#xsdW2
Pamiętam jaka szczęśliwa szłam do szkoły na drugi dzień. Na którejś lekcji przyszła tzw "poczta walentynkowa", 3/4 dziewczyn w klasie dostało kartki od "tajemniczych wielbicieli", niektóre dziewczynki dostawały po kilka, a ja nie dostałam ani jednej...
Było mi strasznie przykro, byłam zawiedziona, do końca miałam nadzieję, że dostanę tę pieprzoną walentynkę...
Gdyby ciotki i babcia nie mówiły takich rzeczy, pewnie nie zwróciłabym uwagi na te głupie kartki, ale naopowiadały, że na pewno pełno ich przyniosę.
Ale wiesz, że wiele dziewczynek w podstawówce przesyłały sobie same lub wzajemnie udając, że to od "tajemniczych wielbicieli". Inna sprawa, że dla rodziny zawsze jesteś piękna nawet jeśli to nieprawda.
My z dziewczynami sobie nawzajem wysyłałyśmy, ale byli i tacy chłopcy co się pokusi i wysłali nam kartki na szczęście 😅
Potwierdzam. Sama sobie nie wysłałam, ale wysłałam swoim dobrym znajomym ze szkoły, a one mi
u mnie w podstawowce to jedna drugiej malinke robila i sie potem chwalily "chlopakiem"
ktory obowiazkowo mieszkal daleko i nikt ze szkoly go nie znal xd
Coś w tym może być, jedyne walentynki jakie mam z tego okresu to te od koleżanek.
A teraz ile masz lat? 9? Przestańcie wrzucać tu takie g*wna
Przecież napisała że 7
@Nah12345
"Miałam wtedy 7 lat".
Ah te czytanie ze zrozumieniem jest trudne...
@MamDwaPsy Tak, tak, dalej dokarmiaj trolla, pewnie.
MamDwaPsy człowieku to ironia... Na głupie pytanie, głupia odpowiedź.
Rozumiem Twój żal. Dorośli tak mówią każdemu, to takie właśnie imieninowe paplanie. A 7-latka to odbiera zupełnie inaczej, emocjonalnie, nie ma dystansu.
I takie żale z dzieciństwa, choć rozsądnie bezsensowne, zostają w człowieku na długo.
Ja np nigdy nie dostałam walentynki w takiej poczcie, z wyjątkiem jednej od koleżanki z ławki. To raczej częste zjawisko... Tamte walentynki od "tajemniczych wielbicieli" również mogły być zrobione po prostu przez koleżanki tych dziewczyn. Nie rozumiem pretensji do rodziny - miało im się włączyć jasnowidzenie że nie dostaniesz tej walentynki? Na tej zasadzie nikomu nie możnaby mówić nic miłego, bo co jeśli coś mu nie wyjdzie i będzie miał traumę.
Miało prawo Ci być wtedy przykro. To zrozumiałe. Ale teraz, kiedy jesteś już dorosła, powinnaś wiedzieć, że nie da się przejść przez dzieciństwo i nie doznać żadnej przykrości czy rozczarowania. Nawet jeśli otaczają Cię najbardziej kochający i troskliwi dorośli. Rozpamiętywanie tego wydarzenia w kategoriach traumy i pielęgnowanie w sobie żalu do ciotek, które przecież nie chciały Cię w żaden sposób skrzywdzić, jest niepoważne i niepotrzebne.
O nie. Życie mnie kiedyś zawiodło. Napisze o tym wyznanie.
Mam 35 lat, nigdy w życiu nie dostałam walentynki i jakoś żyję.
Piona;)
Mi też było co roku przykro. Nigdy nie dostałam żadnej walentynki, a moja o rok starsza siostra co roku przynosiła kilkanaście sztuk. Przez wiele lat walentynki były dla mnie najgorszym dniem w roku. A teraz gdy jestem dorosła i mam partnera, to nawet tego święta mi się nie chce obchodzić. Za to na dzień kobiet co roku chodzimy z koleżankami na męski striptiz. Dzień kobiet jest najfajniejszy, walentynki powinno się zlikwidować, bo tylko wpędzają młode dziewczyny w straszne kompleksy.
No może ty byłaś taka głupia, by walentynki wpedzily cię w kompleksy, ale nie każda dziewczyna taka jest. Przestańcie robić z młodych dziewcząt jakieś debilki, które wszystko biorą do siebie. Nawet Barbie się nie mogą bawić, bo niby sobie coś wkręcą. Nie słyszysz jak to głupio brzmi?
Dla wielu ludzi, nawet tych młodych, walentynki są tak samo obojętne jak dzień kobiet czy tłusty czwartek. Dzień jak co dzień.
Ja wysyłałem sam sobie około 20 walentynek. Gdy roznosili pocztę miny innych ludzi z klasy były bezcenne xd
Co w tym Anonimowego? Niech rzuci kamieniem ten/ta, który(a) co roku otrzymywała głupią karteczkę.