#v95jB
Koło 3 nad ranem impreza dobiegała już końca, to się zbieram. Pytają, czy mnie odprowadzić, a ja jak zwykle "nie", bo przecież mieszkam dosłownie 5 minut drogi od miejsca imprezy i nie lubię, gdy jestem traktowana jako "biedne dziewczę, które ktoś zgwałci".
No to wychodzę. Na osiedlu ciemność, gdzieniegdzie jakieś światła z domów świecą, a ja dumnie kroczę do domu. Nagle poczułam, że ktoś mnie chwyta za ramiona i przystawia mi coś zimnego do szyi. Myślę sobie, o nie, nie dam się napaść! Osoba, która mnie zaatakowała stała bardzo korzystnie dla mnie, bo z łatwością mogłam kopnąć ją w nogę, a że w tym okresie nosiłam glany, napastnik od razu poległ na ziemi puszczając przedmiot, który okazał się łyżką!
Nagle podbiegają moi znajomi, a osobą, która zwijała się z bólu był nie kto inny tylko mój chłopak. Nasza wcześniejsza rozmowa ich zainspirowała do sprawdzenia jak się zachowam w takiej sytuacji. Skutek? Złamałam chłopakowi kostkę.
Zdecydowanie należało mu się. Szkoda ze reszta ekipy nie oberwała.
Fajnych masz znajomych. A jak kiedyś zechcą zobaczyć jak zareagujesz na stratę całej rodziny, to wymordują ją, czy tylko porwą?
Mam nadzieje, ze piszesz o byłym juz chłopaku.
i dobrze tak dziadowi
jeszcze kolege bym zrozumiala, ale chlopak? serio?
ale przynajmniej wie, ze bedziesz (w miare) bezpieczna
Nie ma co, fajny chłopak, ze wolał się bawic zamiast Cie odprowadzić
Ale przecież pytali ją czy ją odprowadzić, a ona "nie". Można się domyśleć, że nie chciała odprowadzenia przez nikogo, nawet przez chłopaka.
Wiesz co, też kiedyś imprezowaliśmy w terenie, koleżanka bawiła się aż za dobrze. Był środek nocy. W pewnym momencie stwierdziła, że wraca do domu. Standardowe pytanie czy ją odprowadzić. Oczywiście - nie, bo ma blisko. I zaczęła iść mocno chwiejnym krokiem. Na szczęście mam odpowiedzialnych ludzi wokół siebie. W 3 osoby (reszta została) i tak ją "odprowadziliśmy". Po prostu szliśmy za nią parę metrów dalej i upewniliśmy, że bezpiecznie trafiła do domu. Później wróciliśmy do pozostałych znajomych.
Chłopakowi autorki nic by się nie stało, jakby się wyrwał na te kilka minut z imprezy i zadbał o to, żeby jego dziewczyna cała i zdrowa trafiła do domu. A swoją drogą, zgrywanie wielkiej heroski nie ma sensu.
W mojej grupce znajomych nie było czegoś takiego, jak "nie". Nie pytaliśmy nikogo o zdanie, tylko odprowadzalismy bez dyskusji. Tym bardziej, że zawsze to jeszcze parę minut razem i można się pośmiać czy coś
Opowiedz jeszcze, jak to jest mieć chłopaka - idiotę ?
Na bank już było tutaj kilka podobnych wyzwań. Nie mówię, że to to (i inne) są funkcyjne.
Jak głupio zrobił to mu się należało 😁