Chciałbym popełnić samobójstwo, ale martwi mnie, że jeśli mi się nie uda, to będę zajmował miejsce i uwagę lekarzy, którzy mogliby w tym czasie pomóc komuś innemu.
A ja boję się, że coś pójdzie nie tak i zostanę rośliną, na łasce innych...
Meanness
Dziękuję, że Pan/Pani żyje. Na pewno jest Pan(i) kimś naprawdę miłym. Czy można Pan(i) pomóc, żeby mogła być Pan(i) szczęśliwa? Pani/a szczęście jest naprawdę ważne.
bazienka
jej jakie to puchate :)
CzyToNaPewnoJa
Aż przypomina mi historia jak mężczyzna chcąc się zabić zrobił coś takiego: poszedł nad klif, przywiązał linę do kamienia, wziął cyjanek, podpalił się założył pętlę na szyję i skoczył, a w międzyczasie chciał strzelić sobie w głowę. Jednak nie wszystko poszło po jego myśli, bo koła zamiast w głowę trafiła w linę i ją przecięła, delikwent wpadł do wody która ugasiła pożar na nim a słona woda wypłukała truciznę powodując wymioty. Zmarł po kilku dniach w szpitalu z powodu hipotermii.
To w sumie miły z Ciebie gość.
Czemu chcesz się zabić ?
Mmpp00
Rany... Ale to niezręczne..
Ostrzenozeinozyczki
Dlaczego niezręczne ? Od tego wyznania aż bije skrajnościami, że człowiek o takiej empatii, szanujący pracę w trosce o dobro innych jest jednak na tyle pokłócony z tym światem, że myśli o śmierci. Sugerujesz coś ?
Mmpp00
,, fajny z ciebie gościu, czemu chcesz się zabić? "?? To już totalny buc ma prawo chcieć swojej śmierci a miły facet nie? To właśnie ci najmilsi mają najczęściej największe problemy z samym sobą.
AleksanderTy
@Ostrzenozeinozyczki
Od praktycznie 3 lat cały czas chcę to zrobić, a ostatnio jest nawet gorzej. Czuję, że nie potrafię normalnie funkcjonować, moja toksyczna była od 4 lat cały czas próbuje wtrącać się w moje życie, moją jedyną pasją było tworzenie fikcyjnego uniwersum fantasy (tworzyłem je od ładnych 6 lat i dałoby się z niego zrobić conajmniej kilka świetnych serii), ale nie potrafię zrobić z fabuły kompetentnej książki. W sumie żyłem tylko dlatego, że może ktoś przeczytałby moje wypociny i je polubił. Ale jaki to ma sens, jeśli ta książka nie może powstać?
Żeby nie było, odwiedziłem 3 psychologów, według dwóch jestem zdrowy, ten trzeci kazał mi jeść więcej warzyw. Ale nawet gdy biorę d3, jem zgodnie z spersonalizowaną dietą, ćwiczę co dwa dni i chodzę codziennie na spacer do lasu lub parku, to i tak jest źle.
Ostrzenozeinozyczki
Przede wszystkim bardzo się cieszę i dziękuję, że postanowiłeś odpowiedzieć pod swoim wyznaniem ! Jak widzisz wielu obcych ludzi życzy Ci dobrze !
Współczuję ci z powodu toksycznej byłej, sam się kiedyś przekonałem, że od miłości do nienawiści potrafi niewiele dzielić. Nie wiem przez co się rozstaliście ale z własnego doświadczenia mogę cię zapewnić, że jeżeli dziewczyna przez tyle lat cię próbuje nękać to znaczy, że to ona nie może się pogodzić z rozstaniem a już na pewno z faktem, że możesz być bez niej szczęśliwy 😉 gdybyś nie był nic warty po prostu byś dla niej nie istniał a jednak dziewczyna dalej dostaje bzika na twoim punkcie. Potraktuj to jako komplement i bądź silny żeby być ponad to 😉 !
Odnośnie świata fantasy to wiesz nie każdy musi być Stephenem Kingiem i mieć talent do pisania książek ale za sam fakt, że przez lata tworzyłeś jakieś uniwersum zasługujesz na nagrodę Zajdla 😀 Sapkowski kiedyś opisywał ile wysiłku musiał włożyć w stworzenie fabuły dla swojego pięcioksięgu. Od zawsze byłem miłośnikiem fantastyki i pamiętam jak za dzieciaka mieliśmy z kumplami zajawkę na rpg (warhammer i dungeons and dragons !!) to najbardziej lubiłem być mistrzem gry 😀 uwielbiałem tworzyć w wyobraźni ten świat który moi koledzy musieli potem przemierzać. Ten suspens kiedy poznawałem ich z przygodami i wymyślonymi postaciami (zawsze ktoś ich musiał zdradzić ! 😆) I przyznam Ci, że to nie lada wyzwanie, teraz już bym chyba nie potrafił wymyśleć takich scenariuszy nie wiem, za dzieciaka musiałem mieć większą wyobraźnię 😉. Podziwiam Cię chłopie za tę siłę wyobraźni i upór. Sam zresztą chętnie usłyszałbym trochę o twoim świecie !
Odezwij się jeszcze pod wyznaniem, ewentualnie pisz na maila czczczarny@gmail.com
Trzymaj się !
Ps : była świruje za tobą 😂 ! Uwierz w siebie i się nie daj, poznasz lepszą 😉
Ps2 : nie przejmuj się psychologami, mało który powinien pracować w zawodzie.
Ps3 : nie możesz myśleć o śmierci. Szkoda Ciebie i twojego uniwersum które żyje razem z tobą !
KochamLodyMietowe
@AleksanderTy
Chętnie bym poczytała te twoje "wypociny" :)
Na pewno jest Pan wspaniałym człowiekiem i bez Pana wielu ludzi byłoby smutnych. Martwi się Pan o innych i nie chce Pan, żeby byli smutni, prawda? Wielu może być szczęśliwych tylko dlatego, że Pan tu jest. Można jakoś Panu pomóc? Dziękuję, że Pan żyje.
Fadir
A skąd niby możesz to wiedzieć? A może jest mordercą albo gwałcicielem? A może kogoś molestował, na przykład w autobusie, jak to na tej stronie popularne? Nic o nim nie wiesz, więc się nie wypowiadaj.
Ostrzenozeinozyczki
Ty z kolei nie pierwszy raz już pokazujesz, że masz jakieś głęboko skrywane kompleksy. Tacy jak ty przeważnie w prawdziwym życiu nie potrafią nawet dobrze gęby otworzyć.
co to za moda na te samobójstwa? problemy się rozwiązuje a nie od nich ucieka, tym bardziej w taki sposób.
Mmpp00
Takie mamy czasy, że każdy za czymś goni i nakładana jest na ludzi coraz większa presja. Kiedyś to się nikt nie przejmował. Każdy za przeproszeniem kija miał i nikt nie biegł nie wiadomo za czym. Każdy miał jakąś swoją rutynową rzeczywistość, przez co rzadko kto chciał popełnić samobójstwo, bo było ludziom dobrze i zajmowali się prostymi rzeczami (w większości).
Zielonooka
@Mmpp00 Rozumiem, styl dzisiejszego życia, pęd ku lepszemu potrafi przysporzyc sporo stresu. Każdy z nas boryka się z mniejszymi lub większymi problemami. Ale mimo wszystko się potrafię zrozumieć Jak można w taki sposób je rozwiązywać. a co mnie najbardziej dziwi to to, że teraz jest wiele samobójstw ludzi, którzy dopiero to życie zaczynają.
lovequidditch
Jako że zdarzyło mi się rozmawiać z rówieśnikami na ten temat, mam wrażenie, że w pewnym momencie uderzyło nas duże rozczarowanie życiem. Człowiek dorastał w czasach raczkowania social media, gdzie wszędzie widział tą popularność, bogactwo podróże, a potem wraca sobie ze szkoły po kolejnym takim samym dniu i zdaje sobie sprawę, że prawdopodobnie nigdy nie osiągnie takiego poziomu dóbr materialnych, a jego życie będzie się składać z tych samych dni, najpierw na uczelni, potem w pracy. W tym wieku nawet nie wie się często, co by się chciało robic, więc praca wydaje się koszmarem. Dodaj do tego wahania hormonalne, stres spowodowany maturą i wejściem w dorosłość, no i jakieś inne osobiste problemy. Czasem ktoś stwierdza po prostu stwierdza, że po co to wszystko
bazienka2
Zielonooka, czasem rzeczywistość to po prostu za dużo. Wszystko co cię otacza, każda myśl w twojej głowie i każde uczucie w sercu sprawiają, że czujesz jakby ci dusza gniła. Umierasz powoli od środka, powoli każdy kolejny pozytywny mechanizm wewnątrz ciebie się wyłącza, dostrzegasz coraz mniej powodów, by żyć. Stajesz się słabsza, apatyczna, nawet wyjście z domu po drożdżówkę staje się wyzwaniem, z którym nie zawsze jesteś w stanie sobie poradzić. Zaczynasz się łamać, twoje fundamenty po prostu za moment legną w gruzach. Im dłużej egzystujesz - bo życiem tego nie można nazwać - tym więcej spraw zawalasz. Nie czujesz się związany z tym światem, nie potrafisz wyobrazić sobie przyszłości, nawet marzenia cię przerastają, a każde z nich prędzej czy później zmienia się w koszmar. Jakieś ostatki instynktu samozachowawczego szukają wyjścia, ale zdajesz sobie sprawę, że każda potencjalna ścieżka kończy się ślepa uliczka. Zaczynasz rozumieć, że jesteś w potrzasku. W pułapce. Wiesz, że wyjścia nie ma. No... Prawie. Jest tylko jedna, jedyna droga ucieczki z tego koszmaru, z którego nie mogłeś się obudzić. Jedyne rozwiązanie, które może ci przynieść ulgę, uwolnić od ciężaru poczucia beznadziejności, winy, wstydu, rozpaczy i pustki - ciężaru, który wgniatal cię w grunt i sprawiał, że nie mogłeś normalnie oddychać. Dotąd byłeś jak słaba łupina na morzu, na którym szaleje sztorm, woda i wiatr rzucały tobą na wszystkie strony, boleśnie i bez celu, a ty czasem czules jakbyś tonal.
Ale właśnie, zaczyna ci wreszcie świtać jedna myśl. Skoro tak miałeś za życia, po śmierci musi być inaczej...
Keyle
@Zielonooka To nie jest wcale takie proste, bo ten problem może siedzieć naprawdę głęboko.
Ja nienawidzę siebie. Chodziłam na terapie, brałam antydepresanty, ale nic to nie dało. Poznałam fantastycznego faceta i przez pewien czas faktycznie chciałam żyć i cieszyć się życiem. Ale w końcu przyszły wątpliwości, czy jestem dla niego wystarczająco dobra, czy na dłuższą metę będzie ze mną szczęśliwy, czy mnie nie odrzuci. Chociaż nigdy nie dawał mi powodów, by tak myśleć, cały czas pokazuje mi, jak bardzo mnie kocha i mu na mnie zależy, ale ciągle mam w głowie czarne myśli. Nienawidzę ich. Nie mogę się niczym w pełni cieszyć, bo ciągle wszystko analizuję, rozkładam na czynniki pierwsze. Sama siebie dołuję. Nie potrafię przestać, taki mam sposób myślenia. Ciągle wytykam sobie swoje błędy, krytykuję się, wyzywam. Może ciężko w to uwierzyć, ale nie przeklinam, zawsze stosuję łagodne zamienniki, ale w mojej głowie na samą siebie rzucam wiązanki.
Nienawidzę siebie i żaden psycholog, ani psychiatra nie potrafi mi pomóc. Chciałabym rozwiązać ten problem, ale się nie da.
Dlatego rozumiem samobójców. Chętnie dołączyłabym do tego grona teraz, zaraz. Ale nie mogę, zależy mi na wspomnianym wcześniej mężczyźnie i nie mogę mu tego zrobić.
Zielonooka
O ile jestem w stanie wyobrazić sobie codzienną walkę z problemami, z szarą rzeczywistością, z walką z każdym dookoła i z samą sobą, to nie jestem w stanie wyobrazić sobie takiego stanu, gdzie śmierć mogłaby być najlepszym rozwiązaniem. sama miałam w życiu dość ciężko, również targały mną rozterki co mam w życiu robić, gdzie iść. Moje dotychczasowe życie polegało na ciągłej walce, krzywdzily mnie osoby najbliższe, i nie mówię tu o "niespełnionych milostkach" lecz o braku wsparcia nawet w rodzinie. jestem świadoma, że mam też silniejszą psychikę, Ale nie rozumiem jak można się poddać. Wiem, że codzienne oczekiwanie na słońce mię jest łatwe, jest wręcz koszmarem. Ale chociaż zabrzmi to sztampowo, to po każdej burzy wychodzi słońce. za każdy trud, w końcu dostaniemy nagrodę. Tego staram się trzymać przez całe życie.
Whiteknight
Czasem jest też tak, że nie ma pieniędzy, nie ma na nie nadziei, mimo że wszyscy tak się starają. Wszystko inne schodzi na dalszy plan. Twoje marzenia, w końcu generują koszty. Twoje zdrowie, unikasz kupowania leków i cierpisz. Jesteś przewlekle chory. Widzisz, co się dzieje z Twoją rodziną i masz kaca moralnego, że w ogóle śmiesz planować swoją przyszłość. Pracujesz, studiujesz, robisz, co możesz, ale to za mało. Przecież wszyscy robią co mogą i mają dosyć. Nikt nie odpoczywa. Są dobre momenty, coraz dłuższe, ale potem znów przychodzi załamanie. Po latach nie masz już siły myśleć "co mogę zrobić lepiej", "co wszyscy możemy zrobić lepiej". Możesz rzucić studia, ale co dalej? W Biedronce Cię nie chcą. Do maca trzeba wyłożyć stówę na badania. Odpisujesz na oferty pracy i dupa.
Zaczynasz myśleć, że jesteś jedną wielką kopalnią pieniędzy i bilansować. Twoje marne zarobki i alimenty a koszty utrzymania. Dochodzisz do wniosku, że jeśli umrzesz, wszystkim spadnie z ramion jakiś finansowy balast. Zaczynasz pisać testament, by wyprawili ci jak najtańszy pogrzeb. Wtedy nagle dostajesz wiadomość, że ktoś szuka pracownika, a Tobie nic nie szkodzi odpisać przecież. I nagle dostajesz jakiś zarobek na wakacje. Facet, który się odezwał do swoich studentów, nie ma pojęcia, że uratował Ci życie.
MamDwaPsy
@Zielonooka
Po prostu jesteś silną osobą. Ale nie każdy jest Tobą, więc są osoby słabsze, które wolą śmierć niż trwać w swoim piekle.
Ja za młodu byłam gnębiona w szkole psychicznie i po pewnym czasie przestałam chodzić tam. I teraz codziennie problem, albo iść do szkoły (źle, bo znowu spotkam oprawców, którzy będą dalej mnie gnębić), albo zostać w domu i przetrwać kolejne awantury. O tyle, że byłam młoda i głupia więc nikt nawet nie wiedział, że była próba.
Zielonooka
@Whiteknight widzisz, i zawsze gdy już jest baaardzo źle, myślisz że nic nie ma sensu, nie ma po co się starać to w końcu pojawia się coś, co daje nam naesieje na lepsze. grunt to cierpliwość, praca nad samym sobą i chęć Życia. Tak jak pisałam już wyżej, zawsze za nasz trud dostajemy nagrodę. w końcu po tylu porażkach, nagle okazuje się, że jednak da się postawić krok w przód. Ale tak, należy walczyć. nigdy się nie poddawać.
Zielonooka
@MamDwaPsy rozumiem, że problemy potrafią nas sięgnąć w każdym wieku i mieć różne rozmiary. Ale powiedzmy szczerze, czy faktycznie docinki kolegów (wierzę, że były napewno bardzo przykre i odcisnely ślad na psychice), Ale czy one warte sa tego, by kończyć coś tak cennego Jak życie? chyba jestem optymistką, bo wierzę, że karma (można nazwać to jak się chce) jednak do ludzi wraca. i ze wszystkie wysiłki w końcu zostaną wynagrodzone.
A ja żyję dla tych, na których mi z wzajemnością zależy i na złość tym, którzy nie mogą na mnie patrzeć i mam to w dupie. I przeżyję tyle, ile mi pisane. Polecam takie podejście.
jak się powiesisz to na 100% sie uda
jak dobrze sie zaplanuje samobojstwo to ni ma szans żeby sie nie udało
(oczywiscie zabijanie sie to głupota ale osobom z depresją chyba nie da sie przemówić do rozsądku)
Katana
OSOBOM Z DEPRESJA DA SIĘ POMÓC!!!!!!! Co to za obrzydliwy komentarz!!! Nie wolno zachęcać innych do samobójstwa i nie wolno kłaść lachy na ludziach z depresją!!!
A ja boję się, że coś pójdzie nie tak i zostanę rośliną, na łasce innych...
Dziękuję, że Pan/Pani żyje. Na pewno jest Pan(i) kimś naprawdę miłym. Czy można Pan(i) pomóc, żeby mogła być Pan(i) szczęśliwa? Pani/a szczęście jest naprawdę ważne.
jej jakie to puchate :)
Aż przypomina mi historia jak mężczyzna chcąc się zabić zrobił coś takiego: poszedł nad klif, przywiązał linę do kamienia, wziął cyjanek, podpalił się założył pętlę na szyję i skoczył, a w międzyczasie chciał strzelić sobie w głowę. Jednak nie wszystko poszło po jego myśli, bo koła zamiast w głowę trafiła w linę i ją przecięła, delikwent wpadł do wody która ugasiła pożar na nim a słona woda wypłukała truciznę powodując wymioty. Zmarł po kilku dniach w szpitalu z powodu hipotermii.
Skoro myślisz o takich rzeczach to jesteś na tyle empatyczny i wartościowy że szkoda by było żeby to się zmarnowało. Żyj.
To w sumie miły z Ciebie gość.
Czemu chcesz się zabić ?
Rany... Ale to niezręczne..
Dlaczego niezręczne ? Od tego wyznania aż bije skrajnościami, że człowiek o takiej empatii, szanujący pracę w trosce o dobro innych jest jednak na tyle pokłócony z tym światem, że myśli o śmierci. Sugerujesz coś ?
,, fajny z ciebie gościu, czemu chcesz się zabić? "?? To już totalny buc ma prawo chcieć swojej śmierci a miły facet nie? To właśnie ci najmilsi mają najczęściej największe problemy z samym sobą.
@Ostrzenozeinozyczki
Od praktycznie 3 lat cały czas chcę to zrobić, a ostatnio jest nawet gorzej. Czuję, że nie potrafię normalnie funkcjonować, moja toksyczna była od 4 lat cały czas próbuje wtrącać się w moje życie, moją jedyną pasją było tworzenie fikcyjnego uniwersum fantasy (tworzyłem je od ładnych 6 lat i dałoby się z niego zrobić conajmniej kilka świetnych serii), ale nie potrafię zrobić z fabuły kompetentnej książki. W sumie żyłem tylko dlatego, że może ktoś przeczytałby moje wypociny i je polubił. Ale jaki to ma sens, jeśli ta książka nie może powstać?
Żeby nie było, odwiedziłem 3 psychologów, według dwóch jestem zdrowy, ten trzeci kazał mi jeść więcej warzyw. Ale nawet gdy biorę d3, jem zgodnie z spersonalizowaną dietą, ćwiczę co dwa dni i chodzę codziennie na spacer do lasu lub parku, to i tak jest źle.
Przede wszystkim bardzo się cieszę i dziękuję, że postanowiłeś odpowiedzieć pod swoim wyznaniem ! Jak widzisz wielu obcych ludzi życzy Ci dobrze !
Współczuję ci z powodu toksycznej byłej, sam się kiedyś przekonałem, że od miłości do nienawiści potrafi niewiele dzielić. Nie wiem przez co się rozstaliście ale z własnego doświadczenia mogę cię zapewnić, że jeżeli dziewczyna przez tyle lat cię próbuje nękać to znaczy, że to ona nie może się pogodzić z rozstaniem a już na pewno z faktem, że możesz być bez niej szczęśliwy 😉 gdybyś nie był nic warty po prostu byś dla niej nie istniał a jednak dziewczyna dalej dostaje bzika na twoim punkcie. Potraktuj to jako komplement i bądź silny żeby być ponad to 😉 !
Odnośnie świata fantasy to wiesz nie każdy musi być Stephenem Kingiem i mieć talent do pisania książek ale za sam fakt, że przez lata tworzyłeś jakieś uniwersum zasługujesz na nagrodę Zajdla 😀 Sapkowski kiedyś opisywał ile wysiłku musiał włożyć w stworzenie fabuły dla swojego pięcioksięgu. Od zawsze byłem miłośnikiem fantastyki i pamiętam jak za dzieciaka mieliśmy z kumplami zajawkę na rpg (warhammer i dungeons and dragons !!) to najbardziej lubiłem być mistrzem gry 😀 uwielbiałem tworzyć w wyobraźni ten świat który moi koledzy musieli potem przemierzać. Ten suspens kiedy poznawałem ich z przygodami i wymyślonymi postaciami (zawsze ktoś ich musiał zdradzić ! 😆) I przyznam Ci, że to nie lada wyzwanie, teraz już bym chyba nie potrafił wymyśleć takich scenariuszy nie wiem, za dzieciaka musiałem mieć większą wyobraźnię 😉. Podziwiam Cię chłopie za tę siłę wyobraźni i upór. Sam zresztą chętnie usłyszałbym trochę o twoim świecie !
Odezwij się jeszcze pod wyznaniem, ewentualnie pisz na maila czczczarny@gmail.com
Trzymaj się !
Ps : była świruje za tobą 😂 ! Uwierz w siebie i się nie daj, poznasz lepszą 😉
Ps2 : nie przejmuj się psychologami, mało który powinien pracować w zawodzie.
Ps3 : nie możesz myśleć o śmierci. Szkoda Ciebie i twojego uniwersum które żyje razem z tobą !
@AleksanderTy
Chętnie bym poczytała te twoje "wypociny" :)
Na pewno jest Pan wspaniałym człowiekiem i bez Pana wielu ludzi byłoby smutnych. Martwi się Pan o innych i nie chce Pan, żeby byli smutni, prawda? Wielu może być szczęśliwych tylko dlatego, że Pan tu jest. Można jakoś Panu pomóc? Dziękuję, że Pan żyje.
A skąd niby możesz to wiedzieć? A może jest mordercą albo gwałcicielem? A może kogoś molestował, na przykład w autobusie, jak to na tej stronie popularne? Nic o nim nie wiesz, więc się nie wypowiadaj.
Ty z kolei nie pierwszy raz już pokazujesz, że masz jakieś głęboko skrywane kompleksy. Tacy jak ty przeważnie w prawdziwym życiu nie potrafią nawet dobrze gęby otworzyć.
A byś się zdziwił, knurze obesrany.
co to za moda na te samobójstwa? problemy się rozwiązuje a nie od nich ucieka, tym bardziej w taki sposób.
Takie mamy czasy, że każdy za czymś goni i nakładana jest na ludzi coraz większa presja. Kiedyś to się nikt nie przejmował. Każdy za przeproszeniem kija miał i nikt nie biegł nie wiadomo za czym. Każdy miał jakąś swoją rutynową rzeczywistość, przez co rzadko kto chciał popełnić samobójstwo, bo było ludziom dobrze i zajmowali się prostymi rzeczami (w większości).
@Mmpp00 Rozumiem, styl dzisiejszego życia, pęd ku lepszemu potrafi przysporzyc sporo stresu. Każdy z nas boryka się z mniejszymi lub większymi problemami. Ale mimo wszystko się potrafię zrozumieć Jak można w taki sposób je rozwiązywać. a co mnie najbardziej dziwi to to, że teraz jest wiele samobójstw ludzi, którzy dopiero to życie zaczynają.
Jako że zdarzyło mi się rozmawiać z rówieśnikami na ten temat, mam wrażenie, że w pewnym momencie uderzyło nas duże rozczarowanie życiem. Człowiek dorastał w czasach raczkowania social media, gdzie wszędzie widział tą popularność, bogactwo podróże, a potem wraca sobie ze szkoły po kolejnym takim samym dniu i zdaje sobie sprawę, że prawdopodobnie nigdy nie osiągnie takiego poziomu dóbr materialnych, a jego życie będzie się składać z tych samych dni, najpierw na uczelni, potem w pracy. W tym wieku nawet nie wie się często, co by się chciało robic, więc praca wydaje się koszmarem. Dodaj do tego wahania hormonalne, stres spowodowany maturą i wejściem w dorosłość, no i jakieś inne osobiste problemy. Czasem ktoś stwierdza po prostu stwierdza, że po co to wszystko
Zielonooka, czasem rzeczywistość to po prostu za dużo. Wszystko co cię otacza, każda myśl w twojej głowie i każde uczucie w sercu sprawiają, że czujesz jakby ci dusza gniła. Umierasz powoli od środka, powoli każdy kolejny pozytywny mechanizm wewnątrz ciebie się wyłącza, dostrzegasz coraz mniej powodów, by żyć. Stajesz się słabsza, apatyczna, nawet wyjście z domu po drożdżówkę staje się wyzwaniem, z którym nie zawsze jesteś w stanie sobie poradzić. Zaczynasz się łamać, twoje fundamenty po prostu za moment legną w gruzach. Im dłużej egzystujesz - bo życiem tego nie można nazwać - tym więcej spraw zawalasz. Nie czujesz się związany z tym światem, nie potrafisz wyobrazić sobie przyszłości, nawet marzenia cię przerastają, a każde z nich prędzej czy później zmienia się w koszmar. Jakieś ostatki instynktu samozachowawczego szukają wyjścia, ale zdajesz sobie sprawę, że każda potencjalna ścieżka kończy się ślepa uliczka. Zaczynasz rozumieć, że jesteś w potrzasku. W pułapce. Wiesz, że wyjścia nie ma. No... Prawie. Jest tylko jedna, jedyna droga ucieczki z tego koszmaru, z którego nie mogłeś się obudzić. Jedyne rozwiązanie, które może ci przynieść ulgę, uwolnić od ciężaru poczucia beznadziejności, winy, wstydu, rozpaczy i pustki - ciężaru, który wgniatal cię w grunt i sprawiał, że nie mogłeś normalnie oddychać. Dotąd byłeś jak słaba łupina na morzu, na którym szaleje sztorm, woda i wiatr rzucały tobą na wszystkie strony, boleśnie i bez celu, a ty czasem czules jakbyś tonal.
Ale właśnie, zaczyna ci wreszcie świtać jedna myśl. Skoro tak miałeś za życia, po śmierci musi być inaczej...
@Zielonooka To nie jest wcale takie proste, bo ten problem może siedzieć naprawdę głęboko.
Ja nienawidzę siebie. Chodziłam na terapie, brałam antydepresanty, ale nic to nie dało. Poznałam fantastycznego faceta i przez pewien czas faktycznie chciałam żyć i cieszyć się życiem. Ale w końcu przyszły wątpliwości, czy jestem dla niego wystarczająco dobra, czy na dłuższą metę będzie ze mną szczęśliwy, czy mnie nie odrzuci. Chociaż nigdy nie dawał mi powodów, by tak myśleć, cały czas pokazuje mi, jak bardzo mnie kocha i mu na mnie zależy, ale ciągle mam w głowie czarne myśli. Nienawidzę ich. Nie mogę się niczym w pełni cieszyć, bo ciągle wszystko analizuję, rozkładam na czynniki pierwsze. Sama siebie dołuję. Nie potrafię przestać, taki mam sposób myślenia. Ciągle wytykam sobie swoje błędy, krytykuję się, wyzywam. Może ciężko w to uwierzyć, ale nie przeklinam, zawsze stosuję łagodne zamienniki, ale w mojej głowie na samą siebie rzucam wiązanki.
Nienawidzę siebie i żaden psycholog, ani psychiatra nie potrafi mi pomóc. Chciałabym rozwiązać ten problem, ale się nie da.
Dlatego rozumiem samobójców. Chętnie dołączyłabym do tego grona teraz, zaraz. Ale nie mogę, zależy mi na wspomnianym wcześniej mężczyźnie i nie mogę mu tego zrobić.
O ile jestem w stanie wyobrazić sobie codzienną walkę z problemami, z szarą rzeczywistością, z walką z każdym dookoła i z samą sobą, to nie jestem w stanie wyobrazić sobie takiego stanu, gdzie śmierć mogłaby być najlepszym rozwiązaniem. sama miałam w życiu dość ciężko, również targały mną rozterki co mam w życiu robić, gdzie iść. Moje dotychczasowe życie polegało na ciągłej walce, krzywdzily mnie osoby najbliższe, i nie mówię tu o "niespełnionych milostkach" lecz o braku wsparcia nawet w rodzinie. jestem świadoma, że mam też silniejszą psychikę, Ale nie rozumiem jak można się poddać. Wiem, że codzienne oczekiwanie na słońce mię jest łatwe, jest wręcz koszmarem. Ale chociaż zabrzmi to sztampowo, to po każdej burzy wychodzi słońce. za każdy trud, w końcu dostaniemy nagrodę. Tego staram się trzymać przez całe życie.
Czasem jest też tak, że nie ma pieniędzy, nie ma na nie nadziei, mimo że wszyscy tak się starają. Wszystko inne schodzi na dalszy plan. Twoje marzenia, w końcu generują koszty. Twoje zdrowie, unikasz kupowania leków i cierpisz. Jesteś przewlekle chory. Widzisz, co się dzieje z Twoją rodziną i masz kaca moralnego, że w ogóle śmiesz planować swoją przyszłość. Pracujesz, studiujesz, robisz, co możesz, ale to za mało. Przecież wszyscy robią co mogą i mają dosyć. Nikt nie odpoczywa. Są dobre momenty, coraz dłuższe, ale potem znów przychodzi załamanie. Po latach nie masz już siły myśleć "co mogę zrobić lepiej", "co wszyscy możemy zrobić lepiej". Możesz rzucić studia, ale co dalej? W Biedronce Cię nie chcą. Do maca trzeba wyłożyć stówę na badania. Odpisujesz na oferty pracy i dupa.
Zaczynasz myśleć, że jesteś jedną wielką kopalnią pieniędzy i bilansować. Twoje marne zarobki i alimenty a koszty utrzymania. Dochodzisz do wniosku, że jeśli umrzesz, wszystkim spadnie z ramion jakiś finansowy balast. Zaczynasz pisać testament, by wyprawili ci jak najtańszy pogrzeb. Wtedy nagle dostajesz wiadomość, że ktoś szuka pracownika, a Tobie nic nie szkodzi odpisać przecież. I nagle dostajesz jakiś zarobek na wakacje. Facet, który się odezwał do swoich studentów, nie ma pojęcia, że uratował Ci życie.
@Zielonooka
Po prostu jesteś silną osobą. Ale nie każdy jest Tobą, więc są osoby słabsze, które wolą śmierć niż trwać w swoim piekle.
Ja za młodu byłam gnębiona w szkole psychicznie i po pewnym czasie przestałam chodzić tam. I teraz codziennie problem, albo iść do szkoły (źle, bo znowu spotkam oprawców, którzy będą dalej mnie gnębić), albo zostać w domu i przetrwać kolejne awantury. O tyle, że byłam młoda i głupia więc nikt nawet nie wiedział, że była próba.
@Whiteknight widzisz, i zawsze gdy już jest baaardzo źle, myślisz że nic nie ma sensu, nie ma po co się starać to w końcu pojawia się coś, co daje nam naesieje na lepsze. grunt to cierpliwość, praca nad samym sobą i chęć Życia. Tak jak pisałam już wyżej, zawsze za nasz trud dostajemy nagrodę. w końcu po tylu porażkach, nagle okazuje się, że jednak da się postawić krok w przód. Ale tak, należy walczyć. nigdy się nie poddawać.
@MamDwaPsy rozumiem, że problemy potrafią nas sięgnąć w każdym wieku i mieć różne rozmiary. Ale powiedzmy szczerze, czy faktycznie docinki kolegów (wierzę, że były napewno bardzo przykre i odcisnely ślad na psychice), Ale czy one warte sa tego, by kończyć coś tak cennego Jak życie? chyba jestem optymistką, bo wierzę, że karma (można nazwać to jak się chce) jednak do ludzi wraca. i ze wszystkie wysiłki w końcu zostaną wynagrodzone.
Jak się coś robi to albo porządnie, albo wcale. A może zastanów się nad sobą, znajdź jakieś pozytywy, postaraj się rozwiązać swoje problemy,
A ja żyję dla tych, na których mi z wzajemnością zależy i na złość tym, którzy nie mogą na mnie patrzeć i mam to w dupie. I przeżyję tyle, ile mi pisane. Polecam takie podejście.
Zacytuję tylko:
"A ja przekonałem się nieraz
Że nie ma co wychodzić z kina, póki trwa seans"
Tylko że często to na sceny po napisach warto czekać, a nigdy nie masz pewności czy będą i tym razem n
To zrób to skutecznie.
jak się powiesisz to na 100% sie uda
jak dobrze sie zaplanuje samobojstwo to ni ma szans żeby sie nie udało
(oczywiscie zabijanie sie to głupota ale osobom z depresją chyba nie da sie przemówić do rozsądku)
OSOBOM Z DEPRESJA DA SIĘ POMÓC!!!!!!! Co to za obrzydliwy komentarz!!! Nie wolno zachęcać innych do samobójstwa i nie wolno kłaść lachy na ludziach z depresją!!!