#NqEr0

Moja dziewczyna ma ostatnio cięższy okres, w tym sensie, że przechodzi fazę lenia. Na razie wszystko robię ja i nie ma problemu, zdarza się. Więc pytam co się z nią dzieje, a ona zajadając orzeszki z uśmiechem odpowiada:
- Nie jestem leniwa... po prostu padłam ofiarą przestępstwa.
- Jakiego przestępstwa? - pytam.
- Ktoś skradł moją motywację, więc wiesz... jestem tutaj jakby ofiarą...

#7eNqh

Czasami małe zmiany, oznaczają życiowe rewolucje. Wiedziałam, że mam wadę wzroku, ale nie spieszyło mi się z okulistą. W końcu za namową przyjaciółki poszłam. W dniu kiedy odebrałam okulary, pojawiłam się w sklepie mojego męża, żeby mu się pokazać. Akurat weszłam w momencie, kiedy całował się ze swoją pracownicą.
Krótko mówiąc... szybko przejrzałam na oczy. Polecam.

#yEid6

Historię opowiedział mi tata, bo ja jej nie pamiętam.
Kiedy byłam mała (5,6 lat) przyjechała do mnie kuzynka (byłyśmy w podobnym wieku).
Zaczęłyśmy się bawić, wszystko ładnie pięknie, siedzimy w piasku , budujemy babki, aż tu nagle tata usłyszał mój przeraźliwy płacz, wybiegł na pole i okazało się, że moja ukochana kuzynka zasypała mi oczy piaskiem...

Tak więc tata z wujkiem wzięli mnie szybko do wanny, jeden mnie trzymał, a drugi wypłukiwał z oczu piasek. Tata stwierdził, że jak podniosłam powiekę to nie było widać gałki ocznej tylko wszędzie piach.
Cieszę się, że tego nie pamiętam. :D

#k3zBC

Wiele słyszy się historii o wdzięcznych psach i kotach, które "dziękują" swym wybawcom za ratunek. Ale czy ktoś z Was słyszał kiedyś o wdzięcznym... motylu?

Gdy miałam jakieś 9 lat, pojechałam z rodzicami nad morze. Budowałam babki z piasku, mama na kocu nieopodal pielęgnowała swą skwarkową opaleniznę, co jakiś czas wmuszając we mnie jagodziankę czy banana.
Wreszcie stwierdziłam, że ile można budować babki i postanowiłam, że pora nieco ochłodzić się w wodzie. Biegłam ile sił w nogach, już, już miałam wbiec do morza, gdy nagle moją uwagę przykuło coś leżącego na piasku. Gwałtownie się zatrzymałam i zaczęłam przyglądać się znalezisku. Był to mokry motyl, z całą pewnością wciśnięty w piach czyjąś stopą - do dziś mam nadzieję, że niechcący. Zrobiło mi się go szkoda, uznałam także, że są rzeczy ważne i ważniejsze, a morze nigdzie nie ucieknie. Delikatnie wyjęłam motylka z piasku i wróciłam na koc. Gdy jego skrzydła w końcu wyschły, motyl bynajmniej nie odleciał. Spacerował jedynie wzdłuż mojej ręki. Niestety po jakimś czasie, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, wzbił się do lotu i wkrótce zniknął mi z pola widzenia.
Zasmucona utratą nowego przyjaciela, ale także pełna dumy z faktu spełnienia dobrego uczynku pobiegłam popływać.
Gdy wróciłam na koc, motyl wrócił i usiadł koło mnie. Podsunęłam mu dłoń, na którą ochoczo wszedł, w ogóle nie bojąc się nawet moich gwałtownych ruchów. Potem odleciał znowu, tym razem na dobre.

Przysięgam, że ta historia się wydarzyła, chociaż przyznam, że sama pewnie miałabym trudności z uwierzeniem w nią. Mam nadzieję, że mój motyl resztę swych krótkich dni przeżył w spokoju i radości. :')

#tFHsR

Dużo podróżuję pociągiem, kilka razy w miesiącu nawet po kilka ładnych godzin w jedną stronę. Znajomi się ze mnie śmieją, że powinienem spisywać moje wyprawy bo to materiał na "Niemożliwe? A jednak".

Relacja Poznań-Katowice. Lato, upał jak w Egipcie, oczywiście Poznań więc przedział pełen. Podróż przebiega dosyć typowo aż do Wrocławia gdzie wysiadają wszyscy prócz mnie. Myślę "No to super, wolny przedział", ale nieeee zaraz moje nadzieje niszczy bohaterka historii. Pani około 30 roku życia z poważną nadwagą(nie żebym się naśmiewał, czy był uprzedzony, ale byłą po postu gruba na tyle, że problemy z tego powodu były kwestią czasu).

Glany, czarne spodnie w typie "na pewno wejdę w dwa rozmiary mniej niż powinnam", czarna koszulka z napisem: SEX, ALCOHOL, SLEEP, REPEAT, kolczkiem wielkości pięści w nosie i nieciekawym wyrazem twarzy. Średnio interesuje mnie ocenianie ludzi więc zupełnie nie zwróciłem uwagi na jej wyjątkowość.

Pani przez bite 30 minut ma wciąż minę kwaśną jak dziecko po cytrynie. Nachodzi mnie myśl, że może coś jest nie tak? Może jest chora, albo jakaś przykra sytuacja życiowa? Przez kolejne 30 minut zaczyna dyszeć, pocić się jak robotnik na budowie, a mnie ogarnia prawie przerażenie. Nie wiem czy kobieta ma atak, czy coś innego się dzieje. Sytuacja bez zmian, aż do momentu kiedy wstaje by udać się do toalety. Zamykam przedział, odchodzę dwa kroki i słyszę symfonię. Nie, to nie był po prostu bąk, to był wstrzymywany godzinami huragan, tornado, zew natury, wstrząs sejsmiczny, wybuch wulkanu. Powstrzymałem się od śmiechu, zrobiłem swoje i wracam do przedziału.

Otwieram drzwi i dostaje w twarz podmuchem, na tyle mocnym, że niemalże tracę wzrok, ale twardo siadam i udaje, że nic się nie dzieje. Kobieta chyba myśląc, że się nie wydało przez kolejne kilka stacji radośnie dawkuje mi cichy, śmiercionośny gaz. Wyłączają mi się kolejne funkcje życiowe, żołądek zaczyna przypominać co jadłem dzień wcześniej na kolacje, generalnie dramat.

W końcu nie wytrzymuje, wstaje przy najbliższej stacji i symulując wysiadanie co by kobitce głupio nie było ewakuuję się na korytarz. Plan miał jedną wadę, a mianowicie sprawczyni wysiadała przede mną i chyba zorientowała się o co chodzi. Burak na jej twarzy był porównywalny z kompotem babci, a prędkość wysiadania godna atlety z Zimbabwe.

Serdecznie pozdrawiam ów Panią i mam nadzieje, że problemy natury trawiennej już ustąpiły :)

#Mpcvv

Mój luby wrócił dziś z pracy i od razu rozpoczął swój rytuał posiedzenia w kibelku.

Mijają długie minuty, on wychodzi, myje rączki i kieruje się do mnie rozłożonej na fotelu przed TV. Potem wyciąga do mnie rękę, zapraszając do tańca. Zgadzam się, wstaję i tak oto romantycznie tańczymy a'la walca. Po chwili mówi do mnie:
- Ja tak lubię po kupie sobie chwilę potańczyć, bo tak mnie tyłek piecze, że siedzieć nie mogę.

Myślałam, że on tak z miłości chciał potańczyć.

#sqgx8

Boję się jeździć samochodem.

Prawo jazdy mam od kilku lat, mój ojciec kupił mi też dwa lata temu samochód – nie prosiłam go o to nigdy.

Wciskał mi od początku, żebym jeździła, a jak miałam własny, to już w ogóle. Ale ja po prostu nie potrafię się przełamać... Jak stoję na światłach, to nogi mi się trzęsą za każdym razem, gdy mam gdzieś jechać, to w przeddzień nie mogę zasnąć.

Próbowałam jazdy w nocy z chłopakiem na miejscu pasażera i innych rozrywek, ale nic nie przełamuje mnie do prowadzenia.

Wstydzę się przed ojcem, że najbardziej bym chciała, żeby ten samochód sprzedał, żebym się uwolniła od ciężaru.

Jednak nie da się mu tego wytłumaczyć, bo on uparł się, że muszę jeździć, a ja jestem taka beznadziejna, że nawet w tym nie umiem go zadowolić.

#6Uo4F

Nieustanne biadolenie w mediach o kwestiach bezpieczeństwa przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. Garść przykładów:

1.Wymuszanie w każdym serwisie haseł z wieloma wymogami. Dla hakera nie ma znaczenia jakie tam są znaki. Jeśli ktoś nie jest idiotą i nie stosuje hasła typu "haslo123" to odgadnięcie jest nierealne a przed atakami typu brute force chronią zabezpieczenia przed serią błędnych logowań. W grę wchodzi jego wykradzenie a stopień skomplikowania nie ma wpływu na powodzenie akcji.

2.Ludzie zamiast stosować różne hasła wymyślają jedno spełniające wszystkie wymogi i stosują je wszędzie. To powoduje że jak ktoś włamie się na 1 konto, to w 5 minut uzyska dostęp do wszystkich innych a jeśli mowa o mailu to może sprawę załatwić poprzez odzyskanie hasła.

3.Wymuszanie zmiany hasła co jakiś czas. Niektóre serwisy urzędowe mają taki wymóg. To powoduje że stosowanie hasła trudniejszego niż "tomek#123" na przemian z "tomek#321" przerasta 99% użytkowników.

4.Ułuda dwuetapowego logowania. Zapewnia bezpieczeństwo pod warunkiem że potrzebujemy do niego osobnego urządzenia. Jeśli zabezpiecza nas email to nic nie daje. Ktoś włamie się na maila i patrz punkt 2.

5.Łatwe logowanie do banku przez telefon. Ten który to wymyślił powinien rozpędzić się i przywalić łbem o ścianę! Dziś aby na kompie sprawdzić saldo, potrzebuję loginu i hasła. Aby sprawdzić ile wydałem rok temu na prezent dla siostrzeńca potrzebuję potwierdzenia PINem, przez telefon. Natomiast od zalogowania się w smartfonie oddziela nas kod PIN! Po czym można normalnie robić przelewy. Wystarczy że ktoś nam ukradnie telefon, pozyska nasz PIN i wyczyści konto nim się obejrzymy. Połowa ludzkości nie zabezpiecza odblokowywania telefonu w żaden sposób.

6.Najnowsza inba z włamaniem na bazę laboratorium medycznego i zastrzeganiem peselu. To powinno działać tak że KAŻDY pesel jest domyślnie ZASTRZEŻONY. A lichwiarz który udzielił klientowi pożyczki przez neta na nr PESEL nawet przy podaniu błędnego adresu zamieszkania powinien być ścigany przez prokuratora! To niepojęte że wystarczy znać czyjaś datę urodzenia i te losowe 5 cyfr żeby ktoś w naszym imieniu nabrał pożyczek! Mało tego w razie takiego przestępstwa najpierw ścigany jest obywatel którego okradziono, komornik natychmiast wbija mu na konto i można go jeszcze oskarżyć o sfałszowanie własnych danych. To jest tak głupie że brak słów!

7.Podłączanie do internetu wszystkich urządzeń dla wygody. Żadne nie jest w 100% bezpieczne. Ale jeśli da się je ze sobą powiązać to jesteście ugotowani bo umiejętnie przeciążając elektronikę można wywołać nawet pożar.

8.Tak przygotowane systemy przy nadchodzącej rewolucji związanej z AI są bardzo niebezpieczne. Biorąc pod uwagę projekty typu "smart cities" gdzie stawia się na masową inwigilację i automatyzację to za chwilę będzie jazda bez trzymanki.

#lSB7i

Przez moją i męża pracę, nie mieliśmy dla naszych dzieci czasu. Często się wszyscy mijaliśmy, a w weekendy córka wychodziła ze znajomymi, podczas gdy syn zamykał się w pokoju grając w gry i ignorując nasze próby rozmów.

Gdy miałam do pracy na drugą zmianę, to przeważnie z pracy wracałam około dwudziestej trzeciej/czwartej, a gdy dzieci szykowały się rano do szkoły, odsypiałam. Córka miała siedemnaście lat, a syn piętnaście, więc nawet gdy chciałam im np. zrobić śniadanie, mówili, abym dalej szła spać.

Pewnego dnia, gdy siedziałam w biurze, dostałam SMS od syna, czy mogłabym go obudzić jutro wcześniej, bo chciał pogadać. Oczywiście się zgodziłam. Jednak niefortunnie wypadło, że nie zdążyłam na autobus, a że mieszkam pod miastem, do domu wróciłam po pierwszej, od razu się kładąc.

Rano obudził mnie syn. Powiedział, żebym spała dalej, tylko chciał mi powiedzieć, że bardzo mnie kocha i że życzy mi miłego dnia. Dawno mnie tak nie przytulił jak wtedy. Na wpół śpiąca obiecałam, że pogadamy następnego dnia.

Następnego dnia dla niego nie było. Gdy wyszłam do pracy, on urwał się z lekcji i wrócił do domu, biorąc wszystkie leki nasenne, jakie były w domowej apteczce. Dopiero kilka godzin później, gdy córka wróciła ze szkoły, znalazła go w łazience.

Od tego czasu minęło kilka lat, a ja się dalej zastanawiam nad znakami, które próbował nam dać od siebie, aby pokazać swój ból, a które pewnie ignorowaliśmy. Nie zostawił żadnego listu. Przed śmiercią nie napisał do nikogo. Tak, jakby chciał po prostu... zniknąć. Bez słowa.
Dopiero jego strata uświadomiła nam, jak puści jesteśmy bez niego.

Czy naprawdę musiało do tego dojść, żebyśmy to zrozumieli?
Dodaj anonimowe wyznanie