Jestem samotną matką, przez co jestem postrzegana przez sporą część społeczeństwa jako patologia i roszczeniowa kwoka. Wstyd mi, że dałam się zmanipulować jak dziecko facetowi, który przez kilka lat udawał ogarniętego, a jak pojawiło się dziecko, to zawinął wrotki i uciekł, umywając ręce od całkowitej odpowiedzialności, łącznie z płaceniem alimentów (uprzedzając komentarze o założeniu sprawy: alimenty są już prawnie przyklepane przez sąd, tylko gościu pracuje sobie na czarno i oficjalnie nie mieszka nigdzie, więc policja i sąd rozkładają ręce, że nie mogą go znaleźć).
Boję się, że jestem złą matką, bo nie poświęcam wystarczająco czasu własnemu dziecku przez zasuwanie jak wół w robocie na nadgodzinach, żeby na wszystko nam starczyło. Jak mówię, że chcę sobie kogoś znaleźć przez odczuwanie samotności, to słyszę komentarze, że mam się uspokoić i ogarnąć, bo mam malutkie dziecko i chłop nie jest mi potrzebny.
I serce mi pęka, że moje dziecko bardziej cieszy się na widok babci niż mój, bo przez moją pracę spędza z nią więcej czasu niż ze mną.
Do mojego liceum chodzi pewna dziewczyna. Krążą wokół niej plotki, że robi to za pieniądze ze starszymi. Ludzie doszli do tego, bo dziewczyna ubiera się wyzywająco, tzn. sukienki, krótkie spódnice itd. Nie widziałem w tym niczego złego i myślałem, że puste lalunie z mojej szkoły są zazdrosne, bo dziewczyna jest naprawdę zgrabna i ładna. Ja do niej nic miałem, rodzice uczyli mnie, żeby nie wierzyć w plotki. Jednak nadeszła chwila, gdy znienawidziłem tę dziewczynę – nakryłem ją w łóżku mojego ojca...
W dzieciństwie miałam psa – cocker spaniela angielskiego. Mój dziecięcy mózg, czyli około 7-8 lat, ubzdurał sobie, że pies rozumie język angielski, bo przecież skoro angielski, to musi pochodzić z Anglii. Żal mi się zrobiło, że biedny nic nie rozumie, bo wszyscy mówią po polsku. Umiałam już wtedy sklecić proste zdania, więc po kryjomu mówiłam do swojego czworonożnego przyjaciela po angielsku.
Jak byliśmy mali z bratem, to mieliśmy jakieś marzenia i oczekiwania co do naszej dorosłości. On chciał być jak nasz tata: taki mądry i oczytany. A ja chciałem być jak wujek Staszek: duży.
Coraz częściej mam wrażenie, że jestem niewidzialna... dosłownie. Zaczyna mnie to coraz bardziej irytować.
Byłam niedawno w cukierni, kolejka na kilka osób, za mną też już stały dwie kobiety. Czekałam cierpliwie na swoją kolej, kiedy klientka przede mną została obsłużona, ekspedientka zwróciła się do klientki, która była za mną. Od razu wyjaśniam – stałam w tej samej kolejce (innej nie było), w tej samej linii, myślę, że wręcz się wyróżniałam wzrostem na tle samych niskich kobiet, a i tak zostałam potraktowana jak niewidzialna. Pani stojąca za mną nie potrafiła się zachować, nie raczyła zwrócić kasjerce uwagi, że teraz moja kolej, tylko zadowolona zaczęła składać zamówienie, a ja nie lubię kiedy robi się ze mnie frajera, więc grzecznie odezwałam się, że ja tu byłam wcześniej. Wzrok kasjerki – jakbym jej co najmniej matkę zabiła (bo nie jestem pipą i nie boję się upomnieć o swoje), za samo to jak potraktowała mnie później powinna wylecieć na zbity pysk. Składałam zamówienie telefonicznie, miałam tylko je opłacić i odebrać. Kiedy „miła” pani nie mogła znaleźć mojego zamówienia, pomogła jej w tym inna pracownica, swoją drogą zupełne przeciwieństwo koleżanki. Co z tego, że znalazła zamówione rzeczy, skoro nie mogła ich wbić na kasę, bo blond małpa po raz kolejny mnie zignorowała, zajęła kasę i zaczęła na nią wbijać zakupy kolejnej klientki, w efekcie czego zostałam obsłużona po niej (czyli blond pinda dopięła swego).
Kolejna identyczna sytuacja miała miejsce jakiś tydzień później, przy stoisku mięsnym w supermarkecie. Znów grzecznie czekałam w kolejce i znów zostałam zignorowana przez pracownicę, która zwróciła się do osoby stojącej za mną. Poirytowana zapytałam kobiety, czy ja jestem przezroczysta, na co ona: „Ja nie wiedziałam, że pani stoi tu w kolejce”. Nie, kurna, stoję sobie od 10 minut w jednej linii z innymi ludźmi przed ladą z mięsem tylko po to, żeby sobie postać, takie mam hobby. Skończona idiotka.
Wisienką na torcie jest fakt, że niedługo po tym o mało nie zostałam potrącona na przejściu dla pieszych. Na pasy weszła grupa ludzi, ja jakieś dwa metry za nimi. Oni zeszli z ulicy i kierowca samochodu, który się zatrzymał przed pasami, postanowił ruszyć z niesamowitym impetem, nie racząc obrócić swojego pustego łba minimalnie w jedną i drugą stronę, aby upewnić się, że przejście jest już puste. Żadnego „przepraszam” oczywiście nie usłyszałam, tchórz uciekł gdzie pieprz rośnie.
Nie jest mi potrzebna żadna peleryna niewidka, bo bez tego jestem niewidzialna...
Mam 27 lat i jestem prywatną opiekunką fizjoterapeutką. Do tej pory pracowałam głównie w domach opieki, ale rok temu dostałam propozycję opieki nad 34-letnim mężczyzną, który trzy lata temu po wypadku ma problemy z poruszaniem się i stracił obie ręce. Pomagam mu w codziennych czynnościach, praktycznie jestem z nim całe dnie, a czasem nawet i noce, gdy jest na przykład chory. Mówię mu jedynie „Dzień dobry”, całymi dniami nie rozmawiamy. Staram się być jak najbardziej profesjonalna w tym, co robię.
Jednak muszę o tym powiedzieć.
Ostatnio podczas zmiany pampersa on doszedł, mimo że dotyk był minimalny.
Już wcześniej zauważałam erekcję, ale pomyślałam, że to dlatego, że po prostu jest samotny, a ja jestem młoda i dosyć atrakcyjna.
Jednak zastanawiam się, czy to nie szkodzi jego zdrowiu psychicznemu.
Jak sądzicie?
Proszę, potraktujcie to poważnie.
Dotarłem do takiego momentu w życiu, że kiedy w końcu mówię kolegom, że żałuję, że się ożeniłem, że zmarnowałem życie dla toksycznej żony, nastaje milczenie, a po chwili „witaj w klubie”. I to nie jest żart, po którym wszyscy się śmieją, to słowa, po których nastaje chwila ciszy. Potem idziemy grać dalej w piłkę, zapominając na chwilę o zmarnowanych 15-20 latach życia, kiedy człowiekowi wydawało się, że ma męski obowiązek dbania o kobietę, starania, aby w jej oczach być ciągle godnym bycia jej partnerem, gdy w tym czasie ona już dawno nie była tą słodką dziewczyną z młodości, ale twoim oprawcą, który poniża, wyśmiewa, krytykuje, narzeka, niszczy. Teraz więcej gram, więcej jeżdżę z chłopakami w góry, więcej biegam, więcej spędzam czasu z dziećmi sam, a do domu wracam okrężną drogą. Okazuje się, że robię to samo co reszta kumpli i każdy wpadł na to sam.
Cześć, mam 20 lat. Biustonosz z miseczką AA jest dla mnie za duży.
Swój pierwszy raz miałam w wieku osiemnastu lat, czyli stosunkowo późno, w samochodzie, na obrzeżach lasu, z chłopakiem, z którym byłam dwa tygodnie, on miał już parę dziewczyn na swoim koncie, bardzo naciskał na seks, a ja uległam, zerwał ze mną parę dni po tym zdarzeniu. Byłam kolejną dziewczyną do jego kolekcji. Długo nie mogłam sobie poradzić z faktem, że oddałam się takiej osobie, że głupia zaufałam mu bezgranicznie. Szukałam pocieszenia u boku innych mężczyzn, bałam się kolejny raz z kimś związać.
Zaczęło się niewinnie – imprezy, alkohol, pocałunki z byle kim, obmacywanie w tańcu, zadowalanie mężczyzn ustami i w końcu seks z każdym. W szkole byłam wzorową uczennicą, czerwony pasek i te sprawy, w oczach wielu osób grzeczna cnotka, która nawet boi się powiedzieć słowo seks na głos. Rodzicom wmawiałam, że chodzę na noc do koleżanek i uczymy się razem do matury. Nic nie podejrzewali, również w domu byłam grzeczną dziewczynką, która nigdy nie sprawia problemów wychowawczych.
Nie raz budziłam się w obcym domu, z obcym mężczyzną w łóżku. Próbowałam również seksu z kobietą, jak i wieloma mężczyznami naraz, BDSM, uprawiałam seks w miejscach publicznych, z chłopakami, którzy ledwo mieli piętnaście lat, jak i mężczyznami dwa, trzy razy starszymi ode mnie.
Napisałam oraz zdałam całkiem nieźle maturę. Poszłam na studia do jednego z większych miast w Polsce. Wynajęłam mieszkanie w centrum i zaczęłam się sprzedawać. Żyło mi się dobrze, nie potrzebowałam miłości, seks i pieniądze zastępowały mi uczucie. Najczęściej szukałam mężczyzn dużo starszych ode mnie, bałam się, że ktoś mnie może rozpoznać, ale nie zawsze. Żyłam tak przez dwa lata, do momentu kiedy umówiłam się z kolejnym klientem, i w drzwiach mojego mieszkania stanął mój dawny znajomy, przyjaciel z dzieciństwa. Patrzyliśmy na siebie przez dziesięć minut bez słowa. Oboje baliśmy się powiedzieć cokolwiek. On czuł pociąg do mężczyzn, chciał spróbować seksu z kobietą, czy da radę, czy wystarczająco się podnieci, chciał wiedzieć, czy seks z kobietą jest lepszy. Uprzedzę wasze pytania, nie wylądowaliśmy w łóżku, przegadaliśmy całą noc, powiedziałam mu wszystko, całą moja historię, nigdy tak mi nie płynęły łzy jak wtedy. Pierwszy raz czułam taki wstyd, jemu też nie było łatwo, nikt nie wiedział o jego orientacji. Już nigdy więcej nie uprawiałam seksu za pieniądze ani z obcą osobą. Na początku było ciężko, musiałam znaleźć normalną pracę. Miałam długą przerwę od seksu, nie było łatwo.
Jakiś czas później poznałam chłopaka na uczelni, zaczęliśmy współżyć dopiero po niecałym roku znajomości. Teraz jestem jego żoną, zna moją przeszłość i ją akceptuje, staramy się o dziecko. Seks z nim to całkiem inna bajka, na pierwszym miejscu stawia mnie, dopiero potem siebie i swoje potrzeby.
Wracając do tamtych czasów myślami, nie żałuję, było mi to potrzebne, na tamten moment było to najlepsze wyjście. Dziękuję Bogu, że nigdy nie wpadłam oraz niczym się nie zaraziłam.
Po męczącym dniu wzięłam do ręki telefon w celu sprawdzenia jakiejś daty w kalendarzu. Odruchowo weszłam w kalkulator i zastanawiałam się przez chwilę, co to za miesiąc, który ma tylko 9 dni...
Dodaj anonimowe wyznanie