#x1ITN
Miałam wypadek. Dokładniej mówiąc to zleciałam ze schodów, uderzając po drodze o dwie ściany i miski na stojaku.
Diagnoza? Złamana ręka, paraliż od pasa w dół i uszkodzony aparat mowy. Brzmi okropnie? Spokojnie. Jeszcze nie zaczynajcie mi współczuć.
To było tak:
Schodzę sobie kulturalnie po schodach, kiedy nagle pociemniało mi przed oczami i urwał mi się film. Obudziłam się w szpitalu. W ogóle nie rozumiałam o co chodzi. Nic a nic mnie nie bolało.. Pielęgniarka coś do mnie mówi... Że współczuje, że powinnam odpoczywać... Moja mama obok płacze. A ja z totalnym mindfuckiem siedzę na tym łóżku... Kobieta mówi do mnie:
- Ma pani uszkodzony aparat mowy. Najprawdopodobniej nie będzie pani mogła mówić.
Moja mama beczy jeszcze bardziej, a ja:
- Prima Aprilis? O co chodzi, bo nie rozumiem? Co mnie ominęło?
Mina lekarza i pielęgniarki była tak genialna, że można by z tego zrobić mema :D
Ale to jeszcze nic! Nie wiem... Może cud. Albo to po prostu JA..
Chciałam się wygramolić z łóżka, bo było mi za gorąco. Pielęgniarka do mnie: "Proszę pani, jest pani sparaliżowana, nie może pani..."
I tutaj kolejny mindfuck, bo zrzuciłam nogami kołdrę z siebie i usiadłam po turecku na łóżku. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak szybko wybiegł z sali, krzycząc "Panie doktorze, panie doktorze!!".
Cóż... Co do wstrząsu się nie pomylili, ale chodzić - chodzę i mówić - mówię.
Mogę opisać jeszcze jedną sprawę z tym związaną. Moja nauczycielka została poinformowana o moim kalectwie. Urządziła pogadankę na godzinę wychowawczą o moim wypadku itp.
Chyba była w trakcie opowiadania klasie o tolerancji do osób niepełnosprawnych, bo w tym samym czasie ja - okaz zdrowia, wypisana ze szpitala - wchodzę do klasy, mówiąc: - Przepraszam za spóźnienie.
Jestem osobą z dystansem do życia i myślę, że ten stwierdzony "paraliż" to po prostu głupi błąd. Albo pomylili teczuszki z wynikami i się nie przyznali. Nie wiem. Szczerze mnie to nie obchodzi, ale przynajmniej mam co opowiadać. Nadal śni mi się przerażenie wymalowane na twarzy pielęgniarki :)
Cudowne ozdrowienie! Twój przypadek może być argumentem przeciwko wydawaniu bezterminowego orzeczenia o niepełnosprawności. :D
Tak jak gif z chłopakiem bez nóg stającym na rękach?
Nie będzie Ci nikt mówił, jak masz żyć ✌🏼️
Ciekawa jestem reakcji Twojej matki jak tak zrobilas. ;)
Pewnie mama czuła wielką ulgę ;)
Pewnie minę miała bezcenną ;)
Mnie kiedyś wysłali na operację usunięcia torbiela z jajnika w trybie pilnym bo jak nie to będę mieć zapalenie otrzewnej i umrę. Młoda siksa byłam - papiery podpisałam. Jak mnie wypisywali młody lekarz powiedział mi w tajemnicy że tak naprawdę to zdrowa byłam a torbiel był krwotoczny i... sam by się wchłonął
Mam koleżankę, która miała raka nerwu odpowiadającego za ruch prawej ręki. Po wielu chemiach zdecydowali się jej go wyciąć. Czyli teoretycznie nie powinna nią ruszać.
Jak się obudziła po operacji to podrapała się prawą ręką w brodę.
Lekarz zbierał szczękę z podłogi.
jeden nerw odpowiadajacy za ruch całą reką? super bajeczka
https://pl.wikipedia.org/wiki/Nerw_%C5%82okciowy
To cały czas nie cała ręka, a objawy dotyczyłyby, w skrócie, dłoni i nadgarstka. Ale cool story, bro.
Piszę ten komentarz żeby przeczytać wyznanie gdy będę na operacji za kilka dni. Trzymajcie kciuki!!!!
Trzymamy :)
Komentuje żeby wrócić do wyznania 😊
Pewnie nie dawałaś na początku żadnych odruchów.
Lekarze to nie jasnowidze :)
Historia świetna :D
.
.
Haha aż buźka się cieszy 😂😊