#y0eWS
W ubiegłe wakacje rodzice postanowili wyjechać na Sycylię. We łbie miałam już wizję chlania, ćpania, tygodniowej domówki i przygodnego seksu pod ich nieobecność. Pech chciał, że rodzice chyba mieli identyczne wyobrażenie. A w dodatku bali się, że nie poradzę sobie z gotowaniem. Ja sobie nie poradzę? Ja? I w ten oto sposób założyłam się z moimi rodzicielami o to, że jeśli ugotuję coś, co w największym stopniu zadowoli ich wysublimowane kubki smakowe, pojadą na tydzień i zostawią mi dom. Życie jak w Madrycie, co?
Wyszukałam specjalnie dla tych koneserów jakiś dziwny i trudny przepis, no po prostu przepis na wieczny sukces i wolną chatę i spędzenie pięciu [w porywach siedmiu] godzin w kuchni. Widzieli mój zapał i chęć. Najpierw pojechałam do sklepu, kupiłam potrzebne składniki i przeszłam do dzieła. Zeszłam jeszcze do piwnicy, bo, jak wiadomo, zarówno wina jak i kobiety Fritzla dojrzewają najlepiej w piwnicach. Przynosiłam wino, podałam je lepiej niż w restauracjach Gesslerki, pozwoliłam sobie na czystą wirtuozerię kulinarną na talerzach. Szał ciał, mówię wam.
W piekarniku tkwiła jednak najbardziej wyczekiwana potrawa tego gastronomicznego dnia - pieczone dziecko! ŻARCIK! To była tak naprawdę wyjątkowo trudna i skomplikowana zapiekanka warzywna.
I kiedy chciałam ją wyjąć, włożyłam rękę zbyt głęboko. Czułam jedynie dziwny ból w przedramieniu, no ale nie ma co się w tańcu kopulować, zakryłam rękę bluzką i podałam jedzenie, zawołałam rodziców. Pełen zachwyt, autentycznie. Nikt do tej pory nie wiedział, że drzemie we mnie taki mały kucharzyna, wszyscy dumni, hehe, poradzi sobie loszka w życiu. Problem polegał na tym, że na moim ryju zbyt mocno malował się sztuczny, załzawiony uśmiech. Musiałam to zrobić, musiałam pokazać łapę. Bo pęcherze z płynem surowiczym pękły, z rękawa ciekło jak z siusiaka, tkanina przywarła do rany. Kiedy podwinęłam rękaw, moja mama omal nie zemdlała. Ja w sumie też. No a ojcowie to ojcowie.
W każdym razie skończyło się na wizycie w szpitalu. Oparzenie trzeciego stopnia, zwęglenia, pęcherze, zniszczona tkanka, wybitnie zanieczyszczona rana, pozdzierana skóra. Pręt nagrzanego piekarnika dosłownie wytopił mi fragment skóry.
Nie pojechali na Sycylię, a smakowała im zapiekanka.
Problem w tym, że od tego zdarzenia właśnie mija rok, a na mojej ręce widnieje blizna, która jest gorsza od tatuażu z napisem "Andżelika" w tym samym miejscu.
Ale jakby nie patrzeć masz talent kulinarny i to jest najważniejsze xddd
I do tego literacki! 😄
Szór szór dupo po papiero
Przypomniałaś mi, jak raz ze znajomymi zatkaliśmy (jedyny) otwór od czajnika. Gdy go odetkałam to poleciała na moją rękę cała para wodna (pod ciśnieniem). Miałam oparzenie stopnia 2a, nie polecam ;) Ale w góry da się z tym iść :D
NiebieskiMotylek, dobrze, że się dobrze skończyło :)
U mnie widzę różnicę w kolorach nadgarstków, ale to minimalna różnica. Tylko jak jest chłodniej (tzn. poniżej 15*C) to często mi drętwieje/boli ten nadgarstek.
No i nie miałaś wolnej chaty, a rodzice wyjazdu. Może w jakiejś części wynagrodziłaś im zapiekanką :D
Troche przerost formy nad treścią, ale historia fajna.
Czy tylko mi się nie podobaja nawalenie przenośni, porównań i dziwnych epitetów w każdym zdaniu? Zwykle lanie wody
Miało być śmiesznie, wyszło jak zwykle
Wino i kobiety Fritzla dojrzewaja najlepiej w piwnicach.. padłam xD
Zalosne masz poczucie humoru to raz,a dwa chwalisz sie ze puszczalska jestes👎😂
XDDDDDDDDDDDDD
Uwaga uwaga, wszem i wobec ogłaszam, że jest coś takiego jak ironia.
Ja przez koleżankę mam dużą bliznę na czole, bo mnie niechcący patelnią oparzyła XD
Harry, to ty? 😂
Ha mój mąż startował w domowym konkursie na rzucanie kotletem z dużej odległości na rozgrzany olej to całą rękę od palców do ramienia mi poparzyl :-)
Podoba mi się ten konkurs! Naprawdę superowy!
masz słabe poczucie humoru, kobiety Fritzla?serio?