#vZm5W
Raz jej mocno wygarnąłem i zeszła do jednego piwa (obiecała mi, że przestanie).
Nawet nie wiecie jaki ból zadaje matka dziecku gdy nie dotrzymuje danego słowa. Zaczęła też robić ze mnie idiotę. Myśli, że nie wiem jak brzmi dźwięk otwieranej puszki, i że wcale się dziwnie nie zachowuje gdy wchodzi co chwila do garderoby.
W tym momencie, gdy pisze to wyznanie, jestem po kolejnej kłótni. Mama jak zwykle twierdzi, że jedno piwko to nie uzależnienie tylko przyjemność. A tata mnie wyśmiał i stwierdził, że jestem pi*dą. Z każdym dniem mam większą ochotę skończyć życie, nie tylko z tego powodu, że mama pije... najbardziej boli mnie to jak ona potrafi z zimną krwią mnie okłamywać.
Ps. Jak zaproponowałem specjalistę, to powiedziała żebym sam się zapisał, bo mam jakieś problemy.
Do tego jeszcze dokłada się popularne januszowe myślenie, że "piwo to nie alkohol".
dokładnie, albo, że alkohol to nie narkotyk.
narkotyk to nie jest substancja nielegalna, ale zmieniająca postrzeganie świata. Dokładniej wpływająca na neuroprzekaźniki (jak np. dopamina, serotonina, GABA itd.).
alkohol wpływa na GABA, tak samo jak np. benzodiazepiny (leki na padaczkę, przeciwlękowe itd.) Co więcej, należy do tej samej grupy co heroina, czy morfina- depresantów.
Poza tym, idąc twoim tokiem rozumowania, substancje, które są legalne nie są narkotykami. To czym była heroina, skoro była bez recepty w aptece w zeszłym stuleciu?
Benzo ❤🔥
Niedługo wysiadzie jej watroba. chwile ciszy... Amen
Alpra, kloniki? :D
Sama nie wiem jak mozna brać benzo, przecież nic nie wnoszą, a dopiero bez nich jest beznadziejnie. To już opiaty lepsze.
Clonazepam 😎
zapytałaś więc wyjaśniam, i nie z wiki ale z głowy jakby to była jakaś różnica :)
No to witam w klubie wraków i degeneratów Delores :D
"Some people call me a junker,
Say I'm loaded out of my mind
But I just feel happy
I feel good all the time
Some say I use a needle,
and some say I sniff cocain
that's the best damn feeling,
that I've ever seen"
Dzień dobry 😉
witam, witam :)
Jak twój ojciec moze nie reagować, przecież to jego żona, która jest chora. Twoja matka sama musi chcieć sie leczyć, bo inaczej nic z tego nie bedzie, siła jej do specjalisty nie zaciągniesz. A dziadkowie? Moze oni by na nią jakoś wpłynęli
Nie mamy pewności czy w ogóle ich ma.
Na osobę uzależnioną nie działają wpływy innych ludzi. Znam kobietę, która jest alkoholiczką od kiedy pamiętam, mimo tego, że pracuje i zarabia na życie. Jej mąż nie wytrzymał życia z zaniedbaną alkoholiczką i odszedł od żony po 20 latach małżeństwa, bardzo szybko po rozwodzie ułożył sobie życie i jest teraz szczęśliwy, a ona nic, jak było tak jest nadal, mimo, że jest świadoma tego, że to głównie z jej winy rozpadło się to małżeństwo. Kobieta ma trójkę dorosłych już dzieci i nie rusza jej to, że te dzieci wstydzą się za nią, że matka z którą mieszka ma chore serce i nie powinna się denerwować, a ona tylko przysparza jej zmartwień. Ostatnio kobieta ta spadła ze schodów pod wpływem i oprócz złamanego schodka nic jej się nie stało, nie wyciągnęła z tego żadnych nauk. Jestem córką tej kobiety i z czystym sercem mogę stwierdzić, że nienawidzę jej gdy jest pijana, nauczyła mnie tego, ze nie warto się zatracać w alkoholu. Patrząc na nią wiem, że nigdy nie skończę tak jak ona. Mam nadzieję, że wreszcie stanie się coś co zmieni jej życie. Bo mimo tej nienawiści chcę, aby była tak samo szczęśliwa jak mój tata, przecież ma jeszcze na to szansę. Szkoda, że tego nie rozumie i najprawdopodobniej skończy na starość sama, a my będziemy ją odwiedzali z musu, a nie z miłości do matki. A do autora wyznania: nie łam się, nie warto się tym przejmować. Wiem, że jest ciężko, ale tacy ludzie są nie warci naszych nerwów. Trzeba się tylko od tego oderwać. Powodzenia.
Nawet nie wiesz jak dobrze Cie rozumiem.. m
Mój tata zaczął pić jakies 3 lata temu zaczeło sie od jednego piwa. Mówiłam mamie że tata pije , nie wierzyła mi , prosiłam rodzenistwo o pomoc bo tata zaczyna pic coraz wiecej , nie wierzyli mi stwierdzili że sobie wymyślam. Po jakimś czasie sama zaczęłam prosić tate by przestał, obiecał że z tym skoniczy i nie skoniczył okłamywał mnie tak wiele razy, a najgorsze jest to że ostatnio przyszła do mnie mama i powiedziała tak : " wiesz co miałaś racje, że ojciec się rozpił " i wyszła , A ja tak cholernie mocno choć ten jeden raz nie chciałam mieć racji :-(
Jak ona się nie będzie chciała zmienić, to Ty nic nie wskurasz. Nie wierz w żadne obietnice gdy raz złamała dane Tobie słowo..
Wskórasz* przepraszam musialam
Uciekaj od nich czym prędzej!
Prawdopodobnie jest nieletni
Niektórzy mają tak ukształtowane serca i sumienia, że nie mogą patrzeć jak ukochana osoba cierpi w nałogu i nie uciekają. Próbują przetrzymać i dopomóc. Jak jest możliwość wyprowadzki, owszem, nie zaszkodzi się usamodzielniać - lecz i tak pomocy to nie wyklucza.
Chcesz sie zabic bo twoja matka jak alkoholiczka i cie oklamuje? Jezeli nie potrafisz jej pomoc to po prostu sie wyprowadz. Zacznij zyc dla siebie.
Jeżeli dziecko nie jest pełnoletnie to nie ma opcji wyprowadzki aczkolwiek może do swojej dalszej rodziny, ale nie mamy pewności czy autor wyznania taką ma.
Ale ze Sa awantury ze chcesz sie zabic? Poczekaj do 18 I sie wyprowadz... Nie zbawisz swiata, nie kazda matka jest dobra matka, alkogolizm to ciezka choroba...
Alkoholizm*
Ok, może jestem ostra, ale obecne pokolenie jest niezwykle wrażliwe. Tu ten chce się zabić, tam tamta narzeka i chce umrzeć. O co chodzi? Czy rzeczywiście wszyscy są tak słabi psychicznie? Ludzie tracili całe rodziny na wojnach, sami nie mieli co jeść, ale jednak nikt nie myślał o tym by iść się zabić. Nie wiem z czego to wynika, ale aż strach komuś coś powiedzieć, bo jeszcze pójdzie się zabije.
Ja mam na to taką teorię: ludzie mierzą "stopień cierpienia" porównując coś z największą tragedią, jaka im samym się przytrafiła. Dla jednego będzie to brutalne pobicie, dla innego publiczne upokorzenie, dla kogoś innego może nieodwzajemniona miłość. Myślę, że kiedyś ludzie byli odporniejsi, bo byli bardziej konfrontowani ze złem i to ich w pewnym stopniu znieczuliło. Jak codziennie widzisz ojca bijącego matkę do nieprzytomności, to raczej nie dotknie cię specjalnie ktoś, kto cię obrazi wulgarnym słowem.
Przyznam, że jak miałam stany poddepresyjne, to do płaczu doprowadzało mnie jak ktoś przesunął spotkanie o godzinę ;-)
Jednak raczej się z tobą zgadzam.
Generalizując brak nam hardości i wytrzymałości poprzdnich pokoleń.
Nigdy nie byłaś/łeś w takiej sytuacji najwidoczniej..
enlessnameless Nie sądzę, by tak było jak mówisz. Sama zgadzam się z Brutalnaprawda, a przeszłam niejedno. Od małego byłam bita przez ojca, w wieku 15 lat zgwałcona... Owszem, niełatwo, ale nigdy nie miałam myśli samobójczych, na pewno nie takich na poważnie. Moja siostra ma nowotwór kości i dla niej każdy dzień życia jest darem.
Po części się zgadzam ale nie generalizujmy. W każdym pokoleniu są ludzie i ludzie. Ja np. jestem z rocznika '96.Mój brat ma problem alkoholowy,sytuacja wygląda podobnie jak u autorki ale on pije nie od roku i nie tylko piwo.Raz już wylądował w szpitalu w poważnym stanie,nie wiem jak mu pomóc a to praktycznie najbliższa mi osoba bo dwoje rodzeństwa siedzi za granicą a z jedną siostrą mam średni kontakt mimo,że mieszka niedaleko.Moja matka ma chorobę Huntingtona w zaawansowanym stadium.Za kilka miesięcy będzie rośliną a już teraz nie da się z nią dogadać. Widziałem umierającego na zawał ojca. Czasem mam myśli samobójcze,czasem ciężko wytrzymać ale daję radę.Ktoś z mojego pokolenia może mieć podobnie i tez dać,inny się zabije. Tak samo ktoś starszy wytrzyma lub nie.W pokoleniu wojennym{może dziwne porównanie ale chyba się nada} tez byli różni ludzie. Jeden wytrzymał śmierć bliskich,tortury i wiele więcej a drugi poszedł na współpracę bo go tylko postraszyli... Tak samo teraz,jeden się zabija bo go panna nie chce {znam przypadek} chociaż jest z pokolenia lat '80,inny z podobnych powodów zabija się będąc nastolatkiem a jeszcze inny wytrzyma wiele choćby nie wiem z jakiego pokolenia był. Nie generalizujmy.
A tak BTW. Masz jakieś statystyki dot. samobójstw w XX wieku? Teraz jest telewizja,radio internet a w nim strony typu Anonimowe i ciągle słyszymy/czytamy o tragediach jakie się zdarzają. A kiedyś? Kiedyś nawet jak tragedie były to informacje o nich rozchodziły się w obrębie powiedzmy powiatu. A skoro już mówimy o wojnach itp. Ludzie w obozach ciągle rzucali się na druty. Wiem,że hardkorowy przykład ale ci ludzie,tak jak często współcześni w codziennym życiu mieli poczucie,że jest ch*jowo i lepiej nie będzie. A żołnierze idący na samobójcze misje,którym już było wszystko jedno? A np. protest Ryszarda siwca? Też mógł być jakąś formą samobójstwa.Tragedie były i będą,są integralna częścią świata jak zachody słońca.
Ja bym jej za każdym razem piwo wylewała do zlewu na jej oczach
No ale patrząc trochę z innej perspektywy mama go może uderzyć przez taką sytuację.. Jak gdzieś było na tej stronie, że dziecko łamało swojemu tacie papierosy, a on się wkurzył i uderzył.Smutne, że pewne rzeczy są ważniejsze od własnych dzieci.
jeśli wyleje, kupi kolejne, jeśli te tez wyleje, znowu pójdzie do sklepu po następne, więc jedyne, co to zmieni, to budzet domowy, bo prawie wszystkie pieniądze pójdą na piwo:)
Zawsze wtedy jest reakcja typu "wylewasz pieniądze" :)