#v5U79
Ostatni czas był trudny. W sierpniu zeszłego roku dowiedziałem się o nawrocie nowotworu mojej mamy. Chodziłem wtedy do pracy sezonowej nad morzem, mama odwoziła mnie z domu do miejsca pracy, kiedy mi o tym powiedziała. Od tego czasu wszystko potoczyło się bardzo szybko. Już kilka dni później zadzwonił do mnie brat, że mam przyjechać do szpitala, w którym mama miała badania (ponad 3 godziny drogi). Rzuciłem wszystko i pojechałem. Do końca wakacji wszystko było jednym wielkim bieganiem po szpitalach, załatwianiem badań, staniem w kolejkach do lekarzy itd. W końcu przyszło mi trochę odpocząć od całego tego tematu, kiedy pojechałem na pierwszy rok studiów na drugi koniec Polski (wszystkie rekrutacje były już dawno zamknięte przed całym tym zajściem, więc dostosowanie się do obecnych realiów było już niemożliwe). Przyjeżdżałem do domu tak często jak tylko mogłem, a i sytuacja mamy wydawała się być dość stabilna (jak na zaawansowany, rozsiany nowotwór). Teraz jednak trochę się zmieniło. Już od około dwóch miesięcy przenieśliśmy mamę do hospicjum, ze względów medycznych (wymagała bardzo częstych zmian opatrunków, czego nie mogła wykonywać niewykwalifikowana osoba, i bardzo obciążałoby to pielęgniarkę z hospicjum domowego). Wczoraj rano dostaliśmy z bratem telefon z hospicjum, że powinniśmy tam przyjechać. Sytuacja od początku wydała się nieprzyjemna ze względu na to, że przez kwarantannę hospicjum od jakiegoś czasu jest zupełnie zamknięte dla osób z zewnątrz. Przyjechaliśmy. Poinformowano nas, że jej stan jest ciężki i że możemy się z nią jeszcze spotkać. Więc tak też było, jednak ze względu na środki bezpieczeństwa mogło to trwać jedynie 15 minut. Do specjalnie przygotowanego pomieszczenia przetransportowali mamę na łóżku, gdzie już na nią z bratem czekaliśmy. Przez całe dane nam 15 minut nawet nie otworzyła oczu i zupełnie nie było z nią kontaktu. Chyba najgorszy widok w moim życiu, niemal białe wargi i te zamknięte oczy przy akompaniamencie charczącego, ciężkiego oddechu.
Piszę to, ponieważ czuję się bardzo samotny. W czasie kwarantanny mieszkamy sami z bratem (rodzice rozwiedli się tego samego roku, kiedy urodziłem się ja, a poza tym mój ojciec i tak prawdopodobnie tylko pogorszyłby sytuację). Nawet nie mogę się spotkać z żadnym z przyjaciół, bo wszyscy są teraz uziemieni w domach. Po prostu zastanawiam się teraz, dlaczego to wszystko jest tak bardzo niesprawiedliwe. Mam 20 lat i już teraz mam w swojej historii rozwód rodziców, alkoholizm ojca, depresję matki po rozwodzie, pierwszy jej nowotwór, gdy miałem 7 lat, potem jej bipolara, zmaganie się z ciężarami odmiennej orientacji seksualnej w naszym cudownym społeczeństwie, a teraz jeszcze to. A do tego, przez tę pieprzoną pandemię, nawet nie mam z kim pobyć na żywo i po prostu jakoś odciągnąć myśli. Smutno mi.
Widać, że to wszystko odcisnęło głębokie piętno na Twoim życiu. Nie dziwię się, że jest Ci ciężko, ale musisz o siebie walczyć, bo nikt za Ciebie tego nie zrobi. Niestety mam wrażenie, że w obecnej sytuacji, pogrążając się tym wszystkim jedynie pogłębiasz swój problem i wpędzasz się w różne zaburzenia. Nie dokładaj do nich depresji.
Nie da się dołożyć depresji, bo depresja to choroba powodowana przez źle funkcjonujące neuroprzekaźniki w mózgu. W wyznaniu opisany jest smutek. Proszę mi nie używać słowa ,,depresja" zamiennie ze smutkiem, bo smutek odchodzi po np. szczerej rozmowie z przyjacielem, która pomogłaby autorowi. Depresja nie.
Dodam jeszcze od siebie, że smutek jest normalną emocją, którą przeżywa KAŻDY z nas, Ty Inni nadbogiem też w tym przypadku nie jesteś. I trzeba pozwolić sobie na przeżywanie tej emocji w zdrowy sposób, bo inaczej TO może dołożyć zaburzeń psychicznych.
Tyle że to akurat prawda - człowiek pogrążając się zbytnio w swoim smutku może wpaść w takie prowadzące do depresji stany. Przeżywanie - okej, intensywne rozmyślanie nad tym, bez chwili wytchnienia - prosta droga do zapaści. Chodzi o to, żeby człowiek się nie załamał.
Matka ma nowotwór, zaraz umrze, jest pandemia, a Ty mówisz mu aby smutnym nie być...
To kiedy w Polsce można być smutnym i aby to było akceptowane, i żeby NIKT się nie przyczepił? Co musi się stać? i czy życzysz kokukolwiek tego?
Panda przy tobie to witki opadają. Niech chłopak będzie smutny, może nawet ryczeć, ale ze świadomością, że jest to chwilowe i kiedyś o siebie zawalczy.
Czy ja napisałam, że nie trzeba o siebie walczyć? Napisałam, że trzeba pozwolić sobie na przeżywanie smutku w zdrowy sposób, i nie mylić go z depresją. Zanim Ci całkiem te witki opadną, polecam poćwiczyć interpretację tekstu pisanego
Smutek przeżyty w zdrowy sposób mija sam z siebie, albo po rozmowie z przyjacielem, albo po jakimkolwiek działaniu mającym za zadanie go zmniejszyć. I potem czujesz się lepiej, więc lepiej już przejść do działania. Autor sam pisze, że nawet wyrwać się nie może i mu smutno, i pewnie zdaje sobie sprawę, że by to mu pomogło. Problem z motywacją podczas smutku to nie to samo, co problem motywacji w depresji.
@Panda, myślę, że większość osób zna różnicę między smutkiem a depresją. Jak dla mnie @Inni2001 bardziej chciał zwrócić uwagę na to, że długotrwałe przeżywanie smutku może być potencjalną przyczyną czyjejś depresji. Chociaż najlepiej by było, gdyby sam autor komentarza się w tej kwestii wypowiedział.
Nie wiem co autor miał na myśli, dlatego napisałam komentarz. Problem, o którym wspomniałam, istnieje. Chorowałeś na depresję, albo ktoś w Twoim otoczeniu?
Nie chorowałem. A Ty?
Przykre wyznanie. Obyś sobie jednak w jakiś normalny sposób ułożył to życie (pomimo trudności).
Przykro mi z powodu Twojej obecnej sytuacji. Widać, że wiele przeszłeś w życiu, najgorzej, że jeszcze społeczeństwo Ci dokłada. Homoseksualizm to niewątpliwie poważne zaburzenie, ale nie powinno być nigdy zgody na poniżanie kogokolwiek z tego tytułu.
*przeszedłeś, i nie, to nie jest zaburzenie.
Każdy ma prawo do swojej własnej opinii. Dziękuję za poprawienie mnie.
Kazdy moze wyrazic swoją opinie ale gdy ktos mowi glupoty to trzeba go upomniec aby przestal. Zmyślone głupoty jako opinia to nadal zmyślone głupoty.
Oczywiście, że można mieć obiekcje co do czyichś poglądów. Niemniej jednak nazywanie ich głupotami uważam za przejaw braku szacunku do rozmówcy. Można to wyrazić w mniej ordynarny sposób np stwierdzić, że czyjś pogląd jest sprzeczny z faktami naukowymi. Od razu inaczej brzmi i widoczna jest kultura wypowiedzi.
Oczysiście, że można. A na taka wypowiedź uzyskasz odpowiedź "Naukowcy kłamią! Przekupili ich. Dewiańci obrzydliwi". Były już tutaj takie dyskusje. Nic to nie przynosi. Pisanie prosto więcz chamsko daje aiekszy efekt, niestety.
Riczkid, nie, to nie jest opinia. To jest naukowy fakt, poszukaj sobie w internecie informacji nt wykreślenia homoseksualizmu z listy zaburzeń. Jest ku temu masa powodów, już nie żyjemy w średniowieczu
Jasne, że możesz posługiwać się takim słownictwem, jakie Ci odpowiada (żeby nie było, że cokolwiek narzucam). Ja tylko zwracam uwagę na to, jak wygląda to dla postronnego obserwatora. Jak dla mnie możesz nawet zwyzywać użytkownika @Riczkid z góry na dół, za wyrażenie odmiennego zdania w temacie. Twoja wola.
Kluska dokładnie, nieraz strzępię tu ryja w kilku komentarzach, starając pisać się merytorycznie, nikogo nie wyzywając, i często nawet nie dostaję odpowiedzi
A mówienie do niewidzialnego Ziomeczka w niebie, to już zaburzenie, czy jeszcze nie?
Uzurpatorka mi się wydaje, że to już zależy, jak zdrowa jest ta osoba gadająca. :D
Bardzo mi przykro... jeśli chciałbyś kiedyś wygadać się komuś chociaż przez meila to pisz śmiało: kolorowa.dyspersja@gmail.com
Bardzo mi przykro, wiem co czujesz..Moja babcia chorowała na złośliwy nowotwór skóry. Również ze względu na trudy opieki przenieśliśmy babcię do hospicjum. 2 tygodnie temu zmarła ..Nie było mi dane pożegnać się z babcią, pracownicy hospicjum nie wpuścili nas nawet na ostatnie pożegnanie (powód: koronawirus). Trzymaj się Autorze w tej ciężkiej chwili.
Wiem co czujesz... Trzymaj się. Najgorszy jest nie czas od razu po odejściu rodzica, a ten gdzieś po 2 latach gdy to wszystko zaczyna dopiero tak naprawdę do człowieka dochodzić. Ps. Nie zawsze pisze przecinki
Wiem co czujesz. Rak zabral także mi w styczniu moją mamę. Będzie Ci smutno i samotnie jeszcze dlugi czas. Idz do psychologa, hospicjum zapewnia rodzinom swoich pacjentów, na pewno nie zaszkodzi. Nie szukaj na siłę towarzystwa bo to tylko pogorszy sytuację. Możesz napisać maila: czolgista1990@gmail.com
Autorze, odniosę się do kwestii Twojego homoseksualizmu, bo zahaczyłeś o nią, a na anonimowych jest pełno homofobów i ciemniaków, którzy będą Cię z tego powodu próbowali obrazić albo w swoim głębokim znawstwie tematu zaproponować leczenie (ludzie mówiący o leczeniu homoseksualizmu są tak daleko za nauką i medycyną jak płaskoziemcy za lotami kosmicznymi). Obecnie realia są znacznie bardziej przyjazne dla osób lgbt niż choćby 10 czy 20 lat temu i sytuacja zmienia się i tak na lepsze bardzo szybko. Dzięki internetowi masz szansę na łatwe znalezienie miłości, przyjaźni czy przynależności do grupy ludzi, którzy będą zupełnie ok wobec tego co czujesz i jak czujesz. Pomyśl o pokoleniu naszych dziadków, którzy żyli w kompletnym podziemiu, wierząc, że są chorzy i źli, którzy nie mieli nigdy szansy na normalne życie. Brzmisz jak osoba wrażliwa, inteligentna i mocno doświadczona przez życie. Bądź sobą i gwarantuję Ci jeśli spotkasz na swojej drodze homofoba, który jest przyzwoitą osobą, a jego nienawiść wynika z wychowania, niewiedzy czy religii, gdy Cię pozna zmieni zdanie i może nawet zostanie Twoim przyjacielem. Mama mojej przyjaciółki też ma teraz raka, jest terminalnie chora i potrafię sobie wyobrazić ogrom cierpienia, przez które teraz przechodzisz, jest to ból od którego można oszaleć. Niestety tak się stało, że w tak młodym wieku jesteś wystawiony na tak straszne doświadczenia. Ale życie nie składa się tylko z takich epizodów i wierzę, że masz najlepsze szanse na odnalezienie ukojenia i radości, nawet jeśli teraz sytuacja wydaje Ci się absolutnie beznadziejna. Nie chce Ci teraz sypać żadnymi komunałami, ale chce, żebyś wiedział, że gdzieś tam są ludzie, którzy będą Ci się starali pomóc i będą Ci zawsze życzyć dobrze.
Spoko, tylko że nikt tu nie napisał o leczeniu tego :)
Wrath1, zdaje mi się, że nie chciało Ci się przeczytać komentarzy zbyt dokładnie, albo i wcale, bo takie wzmianki oczywiście były. Ale widzę, że się tym nie przejmujesz. Poza tym ostatnio pod każdym wyznaniem, które leciutko zahacza choćby o wątki lgbt walisz jakiś złośliwy, homofobiczny komentarz. Zastanawiam się z jakiego typu mentalności to wynika, czy to może ta słynna frustracja seksualna, czy masz jakieś powody żeby zachowywać się w ten sposób.
Akurat komentarze przeczytałam i to całkiem dokładnie. Jak na razie jeden z komentujących ośmielił się nazwać to zaburzeniem (potępiając przy okazji piętnowanie przez społeczeństwo z tego powodu), a drugi komentujący stwierdził (w sumie to stwierdziła), że jak autor się kiedyś pozbiera, to może spróbować z tego wyjść albo samo mu przejdzie. Dzięki czemu byłoby mu chociaż trochę łatwiej w życiu. Faktycznie, jest się o co rzucać.
I nie walę złośliwymi komentarzami, po prostu wnerwia mnie wszechobecna poprawność polityczna, z czym się nie kryję.
Btw dalej czekam na zarzut o elektrowstrząsach. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziecie.
To jakieś nowe, damskie konto Eure? xd
Co proszę? XD Konto jak konto, założone w grudniu, żeby wstawić wyznanie. Potem była dłuższa przerwa, teraz wróciłam.
Wątpię, żeby to był on ;) Mi to bardziej wygląda na ekstremalnie rzadki gatunek damskiego incela (tak patrząc po ostatnich wpisach pod innymi wyznaniami). Znudzi jej się, to sobie pójdzie gdzie indziej.
Póki co nigdzie się nie wybieram.
Incel XD toś dowalił - wiesz, co w ogóle oznacza to słowo?
Jak chcesz to napisz na fb to pogadamy. To pomaga Klaudia Debert zdjęcie z psem
No niestety, prawda jest taka, że każde opatrunki może zmieniać rodzina. Wystarczy chcieć...
Niestety prawda jest taka, że gdy przez narastający ropień w jamie brzusznej, trzeba było podjąć operację. jednak ropa zbierała się nadal, więc rana musiała pozostać otwarta i odrenowana. Łącznie w takim stanie mama żyła jeszcze ponad 4 miesiące. Opatrunki musiały być zmieniane czasem i po 5 razy dziennie, a ropa z rany lała się dosłownie litrami (była zbierana w swego rodzaju cewniku, więc łatwo było to zaobserwować). Czeszczeniu przy zmianie opatrunków podlegały między innymi dreny, nawet na dość dużej głębokości. Oboje z bratem, pierwsze gdy dowiedzieliśmy się o potencjalnym wypisie mamy spytaliśmy o instrukcję robienia tego. Jednak już nawet przy w pełni profesjonalnej obsłudze rany procedura była piekielnie bolesna, a całość groziła dostaniem się sepsy. Poza tym wybrzmiewający zarzut do niechęci podejmowania działań w takim kierunku jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Opieka nad mamą nie była łatwa, ale robiliśmy co w naszej mocy, zarówno w sensie medycznym, jak i emocjonalnym. Począwszy od zbierania kału ze ścian (w stanach maniakalnych zdarzały się takie obrazki) na pełnej organizacji wigilii kończąc (wszystkie przygotowania i tak w rezultacie spełzły na niczym, bo mama znowu tego wieczora urojenia). Byliśmy w stanie podjąć się karzdego ciężaru opieki, jednak wyraźnie zakazał nam tego lekarz. Wystarczy chociaż w drobnym stopniu chcieć zrozumieć opisaną sytuację ...
Przepraszam za błedy w pisowni. Pisałem to zdecydowanie zbyt puźno. Mam nadzieję, że nie zaciemniło to przekazu