#x0z6c

Pamiętam, że od zawsze każdy wywierał na mnie presję religijną.
Masz być taka, masz robić to, masz nie robić tego, masz nie być taka, masz żyć tak, masz myśleć tak itp.

Pamiętam też, że nigdy nie chciałam dać się zamknąć w szufladce i spełniać wymagań innych. Jeśli ktoś czegoś ode mnie wymagał, ja robiłam zwykle na odwrót, przez co spotykałam się z dezaprobatą. Po prostu zawsze chciałam i chcę nadal żyć w zgodzie ze sobą, a nie żyć tak jak chcą inni.
Wychowywałam się w rodzinie wierzącej obracającej się w takim samym towarzystwie osób wierzących. I nie to, żebym ja stała się przez to ateistką, bo na swój sposób wierzę w Boga. Ale uważam, że większość tych wierzących ludzi przesadza już z wywieraniem presji na innych.

Przykłady?
Zawsze chciałam mieć kolorowe włosy i jak już pofarbowałam je na różowo i niebiesko, to spotkałam się z presją, że mam zmienić na normalny kolor, bo to się Bogu nie podoba. A skąd niby wiadomo, że się Bogu nie podoba, skoro w czasach biblijnych nikt nie farbował włosów na kolorowo i nie ma o tym wzmianki, czy się podoba czy nie? Jeszcze jakieś 100 lat temu kobietom nie pozwalano chodzić w spodniach, bo rzekomo to się Bogu nie podobało, a dziś kobieta w spodniach to normalna sprawa i nikt się nie bulwersuje.
Drugi przykład to związek.

Jestem z facetem bez ślubu i oczywiście jest nacisk na ślub. Ale nikt nie spyta, czy my tego ślubu chcemy. Nie. Mamy brać ślub, bo oni tego chcą, bo tak trzeba, bo Bóg tak chce. Znam sporo małżeństw w religijnych rodzinach, które brały ślub ledwie po pół roku znajomości, tylko po to, żeby mogli "legalnie" razem zamieszkać i nie spotkać się z dezaprobatą wierzących znajomych. Po ledwie paru miesiącach mieszkania ze sobą wychodziły takie historie, że on ją bił albo ona znęcała się nad nim psychicznie, albo nie mogli się dogadać, bo każde chciało żyć inaczej, albo zwyczajnie nie pasują do siebie - no zdarza się. Ale rozwodu nie wezmą, bo wstyd, bo co powiedzą ludzie, bo Bogu się rozwody nie podobają. Więc będą się męczyć ze sobą dla zasady, po to żeby inni nie gadali, żeby się nie czepiali (znam osobiście kilka takich małżeństw, które wiele by dały za możliwość rozwodu, ale im wstyd przed wierzącą społecznością).

Jestem zdania, że Bóg chce, byśmy byli szczęśliwi. A skoro mnie uszczęśliwiają moje różowo-niebieskie włosy, rysowanie półnagich kobiet czy ubieranie się na czarno z akcentami typu łańcuchy, ćwieki, falbanki, koronki, gorsety itp. (bez akcentów typu odwrócone krzyże czy pentagramy), to dlaczego mam się zmieniać, skoro to czyni mnie szczęśliwą? Mam być do końca życia nieszczęśliwa, bo inni wierzący tak chcą, bo im się nie podoba to jak żyję?
Nie, nie zamierzam się zmieniać dla innych ludzi, będę żyć po swojemu.
thor1908 Odpowiedz

A ciekawe czy Bogu się podobały krucjaty, inkwizycja, holokaust, czy pedofilia w kościele? Widocznie tak, bo nic z tym nie zrobił. Więc nie przejmuj się tym co mówią faceci w sukienkach, czy jakieś stare babcie.

Mmpp00

Proszę nie mieszać Boga w dzieła czysto ludzkie.

TorcikO

Waniliowabeza bardzo dobrze napisane. Niestety niektórzy tego nie rozumieją.

Mmpp00

Dziękuję Beza.

Ekoniks

Wolnej woli nie dał, sami sobie wzięliśmy.

Mmpp00

Zawsze mieliśmy. Ewa mogła nie jeść z zakazanego drzewa, ale to zrobiła, bo miała wolną wolę.

Ekoniks

Trudno powiedzieć o człowieku, który nie ma wiedzy i nie zna konsekwencji swoich czynów, a dodatkowo jest zależny od kogoś, że ma własną wolę.
Ewa była za głupia, by samodzielnie podjąć tę decyzję, dopiero wąż jej powiedział co ma zrobić.

Ekoniks

Nie dziwię się, że nie rozumieją. Świat istnieje miliardy lat, przewinęło się przez niego od cholery istnień, w zależności od regionu, czy wieku, istniało wiele wierzeń. Nawet religie monoteistyczne nie zgadzają się w pełni co do Boga, bo sami go kreują, według własnego uznania. W Starym i Nowym testamencie sam katolicki Bóg ma różne oblicza. A co, jeśli okaże się, że przy tej bramie jest ktoś zupełnie inny? Bo czemu, przez tyle tysięcy lat istnienia różnych religii, akurat Ty masz rację?

Mmpp00

Skusił ją. Zwiódł. Zadawał mądre pytania. Ewa była bardzo refleksyjną istotą i dużo myślała. Wąż odpowiednio manewrował pytaniami. Do niczego jej nie zmusił, to ona podjęła tę decyzję, bo MIAŁA WOLNĄ WOLĘ. Bóg powiedział, że mogą robić wszystko, byle nie jedli tego owocu. Nie widzisz, że to był test lojalności? Zazdrosny Szatan próbował coś Bogu udowodnić, ale Bóg dobrze wiedział, że człowiek da się zwieść. Jak to się mówi,, pozwól owocowi dorosnąć zanim go zbierzesz ". Tak samo jest ze złem w Biblii. Bóg pozwolił Szatanowi pokazać swoje niezadowolenie. Inaczej od razu by go zniszczył, ale Bóg chce coś udowodnić nie wtrącając się w życie na ziemi. Ile nowego buntu zapoczątkowało by zgładzenie buntownika od razu? A ile zniszczenie tego, co ten buntownik wyprodukował i skrzywił?

Mmpp00

Dlaczego akurat ja mam rację? A skąd mam wiedzieć. A skąd ty wiesz, że Bóg nie istnieje? Tak możemy się kłócić latami. Wiara polega na wierze, ale i rozmyślaniu. Jeżeli z czymś się nie zgadzasz, postaraj się znaleźć tego wytłumaczenie lub inne wyjaśnienie danego zjawiska. Po to masz mózg, żeby go używać.

ohlala

Ale thor się odnosi do wyznania, tak? I to ludzie z wyznania mówili, że np. kolorowe włosy nie podobają się Bogu (większego idiotyzmu dawno nie słyszałam), więc zluzujcie i pamiętajcie o kontekście.

Zobacz więcej odpowiedzi (22)
Ekoniks Odpowiedz

Patrząc na świat, to wątpie, że Bóg chce, by ludzie byli szczęśliwi.
Dziwi mnie natomiast, te szukanie aprobaty, czy ludziom się spodoba, czy Bogu się spodoba i usprawiedliwianie- jestem szczęśliwia robiąc to, więc Bóg pewnie też tego chce. A myślisz, że nawet jeśli Bóg byłby taki, jak w religijnych wyobrażeniach, to obchodziłby go kolor Twoich włosów lub ubrań? Zwłaszcza, że na świecie żyją miliardy ludzi? Niezły egocentryzm.
Inna sprawa, że ultra wierzący używają Boga do kontroli innych i wymuszania pewnych zachowań. Przykłady, które podałaś tylko to podkreślają, więc nie rozumiem Twoich rozterek.

WhiteBaran00

A wiesz, co to wolna wola? Bo widać, że o Bogu i Biblii nie wiesz nic, poganko.

Orava

WhiteBaran, z jednej strony masz rację, a z drugiej nie przeszkadzało to Bogu zesłać potop, bo nie podobały mu się przejawy wolnej woli u ludzi.

JestemPomarancza

@Orava, po czym przysiągł nigdy ponownie tego nie zrobić

Smutnabula Odpowiedz

Ja myślę że ci ludzie pod płaszczykiem wiary próbowali na tobie wymusić swoje własne wizje twojego życia. Tak przy okazji ubioru czy włosów. Bo moja matka jako wierząca sama próbowała farbowania włosów na czerwono i nikt nie widział w tym nic złego.
Co do zaś życia w związku. Kiedyś gdy jeszcze częściej się pojawiałam w kościele na spowiedzi wyznałam o życiu z mężczyzną (gwoli ścisłości mój jedyny partner w życiu w dodatku wieloletni z którym ślub planujemy gdy będzie na to możliwość - bez jakiś absurdalnie dużych kredytów). Ksiądz oskarżył mnie o poglądy polityczne (że jestem za Biedroniem) zagroził że będę nieszczęśliwa w związku, że to na pewno mój n-ty partner oraz że na pewno przez brak ślubu się z nim rozejde. Nie dałam mu żadnego powodu do takich wniosków, a był to ostatni raz gdy byłam w miarę regularnie z własnej woli w kościele. A z partnerem jesteśmy razem mimo że od tamtego czasu minęło kilka lat i wcale nie narzekam na związek. Myślę że tutaj momentami ludzie za bardzo wpychają osobiste poglądy. Swoją drogą warto przyjrzeć się historii kościoła by wiedzieć skąd pewne nakazy i zakazy się wzięły. To bardzo ciekawa rzecz.

Smutnabula

Trubadur akurat ani ja ani mój partner nie jesteśmy za wstrzymaniem się z seksem przed ślubem.
Akurat ten ksiądz nie był konkretnym powodem mojej rezygnacji z kościoła :) miało na to wpływ wiele innych czynników istniejących od lat. Między innymi nie znoszę wprowadzania wszystkiego do wiary co nagminnie robi moja matka. Nie toleruje stwierdzeń że to że zdecydowałam się na pracę na uczelnię w niedzielę bo było wszystkiego za dużo i inaczej bym nie zdążyła wiąże się z tym że na pewno nie zaliczę semestru. A tego typu przykrości spotykały mnie ciągle od strony rodzicielki. Zresztą to jeden z wielu powodów.
Co do zaś wspólnego zamieszkania. Decyzja została podjęta obustronnie po przemyśleniu i przeanalizowaniu wszystkiego. Nie spieszy nam się z niczym i jesteśmy świadomi swoich charakterów i nawyków, a że wkrótce zacznę pracę będzie to odpowiedni moment i czas. Podobnie jest z ślubem. Sam jego fakt został postanowiony kilka lat temu i od tej pory jesteśmy w narzeczeństwie.
Co do samej wiary. W pewnym momencie stwierdziłam że to nie dla mnie i o ile w żaden sposób nie potępiam tego że ktoś wierzy to po prostu zrezygnowałam z tego świadomie.

Smutnabula

Jak sama zauważyłaś wiara nie jest potrzebna do stworzenia dobrego związku. Po za tym nie uważam by seks był powodem który mógłby przeszkadzać w rozwoju związku. Cielesność jest równie ważna jak sfera psychiczna. To o czym mówisz ma sens tylko przy krótkotrwałych związkach. Myślę że jednak po prawie 6 latach związku gdyby zatrzymał się na etapie cielesności to nie wytrzymałby tylu lat i tylu problemów. Podobnie jest ze mną.
Ale dzięki za życzenia.

Smutnabula

Trubadur wybacz. Zwyczajowo takie dyskusje prowadziłam z kobietą stąd też odruch odpowiadania w formie żeńskiej.
No nie wiem. Co do tej wiary najpewniej jest to zależne od środowiska w jakim przebywasz. Ja znam wiele par nie wierzących a będących w wieloletnim dobrym związku.
Co do 6 lat. Jednak jest to jakiś już wyznacznik. Zauroczenie mija bodaj po ok 6 miesiącach, najwięcej rozpadów związków jest po 2 i 5 latach. Później to już kwestia przyzwyczajenia i tego co się określa miłością jako taką.
Być może gdyby nie fakt że z partnerem przeszliśmy wiele problematycznych sytuacji to zgodziłabym się z tobą. I nie mówię tu o zwyczajowych kłótniach. Jednak takiej bliskości i wsparcia nie osiągnęłam z nikim innym, a trzeba podkreślić że jestem osobą o ciężkim charakterze.
Uważam że w tym wypadku duże znaczenie ma ciągła praca nad całokształtem obu stron.
Znowu też powiem ci że z własnych obserwacji spotykam też pary wierzące które owszem są razem w związku małżeńskim ale niejako z miłością i wsparciem niewiele ma to wspólnego. Są razem bo tak należy.
Mimo wszystko to bardzo indywidualna sprawa wiążąca się z wzorcami rodzinnymi i osobistymi przeżyciami. Myślę że sama wiara jedyny jaki wpływ może tu mieć to przeświadczenie że związek małżeński jest nierozerwalny. To czy te osoby są szczęśliwe czy nie to już całkiem inna sprawa.
I na koniec. Ja jestem pewna co do tego w jakiej formie i etapie jest mój związek. Nie obawiam się jak to określiłeś płytkiej miłości. Gdyby taka była to dawno nic by z tego nie było. Zbyt dużo się działo i zbyt wiele że tak to określe sytuacji kryzysowych było byśmy mogli jeszcze w coś wątpić :)

Ciomak Odpowiedz

Zaraz zaraz. Jak chcesz się kłócić o spodnie, falbanki to sięgasz do biblii bo gdzie niby Bóg o tym wspomina. I tu pełna zgoda.

Ale jeżeli chodzi o małżeństwa to podajesz przykłady już nie z biblii, ale jakieś przypadki wierzących osób.

No to albo, albo. Zdecyduj się. Albo to wierzące ludzie jak ci których spotkałaś mają prawo decydować zarówno o małżeństwach ślubach i falbankach. Albo to jest ich prywatna opinia i właśnie nieznajomość wiary i wtedy patrzysz w biblię.

Bo coś mi się zdaje, że Ty wierzysz w Boga, który cudownym zbiegiem okoliczności pochwala wszytko to co i Ty pochwalasz i potępia wszystko to co Ty potępiasz. Normalnie prawdziwe szczęście być w takiej religii. To tak nie działa. Bóg rzeczywiście chce byśmy byli szczęśliwi. Tylko widzi, że szczęście nie zawsze idzie w parze z przyjemnością, wygodą, byciu lubianym przez wszystkich, a także w tym że zawsze musi wyjść na Twoje.

Jeżeli więc jedynie źródło wiedzy o Bogu, jest w tym co Ty sobie myślisz to Ty wierzysz w siebie a nie w żadnego Boga. A wybacz za porównanie, ale czy Trynkiewicz też ma być nieszczęśliwy bo inni tego chcą? A czy alkoholicy rzeczywiście muszą przestać pić bo wszyscy tego chcą?

Widzę, że jesteś inteligentna i samodzielna. Więc może poszukaj kilku filarów czego Bóg NA PEWNO CHCE.

Wrath1 Odpowiedz

Ale to nie tyczy się tylko religii, każdy powinien mieć takie podejście i być kowalem swojego losu. A jak komuś się nie podoba, to on ma problem. Nikt za Ciebie życia nie przeżyje.

badar2 Odpowiedz

tak jest....bo nasze życie jest definiowane przez siwego dziadka w połączeniu z BeeGeesem siedzącego na chmurze. Weź się za swoje życie, masz tylko jedno i patrz pod nogi a nawiedzone bzdury zostaw tym którzy chcą sobie tym wypełniać życie.

ananas1ek Odpowiedz

Mnie to ciekawi czemu ludzie myślą że mam żyć na pokaz i czemu myślą że Bogu się to podoba.
Jestem wierząca, ale uważam że to co wymyśla kościół to trochę abstrakcja, dlatego wierzę w Boga nie kościół bo wg kos koła jestem grzesznicą.
Ciąża bez ślubu, ślubu nie chce(pomieszkamy razem, nazbieramy na wesele), mieszkamy razem, stosuje antykoncepcję hormonalna...
Nie uważam że robię tym komuś krzywdę a jednak...
Znam społeczność gdzie ludzie się zaręczają i żyją tak po kilka lat, mieszkając razem, bo jak zaręczeni to mogą...
Przeraża mnie to.
Choć ostatnio też spotkałam się z innym przypadkiem który zmusił mnie do refleksji, to jedna z nielicznych religii gdzie nie ma powiedziane że wyznawcy innych wierzeń nie są potępiani.

Gadi Odpowiedz

Poczytaj Pismo, bo Twoje pytania świadczą o kompletnej nieznajomości zagadnienia.

Generalnie celujemy w szczęście wieczne. A że przyjemności to często grzechy, jest swoistą próbą. Lepiej przecierpieć jeden żywot, niż całą wieczność.

Pozdrawiam.

SzaraDama Odpowiedz

Pobiją mnie tu jak to napiszę ale chyba jesteś jedną z nielicznych trzeźwo myślących kobiet jeżeli chodzi o związki. Ludzie się pobierają bo "już czas", bo "taki wiek", bo "to na pewno wielka miłość", "bo trzeba się pobrać, aby zamieszkać razem" i najlepsze " bo inne koleżanki już wyszły za mąż i ja też chcę".
Trochę ludzie zapominają, że to decyzja na całe życie (przynajmniej taka powinna być). Ludzie poznają się na randkach, na których są idealni, zamieszkają razem i jak długo mają zamiar pokazywać tylko te dobre strony siebie? W końcu wychodzi i związek idzie się...

Poza tym jak człowiek mówi Bogu się to nie podoba, to powiedz "kim jesteś, żeby decydować co się Bogu podoba a co nie?"

amy222 Odpowiedz

Czytając Twoje wyznanie, miałam wrażenie, że patrzę na swoje życie. Na moje szczęście moja mama była osobą, która postawiła się światu. Za namową rodziców wzięła ślub kościelny i zamieszkała w bardzo kościelnej wiosce ojca. Po paru latach jako pierwsza w okolicy powiedziała dość, wzięła rozwód, zostawiła ojca i wyjechała do wielkiego miasta.
Oczywiście, mam kontakt z jedną i drugą rodziną i oczywiście, mają problem, że ubieram się cała na czarno, paznokcie mam przez większość czasu pomalowane na czarno, krechy na oczach i fioletowe włosy. Nie jestem kościelną osobą, ale wierzę w Boga. I uważam, że gdyby Jemu by się nie podobało, że jestem sobą, że to jest moja wersja szczęścia, to dałby mi jakoś znać. Przecież dał nam, ludziom, wolną wolę, pozwolił nam decydować, kierować swoim życiem.
Także, nie daj się, bądź sobą i kochaj siebie taką, jaka jesteś!
Pozdrowionka z wielkiego miasta :)

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie