#ujy5E
Pierwszy tydzień – wszystko było super. Na początku drugiego tygodnia siedziałyśmy wieczorem z koleżankami (dostałyśmy czteroosobowy pokój), jedna z nas, nazwijmy ją Ania, wpadła na super pomysł, żeby nastraszyć inne dzieciaki. Otworzyła okno i zaczęła wyć jak wilk, ile tylko miała sił w płucach (nie pytajcie, dzieciaki mają czasem dość głupie i bezsensowne pomysły). Zapomniała przy tym, że pokój opiekunów był tuż nad nami. Po jakiejś minucie do naszego pokoju wpadł ksiądz (ten, który mnie nie lubił) z jednym z opiekunów. Zaczęli się drzeć, że co to ma być, co my robimy, jest późno i powinnyśmy spać. Od razu stwierdził, że to na pewno ja wpadłam na taki poroniony pomysł. Nie pamiętam dokładnie, co tam mówił, ale jedno zdanie szczególnie utkwiło mi w pamięci: „Nie prowokuj mnie, gówniaro, bo jak zrobisz to jeszcze raz, to będziesz wyć, ale z bólu”. Nie powiem, było mi przykro. Ania ani żadna z koleżanek nawet się słowem nie odezwały. Później byłam „tą dziwną dziewczynką”. Opiekunowie z księdzem przez następny tydzień bardzo mi dogryzali. Śmianie się ze mnie, chamskie odzywki itp. były na porządku dziennym.
Jakoś ten tydzień minął, szczęśliwie wróciliśmy do domu. Z nikim nie gadałam o tym, było mi głupio po prostu.
1,5 tygodnia później dostaliśmy pamiątkową płytkę ze zdjęciami. Bardzo chciałam je obejrzeć. Ogromnie się zawiodłam, kiedy zobaczyłam, że wszystkie zdjęcia, na których byłam, ukazywały mnie w dość kompromitujących pozach, a specjalnie szczupła wtedy to nie byłam. Np. zdjęcia, na których byłam, zrobione na jakiejś tam plaży, ukazywały tylko zbliżenie na mój brzuch, nogi, tyłek. Wszystko bardzo przybliżone na owe części ciała. Wszyscy znajomi oczywiście się ze mnie śmiali.
Do tej pory czuję wstyd, jak sobie o tym pomyślę.
To nie ty powinnaś się wstydzić
Klasyka, obwinianie niewinnego dziecka, bo po co weryfikować. :/ Ale z innej strony - nie myślisz, że rzeczywiście mogłaś być w odbiorze osobą próbującą rozwalić spotkanie? Np dla poklasku innych dzieci? Uczyłam przez krótki okres w szkole i niektóre dzieci chciały być błyskotliwe i śmieszne, zadawały pytania o moje życie osobiste, albo typu „a czemu ja muszę się uczyć nawiasów w matematyce, to mi się nigdy nie przyda! A czemu w ogóle się uczyć liczyć, jak pójdę do sklepu to kasjerka policzy a jak nie to w internecie sprawdzę. Szkoła mnie ogranicza. A jaka to pani robi różnice czy siedzę na podłodze czy na krześle, nikomu nie zasłaniam”. I tak co lekcje. Naprawdę, czułam, że nie wolno mi zrobić nic żeby to zatrzymać. Jako dorosła mogłabym łatwo „zgasić” takie dziecko, ale wtedy w jego odbiorze byłabym najgorszą nauczycielką, która podkopała jej samoocenę, a ona tylko pytała. Z drugiej strony jak słyszałam pomruki po klasie „ jeny znowu…” jak tyko ta dyskusja z nią się zaczynała. Inne dzieci korzystały na tych zajęciach. Może to nie twój przypadek, raczej nie, ale chciałam dodać w tym temacie swoją perspektywę.
A właściwie co Ci przeszkadzało że siedział na podłodze a nie w ławce?
Nie widzi co pisze na tablicy. Kręci się, rozpraszając inne dzieci. Ja go nie widzę, nie wiem co kombinuje. A dlaczego on/ona mi patrzy pod spódnicę”. Wywołuje lawinę innych przemeblowan „a ja siądę na parapecie, a ja przestawię ławkę, a czemu ona może a ja nie mogę”. Kręcąc się pieprznie w głowę o ławkę, albo ktoś go kopnie. Po zgodzie na jedno odstępstwo domaga się kolejnych odstępstw. A lekcja mija.
Ogólnie rzecz biorąc dzieci mają nieprzebrane zasoby energii, chęci do żartowania i zabawy, przekraczania granic. Jeśli im się pozwoli, to wszystko się staje placem zabaw. Robi się chaos, robi się niebezpiecznie. Materiał nie jest przerobiony.
Jak czytam to wyznanie to czuję duży niepokój z kilku powodów: jak taki człowiek może być dopuszczony do dzieci? Nie potrafi zrozumieć, że dziecko jest dzieckiem więc zadaje pytania, bo poznaje świat. A druga przerażająca rzecez, że dorosły mści się na dziecku poprzez robienie zdjęć tego dziecka ciała. Jak bardzo to jest chore?
To nie Ty powinnaś czuć wstyd tylko ci wszyscy dorośli, którzy na coś takiego w ogóle pozwolili. Tutaj nadużyto stosunku władzy nad dzieckiem przez osobę z autorytetem ksiądz, który w ogóle nie powinien mieć kontaktu z dziećmi.
Ksiądz - i wszystko jasne
Od księży należy trzymać się z daleka, a zwłaszcza dzieci