źle skończę, ale o dziwo chyba pierwszy raz w życiu czuję się naprawdę sobą. Pewnie mnie tu zlinczujecie i „odpowiednio” ocenicie, ale po prostu chciałam to anonimowo wyznać. W tym wszystkim zastanawia mnie tylko jedno, czy ja po prostu zawsze taka byłam i tylko to w sobie tłumiłam, czy to przez ten cały rygor i jakoś podświadomie musiałam sobie odbić to dotychczasowe życie „zakonnicy”. Tego się pewnie nigdy nie dowiem.
#G5Isa
Wszystko było dobrze, aż do dnia, kiedy brat powiedział mi, że wąż uciekł. Byłam przerażona. Nie tylko tym, że wąż kręci mi się po mieszkaniu, ale także tym, że mój ukochany wróci i co powie? Szukałam węża bezowocnie przez kilka dni. W rozpaczy zaglądałam wszędzie. Płakałam, szukałam, przeklinałam brata itp.
W końcu wrócił ukochany i jego siostra. Ze wstydem przyznałam, co się stało, na co P. powiedział, że tak się czasem dzieje i zapytał, gdzie szukałam. Wymieniłam różne miejsca. Wraz z siostrą pomogli mi szukać po domu, w moim pokoju. Odsunęliśmy łóżko, zdjęliśmy materac. Poza wężem, który jak się okazało, wślizgnął się w szparę między materacem a stelażem i tam zrzucił skórę (CAŁY CZAS SPAŁ ZE MNĄ!!!), oczom wszystkich ukazał się mój wibrator, o którym zapomniałam, a odłożyłam go do szuflady na pościel pod łóżko.
Nie, P. nie jest moim mężem. Oboje byliśmy tak zażenowani, że nawet ciężko mi było gadać z koleżanką, i stopniowo znajomość się rozluźniała.
#P9FlG
Jako nastolatka bardzo marzyłam o pięknym pierwszym razie. Wiecie, książę na białym koniu, czuły, delikatny, potem za kilka lat ślub, dzieci, no bajka. Niestety tak się ułożyło, że nie spotkałam na swojej drodze żadnego księcia. Był jeden chłopak, szaleńczo we mnie zakochany, ale nie pociągał mnie fizycznie do tego stopnia, żebym oddała mu co wtedy miałam najcenniejsze. Kręciłam z różnymi chłopakami, z wieloma lądowałam w łóżku, ale trzymałam to dziewictwo, bo nie byłam ich pewna i miałam rację, bo ulatniali się szybciej niż się pojawiali.
W wieku 22 lat zaczęło mnie to frustrować. Nie rozumiałam, czemu koleżanki miały stałych chłopaków, a ja cały czas byłam dziewicą. Nie chciałam iść do łóżka – źle, chciałam, też źle, bo byłam traktowana jak laska na jedną noc. No nie dogodzisz. A jestem atrakcyjną kobietą, wielokrotnie to słyszałam. W końcu kompletnie przepadłam dla pewnego chłopaka poznanego w Internecie. Nawet się nie widzieliśmy, ale uwielbialiśmy ze sobą pisać i gadać godzinami. Wszystko byłoby OK, ale w międzyczasie coś się wydarzyło. Nie wiem, co mi odwaliło, ale oddałam się chłopakowi na imprezie, którego znałam od bardzo dawna. W schowku, na szybko, w dodatku kończył mi się okres. Taki magiczny pierwszy raz. Wypierałam to, bo w sumie nadal mnie bolało, tak jakby mu się udało, ale nie do końca. Warto tu wspomnieć, że chłopak był bardzo oszczędnie obdarzony przez matkę naturę.
Miesiąc później spotkałam się z chłopakiem z Internetu i tamten załatwił sprawę do końca, był pewien, że jestem dziewicą. Myślałam, że będziemy żyli długo i szczęśliwie, ale niestety na jednym spotkaniu się skończyło, bo po wszystkim stwierdził, że nie jest gotowy na związek. Płakałam, nie mogłam sobie wybaczyć tej głupoty. Miało być wyjątkowo, a ja się dałam tak wykorzystać.
Z tamtym chłopakiem z imprezy może by i coś się rozwinęło, ale odrzuciłam go. Doszłam do wniosku, że skoro już nie jestem dziewicą, to co mam do stracenia? Mogę szaleć. Trochę szalałam, ale szybko doszłam do wniosku, że to nie ma sensu, jestem zbyt wrażliwa i za szybko się przywiązuje.
Poznałam mojego obecnego narzeczonego, mamy już nawet dziecko, ale on nadal nie wie, w jakich okolicznościach straciłam cnotę.