#ceIpx
Ojciec pił, od kiedy sięgam pamięcią. Pił, kiedy się urodziłam, pił, kiedy moje kilkanaście lat starsze rodzeństwo się rodziło, ba, pił, nawet gdy poznał moją mamę. Nie był co prawda typem alkoholika, który codziennie chleje wódkę i leję swoją rodzinę. Nigdy na nas ręki nie podniósł, całe życie pracował i przynosił wypłatę (uszczuploną o parę stówek na alkohol), która starczyła na normalne życie. Jednak kilka do kilkunastu piw dzień w dzień wystarczyło, żeby zniszczyć mi dzieciństwo. Oprócz ojca w stanie upojenia, pamiętam wieczne awantury powodowane jego cholerycznym charakterem (zawsze inne zdanie od wszystkich i to on miał rację). Ile razy moja mama i rodzeństwo, którzy przyprowadzali znajomych, musieli się wstydzić – nie zliczę (ja w nastoletnim wieku już nikogo nie zapraszałam).
Może ktoś pomoże mi zrozumieć, co kierowało kobietą, która przez niemal 40 lat nie zostawiła takiego człowieka? Z pewnością nie była to miłość, bo o ile mama zawsze okazywała nam dużo matczynej czułości, to nie kryła się z tym, że ojca nigdy nie kochała. Co usłyszało dziecko na pytanie, jak się poznali i wzięli ślub? „Nie kochałam ojca, powiedział, że się zabije, jak za niego nie wyjdę”. Dodam, że była młoda i piękna, więc nie związała się z nim z desperacji. Przez całe życie nie ukrywała również, że jest nieszczęśliwa. Jednym z moich najwyraźniejszych wspomnień z dzieciństwa są wczasy z wujostwem, gdzie dorośli popili, a ja leżąc w łóżku, zza zamkniętych drzwi usłyszałam, jak to mama marzy o tym, żeby wziąć do kieszeni 1000 zł i pójść na plażę, żeby ktoś ja napadł i uciął jej łeb. Nie wiem co gorsze: życie z alkoholikiem czy ze świadomością, że twoja mama po cichu marzy o śmierci? Czy tkwiła w tym toksycznym małżeństwie z uwagi na „dobro” dzieci? Ojciec nigdy nami się nie zajmował, a my go nie szanowaliśmy i nie szukaliśmy z nim kontaktu. Może więc bała się, że sama sobie w życiu nie poradzi?
Nie jestem w stanie zrozumieć postępowania nie tylko mojej mamy, ale każdej kobiety, która tkwi w związku z alkoholikiem. Oczywiście to ojca winię za skrzywienie psychiki, ale do mamy mam żal. Nigdy jej tego nie powiem, bo wiem, że sama się w życiu nacierpiała i może myślała, że jeszcze bardziej skrzywdziłby nas brak ojca. Do niedawna wmawiałam sobie, że sytuacja w domu po mnie spłynęła, ale w końcu człowiek nie rodzi się z poczuciem bycia gorszym, chorobliwą nieśmiałością i wiecznym poczuciem wstydu. Łudzę się, że „wyrzucenie” z siebie tego tutaj w jakiś sposób pomoże mi w uporaniu z żalem.
Poszukaj terapii dla DDA
Na pewno po Tobie ta sytuacja nie spłynęła, bo wzroce do zachowań czerpie się ze środowiska, w którym się wychowywało. Więc jak ojciec pił a matka była taka bierna to musiało na Ciebie wpłynąć. Może po prostu jeszcze nie wiesz jak.
To wręcz wzorzec pokoleniowy. Idealnych rodzin jest jak na lekarstwo. Mój ojciec nie pił, ale było mu daleko do bycia miłym.
A mama przypadkiem też rodziców patologicznych nie miała? Albo jakiejś innej nienormalnej sytuacji. Bo takie zachowanie często się z nikąd nie bierze, niestety przekazywane to jest z pokolenia na pokolenie. Powstrzymaj się od oceny mamy, bez względu jaki masz do niej żal. Obstawiam, że to nie do końca jej wina kim jest. Dobrze by było, żebyś siebie poobserwowała czy nie przejawiasz zachowań DDA. Poczytaj, dowiedz się i zadbaj o siebie.
Przejawia. Wynika to chociażby z przedostatniego zdania.
Nie wiem czy cię to pocieszy, ale tysiące ludzi w twoim wieku miało tak samo, często dodatkowo z przemocą fizyczną a nie tylko psychiczną. Gdyby nie wynalazek alkoholu to ok. 30% ludzi byłoby i tak cholerykami. Czemu matka była bierna? Ewolucja niestety promuje kobiecą bierność. Te kobiety, które trwały przy cholerykach, miały więcej potomstwa, co uwaliło tę cechę.
Bycie cholerykiem to nie jest wada. To jest jakiś określony typ charakteru, który ma po prostu złą prasę. Bycie cholerykiem nie oznacza wcale, że ma się problemy z agresją. Równie dobrze to melancholik może prać bliskich, a z kolei choleryk może być energiczną osobą, która szybko i konkretnie potrafi pomagać innym.