#x6kEH
#CU3eM
Internista, który zawsze mnie przyjmował, był również ginekologiem-położnikiem... i taką pieczątką podstemplowywał mi zwolnienia z WF-u :D
Gdy po raz pierwszy spojrzałem na jego pieczątkę i powiedziałem, że nauczyciel będzie miał niezłą minę jak to zobaczy, ten uśmiechnął się do mnie i powiedział:
- Zawsze może pan mu powiedzieć, że pan ocipiał.
Ja w śmiech, on w śmiech, zwolnienie w kieszeń i piąteczka na drogę.
Lubię takich ludzi :)
#S47y4
Obie suczki należą do mało lubianej rasy, a mianowicie pitbul. Są wytresowane i całkowicie niegroźne, jeśli nie dam im komendy do obrony. A jak to w blokach jest większość z was wie - monitoring jest zawodowy i oczywiście dla większości moje pieski to zło wcielone. Natomiast prawda jest inna, moja córka uwielbia się bawić z psami, a te nie odstępują jej na krok, pora kąpania - psy czatują pod łazienką, w nocy jak śpi psy śpią pod jej łóżeczkiem i budzą mnie lub żonę, jak mała się przekręci.
A teraz historia właściwa, która miała miejsce w zeszłą niedziele. Żona po sobotnim spotkaniu z koleżankami trochę chorowała, więc jako przykładny i kochający mąż postanowiłem pójść do osiedlowego sklepu i kupić jej coś na poprawę stanu zdrowia. Więc zapakowałem małą do wózka, psy w kagańce, smycze i wio do sklepu. Do przejścia miałem może z 600 metrów, ja pcham wózek, psy przypięte do paska idą jak zawsze grzecznie i spokojnie. Pod sklepem zauważyłem, że mała usnęła, więc zostaje w wózku (sklepik malutki, z wózkiem bym nie wjechał), psy przypięte do wózka, komenda "pilnuj" i idziemy do sklepu.
W połowie zakupów słyszę dosyć głośne i niepokojące mnie warczenie i niestety krzyk jakiejś kobieciny. Rzucam zakupy, wypadam ze sklepu, a tam widzę jedna moja psina przycisnęła do ziemi małego chłopca, wiek może 4 lata, druga stoi przed nimi i warczy na matkę, która okłada ją parasolką. Szybko rzucam komendę "zostaw" i psy wracają pod wózek i siadają jak gdyby nigdy nic. Matka z ryjem na mnie, policję wzywa, ja się pytam co się stało - niemożliwością było, żeby psy same zaatakowały. Policja przyjechała, zeznania wyjaśnienia, ja tłumaczę, że psy bez powodu nie broniły się, a matka swoje, że przechodziła obok i pies się rzucił na jej synka, no jakaś masakra po prostu.
Na szczęście nad wejściem sklepu była kamera, która wszystko wyjaśniła. Pani przechodziła obok i kazała synkowi iść zobaczyć malutkie dziecko w wózku, bo pieski śpią obok, to nie zauważą (psy leżały obok wózka, wyglądały, jakby spały). No i niestety chłopiec podszedł za blisko i dotknął wózka, co dla moich psów oznaczało zagrożenie, więc ruszyły do ataku broniąc swojego. Na szczęście nic nikomu się nie stało, chłopiec niestety raczej będzie miał traumę przez głupotę matki, policja też wykazała się zrozumieniem i skończyło się tylko na pogadance.
PS Wózek z psami stał jakieś 5 metrów od chodnika pod drzewem, coby nikogo nie kusił, a moje psiny dostały tego dnia ucztę w postaci gotowanych piersi z kurczaka :)
Pozdrawiam, właściciel dwóch najwspanialszych "morderców" na świecie.
#VhTaj
#yQ0hc
#6mjx4
Jeździłam dobrze, mój instruktor mnie chwalił, mówił, że nie ma opcji, żebym nie zdała. A ja wiedziałam, że mogę być najlepszym kierowcą świata, a i tak egzamin obleję z powodu stresu. Już tak mam, że straszliwie stresuję się na wszystkich egzaminach, w których mam bezpośredni kontakt z innymi ludźmi. Z tego powodu nie zdałam matury ustnej, choć byłam bardzo dobrze przygotowana i pisemne zdałam wszystko w okolicach 100%. Po prostu nie byłam w stanie się odezwać, cała się trzęsłam, do tego dostałam biegunki i uciekłam z sali. Rozmowy kwalifikacyjne czy egzaminy to dla mnie największa katorga. Nie mogłam znaleźć pracy właśnie dlatego, że bardzo źle wypadałam na rozmowach. Ze stresu się jąkałam albo nie mówiłam nic. Pracę znalazłam dopiero w czasach pandemii, gdy rozmowy kwalifikacyjne były online, a i wtedy wypiłam sobie dwa drinki na rozluźnienie. I byłam tak dobra na tej rozmowie, wygadana, bystra, profesjonalna, że pracę dostałam.
Byłam u specjalistów. Dostawałam leki na uspokojenie, na zablokowanie adrenaliny, ale żadne, dosłownie żadne na mnie nie działały. Najbardziej w sytuacjach stresowych trzęsą mi się ręce, nie jestem w stanie nad nimi zapanować. A to jest tak mocne trzęsienie, jakbym miała Parkinsona. Nie mogę utrzymać w ręce długopisu czy szklanki i wiem, że na egzaminie nie byłabym w stanie zmienić biegu albo włączyć kierunkowskazu. Po lekach czułam się wewnętrznie spokojna, a mimo to ręce nadal mi się strasznie trzęsły. Jedynie po alkoholu mi się nie trzęsą. I nie mam już czasu, siły ani pieniędzy, żeby szukać co jest ze mną mną nie tak, bo byłam już u około 20 lekarzy i wydałam kupę kasy.
Teraz jeżdżę już 5 lat i podobno jestem niezłym kierowcą, bardzo to lubię. A tajemnicę z egzaminem zabiorę do grobu. I tylko tu chciałam się wygadać.
#moTGl
Trener był od początku ze mnie zadowolony. Pomimo że dopiero zaczynałem, pod koniec sezonu potrafiłem już kombinacje na wysokie stopnie. Techniki, o dziwo, według trenera szły mi bardzo dobrze, przez co motywował mnie, bo widział we mnie potencjał.
Walki w parach też były. Zdarzało się że jako początkujący walczyłem już z osobą o 4-5 stopnie wyżej ode mnie.
Z czasem zacząłem jeździć do sąsiedniego miasta, gdzie trener również prowadził treningi. Nowi ludzie, nowe otoczenie, dodatkowe treningi. Z czasem właśnie zacząłem pojmować filozofię karate. Że nie tylko chodzi o walkę. To jest praca nad samym sobą, żeby stać się lepszym od siebie wczorajszego. Trener proponował mi podwózkę do domu, bo wracał przez moje miasto. Przegadaliśmy na najróżniejsze tematy. Również na tematy japońskie. I tak z czasem sala treningowa stała się moim drugim domem.
Dlaczego domem? Niestety swojego domu i po części rodziny ja się wręcz wstydzę. Ojciec alkoholik, przepija i przepala większość wypłaty. Wczoraj ubzdurał sobie po pijaku, że wszyscy jesteśmy przeciwko niemu. Szkoda gadać. W domu nieraz śmierdzi i papierochami, i alkoholem.
Trener z czasem stał się kimś więcej niż tylko trenerem. Dla mnie jest jak ojciec, który prowadzi po ścieżce karate.
Niedługo mam egzamin na wysoki stopień. Jak się uda, będę najwyższym stopniem w sekcji. Ci co ćwiczą dłużej ode mnie – już ich dawno przegoniłem. Ale szacunek do nich mam, bo przecież to ja z nimi ćwiczyłem i oni mnie wyszkolili.
Chodzę też do młodszej grupy pomagać trenerowi, głównie jako „worek treningowy”. A przy okazji na studia już będę miał jakieś praktyki.
Ten człowiek jak i sekcja bardzo mnie zmieniła. W 4 sezony, wcześniej jako początkujący, takie zero grupy, a dziś? Jak się uda i zdobędę ten stopień, moje miejsce będzie w pierwszym szeregu.
#ll4gu
Nauczycielka mówi uczennicy, że kobiety są wolne dzięki feminizmowi.
Uczennica zapytała ją, czy uważa, że były wolne przed 1950 r. Nauczycielka odpowiedziała, że nie.
– Dlaczego nie? Przecież wtedy też mogły głosować i nawet dokonać aborcji, jeśli zgłosiły, że były zgwałcone.
– Teraz kobiety mogą pracować i robić karierę.
- Zatem uważa pani, że praca czyni wolnym? Mogłaby pani powtórzyć to po niemiecku?
Wylądowała u dyrektora.
#2eUCb
Jego uśmiech zostaje na twarzy, nawet gdy zakuwam go w kajdanki.
Nikt, ale to nikt – inni policjanci, pewnie sam aresztowany, sędzia – nie wie, że tego pierda puściłam ja, a pan po prostu dosłownie padł ze śmiechu. Nikt się nigdy nie dowie!!!
Dla uściślenia – pan nie był w stanie przejść żadnego testu. Mój pierd nie wpłynął na decyzję o areszcie. Pan miał ponad dwa razy legalny limit alkoholu we krwi.