Moja młodsza siostra została zwyzywana przez księdza na lekcji religii. Powiedział jej, że jest satanistką i na pewno słucha metalu, bo ubiera się ciągle cała na czarno, a to oznacza, że jest opętana. Do tego wstawił jej ujemne punkty z zachowania za niewłaściwy ubiór i obiecał obniżyć ocenę z religii.
I na nic zdało się tłumaczenie rodziców i siostry, że nosimy żałobę po zmarłym dziadku.
Mieszkam w niedużym miasteczku. W zasadzie na wsi. I niedaleko mam do sklepu. Któregoś dnia w czeluściach lodówki moim oczom ukazał się straszny widok – nie ma mleka! No to biorę portfel w łapkę, wychodzę i tuptam dziarsko w stronę spożywczego.
Na swojej drodze musiałem minąć kościół. Widzę w oddali, że stoi dużo przystrojonych samochodów. Myślę sobie – pewnie wesele.
Dużo się nie myliłem.
Gdy właśnie mijałem kościół, otworzyły się z impetem wielkie drzwi. Ze świątyni wybiega pan młody (po drodze mówiąc mi „dzień dobry”), za nim w pościgu panna młoda, wrzeszcząca na całą wieś. Za panną młodą matka w popłochu, trzymająca długi na chyba kilka metrów welon, a na koniec cztery druhny.
Stałem przez chwilę, analizując sytuację, gdy zobaczyłem jak wychodzi dwóch wąsiastych gostków i jeden do drugiego mówi: „Chodź... napijemy się” :D
Często wyciągam z kosza na śmieci różne owoce i warzywa, które wyrzuca moja współlokatorka. Dokładnie je myję i jem, bo nie lubię, gdy ktoś marnuje jedzenie.
Mój mąż po kilkunastu latach pracy jako kierowca międzynarodowy odszedł z zawodu i znalazł pracę na miejscu.
Te lata nieobecności męża w domu zmieniły tak wiele, że ani ja, ani dzieci nie jesteśmy w stanie z nim wytrzymać. Uzmysłowiłam sobie, że tak naprawdę ani ja, ani dzieci nie znamy tego człowieka. Jest nam obcy.
Wszystko mnie w nim denerwuje, nawet jego obecność i prawie cały czas się kłócimy. Zaczynam się zastanawiać nad sensem tego małżeństwa. Nasz standard życia też mocno ucierpiał, bo zarabia 1/3 tego co wcześniej. Tyle, chciałam to z siebie wyrzucić.
Od dawna jestem już osobą pełnoletnią. Nigdy się do tego nikomu nie przyznam. Nie było w tym odrobiny logiki, ale w sumie dzieci mają czasem tak durne pomysły, że mnie to mimo wszystko nie dziwi. Rodzice nic nie wiedzieli.
Pierwsza miesiączka. Byłam świadoma na czym polega i o co w niej chodzi wcześniej, ale oczywiście jak już do niej doszło, mama wszystko, co jej wpadło do głowy opowiedziała i pomogła ogarnąć. Dlatego nie panikowałam i wszystko było okej do wieczora. Poszłam się myć i... uznałam, że jeśli wejdę do wanny, to ją pobrudzę, potem może być ciężko ją wyczyścić, a przecież później jeszcze inni z niej skorzystają... Tutaj się zmartwiłam. Jedyne logiczne, a raczej „logiczne” rozwiązanie, jakie mi wpadło do głowy, to nie myć się w trakcie najbardziej intensywnego etapu okresu. Nie pamiętam już, jak długo to trwało, zanim zaskoczyłam, że to jest wanna i w sumie o to w niej chodzi, żeby była łatwa do umycia. Chyba z 3-4 miesiące. Przeraża mnie to teraz, ale nie byłam jakimś głupim dzieckiem. Takim raczej zwyczajnym, no ale „każdy co jakiś czas musi złożyć ofiarę na ołtarzu głupoty”. Teraz nie wyobrażam sobie nie umyć się podczas okresu.
PS W tamtym czasie tampony mnie odstraszały, a kubeczki menstruacyjne pojawiły się dużo później (a przynajmniej w ogólnej świadomości).
Dużo teraz się mówi o mące z owadów, używaniu jej w wypiekach, o przechodzeniu na wegetarianizm czy weganizm. To przypomniało mi lata 2015-2016, kiedy jako młody człowiek byłem na praktycznych zajęciach z gotowania w pewnej stołówce gotującej obiady dla dzieci, podkreślam, dzieci z klas 0 - 6.
Mogłoby się wydawać, że dzieci w tym wieku potrzebują dużo witamin i składników odżywczych do sprawnej nauki i do tego, by zdrowo rosnąć. I teoretycznie dostawały to, co powinny, a jak wyglądała praktyka?
Kuchnia znajdowała się w budynku oddalonym o kilka km od placówki szkoły. Towary przyjeżdżały niezależnie od kucharek, to było liczone wyżej. Wszystkie gotowe dania były pakowane w bemary (takie termosy na dania), po czym pan kierowca zawoził je do placówki. W międzyczasie było sprzątnie kuchni i na koniec mycie owych bemarów. A teraz absurdy, które mnie do dziś męczą.
Obieranie ziemniaków – w magazynie stoi płuczko-obieraczka; wrzucasz 15 kg ziemniaków i wypadają obrane, trzeba tylko wyoczkować. Ale panie kucharki w liczbie 6 (serio) obierają ręcznie, bo mogą z każdych 15 kg podprowadzić 1-2 kg, bo niby przy obieraniu ręcznym jest mniejsza strata. Co z tego, że obierając ręcznie muszą przyjść do pracy na piątą, żeby o siódmej mieć obrane ziemniaki...
Robienie puree – z 15 kostek masła przeznaczonego na puree 10 zamieniało się na kostki margaryny ze sklepu nieopodal, bo „dziecka i tak nie czują różnicy”. 10 kostek masła do podziału.
Naleśniki – tu również masło wymieniono na margaryny, a dodatkowo podczas smażenia ciasto wylewano na nierozgrzany olej / olej dolewany w trakcie smażenia. Dla niezorientowanych: do smażenia używana jest patelnia uchylna, taka na ok. 30 naleśników.
Dżem do naleśników – miały być wymieszane dwa rodzaje i podgrzane. Były wymieszane, ale z dodatkiem cukru i wody, a trochę dżemu się uratowało.
To tylko niektóre przykłady, ale niezmienne było jedno – każdego dnia każda z tych kucharek wynosiła przynajmniej jedną reklamówkę jedzenia, które powinno trafić do dzieci.
Po skończonej praktyce i otrzymaniu oceny powiedziałem o tym mojej nauczycielce przedmiotów zawodowych. Okazało się, że już o tym słyszała, ale nie ma jak zainterweniować, bo w kuchni wszyscy są w zmowie, a na papierze wszystko wygląda OK.
Podobne akcje były u kolegi, który miał praktyki w szpitalu, tylko tam po prostu jedzenie się kradło, a nie kupowało gorszy zamiennik. Przyznał, że jak na obiad miała być noga z kurczaka cała, to odcinał część udową i wszystkie te uda poszły przez okno w reklamówkach na „prywatkę” pani kucharki.
Jeśli macie jakiekolwiek podejrzenia, że obiady, za które płacicie swojemu dziecku albo bliskiemu choremu są nie takie jak powinny, zgłoście to. Jeśli macie jakiekolwiek system, sposób lub możliwości skontrolowania takich miejsc – nie wahajcie się.
Niestety to się dzieje wszędzie, brak kontroli i zaufanie prowadzi do takich patologii.
Chcesz mieć dobre stosunki z sąsiadami? Nie być z nimi w konflikcie? Musisz wyprowadzić się i utrzymywać pustostan. Nie ma innego równie skutecznego rozwiązania. Żadne dywany czy panele nie sprawią, że piętro niżej będzie cicho. Żadne maty akustyczne nie wyciszą ścian. Co najwyżej wyciszą twój portfel przed wydatkami na przyjemności. Ściszysz telewizor? Za tydzień dowiesz się, że nadal jest za głośno. Kupisz słuchawki? Sąsiedzi prędzej czy później i tak je usłyszą. Zamienisz głośnego psa na cichą jaszczurkę? Po miesiącu będą skargi, że za głośno porusza się w swoim terrarium. Ograniczysz rozmowy? Sąsiedzi i tak usłyszą szepty. Co byś nie zrobił, sąsiedzi i tak będą narzekać. Dojdzie nawet do tego, że będzie im przeszkadzać zbyt głośne przeżuwanie jedzonego chleba czy zupy. Nie mówiąc już o budziku, który zadzwoni o 3 nad ranem, żebyś mógł wstać do pracy.
Nigdy nie próbuj walczyć o przyjaźń sąsiada, on nigdy nie zechce się z tobą zaprzyjaźnić! Będzie tylko szukał, czego by się tu przyczepić, aby utrudnić ci życie. Nie zdziw się, jeśli zabroni ci oddychać.
Zamontowałem sobie lustro nad łóżkiem. W piątek przyszła do mnie moja dziewczyna, spędziliśmy miły wieczór, wypiliśmy trochę wina, lustro nad łóżkiem okazało się fajną atrakcją. Ona wyszła późnym wieczorem, ja poszedłem spać.
Następnego dnia obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno. Trochę bolała mnie głowa, przetarłem oczy i… prawie dostałem zawału, bo wydawało mi się, że jakiś goły koleś na mnie spada.
Jakiś czas temu po zajęciach zaprosiłam do siebie na kawę swojego dobrego kolegę. Nie byłoby nic szczególnego w tym spotkaniu, gdybym nie zauważyła pewnego szczegółu.
Weszliśmy do mieszkania, powiedziałam, żeby się rozgościł, a ja poszłam do kuchni. Potem siedzieliśmy, rozmawialiśmy. Zupełnym przypadkiem spojrzałam na jego stopy i zauważyłam, że jego skarpetki dziwnie prześwitują, i zdałam sobie sprawę, że są to czarne rajstopy jakieś 40 den. Spostrzegł, gdzie padł mój wzrok, i strasznie się zmieszał. Oczywiście nic nie skomentowałam i udawałam, że nic nie zauważyłam.
Teraz mi głupio, bo bardzo go lubię, i nie chcę, żeby nasza znajomość się popsuła bez powodu, bo mi to nie przeszkadza, nawet jeśli to były rajstopy. W końcu było zimno itd. Uświadomiłam sobie potem, że to dlatego tak niechętnie się zgodził przyjść, a ja go tak namawiałam, aż w końcu uległ. Źle się z tym czuję, że tak nalegałam.
Ola, 25.
W tamtym roku organizowałem sporą imprezę w restauracji moich rodziców dla ludzi ze studiów. Miałem przy tym trochę roboty, co chwilę dzwonili ludzie w różnych sprawach związanych z imprezą.
Za którymś razem gdy zadzwonił telefon z nieznanego numeru, odebrałem, mówiąc: „Joł, joł, joł, czego chcioł?”. Po drugiej stronie cisza. Zacząłem mówić normalnie i wtedy gość się przedstawił, że dzwoni z firmy, do której złożyłem CV w sprawie rekrutacji na pewne stanowisko. Przeprosiłem go, a on się roześmiał i powiedział, że to mój telefon i mogę go odbierać jak tylko chcę.
Byłem na spotkaniu, ale tej pracy jednak nie dostałem.
Dodaj anonimowe wyznanie