#uhgBT
Moja mama ma znajomości ze wszystkimi kanarami w mieście, a to przez to, że jest dosyć charyzmatyczna i mam brata inwalidę.
Do czego zmierzam? Otóż wracając komunikacją miejską siedziałem z dzieciakami z tyłu autobusu nad silnikiem, a na kolejnym przystanku wlazła moja "ciocia". Wiadomo, krzyczy "bilety do kontroli" i kolegom z klasy serca skaczą pod gardła - myślę, że to akurat normalne.
Przechodzi na tył, sprawdzając po kolei każdego, aż podchodzi do mnie (dialogu dokładnie nie pamiętam). Przywitałem ją jakby była członkiem rodziny, bo to przybrana ciocia, wymieniliśmy parę zdań i nawet nie zażądała biletu do kontroli ode mnie😜
Po wszystkim, jak sprawdziła każdego i wysiadła na kolejnym przystanku, klasa była w szoku😂
Ma się te kontakty. Ot, taka sytuacja😉
OT taka* !
Nie załapałam - dlaczego koledzy z klasy się zestresowali, jeżeli musieli wcześniej wpłacić pieniądze na bilety? I dlaczego byli w szoku?
Kiedy chodziłam do liceum, to każdy bilet zapewniał sobie we własnym zakresie, nikt z nauczycieli nie zbierał kasy na bilety i nie kupował ich specjalnie dla nas, bo większość dojeżdżających miała karty miejskie. W wyznaniu jest napisane tylko, że każdy miał mieć pieniądze na bilety, a nie, że to nauczyciel je kupował.
Ja się zawsze stresowałem kanarem, nawet jeśli miałem miesięczny, a bilet i legitke sprawdzałem z 5 razy przed jazdą XD
Pocieszne.
Co to za bzdury? W takiej sytuacji bilety ma ze sobą nauczyciel i kasuje za wszystkich żeby nie było żadnych problemów że ktoś zgubił albo chciał zaoszczedzić.
A od kiedy to. Od około 5 klasy sami musieliśmy kupować sobie bilety, to już nie było w interesie nauczyciela. Tylko się pytał czy, aby na pewno każdy ma.
Ano właśnie, to nie przedszkole, gdzie nauczyciel ma się martwić o takie rzeczy.
Vemonis, a co jeśli ktoś miał miesięczny?
Mial zapłacić kolejne dwa złote, żeby nauczyciel mógł sobie skasować bilety za wszystkich?
Diq1, rusz głową. Taki uczeń przedstawiał nauczycielowi bilet okresowy.
no i brawo nauczyles dzieciaki, ze mozna krasc
tak, jazda bez biletu to kradziez
Autor nie napisał, że jechał bez biletu, więc zakładam, że go miał, biorąc pod uwagę sytuację. Po prostu nie został sprawdzony. Jakoś nie widzę w tym przykładu dla reszty klasy.
Jakoś nie sądzę by charyzmatyczna matka, która próbowała ugrać darmowe przejazdy, bo ma niepełnosprawne dziecko, nauczyła go, że ma płacić za przejazd busem. Tym bardziej, że kontrolerzy nie sprawdzają im biletów, bo ich znają.
Czy mi się wydaje,czy napisałeś "wyznanie" o tym, jak spotkałeś bliską znajomą rodziny, która pracuje jako kontroler biletów? No niesamowita historia!!!
Anonimowe - nie wszyscy się przyznają że mają w znajomych kogoś takiego...
Znajomy jest policjantem, a jego brat bardziej z tych HWDP... do dzisiaj jak się na ulicy mijają to udają że się nie znają... a na imprezach rodzinnych to podobną gadają i chleją ze sobą jak... jak bracia no...
Fejm! :)
Fascynujące.
Spier**laj, mały masonie. Połamał nogi bratu i szczęśliwy.
Też kiedyś jechałam autobusami z przesiadkami i pech chciał, że ta sama trasa jechali kontrolerzy. Dwa razy sprawdzili mi bilet, za trzecim machnęli ręka i poszli w drugą stronę. Śmiechom nie było końca
Ja małam bilet MZK roczny i też się każdy dziwił (sami mogli kupić tylko kwartalny maks).