#wlx1R

Większość opisuje zakochanie jako coś przyjemnego. Nikt nie uprzedzał, że ciągłe motylki w brzuchu powodują nieustanną biegunkę.
._.
Dragomir Odpowiedz

To tasiemiec się przemieszcza a nie motylki.

Frog Odpowiedz

O proszę....
Już miałam napisać, że biegunka ma tyle wspólnego z "motylkami" co ja z baletnicą (ważę plus minus 65 i mam halluksy), ale profilaktycznie poszłam pogadać z Plexi i oto, co się okazało:

"Motylki w brzuchu" to efekt aktywacji układu współczulnego, który powoduje skurcze mięśni gładkich żołądka i jelit.
(...) uwalniają się hormony takie jak adrenalina i kortyzol. Biegunki, nudności, zmniejszony apetyt - są fizjologiczną odpowiedzią na podniecenie."

upadlygzyms

Wychodzi na to, że powiedzenie "miłość i sraczka..." nie wzięło się z nikąd.

Czaroit

Frog
Otóż właśnie. Motylki to adrenalina i kortyzol, czyli hormony stresu. Motylki nie mają nic wspólnego z rozluźnieniem, lekkością i radością, jakie powinniśmy czuć, idąc na spotkanie z ukochaną osobą.

Motylki są mobilizacją do walki lub ucieczki. Dlatego biegunka, ciało pozbywa się balastu.

Czaroit Odpowiedz

Autorka pewnie i tak nie posłucha, ale może komuś pomoże ta prosta prawda, powtarzana tutaj już wiele razy: Motylki w brzuchu nie są oznaką zakochania.

Motylki są oznaką STRESU. Dlatego niejednokrotnie kończą się biegunką. To dokładnie tam sam stres, co przed ważnym egzaminem. I te same objawy w ciele.

A skąd ten stres? Ano stąd, że ciało rozpoznaje osobę, z którą odegra znany sobie z dzieciństwa schemat. Odgrywany wcześniej z rodzicami. Jak był przemocowy tatuś, to potem są motylki, gdy babka spotyka przemocowego chłopaka. Gdy mamusia była agresywną manipulantką, chłopak czuje motylki przy ślicznej agresywnej manipulantce. Bo psychika "zakochuje się" w tych, z którymi ponownie odtworzy toksyczny scenariusz. Natomiast ciało na ten sam toksyczny scenariusz reaguje silnym stresem.

Reasumując. Motylki to rozpaczliwy krzyk organizmu: SPIERDALAJMY STĄD!

Prawdziwa miłość nie jest ekscytująca, nie tworzy emocjonalnego haju, motylków i obsesyjnego myślenia o "ukochanym/ukochanej". Prawdziwa miłość jest łagodna. Czuła. Szczodra. Otula, ogrzewa, koi. Daje poczucie spełnienia i bezpieczeństwa. Nie ekscytuje, za to budzi spokojną, ciepłą, wewnętrzną radość.

I w przeciwieństwie do zakochania, prawdziwa miłość nie gaśnie w okresie od 4 miesięcy do 3 lat. Nie rozczarowuje, bo "on się zmienił". Wręcz odwrotnie. Z biegiem czasu jest coraz głębsza, pełniejsza i ciekawsza.

Czasem bywa i tak, że zakochanie faktycznie przerodzi się w miłość, gdy para nad sobą pracuje, gdy się ze sobą szczerze komunikuje. Częściej jednak zakochanie wygasa, zostawiając po sobie przywiązanie. Albo raczej uwiązanie. Do wygody życia we dwoje, łatwego, dostępnego seksu, kredytu, dzieci, ciepłych obiadków, kasy itd.

Frog

@Czaroit
Dziękuję za tak wyczerpujący komentarz 💕

Najbardziej podoba mi się ten fragment:

"Prawdziwa miłość jest łagodna. Czuła. Szczodra. Otula, ogrzewa, koi. Daje poczucie spełnienia i bezpieczeństwa. Nie ekscytuje, za to budzi spokojną, ciepłą, wewnętrzną radość."

Czaroit

Frog
😘

upadlygzyms

Nosz kurde, aż poczułem motylki w brzuchu. Znaczy stres.
Bardzo dziękuję za ten komentarz.
Pozwolił mi na zupełnie nowy kąt spojrzenia. Dotąd niedostępny, ponieważ poza

Dodaj anonimowe wyznanie