#uVzi0
Firma IT. Zagrożenie koronowirusem. No to błyskawicznie przechodzimy na pracę zdalną. Jak każdy kto tak pracował wie - wydajność spada. Masz 1 monitor zamiast 2, nie da się spytać o coś gościa siedzącego obok. Nie da się na szybko podejść do testera, analityka, architekta i o coś go spytać. Można tylko wysłać maila albo napisać na komunikatorze pytanie i modlić się, żeby to zauważył/akurat miał chwilę ci napisać odpowiedź. I tak ma każdy, więc efekt opóźnienia się kumuluje. Normalka, prawda, pracodawca powinien wziąć to pod uwagę?
No nie do końca.
Dostaliśmy wiadomość od team leadera, że ci, którym spadnie wydajność, wracają do pracy w biurze. Biorąc pod uwagę, że trzeba do pracy dojechać (ja mam samochód - to spoko, ale część ludzi dojeżdża autobusami, czasem z wiosek pod miastem), a potem pracować na zatłoczonym open space, W OKRESIE ZAGROŻENIA KORONOWIRUSEM... to praktycznie wyrok. Komuś się noga powinie i będzie można tylko się modlić, żeby przejść to łagodnie.
Nie ma to jak pozytywna motywacja.
Pracowałam w wielu firmach IT i mam mnóstwo znajomych z tej branży, jeszcze takiej sytuacji nie było. Wręcz przeciwnie, dają wszelkie możliwe udogodnienia. Nie wiem w jakim chłamie musisz ty pracować.
pewnie w comarchu xD
Jeśli już tak traktują pracowników, to widać że to chłam
Gość pracuje w jakimś janusz-sofcie i myśli, że takie traktowanie ludzi to reguła. Niby biedny, ale skoro dalej tam jest, to w sumie nawet mi go nie żal.
Dalej nie rozumiem jak może mieć w domu jeden monitor pracując w IT?? Uczysz się programowania to na jednym monitorze masz odpalony kurs, a na drugim konsolę. Ja kupiłam drugi monitor jak pisałam magisterkę, bo na jednym miałam ebooka a na drugim pracę - tak było wygodniej. Jak ktoś kto pracuje w IT ma jeden monitor? To wręcz nierealne. Przecież można kupić używany za kilka stów na olx.
Bez przesady człowieku, to nie jest dżuma, żeby to był wyrok. Poza tym statystyki są jasne, żeby złapać koronawirusa, trzeba mieć szczęście porównywalne do szóstki w lotka. O ile badasz się regularnie i nie jesteś w grupie ryzyka, to nie masz się czego bać. Zresztą po tym jak włosi oficjalnie przyznali się, że są kłamczuszkami w sprawie statystyk, to nie zdziwie się jak szybko wróci normalność.
No super, ale wiesz, że niektórzy mają rodziców, dziadków itd którzy mogą przechodzić to znacznie gorzej? A niektórzy olaboga muszą się np nimi zajmować. Nie wiem czy chciałbyś do chaty przynieść koronawirusa mając np ojca cukrzyka w starszym wieku, bo pracodawca kogoś tam zmusił go do przyjazdu do pracy, a akurat jest nosicielem, ale o tym nie wie. Fajnie, że to jest mały procent, ale dalej jest to ryzyko śmierci dla starszych osób. A swoją drogą przedstaw wszystkim te statystyki o wygranej w lotto, bo to akurat jest powtarzany fejk ;)
I jeśli ktoś uważa, że jeśli przez miesiąc śmierć prawie 9k ludzi(Włochy) to mało na chorobę na którą nie ma leku ani szczepionki musi być nieźle ograniczony.
Możesz mi dać link do informacji o fałszowaniu statystyk?
prosze bardzo
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=3508220279248265&set=a.533803756689947&type=3&theater
Nordek, ale przez to, że jest jakaś grupa zagrożonych, nie mogą cierpieć wszyscy. Grupę największego ryzyka trzeba zabezpieczyć i żyć dalej. Poza tym Włosi przyznali się, że wrzucali do statystyk wszystkie zgony jak leci, a nie na samego koronawirusa, a to mocno zmienia postać rzeczy.
Ah, wiem o czym mówisz. O chorobach stałych, na które umierali ludzie po zarażeniu się koronawirusem, a nie o śmierciach "jak leci". Zdajesz sobie sprawę, że masz przestarzałe informacje? I ludzie, którzy umarli np z powodu powikłań obecnie również są zaliczani do plonów koronawirusa, bo covid był pośrednią przyczyną zgonu? U nas w Polsce też był przypadek młodej kobiety kilka dni po urodzeniu dziecka zmarła na sepsę i tak, jest on w statystykach ujęty jako śmierć z powodu koronawirusa, bo wyobraź sobie, że na sepsę raczej nie umiera aż tak wielu ludzi jak w przypadku połączenia sepsy i covidu. I owszem, mogą cierpieć wszyscy, bo nie wiemy jeszcze dokładnie jakie mogą być dokładnie powikłania po koronawirusie albo czy np nie zmutuje. Wyobraź sobie, że świat to nie jest jakiś kapitalistyczny dołek ludzi bez kręgosłupa moralnego. Wiadomka, stare baby j*bać prądem, ale skazywanie 5% całej ludzkości na śmierć jest jednak trochę bezczelne więc ogarnij ryj, siedź w domu i wyłącz internet, bo tłumaczenie ludziom tak prostych rzeczy jest naprawdę żenujące
a u nas jak w obrazku, kt wrocilam, jako przyczyny zgonu podaje sie co innego niz koronka, bo nie ma tego w ICD-11
Nordek to nie wychodz już nigdy z domu, bo może cię przejechać samochód. Weźcie się w garść. Takie jest życie. Zawsze jest jakieś zagrożenie.
Nordek, ta kobieta, ktora zmarla po porodzie nie jest ujeta w statystykach. To co dzieje sie w naszyn kraju to zart. Ludzie umieraja z powodu niewydolnosci oddechowej z powodu wirusowego zapalenia pluc, maja dodatni test na korone ale nie sa zaliczani do osob zmarlych z powodu tego wirusa. Za powod smierci podaje sie cos innego aby tylko nie koronawirusa.
** wrzucilam
serio mam podejrzenia, ze komp podmienia mi wyrazy o.O
Kluska a kobieta po porodzie to czasem sie gronkowcem nie zarazila? i po nim przyszedl covid?
A na czym ma polegać owo częste badanie ?
Słabo mi jak czytam komentarze...
Ludzie, jak skończonym debilem trzeba być by pisać rzeczy w stylu „ to nie dżuma”, „na coś trzeba umrzeć”, „ zachorowanie jest porównywanie z wygraną w totka”, „śmiertelność to tylko 2%...”. Słuchajcie tumany:
Wiecie, kto na tego wirusa umiera i umrze? Nie tylko starzy ludzie, słabe jednostki, nie takie jak wy, jak lubicie myśleć. Jeżeli rozmiar epidemii przybierze u nas takie rozmiary jak we Włoszech to będą umierać noworodki i kobiety w ciąży z komplikacjami, które w innym wypadku nie stanowiły by takiego zagrożenia. Wyobrażacie sobie tysiące noworodków, na kwarantannie, z rodzicami w domach, wymagających zabiegów czy leczenia, z żółtaczką poporodową, problemami z karmieniem, oddychaniem czy sercem? I z nikąd pomocy bo szpitale przeobrażone na zakaźne będą objęte kwarantanną, personelu i sprzętu brak. Wiecie kto jeszcze umrze? Pacjenci onkologiczni, ludzie walczący od lat i wygrywający z chorobami, dla siebie, dla swoich rodzin, z chęcią do życia. A po walce z nowotworem zabije ich niewydolność oddechowa bo wirusem zrazi ich typ, który ma wywalone na kwarantanne „bo na coś trzeba umrzeć”. Szkoda tylko, że on przejdzie zarażenie bez komplikacji...Umrze też wasza miła sąsiadka, która codziennie biega po osiedlu, bo o czym nie wiecie, pod ubraniem ma pompę insulinową. I kolega z pracy z którym wychodziliście na piwo, bo ma silną astmę. Nie uda mu się kupić inhalatora, apteki będą wyczyszczone, obciążone pogotowie nie przyjedzie na czas i on udusi się we własnym łóżku. I wy, ograniczeni egoiści, nawet jeśli nie złapiecie wirusa, to schodząc ze schodów możecie przypadkiem spaść i połamać nogi. I nikt do was nie przyjedzie, bo służba zdrowia będzie sparaliżowana, nie będzie rąk i sprzętu do pracy. A gdy wasz( nie taki stary) ojciec na waszych oczach dostanie zawału to lepiej żebyście wiedzieli jak mu pomóc bo nikt nie przyjedzie gdy zadzwonicie na alarmowy. To się właśnie teraz dzieje we Włoszech.
„Na coś trzeba umrzeć...”
Bardzo mądrze napisałaś, szkoda że tylko jednego plusa da się wcisnąć. Nie obchodzą mnie statystyki, obchodzi mnie moje zdrowie i moich bliskich również ono obchodzi. Mam tego pecha że jestem z grupie, gdzie ryzyko śmierci lub groźnych powikłań jest naprawdę wysokie i dlatego mówię, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Uważam na siebie jak mogę i póki mam możliwość, nie wychodzę z domu a kontakt mam z moim kotem lub do lekarza jak muszę, czy jakieś zakupy ale i to łażę z maseczką i rękawiczkami jednorazowymi. Może ktoś widząc mnie pomyśli że przesadzam, ale mam to gdzieś. I wkurza mnie jak ktoś bagatelizuje problem, bo ja też kiedyś miałem dobra odporność i na taki wirus co najwyżej bym nakichał, i to dosłownie. Dziś niestety jest inaczej, ale tego nie zrozumie ten, kto ma więcej szczęścia niż rozumu w życiu.
Słabi umrą , trudno . Zawsze tak było :)
Nie wiem co robisz, gdzie pracujesz, ale ciekawi mnie czy jak stracisz pracę, albo twoja firma padnie z powodu kryzysu wywołanego przez panikę przed koronawirusem i zostaniesz z dnia na dzień bez środków do życia, to czy dalej będziesz twierdził, że te wszystkie obostrzenia były słuszne?
Z wiosek pod miastem do firmy IT? To co wy tam robicie - kartofle sadzicie komputerowo?
U nas pracuje 500 osób w zakładzie i nie da się pracować zdalnie. Wszyscy żyjemy. Nie sraj żarem. Ciesz się, że masz ta prace, bo niedługo połowa osób wyleci.
Ale fajne anonimowe
Nadal najniebezpieczniejsza część twojej pracy poza domem to moment w którym jedziesz do/z pracy.
Programistów chyba powinny interesować inne wirusy. Zresztą stereotypowy programista i tak żyje jakby miał wiecznie kwarantannę.
Musisz być słabym programistą, skoro dajesz się tak dymać w takiej bieda-korporacji.
albo dopiero zaczynac i cenic jakiekolwiek doswiadczenie
Albo pracuje w tak beznadziejny korpo ze jedyne co trzyma tam ludzi to kasa ;)
Scenariusz pozytywny: Wszyscy wracaja do biura. Wszyscy choruja. Wszyscy zdrowieja. W miedzyczasie wydajnosc spada do zera (na dwa tygodnie). Team leader wylatuje na zbita morde za porazajaca glupote. Nowy team leader potrafi myslec. Malo prawdopodobne, ale pomarzyc mozna.
Scenariusz mniej pozytywny ale bardziej realny. Wszyscy wracaja do biura. Wszyscy zostają zakażeni, na razie nie maja objawow. Część osób mieszka razem ze swoimi rodzicami/dziadkami. Oni też zostają zakażeni i polowa z nich umiera. Kilka osób mieszka z czlonkiem rodziny ktory ma raka/cukrzyce/problemy z sercem/ chorobe autoimmunologiczna. Te osoby tez zostaja zarazone i czesc z nich umiera. Zarazeni pracownicy zaczynaja czuc sie gorzej, trafiaja do szpitala. Dla czesci osob nie ma miejsca wiec umieraja w domu. Dla czesci jest miejsce ale brak im szczescia wiec tez umieraja.