Apel na zakończenie roku szkolnego w podstawówce. Moja klasa (w tym ja) została ustawiona na środku, by zaśpiewać piosenkę "Cudownych rodziców mam".
Nic nadzwyczajnego, prawda?
Nie byłoby, gdyby za godzinę cała szkoła nie szła ze mną na pogrzeb mojego taty.
Dodaj anonimowe wyznanie
To na pogrzeby rodzica któregoś z uczniów wybiera się cała szkoła? U mnie kiedyś kol z klasy zginęła w wypadku i była tylko nasza klasa. Dziwne to.
Zależy jakiej wielkości szkoła. Moja kuzynka chodziła do podstawówki na wsi, gdzie zbiorczo wszystkich osób ze wszystkich klas było może z 60.
No wtedy to może, pewnie ludzie są jakoś bardziej związani. U mnie była masówka, kilkaset osób, więc ciężko by było ogarnąć taki pogrzeb.
my bylismy z klasa na pogrzebie siostry kolegi z klasy i tyle,, nie bylo pielgrzymek szkolnych, zrzuta na wieniec i koniec
Chodziłam do szkoły, gdzie kiedy byłam 1 klasie to moja klasa była jedyna w całej szkole. Nowo powstała szkoła prywatna itp.
Ale pomyślałam też o tym że może tata autorki był nauczycielem w tej szkole?
jak dla mnie to małomiasteczkowa lub wiejska szkoła. Pamiętam, jak u nas zmarła (popełniła samobójstwo) mama jednej z uczennic, to wtedy wszyscy uczniowie z mojej wioski mogli się zwolnić z lekcji, żeby iść na pogrzeb. To była jedyna szkoła w gminie.
No ale tak z drugiej strony (i zaraz pewnie mnie zjecie) to jesli ta piosenka byla trenowana przez klase i rodzice w pewnym sensie czekali na wystep swoich dzieci, to dlaczeto mieliby to odwolac? Wybacz bezposrednosc, ale smierc taty to byla tragedia twojej rodziny, a nie calej szkoly.
Dla mnie na przyklad dziwne jest to, ze w ogole poszlas na zakonczenie roku, skoro w tym samym dniu (i praktycznie w tym samym czasie) odbywal sie pogrzeb twojego taty.
No wlasnie, matka. Dlaczego to inni rodzice mieli myslec za nia?
Dokładnie to samo pomyślałam. Czemu wszyscy uczniowie mieliby się dostosowywać do jednej osoby? Jasne, śmierć bliskiego to tragedia, ale jak już słusznie zauważono - tylko tej rodziny. Śmierci raczej się nie planuje, a scenariusz akademii powstał pewnie dużo wcześniej, nie ma sensu oczekiwać, że zostanie zmieniony na ostatnią chwilę, bo jednemu z dziesiątek/setek uczniów w szkole zmarł rodzic. Jedyne do czego mogę się przyczepić to do tego, że Autorowi/Autorce również kazano śpiewać, mógł/mogła po prostu nie wychodzić. Ale to pewnie - "w ferworze walki" - nikt nie pomyślał. Autor/Autorka mógł/mogła podejść do nauczyciela i wyjaśnić, że ze względu na okoliczności nie chce śpiewać i myślę, że wszyscy by to zrozumieli. Czasem trzeba się odezwać.
Rillianne zwróć uwagę na to, że to było zakończenie roku w podstawówce, nie wiadomo która klasa. Autor mógł wtedy mieć 8 lat, a ciężko wymagać od dziecka, że samo coś takiego załatwi.
Matki też nie można winić, bo pewnie nie wiedziała co będą śpiewać. Wychowawca mógł o tym pomyśleć.
@babajaga masz rację
Mnie również dziwi zachowanie matki autorki;pogrzeb za godzinę, a tu dziecko wysyła do szkoły
Pracowałam z dziewczyną która opowiadała że umarł jej dziadek i przez tydzień nie chodziła do szkoły
Hermijonina, zakladam, ze to ja bylam ta dziewczyna (kto wie 😀), ale jak zmarl moj dziadek to tez nie chodzilam do szkoly przez tydzien.
Zmineralizowana, to jest dosc typowe dla malych miejscowosci. Moja mama pracuje w szkole w mojej miejscowosci i kilka razy mowila, jak to cala klasa idzie na pogrzeb i sklada sie na wieniec w momencie, gdy umrze rodzic jakiegos dziecka. Ale pomimo tego, zadne akademie, czy wystepy nie sa odwolywane.
Babajaga no niezły zbieg okoliczności ;-)
Troszkę jedzie mi tu baitem. W dniu pogrzebu chyba raczej nie myśli się o tym, żeby dzieciaka posyłać na apele i zakończenia.
Co za uje
pewnie wybrano ich i cwiczyli te piosenke na dlugo przed smiercia dnia autora i bylo za pozno na zmiane
niemniej przykro wyszlo
To mówisz, że w dzień pogrzebu własnego ojca, godzinę przed tym pogrzebem, poszłaś/poszedłeś do szkoły na apel... Tia... Już się spieszę w to wierzyć.
Widać, że ktoś z nauczycieli błysnął intelektem w tamtym momencie, karwa.
Raczej intelektem błysnęła rodzina chłopca, posyłając dziecko do szkoły w dniu pogrzebu jego ojca. No przykro mi, ale czemu reszta dzieci ma zrezygnować z występu, który prawdopodobnie bardzo długo ćwiczyła, skoro to rodzic jednego ucznia umarł? Dla mnie to kompletna głupota, że w takim dniu ktoś wysłał tego dzieciaka do szkoły, a nauczyciel co miał zrobić? Dzieciak przyszedł, to dołączył do reszty swojej klasy
A ja generalnie muszę dodać coś od siebie w podobnej kwestii. Przykładowo dzień mamy, dzień dziadka, etc. Zawsze uważałam, że to jest nie na miejscu by takie święta były obchodzone w szkołach i przedszkolach. Fajnie, że grono pedagogiczne uczy, by pamiętać o swoich bliskich, ale jak przypomnę sobie, co czuli moi koledzy, którzy nie mogli przyprowadzić w dane święto mamy, albo taty, bo niestety zmarli lub nie byli obecni w ich życiu, to naprawdę serducho boli. Koleżanka co roku miała łzy w oczach w dzień mamy, kiedy reszta klasy przyprowadzała rodzicielki do klasy na jakiś poczęstunek i herbatkę. Ja natomiast nigdy nie przyprowadziłam dziadków, bo od strony obojga rodziców bardzo szybko zmarli. Także rozumiem Cię, autorko, i ściskam bardzo mocno :)
Ja nigdy nie lubiłam tych uroczystości...
W podstawówce ,w klasie była tzw "trójka klasowa" czyli mamusie najbogatsze wkupujace się w łaski nauczycieli
Inicjowanie akcji typu :składka na dzień nauczyciela ,imieniny/urodziny wychowawczyni a co za tym idzie drogie prezenty dla niej
Panie wiodły prym na takich "dniach matki" ,nie każda mama mogła przyjść (praca itp) a uczeń czy uczennica której mama nie przyszła były przedmiotem rozmów reszty klasy ,ze strony tych pań pretensje typu "tyle przygotowań ,córka śpiewa a jej matka nie przyjdzie "
Taka uroczystość zazwyczaj zajmowała cały dzień ,nie każdemu to było na rękę ale większości tak i trzeba było robić pajaca z siebie przed całą szkołą
A według mnie prościej byłoby np młodszym dzieciom przygotować laurkę ,a starszym złożyć życzenia ;już po zajęciach oczywiście :)
Moja mama nigdy nie przychodziła na dzień matki, bo sama jest nauczycielką i musiała być w innej szkole, a tata pracował i był tylko na moim zakończeniu roku w szóstej klasie, żeby odebrać list gratulacyjny. Ale mimo to zawsze lubiłam dzień matki i ojca w szkole
Nauczyciele to nie są zbyt inteligentne bestie. Dawno temu zorganizowano pantomimę dla uczniów ze szkoły dla głucho-niemych. Ponieważ zostało trochę wolnych miejsc dyrektor zaprosił jeszcze niewidomych.
PS W dniu pogrzebu osoby bliskiej nie idzie się do pracy ani do szkoły więc jest pewna szansa że to wydarzenie nie miało miejsca.
Głuchych, nie głuchoniemych.
Nie ma to jak uogólniać, że cała grupa zawodowa nie jest inteligentna. To dopiero popis...
Osobą która nie mówi jest niema. Jeśli jest przy tym niesłysząca, to jest głuchoniema. Nie wiem jaki masz problem.
No nie ma co się spodziewać idealnych nauczycieli przy obecnych warunkach pracy i pieniądzach. Gdybyś dostawał takie pieniądze, to też by ci się nie chciało
Bo nie ma czegoś takiego, jak głuchoniemy, zrozum to w końcu. Oni są głusi lub niesłyszący, „głuchoniemy” jest dla nich obraźliwe, bo mają dwój język i z pomocą logopedy wielu z nich może nawet mówić. Spytaj samych głuchych, czy są głuchoniemi czy głusi. Iwona Cichosz, polecam, jest głuchą osobą publiczną. Nie bądź ignorantem.
No to jeśli z pomocą logopedy, czyjąkolwiek lub nawet bez niczyjej pomocy umieją mówić, to nie są głuchoniemi tylko głusi czy tam niesłyszący (tak samo jak niewidzący brzmi lepiej niż ślepy). Komunikacja to pojęcie szersze niż mowa, a mowa się w nim zawiera. Potrafią się komunikować, to super. Ale Ci spośród nich, którzy nie mówią są niemi. Proszę nie wymyślać mi tu od ignorantów, bo chyba bardziej logicznie niż to wytłumaczyłem się nie da. Jeśli mimo to nadal nie pojmujesz tej terminologii to chyba z Tobą jest coś nie tak.
A nie był cudowny czy co?
Wyjdź.
Pomyśl, zanim napiszesz.
Czy ty myślisz logicznie?
Przykra sprawa.