#uwMaj

Kiedy byłam kilkuletnią dziewczynką, byłam na wakacjach u babci na wsi. Akurat miała jedną małą gąskę i pozwoliła mi ją wziąć „do wychowania”. Dałam jej na imię Kasia. Bawiłam się z nią, chodziła za mną po domu, nauczyłam ją wchodzić i schodzić po schodach i robić różne sztuczki, jak odpowiadanie gęganiem na mój głos itd. Bardzo lubiłam moją gąskę Kasię.
Po wakacjach pojechaliśmy do babci i na obiad był rosół z gęsi, co od razu wyczułam w smaku, więc pytam babci, czy to był rosół z mojej gąski Kasi, a że babcia w konwenanse się nigdy nie bawiła, to bez zastanowienia odpowiedziała z uśmiechem: 
– Tak, to właśnie z twojej gąski, wnusiu, prawda, że dobre?
– No jasne! – odpowiedziałam z uśmiechem. – Bardzo dobre!

Tak więc... bardzo lubiłam moją gąskę Kasię – dosłownie.

#wXBGz

Jestem uzależniony od gier, przez co zniszczyłem całe moje dotychczasowe życie. Nie mam motywacji do niczego, podejrzewam, że mam depresję i gdy gram, nie myślę o wszystkim, co mnie trapi. Odwiedzam miejsca, w których kiedyś byłem szczęśliwy, ale wspomnienia o radosnych chwilach nie pomagają nawet na sekundę. Mam świadomość tego, że wszystko zależy ode mnie, ale najgorsze jest to, że ja nie chcę sobie pomóc. Wolę grać i nie myśleć o tym. Mam wymówkę, że granie jest lepsze od troszczenia się o relacje z ludźmi, bo i tak nikomu na mnie nie zależy, tak samo jak mnie na swojej osobie już nie zależy.

#jWCPB

Mam już prawie 30 lat i dopiero skończyłam studia, które zaczęłam zaraz po liceum.
Kończąc owo liceum, byłam w niewoli mojej nadopiekuńczej matki. Ojca nigdy nie było, całe moje dzieciństwo spędził w pracy jako kierowca, więc widywałam go raz na tydzień lub dwa i zazwyczaj wtedy nie miał dla mnie za dużo czasu, bo trzeba wyprać ubrania, umyć ciężarówkę, posprzątać wewnątrz itp. Nauczyłam się, że to jest taki tata na święta, trochę obcy, trochę pachnący papierosami. Matka była typową kurą domową, po latach wiem, że zdradzała tatę, jednocześnie będąc zagorzałą katoliczką i nadopiekuńczą osobą.

Mając 16-17 lat, gdy moje znajome (nie mogłam mieć koleżanek, bo miały na mnie zły wpływ) miały za sobą już pierwsze uniesienia miłosne, pocałunki, pewnie też zbliżenia, ja nie mogłam golić nawet nóg, bo chłopcy będą wtedy pożądliwie patrzeć. Nie będę opisywać wszystkich tych bzdur, ale możecie się państwo domyślać, jak zacofana społecznie byłam i jak okrutnie samotna.

Studia dziennie w mieście oddalonym o 40 km i codzienne dojazdy.

Wtedy poznałam kogoś, Anię. Była o rok starsza i była moim przeciwieństwem. Pewna siebie, otoczona wianuszkiem znajomych, do tego co jakiś czas podrywana na imprezach i dająca się podrywać. Mieszkała w akademiku. Coś we mnie pękło, nie było to jak w filmach – krzyki, płacz, rzucanie talerzami, ale po cichu postanowiłam, że zmienię swoje życie. Zamiast na uczelnię, zaczęłam jeździć do pracy, chodziłam tylko na obowiązkowe wykłady, skrzętnie liczyłam każdy grosz i obecności, byle się załapać na najniższym progu zdania. Po trzech miesiącach spakowałam swoją walizkę, wrzuciłam do niej wszystko, co mi było niezbędne, zostawiając na półce takie przedmioty jak książeczka do nabożeństwa czy inne okruchy Boga, jak to zwykła mawiać moja matka. Wyprowadziłam się do pokoju w mieszkaniu, w którym były już trzy osoby. Od tamtej pory moje życie zaczęło się zmieniać. 
Siedziałam w pokoju pewnego wieczoru i postanowiłam, że wyjdę na miasto. Poszłam na rynek. Usiadłam w ogródku piwnym i wypiłam piwo. Czułam ogromne podniecenie i strach. Z czasem postanowiłam zarzucić studia, poszłam na pełny etat, poznałam nowych ludzi, z czasem poznałam chłopców i ich uroki. Matka nie odzywała się przez rok. Ojciec przyjechał i „kazał” wracać do domu...

Po latach zamieszkałam z moim chłopakiem, wróciłam na studia i je skończyłam. Nim jednak wróciłam na normalną drogę życia, spędziłam tygodnie na imprezie co wieczór, na przypadkowych zbliżeniach, szalałam, jakby jutra miało nie być.

Co w tym wszystkim anonimowe? Nie wiem. Chciałam tylko się wygadać i może stanąć w obronie tych dziewczyn, często nazywanych naiwnymi, skrywającymi pod maską pewności siebie lata zacofania społecznego, lecące na każdego chłopca, który powie im kilka komplementów, spijanych z ich ust.

#WJE08

Nie potrafię się upominać o swoje. Chodzi mi chociażby o sytuacje, gdy pożyczam komuś pieniądze czy jakiś przedmiot i przez dłuższy czas on mi tego nie oddaje. Wiem, że powinnam truć dupę tej osobie, dopóki nie odzyskam swoich rzeczy i mam do tego całkowite prawo, ale cóż, nie potrafię, w dodatku ta moja niemoc wpędza mnie w poczucie porażki.

#tnkJT

Moja córka chodzi do przedszkola. Niby wszystko w porządku, mała chętnie tam chodzi, ma przyjaciół, jednak ostatnio pojawił się pewien problem. Otóż nagle przestała korzystać z toalety, a swoje potrzeby załatwiała w gacie. Nie miałam już siły na nią i wiecznie obsrane rajstopy. A ona nie chciała mi powiedzieć, czemu tak zaczęła robić.
Z czasem dowiedziałam się od innych matek, że ta przypadłość dotyczy niemal wszystkich dzieci w tej grupie i do tego zmowa milczenia...
Zagadkę rozwiązał mój ojciec. Wysłałam małą do dziadków na wakacje. Nie spodziewałam się, że w ciągu dwóch dni wszystko się wyjaśni. Mała opowiedziała dziadkowi w tajemnicy, że ktoś im powiedział w przedszkolu, że jak korzystasz z toalety, możesz  tyłkiem zassać całą jej zawartość z powrotem. Swoje + to, co zostało po poprzednim użytkowniku.  
Nie dziwne, że dzieciaki unikały toalety jak ognia.

#q3qqX

Mieszkam na wsi. Gdy byłam dzieckiem, wszystkie dzieciaki z sąsiedztwa w tym i ja bawiły się razem, wiek nie grał za bardzo roli. Potrafiliśmy całe dnie spędzać na zabawie, a matki musiały nas siłą ściągać do domu na obiad. Nasze pomysły od zawsze były dość nietypowe... Każdego dnia, bez względu na wszystko, po prostu zbieraliśmy się w grupkę i jak już wszyscy byli, to zaczynaliśmy się bić. Tak spędziliśmy prawie całe wakacje, to była nasza ulubiona zabawa. Zazwyczaj kończyliśmy, gdy ktoś zaczął płakać... I takim oto cudem kolega podczas takiej „zabawy” złamał mi rękę. Muszę zaznaczyć, że kolega był całkiem przy tuszy i gdy ja się przewróciłam, on po prostu skoczył mi na rękę. Gdy zaczęłam płakać z bólu, wszyscy momentalnie uciekli, a ja zostałam sama... Ledwo co dałam radę się podnieść i jakoś dotrzeć do domu. Nigdy nie powiedziałam mamie, jak to się stało. Gdy tylko założyli mi gips, następnego dnia znowu poszliśmy się bawić. Tym razem ja mając rękę w gipsie nie za bardzo miałam szansę w tej „zabawie”, ale wpadłam na pomysł. Gdy ów koleżka, któremu zawdzięczałam złamaną rękę, był zajęty i zupełnie się tego nie spodziewał, przywaliłam mu w nos ręką w gipsie. On natychmiast uciekł z płaczem do domu.
Teraz, gdy minęło ponad 10 lat od tego czasu, zastanawiam się dlaczego nikt nie zauważył, że grupka smarkaczy bije się ile wlezie każdego dnia i zawsze kończy się to płaczem. 
Taka oto historia z dzieciństwa :D

#HGONt

Moja rodzina nie rozumie, że nie chcę mieć dzieci, a ja nie wyobrażam sobie poświęcić całe życie dla dziecka. Zresztą nie lubię dzieci. Niektórzy mówią, że mi się odmieni, jak będę miała swoje dziecko. Wtedy pytam, czy jak będę już miała swoje i mi się nie odmieni, to mam je wyrzucić na śmietnik? Nie pojmuję tej presji na wydanie na świat potomstwa.
Dodaj anonimowe wyznanie