#nW2U4

Do sklepu weszła mama z córką (jakieś 6 lat). Kupiła gazety, szampon, ale dalej rozglądała się po półkach. Zauważyła opakowanie kolorowej kredy i spytała córki, czy ma jej kupić. Dziewczynka oczywiście powiedziała, że tak.
Kobieta porozmawiała chwilę ze sprzedawczynią i temat dotyczył również tej kredy.
Powiedziała: „W zeszłe wakacje kupowałam jej jedno opakowanie za drugim. Ciągle rysowała. Złożyło się, że mąż wyleciał do Włoch na tygodniową delegację. Córka nie mogła doczekać się jego powrotu. Ostatniego dnia razem z koleżanką wymalowała cały chodnik i podjazd do garażu w kwiaty i motyle. Zapytałam ją, czemu aż tyle? A ona na to: żeby tata zobaczył z samolotu, gdy będzie nad nami przelatywał” :)

#ChzbM

Dziś miałam nieprzyjemną okazje zawieźć moją 17-letnią córkę do szpitala.
Ale zacznijmy od początku – moja córka nie należy do osób, które narzekają, zawsze ukrywa swoje problemy. Zwykle dzieci udają, że są chore, żeby nie iść do szkoły. Moja córka udawała, że jest zdrowa, żeby do niej iść. Ostatnimi czasy nasiliły się u niej bóle miesiączkowe i nawet ona nie potrafiła ich ukryć. Udała się więc z wizytą do ginekologa, który przepisał jej rzekomo świetne tabletki rozkurczowe, które powinny pomóc bez pomocy innych. Zażyła tabletkę dziś rano. Po około godzinie bóle nasiliły się, moja córka zaczęła się trząść, wymiotować, nie potrafiła ustać o własnych siłach, wypowiedzieć słowa… Po postu widać było, że tabletki nie dość, że nie pomogły, to jeszcze zaszkodziły. Nie wiedząc co zrobić, zawiozłam ją czym prędzej do szpitala. Na miejscu lekarz nie miał za bardzo czasu zająć się moim dzieckiem, mimo że nie miał innych pacjentów. Był oburzony, że weszłam do jego gabinetu z prośbą o pomoc dla córki, bo przecież, jak to ujął, „to tylko lekki ból miesiączkowy, młodej zaraz przejdzie”. Dopiero gdy córka zemdlała na szpitalnym korytarzu, lekarz zajął się nią z wielką łaską. Dostała zastrzyk, tabletkę, kroplówkę. Dopiero po tym wszystkim bóle ustały. Gdy córka oznajmiła, że nic ją już nie boli, lekarz nakrzyczał i na mnie, i na nią, że niepotrzebnie zawracałyśmy mu głowę, bo przecież od początku widział, że (i tu cytat) „gówno dzieciakowi się działo”.

Mam nadzieję, że pan uprzejmy nie traktuje tak wszystkich pacjentów, a zwyczajnie miał gorszy dzień.

#lVc5c

Kocham moich rodziców, ale ciężko mi na samą myśl, że wolę mojego tatę... Nie byłoby w tym nic dziwnego, poza faktem, że jest alkoholikiem. Moja mama zawsze pracowała za dwóch i zajmowała się dziećmi, mną i bratem. Nigdy nic nam nie brakowało, zawsze mieliśmy co chcieliśmy, jednak mama musiała się nieźle napracować na to wszystko. A ojciec? Popracował, potem poszedł się napić i nie wracał przez tydzień, dwa. Gdy już się pojawił, wszystko było tak jakby nic się nie stało. Odcięliśmy się z mamą od niego dwa lata temu, opiekowałam się nią, robiłam wszystko co musiałam. Gdy ojciec zaczął się nami interesować, nienawidziłam go. Nie mogłam zrozumieć dlaczego. Jednak gdy wrócił do nas, pokazał jakim jest człowiekiem, coś we mnie pękło i zaczęłam spędzać z nim więcej czasu niż z mamą, o co była strasznie zazdrosna. Częściej się z nią kłócę, nie mamy już takiego dobrego kontaktu. Czuję się z tym okropnie, jednak nie mam z nią tematów do rozmów tak jak z tatą... Nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić. Czuję się problemem w tej rodzinie.

#bgulb

Miałem kiedyś świetnego kumpla. Znaliśmy się od przedszkola, całą podstawówkę i gimnazjum chodziliśmy do jednej klasy, bodajże od 5 kl. podstawówki siedzieliśmy razem w ławce. Wspólne odrabianie prac domowych, pisanie ściąg, siedzenie razem w autobusie na szkolnych wycieczkach. Mieszkał pod szkołą, więc zostawiałem u niego rower i wspólnie udawaliśmy się na lekcje, wspólnie też wracaliśmy. Regularnie bywałem u niego w domu, on u mnie rzadziej, bo mieszkałem dość daleko. Były wspólne wypady na rowery, na chipsy i colę, wspólna nauka na konkursy czy olimpiady, czasem gra w piłkę (nie przepadał za grą, ale czasem udało się go namówić), oglądanie filmów, meczów itp. Ogólnie przyjaźń na zawsze.
Tak się tylko wydawało...
Nasze drogi zaczęły się rozchodzić w liceum, poszliśmy do klas o różnych profilach. Tam trafił na wyjątkowo imprezowe towarzystwo – alkohol, papierosy, ponoć narkotyki, ale on sam nigdy się na ten temat nie wypowiadał i nie chciałem pytać, choć wspólni znajomi mówili różne rzeczy. W klasie maturalnej zaprosił mnie na ognisko, które organizował. Niestety wypiłem za dużo i puściłem pawia, co prawda w krzakach, ale wiele osób to widziało. Później miesiącami wypominał mi to i rozpowiadał znajomym, co wyprawiłem, przez co byłem sporym pośmiewiskiem szkoły. Opuścił się w nauce, ledwo zdał maturę, nie kontynuował nauki.
Ale najbardziej zawiódł mnie w trakcie studiów...
Uczyłem się dość daleko, mimo to udało się kilka razy spotkać na piwo, choć czułem, że to nie to, co wcześniej. Zawsze dorabiałem w wakacje, by mieć za co żyć w ich czasie. Kilka lat temu, pod koniec trzeciego roku miałem problem ze znalezieniem wakacyjnej pracy. W sumie czego oczekiwać po małym miasteczku zabitym dechami? Pomocną dłoń wyciągnął znajomy rodziców, który zaoferował dorabianie przy zbiorze truskawek, czereśni itp. owoców. Dodatkowo dwa razy w tygodniu miałem sprzedawać je na miejscowym targowisku. Po około tygodniu takiej pracy, późnym wieczorem zadzwonił kumpel. Pomyślałem, że może zaprasza na piwo, więc odebrałem. Myliłem się... Usłyszałem jego głos, był pijany, mówił coś w stylu „Po ile truskaweczki, a po ile wiśnie, frajerze? Co, nikt cię do roboty nie chce, ha, ha, teraz na targu skończyłeś, uważaj, żeby ci się tam nie spodobało, bo jeszcze magistra nie zrobisz, ha, ha, jaki frajer”.
Cholernie mnie to wtedy załamało. Było mi przykro, że tak traktuje mnie dawny przyjaciel. Po jakimś czasie próbowałem się odezwać, chciałem puścić jego słowa w niebyt, ale nie odbierał, nie odpisywał, trudno go też było spotkać „na mieście” czy w domu. Zapomniałem o tym, ale ostatnio odezwał się – chciał się wprosić na sylwestra, który organizowaliśmy z bratem. Nie muszę chyba dodawać, że nie pozwoliłem mu przyjść?

#T4lcK

Kiedy miałam kilka lat, babcia nauczyła mnie dodawania pisemnego. Fascynacja matematyką plus chęć notowania wszystkiego sprawiły, że prowadziłam notesik... z wypróżniania się. Robiłam raport z każdego wyjścia do łazienki. I tak robiąc siku, liczyłam bardzo szybko w myślach – to przekładało się na ilość punktów, a „dwójeczka” w zależności od wielkości dostawała: 5, 10 lub 15 punktów. Na koniec dnia sumowałam wszystkie punkty i porównywałam z poprzednimi dniami...

#oAyJY

Dla dzieci wszystko, dzieciom się nie odmawia itp. Idąc za starym tekstem pewnego dowcipu, załatwiłem temat ostatniego chrztu w sugerowany sposób.

Na pytanie kuzyna, którego nie widziałem od 10 lat albo dłużej, czy chciałbym zostać chrzestnym jego syna (byłby bogaty wujek, nie?), powiedziałem, że nie. Wierzący nie jestem, do kościoła nie chodzę, dla mnie to bez sensu. Dziewczyna kuzyna chciała wjechać mi na poczucie winy i powiedziała, że jak tak mogę, przecież dzieciom się nie odmawia. Odpowiedziałem, że jak mnie ich syn zapyta, to mu nie odmówię.

Ich miny wyglądały, jakbym im całą rodzinę skarpetkami wytruł. Dopili kawę i wyszli bez słowa :)

#IEjNZ

Mam 24 lata i nienawidzę swojej rodziny. Każdy powtarza, że to więzy krwi i powinnam ich kochać mimo wszystko. Nie zgadzam się z tym. Są paskudni. Jeszcze do 7 roku życia myślałam, że wszystko jest normalne, kochałam święta i czas z rodziną. Potem zaczęło docierać do mnie, co się tak naprawdę dzieje. W ostatnim pokoju zawsze pili alkohol. I to litrami, a potem były awantury. I tak co roku. Co roku ta sama trauma. Przez to nienawidzę świat. Jest to czas dla mnie tak stresujący, że tylko płaczę i nic więcej. Dopóki mieszkałam w domu rodzinnym, to zawsze było tak, że wujkowie się upijali, a potem bili, w środku w nocy kopali w nasze drzwi, krzyczeli, awanturowali się. Tak było po KAŻDYM spotkaniu rodzinnym. Bez alkoholu nie widzieli i nie widzą spotkania. Dlatego z nikim nie utrzymuję kontaktu. Nawet z własnym ojcem. Wiem doskonale, że to nigdy się nie zmieni. Zawsze będą pili. Nie potrafią inaczej, a ja nie potrafię na to patrzeć. I nie chcę.
Dodaj anonimowe wyznanie