Czasem nawet dobra intencja opacznie zapada w pamięć.
W podstawówce zawsze byłem zdolnym uczniem, właściwie nie musiałem nad niczym ślęczeć. Tata kilkakrotnie stwierdzał: „Teraz było ci łatwo, ale zobaczysz za rok...”. Może miało mnie to do czegoś zmotywować, ale było odwrotnie – podświadomie poczułem, że moje sukcesy się nie liczą, bo przychodzą mi bez wysiłku. Do dzisiaj nie doceniam tego, co mi łatwo przyszło; uznaję to za coś normalnego, niewartego pochwalenia.
Z racji tego, że Dzień Matki i jestem dumna ze swojej 8-latki, to jednak jako mama jestem tak pomysłowa, że klękajcie narody.
Jak na dziecko przystało, moja córka ma duży problem ze sprzątaniem swojego pokoju... Pozostawione kubki, zaczęte słodycze, talerze w ilości hurtowej...
Po kilku miesiącach proszenia, grożenia, że robaki zalęgną się w pokoju i innych dziwnych chwytów, postanowiłam zakupić w sklepie wędkarskim robaczki i przed powrotem córki do domu rozsypać w jej pokoju...
Krzyków córki nie było końca, ale posprzątać trzeba było... Poskutkowało! Od pewnego czasu pokój posprzątany, naczynia pomyte, nawet z odkurzaniem nie ma problemu...
Że też nie wpadłam na to wcześniej!
Jako że to Anonimowe – kocham moją córkę nad życie, ale nigdy jej nie powiem, skąd te robaki :)
Jestem z moim mężem od 10 lat i od tylu współżyjemy ze sobą. Spaliśmy tylko ze sobą (takie rozdziewiczenie w dwie strony), a ja nigdy nie doznałam orgazmu... Przez pierwsze trzy lata w ogóle mi się nie udawało szczytować, potem tylko gdy sama sobie robiłam dobrze. I tak do tej pory udaję za każdym cholernym razem, bo mąż mnie nie zaspokaja...
Nie ma opcji, żebym mu o tym powiedziała i porozmawiała, bo by mi się chłop zamknął w sobie. Sama też nie pójdę do seksuologa, nie mam kiedy. Mamy trójkę małych dzieci i jestem wykończona. Najlepiej obeszłabym się nawet bez zbliżeń, jednak robię to dla świętego spokoju.
Zachęcony wyznaniem o namydlonym tyłku i ślizganiem się w wannie, postanowiłem sprawdzić czy (tak jak 20 lat temu) uda mi się podnieść całe swoje ciało jedną ręką w wannie pełnej wody.
Teraz mam połamanego zęba i wielkiego sińca na żuchwie. Pozdrawiam.
Na prima aprilis zrobiłam mojemu chłopakowi najbardziej żenujący żart na świecie, czyli ten z pozytywnym testem ciążowym.
Oczywiście od razu wiedział, że to nieprawda, więc pośmialiśmy się i wszystko wróciło do normy.
Minęło półtora miesiąca.
Okres spóźnia mi się już tydzień, a zrobiony dzisiaj rano test ciążowy był pozytywny.
Mam swoje prima aprilis, cholera.
Wiecie co to jest przegryw?
Kiedy jesteś na imprezie, w swoim mieszkaniu, a nikt nie zwraca uwagi, że siedzisz sam w kuchni i przeglądasz anonimowe :)
Choruję na epilepsję nocną – podczas snu mam ataki i czasem puszczam mocz, a rano wstaję z bólem głowy i mam zmoczone bokserki, więc zmieniam je i idę pod prysznic. Dzisiaj zamiast do pralki, włożyłem bokserki do lodówki... Nie wiem co miałem wtedy w głowie, ale zorientowałem się 10 sekund później, co ja odwaliłem.
Czy was też irytuje szukanie przepisów kulinarnych w internecie i przekopywanie się przez tony reklam i niepotrzebnego tekstu, opisującego historię potrawy bądź jej głównego produktu i jego wspaniałe właściwości lecznice, smakowe i inne, zanim dotrze się do właściwego przepisu? Miałam tego tak serdecznie dość, że zamówiłam tradycyjną książkę kucharską.
Za czasów mojego dzieciństwa bawiłam się z znajomymi przy trzepaku. Jedną z wielu zabaw było balansowanie na górnej rurce i udawanie, że to występ w cyrku.
Nie wiem co mnie podkusiło, nie mam pojęcia czemu mi się to wtedy wydało zabawne, ale gdy jeden z kolegów balansował na rurce, stwierdziłam, że zabawne będzie, jeśli szarpnę go za nogawkę. I choć już wtedy zdawałam sobie sprawę z różnic anatomicznych, to nie pomyślałam, że po tym, jak go za tę nogawkę szarpnę, on spadnie na dół, a jego klejnoty znajdą się między jego ciałem a rurką...
Nie pamiętam, bym słyszała, żeby ktoś wył jak on wtedy. Byłam pewna, że go wykastrowałam i pójdę za to do więzienia.
Na moje szczęście skończyło się na reprymendzie od rodziców, a na szczęście kolegi skończyło się na zimnych okładach.
Moi rodzice są razem już 35 lat. Ostatnio zauważyłam, że nigdy nie mówią sobie po imieniu! Zawsze nazywają się zdrobniale „Słoneczkiem”, „Gamoniem”, „Stokrotką”, „Robaczkiem”, „Misiem”.
Co ciekawsze, kiedy nawet tata coś przeskrobie, mama zawsze z podniesionym tonem mówi do niego: „Misiek, a dlaczego zrobiłeś tak, a nie inaczej?”. Z oczu lecą iskry, ale imię nie pada.
Zapytałam o to kiedyś. Powiedziała, że jak byli młodzi, to zawsze tak do siebie mówili, a przecież wciąż się kochają i nie wie dlaczego miałoby być inaczej. Ot, po prostu weszło im to w nawyk.
Taka drobna rzecz, a jednak cieszy. To fajnie, że prawdziwa miłość naprawdę może istnieć. Zawsze razem jeżdżą na zakupy, co niedziela wspólny spacer z psem, prace w ogródku – tylko we dwoje, gotowanie – we dwoje, a jakże. Kurczę, zazdroszczę im trochę.
Dodaj anonimowe wyznanie