#ZGH8M

Kiedy moja żona była umierająca, postanowiła, że dla każdego z naszych dzieci napisze osobiste listy. Niestety rak zaatakował jej mózg niezwykle szybko i nie była w stanie skupić się na pisaniu, a kiedy to robiła, często był to niezrozumiały bełkot. Próbowałem jej pomóc, napisać za nią, ale powiedziała, że będzie to miało większe znaczenie, jeśli będzie to jej własne pismo i chciała je dokończyć. Parę dni później zapadła w śpiączkę i zmarła. Zdążyła napisać zaledwie kilka zdań do naszego najstarszego dziecka, zostawiając jedynie zaadresowane puste koperty dla pozostałej dwójki. Wiedziałem, że będzie to druzgocące dla dzieci i może wywołać konflikt, więc zapłaciłem kobiecie specjalizującej się w kaligrafii, aby dosłownie powieliła pismo mojej żony. Przekazałem jej treść, kierując się komentarzami mojej żony, które skierowała do mnie na temat tego, co moim zdaniem byłoby znaczącymi słowami dla trójki naszych dzieci, gdy pomagałem jej pisać list. Zgodnie z jej życzeniem rozdawałem te listy przy specjalnych okazjach, takich jak daty ślubu, narodziny pierwszego dziecka, pierwszy dzień studiów itp.

Moje dzieci nie wiedzą, że listów tak naprawdę nie napisała ich mama. Nie powiedziałem o tym nikomu i mam nadzieję, że zabiorę tę tajemnicę ze sobą do grobu.

#0F3p2

Jestem w trzeciej klasie gimnazjum. Sytuacja sprzed kilku miesięcy. Siedzę sobie w klasie, trwa lekcja pewnego ciekawego przedmiotu (nie zdradzę jakiego).
Nagle wchodzą dziewczyny z samorządu szkolnego, żeby coś ogłosić. Proszą o przynoszenie swoich starych książek, trwa jakaś zbiórka. Jeden z takich klasowych śmieszków, żeby zabłysnąć, wydarł się, że ma w domu używaną Kamasutrę.
Zniesmaczony nauczyciel, kiedy to usłyszał, powiedział ze spokojem:
- Oprócz tego masz chyba zużytą rękę.

W ten oto sposób czterdziestoletni nauczycieli zgasił myślącego wiecznie o jednym gimbusa.

#1BoXF

Jestem organistą w małej parafii. Nad chórem mam wentylator, który podczas upałów wyciąga gorące powietrze z kościoła. Zawsze w obudowie tego wentylatora rodzą się ptaszki (wróble, gołębie). I przynajmniej raz w roku wlatują do kościoła i robią dużo szumu. 
Kiedyś podczas mszy dla dzieci jeden z młodzików wróbla wypadł chyba z gniazda i znalazł się na stopniach chóru. Podniosłem go i pokazałem księdzu, który w tym czasie chodził z mikrofonem po kościele i rozmawiał z dziećmi. I powiedział coś, czego sam nie przemyślał: „Patrzcie, dzieci, jakiego ptaszka ma nasz organista”...

Chcielibyście widzieć minę rodziców dzieci. Sam przybrałem mocno czerwony kolor, a ksiądz dopiero po mszy został przeze mnie uświadomiony, co powiedział. I jak to brzmiało...

#jnzmU

Zacznę od tego, że mam 26 lat i niespełnione marzenie zostania piłkarzem... Ale od początku.

Mieszkałem w małej miejscowości, można powiedzieć miasteczku. Również w tym miejscu uczęszczałem na treningi lokalnej drużyny. Jak twierdziło wiele osób wyróżniałem się na tle reszty i wróżono mi już jakieś sukcesy, a miałem tylko 15 lat. Niestety jak to często bywa, wiele osób zaczęło mi zazdrościć tego, iż jestem chwalony i lepszy od innych, co stanie się kluczowe w tej historii.

Rok później przepowiednie trenerów z klubu się sprawdziły, po jednym z meczów do klubu zgłosił się wysłannik jednego z czołowych klubów polskiej ekstraklasy, chcieli mnie zaprosić na testy. Wszystko zostało dogadane, już tydzień później trafiłem na treningi do juniorów. Wszystko wyglądało fantastycznie, świetne warunki, sztab trenerów, którzy dbali o wszystko, nowi koledzy służyli pomocą, rodzice byli dumni. Moje marzenia powoli nabierały realności, po tygodniu zaproponowali abym został, mieli wszystko mi zapewnić. Zostałem.

Gdy kończyłem 17 lat wracałem do domu do rodziców, na spotkanie z rodziną, wszyscy byli ze mnie dumni, że trenuję na takim poziomie. Jednak poza takimi ludźmi w miasteczku dalej mieszkali zazdrośnicy i dobrze o mnie pamiętali... Jednego wieczoru udałem się z moimi starymi kolegami na miejscową dyskotekę, która dla mnie skończyła się tragicznie...
Gdy mieliśmy już wracać z kumplami do domu po drodze spotkaliśmy naszych rówieśników, z którymi trenowałem w moimi pierwszym klubie, byli pijani i w przewadze. Wykrzykiwali do mnie, że jestem gorszy od nich, że zawsze byłem i nie mogę trenować w takim klubie, że nie zrobię kariery... Zostałem pobity... Dwie złamane nogi, pozrywane prawie wszystkie więzadła w kolanach... Więcej nie będę na ten temat pisał. Zaznaczę tylko tyle, że moja kariera została zatrzymana, już nigdy nie wszedłem na taki poziom jak wcześniej. Marzenia legły w gruzach.

Ale w końcu po 9 latach mogę spełnić swoje marzenia. Gdy już nie mogłem grać w piłkę, bo wciąż wracały kontuzje postanowiłem to zostawić i zająć się trenerką. Mam już kilka kursów i trenuję młodych u mnie w mieście, a kilka dni temu zgłosiła się do mnie drużyna, ta sama gdy byłem 17 letnim juniorem... Chcą żebym trenował u nich jedną z sekcji juniorów. Moje nowe marzenia mogą się spełnić. Jestem szczęśliwy.

#DIoi9

Obawiam się, że mogę być niewystarczająco męski dla mojej dziewczyny, strasznie zaniża to moją samoocenę. Czuję, że jestem słaby, wiem, że we mnie przestała wierzyć, mimo że mnie kocha. 
Poświęcam jej 100% czasu wolnego. Gdy pracuję, potrafię spać 3 h parę dni z rzędu, żeby tylko odebrać ją ze szkoły, robię jedzenie z makro jak tylko usłyszałem, że chce schudnąć itp. Potrafi spać godzinami przy mnie, gdy ja się na nią patrzę i pilnuję jej, żeby dobrze spała.
Dziś powiedziała mi, że wie, że sam nie potrafię nawet się spakować. Przeraża mnie myśl, że ona mnie zostawi. Jestem po próbie i boję się, że znów jest blisko, boję się samotności.

#IVsWu

Prawie 15 lat temu, jak miałam trochę ponad roczek, mój ojciec zostawił mnie i moją mamę. Wyjechał do Anglii, ale już nie wrócił, i jak się okazało, ma tam nową rodzinę – żonę i dwójkę dzieci (syn i córka, oboje są młodsi, córka na ironię losu ma takie samo imię jak ja). Przez kilka lat jak byłam dzieckiem utrzymywaliśmy (slaby, ale jednak) kontakt, były rozmowy przez Skype (mało z tego pamiętam, raczej urywki niż całe wspomnienia), raz ojciec mi wysłał tablet. Obiecywał, że niedługo się zobaczymy, ale się nie zobaczyliśmy. Przestał pisać, dzwonić i wysyłać alimenty.
Kilka dni temu napisał do mojej mamy, czy może się ze mną spotkać, bo niedługo przyjeżdża do Polski. Mam mieszane uczucia. Z jednej strony nienawidzę tego człowieka, zostawił mnie i moją mamę same na rzecz innej rodziny, a z drugiej strony mam do niego tak wiele pytań... Wiem, że już kiedyś chciał zaaranżować nasze spotkanie (znalazłam przypadkiem screeny rozmowy jego i mojej mamy, gdy mama dała mi swój stary telefon na stałe, najwyraźniej zapomniała je usunąć przed oddaniem mi go).
Z jednej strony chcę iść i spytać się wprost, dlaczego nam to zrobił, ale z drugiej strony na myśl o spotkaniu z tym człowiekiem ściska mnie w żołądku.

#KMOeo

Dobija mnie pewien zwyczaj na pogrzebach, jakim jest składanie kondolencji. Podchodzi ci każdy z osobna i składa najszczersze kondolencje. W oczach 90% osób widać wyraźnie, że robią to na odwal się, nie są często nawet z rodziny i bo tak wypada. Zresztą co to da? Bliska mi osoba nie żyje i koniec. I co mi po jakichś życzeniach? Zdecydowanie bardziej wolę po prostu podanie ręki, ewentualne przytulenie bez słów. Sama bliskość jakiejś osoby na pogrzebie wystarczy, żeby wiedzieć, że ktoś cię wspiera.

#oDQED

Sytuacja, która miała miejsce chwilę temu. Na spacerze z psem (pies 5 kg) z innego bloku nagle wyszła młoda babka, maks 27 lat, z kundlem w stylu owczarka niemieckiego, wielkościowo takim samym. 


Zawsze na spacerach skracam smycz mojego psa, by dać znać, że nie chcę interakcji, większość ludzi to rozumie, oczywiście mających psa na smyczy. Pani notorycznie wychodzi bez niej, a jej pies ciągle podbiega do innych psów, no i podbiegła do mnie i mojej suki.  


Niechcący nadepnęłam na łapę tego psa, bo kundel wszedł mi pod nogi, nie było to mocne na szczęście, ale ta zaczęła gryźć mojego psa. Odepchnęłam ją, wzięłam mojego psa na ręce i niestety odpaliłam się i powiedziałam do tej kobiety coś w stylu, że co ona odpierd*la, czemu ten pies jest bez smyczy, a ta, że o tej porze (21.30) nie ma ludzi na spacerach – nieprawda, bo pół osiedla chodzi na spacery z psami od 21 do północy.


Powiedziałam jej, że jest pojeba*a i dodałam to o osiedlu. Powiedziałam na dodatek, że jak coś będzie mojemu psu, to ma przejeb*ne. 

Jest mi głupio i wstyd, że tak się zachowałam, bo czuję się, jakbym zabrzmiała jak patola, ale z drugiej strony u niej to jest notoryczne, że nie trzyma psa na smyczy, a jak cudem trzyma, to nie umie go utrzymać. Chce mi się płakać.

#mnwZf

Patent dla ludzi, których rodzice/dziadkowie zmuszają do chodzenia do kościoła.

Jestem studentem i chciałbym podzielić się moim pomysłem. Ogólnie nie lubię chodzić do kościoła, ale robię to, gdyż moi rodzice robiliby mi problem. Wiecie – szantaż, czepianie się, złośliwość. W czasie studiów (inne województwo niż miejsce zamieszkania) w kościele jestem tylko na Boże Narodzenie i Wielkanoc, gdy przyjadę do domu. Niestety na wakacjach jestem w domu, no i co niedzielę mam problem, ale wpadł mi pewien pomysł.
W sobotę w kościołach są msze z kazaniem (takie jak w niedzielę) i dlatego w ten dzień wybieram się po południu na spacer. Idę pod kościół, robię screena mapie z włączoną moją aktualną lokalizacją. W razie co nagrywam też ewangelię i kazanie (w razie jakby pytali) i gdy kazanie się kończy, opuszczam teren świątyni. I mam spokój w niedzielę.

Zapytacie się, dlaczego to robię, przecież jestem dorosły, po co te cyrki? Ano dlatego, że nie chcę robić problemu z rodzicami i wolałem pójść dla świętego spokoju.

#ZLfOo

Historia miała miejsce lata temu, kiedy jeszcze miałem około 8 lat.

Moja siostra, która była wtedy w liceum, kupiła sobie pluszowego smoka. Była to stara, szmaciana zabawka sprzed wielu lat, ale bardzo go uwielbiała. Nazwała go Pedosmokiem (nie pytajcie).  W każdym razie, któregoś dnia siostra wyjątkowo wkurzyła mnie i mojego jeszcze młodszego brata. Czekała ją zemsta godna mafii sycylijskiej. Kiedy siostra wyszła z domu, weszliśmy z bratem do jej pokoju, znaleźliśmy Pedosmoka, którego tak bardzo kochała, i odcięliśmy mu głowę, jednocześnie zostawiając obok niego karteczkę.
Kilka godzin później siostra wróciła do swojego pokoju. Zastała leżącego na środku pokoju smoka bez głowy, a obok, napisane dziecięcym pismem na karteczce, „zgłoś się po resztę do naszego pokoju”.
Dodaj anonimowe wyznanie