#in6Ad
Jest kochanym mężem i ojcem, jest troskliwą i ciepłą osobą. Już na początku naszej drogi zauważyłam, że bardzo łatwo jest go wyprowadzić z równowagi, ale uznałam, że da się wspólnymi siłami nad tym zapanować. Niestety, ja nie potrafię go powstrzymać. Robi się coraz bardziej agresywny. Nigdy nie podniósł ręki na mnie ani na dzieci, ale jego słowa wypowiadane w szale trafiają nieraz mocniej niż prawy sierpowy. Wystarczy mu mała iskra... Nawet nie muszę być zapalnikiem, a i tak cała agresja słowna spada mi na głowę.
Wiele razy mówiłam mu, że boli mnie to, jak się zachowuje. Wiele razy informowałam, że oddalam się od niego z każdą taką akcją. On za każdym razem przeprasza, twierdzi, że nie wie co się z nim dzieje. Nie chce słyszeć o żadnej terapii.
Teraz chwilowo mieszkam u rodziców wraz z dziećmi. Dałam mu odetchnąć i przekonać się do tego co czeka go, gdy w końcu przestanę mieć do tego cierpliwość.
Nie mam pojęcia co robić. Rodzice twierdzą, że powinnam go zostawić... ale jak mogę odejść od ojca moich dzieci, dobrego człowieka, którego kocham, tylko dlatego, że jest chory? Czy to nie jest zbyt samolubne?
On musi podjąć decyzje o leczeniu, nie zrobisz tego za niego. Przekonać go może wizja utraty rodziny.
O święta naiwności...
Żona z dziećmi wyjechała, chłop ma spokój i ciszę.
Jak znowu razem będą mieszkać, to on z rozrzewnieniem będzie wspominał ten czas odosobnienia.
Ogromna większość facetów nie odczuwa specjalnej potrzeby życia rodzinnego.
Martwy, nie mówię o wyjeździe na urlop, ale o realnym poczuciu, że straci rodzine. Przeprowadzenie tego jest w rękach autorki, tylko musi być zdecydowana, bo co zrobi, jeśli facet będzie miał w d... jej odejście?
Jak długo potrzebujesz iść tą drogą zanim się zorientujesz dokąd ona prowadzi?
Do końca zapewne
Zgaduję tylko, że nawet jeśli zacznie dochodzić z jego strony do przemocy także fizycznej, autorka będzie skłonna jak najdłużej go usprawiedliwiać.
Nie jestem i nigdy nie byłam za tym, by przy pierwszej przeszkodzie porzucac związek, więc z jednej strony rozumiem autorkę; ale z drugiej mąż ma wywalone na jej cierpienie, on rozwala ich rodzinę i nie stara się nic z tym zrobić.
to jak z gotowaniem zaby :(
pewnie jakby walnal od razu to by uciekla, ale jak teraz przeciez nie bije to nie ma co sie czepiac, nie?
potem uderzy ale przeciez zarabia, nie pije...
O co chodzi z tym gotowaniem żaby ?
@ostrzeinozyczki Let me google that for you :)
"O syndromie gotującej się żaby po raz pierwszy wypowiedział się francuski pisarz i filozof Olivier Clark. Jeśli włożymy żabę do garnka pełnego wody i zaczniemy ją podgrzewać, wraz ze wzrostem temperatury żaba zacznie dostosowywać temperaturę swojego ciała. Płaz ten utrzymuje się przy życiu zmieniając swoją temperaturę pod wpływem środowiska. Jednak kiedy woda jest już na granicy zagotowania, żaba oczywiście nie potrafi się dostosować. W tym momencie decyduje się wyskoczyć. Próbuje to zrobić, ale ponieważ wykorzystała całą swoją energię na dostosowywanie się, nie udaje jej się tego zrobić. W końcu umiera. Co zabiło żabę? Zastanów się! Pierwsza Twoja myśl zapewne podpowie Tobie, że była to gotująca się woda… Na pewno? Tak naprawdę żabę zabiła niezdolność do podjęcia decyzji o wyskoczeniu z garnka, wtedy kiedy pozwalałby jej na to siły, czyli mówiąc inaczej miała możliwość, żeby się uratować."
NIe ma za co ;)
No proszę. Bardzo ciekawa i mądra analogia. Nie przyszło mi do głowy żeby to googlować ale dobrze, że są jeszcze osoby takie jak Ty na anonimowych ;)
Nie powinnaś go zostawić dlatego, że jest "chory", ale dlatego, że odmawia pomocy. Nie ma w tym nic samolubnego, zwłaszcza, że chodzi tutaj też o dzieci.
W sumie poczekaj, za parę lat to Twoje dzieci napiszą tu wyznania jak agresja ojca zniszczyła im psychikę. Prosta rada albo się leczy, albo odchodzisz dla dobra dzieci.
Szczerze? Dopóki on nie robi nic z tym problemem, i ma to w poważaniu, nic nie zrobisz. Choroba jest chorobą, ale jeśli człowiek nie próbuje się leczyć i ma w poważaniu bliskich dookoła siebie przez tyle lat, to to już jest wybór. Bardziej samolubny niż Twoje odejście, nie sądzisz?
Bez terapii się nie zmieni. Dziewczyno, opamietaj się.
Normalnie. Możesz odejść normalnie. Wyobraź sobie, że będąc z nim pokażesz swoim dzieciom go jako wzór mężczyzny. Twój syn powieli schemat i będzie się tak samo zachowywał a córki znajdą sobie takich samych oszołomów. Chcesz tego? Wierz mi ja też byłam w związku z psycholem przez wiele lat. Odeszłam dopiero gdy sobie uświadomiłam, ze to samo czeka moje córki jeśli go nie zostawie.
to jest najgorsze, dzieci wiedz,a ze matka mozna pomiatac
albo ze kobieta mozna pomiatac
syn bedzie pomiatal partnerka
a corka bedzie pozwalala sie gnoic
dobre wzroce, nie ma co
dzieci to widza
przemoc psychiczna to tez przemoc
trening zastepowania agresji polecam
bo inaczej serio moze w drodze progresowania jednak zaczac podnosic te reke
Takich ludzi przede wszystkim nie można uspokajać tylko pozwolić się wyładować (absolutnie nie na sobie lub innych ale o tym zaraz). Uspokajanie działa jak płachta na byka i powoduje przeniesienie negatywnych emocji na ciebie.
Porozmawiaj z nim na spokojnie gdy się uspokoi daj do zrozumienia że dla ciebie jest to bardzo krzywdzące i zaproponuj albo leczenie albo wyładowanie się w inny sposób. Może worek treningowy w piwnicy lub wyjście na spacer. Generalnie żyję z taką osobą i moim a właściwie naszym sposobem na jego złość jest wspólne narzekanie na to co go zdenerwowało. Trochę minęło zanim to ogarnęliśmy ale działa. I nauczył się uważać na słowa chociaż to też wymagało rozmów i cierpliwość. Powodzenia życzę.
no najgorzej dzialaja slowa "nie denerwuj sie", jeszcze wiekszy rage
Chory? Skąd wiesz, że jest chory, skoro nie był u lekarza? Może po prostu jest przemocowcem? Powiem ci jedno - mnie ojciec nigdy nie uderzył, a moja matka nigdy nie odeszła. I to jest coś, czego jej nigdy nie zapomnę, przez co nie potrafię jej kochać tak, jak "powinnam" i przez co do teraz mam ogromne problemy.
Gdy masz dzieci, to musisz myśleć też o nich, a nie stawiać na pierwszym miejscu męża, dla którego wy jesteście gdzieś daleko z tyłu.