#w2A8c

Jestem nauczycielem w szkole podstawowej. Uczę angielskiego klasy 1-8. Szkoła mała, ok. 100 dzieciaków. Można by pomyśleć raj, ale ja codziennie zastanawiam się, jak wytrzymałam te 4 lata.
Są dni, że idę do pracy i dzień leci; lekcje OK, lecz coraz częściej stresuję się, boli mnie brzuch (nawet jak pomyślę o pracy). Nie wiem jak długo wytrzymam... Staram się nie zanudzić uczniów, pracujemy w grupach, oglądamy filmy, tik toki, na zdalnych wymyślałam zadania interaktywne... A i tak coraz częściej zamiast realizować materiał, muszę przywoływać do porządku, prosić o nierozmawianie. Mam wrażenie, że właśnie taki archetypowy nauczyciel, który krótko trzyma dzieciaki, jest najlepszym rozwiązaniem. Te wszystkie nowe modele nauczyciela nie sprawdzają się...
Do tego ilość obowiązków poza lekcjami. Tony papierów (gdybym była wychowawcą, to jeszcze więcej) to istny kosmos momentami... Siedzę po nocach i tworzę.
Vito857 Odpowiedz

Gdy dziś patrzę na swoich dawnych nauczycieli z perspektywy czasu, to ci mogę z całą pewnością powiedzieć, że najlepiej wspominam tych, którzy mieli jasno postawione wymagania, ale mieli także ludzką twarz w tym wszystkim - tzn. od czasu do czasu pożartować, ale jak przychodzi co do czego to trzymać pręgierz.
Wypośrodkowanie jest najlepszą metodą. Za duży luz powoduje rozpasanie, aczkolwiek za mały luz też nie jest dobry. Musisz ustalić granice i tyle.

hugendubel Odpowiedz

Sto dzieciakow czyli niewielka spoleczność , wszyscy się znają więc nie ma anonimowej miejskiej patologii - czego chcieć więcej jako nauczyciel? Że gadają to się zdarza , przycisnij tylko wtedy jak widzisz że ktoś chce celowo zepsuć lekcję.

Oj, tu się mylisz... Nie mieszkam akurat w tej miejscowości ale wesoło tam nie jest.

Xanx Odpowiedz

Olej to że nie słuchają, Ty wykonujesz swoją pracę a oni jeśli nie chcą się uczyć to kiedyś będą żałować

Tylko potem przychodzi 8 klasa, egzamin i wyniki... Na tle powiatu, województwa, kraju...

Domandatiwa Odpowiedz

Jak masz możliwości, to może warto wyjść ze szkoły podstawowej do szkoły językowej. W małych grupkach pracuje się zupełnie inaczej.

Velasco Odpowiedz

Daj im jasno do zozumienia, że albo będzie spokój, albo kartkówka.

Uwierz, nie wykopała bym spod stosu kartek.

Velasco

To zadawaj im takie zadania, że wszyscy dostawali by pały z tych kartkówek. I jasno definiuj, że sponsorem dzisiejszej kartkówki jest .... (imie najbadziej niegrzecznego). Jak będą mieć po kilkanaście pał, to będą siedzieć cicho.
Btw. kartkówki możesz sprawdzać podczas lekcji.

P4ulin4

Kurde ja chodząc do szkoły jako uczeń chyba zdobyłam więcej doświadczenia niż osoba po studiach. Robisz problem ze wszystkiego, można pytać uczniów na ocenę - brak problemu z kartkami. Można robić kartkówki które sami będą sprawdzać a później tylko ty podliczasz punkty kiedy oni robią zadania. Banalne, stosowane przez wiele lat mojej edukacji.

Tilia2 Odpowiedz

Dzieci doceniają dobrych nauczycieli, niestety zazwyczaj wiele lat po zakończeniu szkoły. Moja mama słyszy to czasem od swoich uczniów przychodzących na wywiadówki dzieci ;) Nasz obecny system polegający na zmuszaniu nie działa na korzyść nauczycieli, do tego wszelkie problemy wychowawcze i współpraca z rodzicami (a najczęściej jej brak) też nie ułatwiają sprawy. Nie mówię, że gdzieś indziej jest lepiej, ale nasze szkolnictwo trzeba zmodernizować. Sama chciałam być nauczycielką, dopóki nie poszłam do gimnazjum ;)

Mandarynkowo Odpowiedz

Wiem jak to wszytsko wyglada ze strony nauczyciela. Nigdy bym się nie zdecydowała na ta prace

Anderson92 Odpowiedz

Nie chcę Ci podpowiadać, ale z przyzwoitym angielskim znajdziesz pracę w wielu firmach. Przestaniesz przynosić pracę do domu, użerać się z dziećmi i rodzicami... A po krótkim czasie zaczniesz zarabiać sensowne pieniądze.
Ja wiem, są ludzie którzy uczą z powołania, ale mówię Ci to jako syn nauczycielki języków obcych. Dziś moja mama żałuje. Żałuje, że kiedy 20 lat temu zreformowano szkolnictwo on się go kurczowo trzymała, mimo, że ją kopnęli w dupę. Jak do tego doszło?
Była nauczycielem francuskiego w podstawówce. Po reformie podstawówka skróciła się z 8 do 6 lat i zniknął drugi język, który trafił do gimnazjów. Moja mama zwyczjnie usłyszała od dyrektora, że jej etat jest redukowany i musi sobie poszukać nowej pracy. I tak brała różne zastępstwa różnych szkołach, a w między czasie studiowała drugi język - angielski. Bożego Świata nie oglądała - nie pamiętam mojej mamy z tamtych czasów, była kompletnie nieobecna jakby wyjechała na inny koniec świata. Na szczęście tata dawał radę w tygodniu i w weekendy - prał, sprzątał, gotował, mimo abosorbującej pracy w IT, mimo dyżurów nocnych i weekendowych (praca przy kluczowej infrastrukturze IT pewnej instytucji). My dzieci też dostaliśmy swój przydział obowiązków w domu ze względu na "nieobecność" mamy...
Mama po obronie magistra z anglistyki dalej szukała pracy na stałe w szkole. Mimo iż tata jej powtarzał, że to bez sensu, że z dwoma językami będzie ceniona w wielu firmach. Podsuwał oferty pracy itd. Dziś mama uczy angielskiego i francuskiego w podstawówce - taki plot twist, jedynie podstawówka inna niż na początku. Do emerytury zostało jej 2 lata. Ma ochotę tym pierdolnąć. Żałuje, że nie poszła w jakieś korpo, bo by przynajmniej zarabiała dwa razy tyle co teraz.
Szczerze nie polecam takiej drogi.

Lucy5 Odpowiedz

Mam podobnie. Chocbym na głowie stanęła i tak wiekszosc klas traktuje lekcje jak miejsce spotkań towarzyskich lub takich, gdzie toczą miedzy sobą wojny. Są 4 klasy, do których lubię wchodzic i są zainteresowani. Ehhh

Oretyrety Odpowiedz

Nie twierdzę, że zmiana zawodu to zły pomysł, ale warto sobie przepracować, to co się z Tobą dzieje, żeby nie zabrać problemów ze sobą. Różowo nie jest nigdzie. A Ty, żeby żyć w komforcie potrzebujesz coś zmienić w sobie. Tak, żeby się nie stresować. Nie licz na to, że znajdziesz pracę, która nie powoduje stresu. Trzymam kciuki, i pamiętaj, zacznij od zadbania o siebie.

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie