#GvfnA
Już drugi rok codziennie gram w grę online o koniach. Grę dla małych dziewczynek. Dlaczego? Kiedy wygrywam kolejny wyścig, czuję dziką satysfakcję, wyobrażając sobie ten płacz i zgrzytanie zębów dzieci, które pokonałam.
Chyba jestem złym człowiekiem.
#XZW7m
Ja właśnie się dowiedziałam, dlaczego całe życie jestem tylko z ojcem, a szanowna rodzicielka mnie porzuciła. Otóż moja mamusia kochała mnie, dopóki mnie nie urodziła, a jak zobaczyła co z niej wyszło, to zaczęła wrzeszczeć, że trzeba się tego pozbyć i wpadła w kompletną panikę (jakby co, to nie jestem chora ani nie mam zdeformowanej twarzy). Na szczęście ojciec jej nie posłuchał i nie zgodził się na oddanie mnie czy zostawienie w szpitalu, tyle dobrego.
Fajnie.
#pXSAf
Ja za to zamykam się w szafie i kołysząc się w przód i w tył, liczę na głos do tysiąca.
Pomaga.
#08iCm
Zanim nastąpiły feralne urodziny, mamusia bąbelka zapytała, czy na urodziny upiekę ciasto, bo bąbelek podobno baaaardzo je lubi. Zgodziłam się. Później plułam sobie w brodę. Składniki, czas, jaki poświęciłam na zrobienie ciasta – wszystko tylko po to, żeby usłyszeć: „O, ciasto, dzięki” i to na tyle z całej rozmowy podczas imprezy z organizatorką (no, prawie, bo jeszcze było podziękowanie za obiad). Ani słowa o zwrocie kosztów. Oczywiście prócz ciasta był jeszcze wymyślny prezent, który każdy wybiera z przygotowanej wcześniej listy – są to drobiazgi, ale kwoty startują od 70 zł wzwyż, a nie da się przecież jednej małej pierdółki, tylko trzeba coś jeszcze dorzucić. Za całość (składniki + prezent) wydaliśmy około 350 zł. Fajnie, co? Ale to nie koniec historii…
Przyjechaliśmy w dzień imprezy na miejsce, nastąpiło „O, ciasto, dzięki” i mamusia poszła. Złożyliśmy życzenia bąbelkowi, prezent wręczyliśmy i każdy gość zajął się sobą. Najlepsze przed nami…
Nadszedł czas obiadu, suto zastawiony stół uginał się od pyszności. Najpierw wjechała zupa. Następnie drugie i tu było co wybierać: ziemniaczki gotowane, frytki, a dla wybrednych kluseczki, do tego kotlet schabowy, pulpety, a nawet devolay, surówki różnego rodzaju ze 4 czy 5 do wyboru. Kurczę, postarali się, co? No właśnie… Podczas podziękowania za obiad okazało się, że to PRZYJACIÓŁKA organizatorki ugotowała cały obiad dla 17 (!) osób i go przywiozła (około 1h jazdy) z mieściny obok. Organizatorka tylko podgrzała go na miejscu. Przyznam szczerze, że myślałam, że się przesłyszałam, ale nie, organizatorka coś tam opowiadała obok rodzinie i z rozmowy wynikało wyraźnie, że cały obiad został własnoręcznie zrobiony przez przyjaciółkę i przywieziony na miejsce imprezy. W takim razie, czy zapłaciła jej za tę pracę? A skądże! Przecież SIĘ PRZYJAŹNIĄ! Zwróciła chociażby za składniki? Nie no, PRZECIEŻ SIĘ PRZYJAŹNIĄ!
Zrobiło mi się żal tej przyjaciółki. Na dodatek po obiedzie wjechał tort upieczony przez mamę organizatorki, a na koniec jeszcze deser, czyli przygotowane przeze mnie ciasto oraz sernik przygotowany przez teściową organizatorki.
Szczerze jest mi wstyd, że musiałam być świadkiem takiej imprezy. Pomaganie rozumiem, ale nie wykorzystywanie innych.
#3AfCF
Wiecznie coś było nie tak. Nie ten kolor włosów, nie ta szminka... Potrafiła przy wszystkich powiedzieć mi, że spasłam się jak świnia i ona od dzisiaj rekwiruje mi posiłki w pracy. I jadła je przy mnie, kiedy mi kiszki marsza grały. A we mnie załączył się jakiś chory syndrom sztokholmski, że zamiast uciekać stamtąd, ja starałam się ją zadowolić. Żeby w końcu była zadowolona. Przy wzroście 170 ważyłam 48 kg. Zrujnowała mnie w 3 lata.
W końcu rodzice nie wytrzymali. Zapisali mnie do psychoterapeuty. Trafiłam na świetną babkę, która wyciągnęła mnie z tego bagna. Coraz bardziej świadoma, jakby obudzona z transu, zaczęłam nagrywać to, co się dzieje w pracy. Namówiłam koleżanki, żeby zeznawały w sadzie, a w końcu znalazłam prawnika i pozwałam ją. Sprawę oczywiście wygrałam, choć długo walczyłam. Jej miny, gdy dostała wyrok skazujący, nie zapomnę nigdy. Płaczu i teatru na sali sądowej także. Wygrałam. Salon się zamknął bo fama poszła, jak szefowa traktowała pracowników. Ona została sama. Wiem, że rozwiodła się ze swoim facetem, ale nie wiem z jakiego powodu. Nie ma nic. I bardzo ku*wa dobrze. Nikt mi nie odda tych lat, ale jestem przeszczęśliwa, że mam to za sobą. I nadal uważam, że dostała zbyt mała karę.
#9gzbm
#mqK9o
Umówiłam się z pewnym chłopakiem na spacer. Było to nasze pierwsze spotkanie.
Po spacerze zaprosiłam go do domu na herbatę i ciasto, które sama piekłam. Powiedział, że ciasto możemy zjeść później, a teraz moglibyśmy w końcu przejść do rzeczy... Byłam w szoku i powiedziałam, że na pewno tego nie zrobię. Powiedziałam, że szanuję się i nigdy bym tak nie postąpiła na pierwszym spotkaniu, a takie kontakty wymagają czasu.
Na moje słowa wstał, zrzucił blachę z ciastem na ziemię i przed wyjściem powiedział: Więcej emocji czeka mnie na rybach, nigdy więcej nie chcę cię widzieć, tylko czas straciłem...
#mSgzd
A jaki był płacz po rozstaniu...
Do dziś nikt nie zna prawdy, a ja wciąż czasem za nim tęsknię.
#rc7wC
To było ponad 30 lat temu, na małej wsi. Nikt wtedy nie mówił o depresji poporodowej i psychoterapii. Nikt nie wiedział, co to takiego.
Na szczęście mój tata jest bardzo mądrym człowiekiem. Zauważył, że coś jest nie tak z mamą, porozmawiał z nią, w końcu postanowił ją wysłać za granicę do jej siostry, żeby mama odpoczęła. Miałam wtedy 6 miesięcy. Mama wyjechała i nie było jej ponad pół roku. W tym czasie opiekował się mną tata, pomagali mu dziadkowie i ciotki z wujkami. Praktycznie cała rodzina się przejęła i zaangażowała. Robili zmiany przy opiece nade mną, gdy tata szedł do pracy albo potrzebował się przespać. Mama wróciła, gdy miałam trochę ponad rok i już chodziłam. Przegapiła moje pierwsze kroki, pierwsze wypowiadane słowa. Ale nigdy nie miałam do niej o to żalu. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że zadbała wtedy o siebie i swoje zdrowie. Cieszę się, że mam na tyle dużą i zgraną rodzinę, że moja mama miała taką możliwość. Decyzja, którą wtedy podjęli, świadczy o ogromnej miłości do mnie i do siebie wzajemnie.
Dziś mam świetny kontakt z mamą, zawsze zresztą miałam. Kocham moich rodziców, są najwspanialszymi ludźmi na świecie. Ich relacja to dla mnie przykład tego, jak powinien wyglądać związek i prawdziwa miłość. Są małżeństwem ponad 30 lat, a wciąż chodzą wszędzie za rękę, siedzą przed telewizorem wtuleni w siebie, wyznają sobie miłość każdego dnia, dbają o siebie wzajemnie i we wszystkim się wspierają. Mnie i moje rodzeństwo też. Dali nam mnóstwo miłości i ciepła, za co będę im wdzięczna do końca życia.
Cieszę się też, że w dzisiejszych czasach kobiety mają możliwość skorzystania z pomocy psychologów, psychoterapeutów. Cieszę się, że świadomość na temat zdrowia psychicznego wciąż rośnie, a same choroby coraz rzadziej są piętnowane. Gdy moja mama po latach zrozumiała, że to, przez co wtedy przechodziła, było depresją poporodową, w końcu była w stanie sama sobie wybaczyć.
Piszę to wyznanie, patrząc na moich rodziców lepiących pierogi na Wigilię. Śmieją się, żartują i popijają grzane wino z omączonych i oblepionych farszem kubków. W tle lecą świąteczne piosenki. Schowam sobie ten obraz w specjalnej szufladce na najpiękniejsze wspomnienia z mojego życia.