#wtR8r

Gdy chodziłem do technikum, byłem członkiem bardzo rozbrykanej klasy. Na każdej lekcji totalna rozpierducha. Działo się wszystko. Ktoś tam gra w karty, inni w państwa-miasta, jeszcze inni głośno gadają... i tak sobie lekcje mijały.

Pewnego dnia na lekcji religii (gdzie nawiasem mówiąc zawsze był największy rozpierdziel) nie wiem, co mnie i połowę klasy natchnęło, aby tym razem posłuchać, co tam księżulek ma do powiedzenia. Ksiądz troszeczkę się denerwował na tę drugą połowę, która jak co dzień robiła swoje, ale mimo to zachowywał charakterystyczny dla niego stoicki spokój. Z czasem jednak widać było po nim, że coraz bardziej go irytują...

W ostatniej ławce siedziała szkolna parka. Podrywacz zaczepiał pannę, aż w końcu na cały głos krzyknęła: "KUR*A!". Oczywiście jak to bywa w takich momentach w klasie nastała cisza. Wiecie co na to księżulek? Nie zdenerwował się, nie krzyknął. Powiedział tylko ze spokojem: "Ksiądz Krzysztof, miło mi".
grubytygrys Odpowiedz

Serio? To trafiło na główną?

Laquearia

I to jeszcze drugi raz ^^

Mondrzi Odpowiedz

Zapomniałaś/eś dopisać najważniejszego mianowicie czy obciągnęła mu?

Dodaj anonimowe wyznanie