#uI5X1
Jolanta miała już jednego partnera, z którym ma dziecko, Mateusza. Kochany dzieciak, dogaduję się z nim, kocham go i traktuję jak swoje własne dziecko, ale postanowiliśmy z Jolką, że razem też będziemy mieli dziecko (do Mateusza jeszcze wrócę). Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy, Jolka zaszła w ciążę bez problemów, dziecko urodziło się zdrowe i bez żadnych wad, na imię mu daliśmy Aleksander, Aleks.
Pierwsze tygodnie z dzieckiem były trudne, wiadomo, maleństwo płacze w nocy, butla, kolki itd., standard. Razem z Jolką zajmowaliśmy się na przemian Aleksem, ale też nie zapomnieliśmy o Mateuszu.
Wszystko toczyło się pięknie i bez problemu, aż... to chyba moja wina, bo nie zauważyłem tego wcześniej.
Jolka ma depresję poporodową, coraz rzadziej zajmuje się dziećmi, kiedy wracam z pracy i Mateusz, i Aleks są za przeproszeniem zasrani, zasikani, brudni, głodni. Aleks przechodzi przez ząbkowanie i Jolka się na nim wyżywa po prostu, nie bije go, ale krzyczy, trzęsie nim w powietrzu, żeby się uspokoił, co tylko sprawia, że jest jeszcze gorzej.
Byliśmy u psychologa, dostała tabletki na depresję, ale nie widzę jakiejś poprawy, podobno zaczynają działać po 12 tygodniach, co jest za długo moim zdaniem.
Z dnia na dzień jest tylko gorzej, boję się, że wrócę do domu, a tam będą trzy ciała lub dwa małe ciała... nie chcę nawet o tym myśleć.
Skontaktowałem się z biologicznym ojcem Mateusza i okazało się, że to był właśnie jeden z powodów czemu się rozstali. Co prawda wtedy było to słabsze i Jolka tylko miała lekkie objawy, łatwo ją coś denerwowało, była apatyczna itd., typowe objawy depresji poporodowej jak czytałem w internecie, tylko że teraz, przy drugim dziecku, jest o wiele gorzej.
Wszyscy cierpimy - ja i dzieci, cała rodzina.
Rozmawiałem ze swoimi rodzicami, z jej też, każdy rozkłada ręce. Zero pomocy. Dziećmi nie chcą się zająć, ja z pracy nie mogę zrezygnować, bo tylko z tego żyjemy.
Myślę, czy nie odejść i zabrać dzieci, tylko jak sobie z tym wszystkim sam poradzę? Praca, dom i dziecko, moje dziecko, bo raczej praw rodzicielskich do Mateusza nie dostanę, bo nie jestem ojcem biologicznym. Sam nawet nie wiem jak to wszystko działa... Rozmyślam, czy po prostu nie zadzwonić do MOPS-u czy innej instytucji i zgłosić jako osoba anonimowa co się dzieje. Słyszałem, jak traktują, a raczej faworyzują sądy rodzinne matki w Polsce i nawet kobiety z problemami psychicznymi podobno dostają opiekę nad dzieckiem/dziećmi, a wtedy to już jej nikt nie powstrzyma od zrobienia czegoś strasznego. Nie wiem co mam robić, ile czekać, ile błagać, żeby się uspokoiła i próbować jej pomóc w jakikolwiek sposób. Jestem bezsilny.
Ona się nie może uspokoić, to nie zależy od jej woli, jest chora. Gdyby miała raka też mówiłbyś żeby przestała go mieć? Leczenie depresji, tak jak każdej choroby przewlekłej i potencjalnie śmiertelnej wymaga czasu. Rozumiem, że boisz się o dzieci, to zupełnie zrozumiałe, a nawet w tej sytuacji zasadne, i tu widzę największy problem. Udanie się do MOPS to nie jest zły pomysł, ale nie po to, żeby żonę zadenuncjować, ale żeby prosić o pomoc. Może istnieje możliwość przydzielenia opiekunki społecznej, asystenta rodziny, który regularnie przychodziłby podczas twojej nieobecności. Twoja żona potrzebuje wsparcia na wielu płaszczyznach, psychicznego i w opiece nad dziećmi. Ostatnio głośno o depresji poporodowej i tragediach do jakich dochodzi po jej wpływem, jest więc szansa, że pracownicy MOPS nie zbagatelizują twojej prośby. Zadbaj żeby brała leki regularnie i bez przerw. Życzę wytrwałości.
W przypadku depresji i wszelkich ataków agresji na różnym tle ważne jest jednak oprócz wsparcia, terapii czy w końcu leków, samo podejście osoby chorej i jej chęć do zmiany. Wiem jak choroba przyćmiewa człowieka ale nie można do końca robić z niego osoby bezradnej i niepoczytalnej. Może w przypadkach ciężkiej schizofrenii chory faktycznie nie ogarnia co się z nim dzieje ale przy depresji albo takim np. borderze jest świadom swoich czynów (w momentach uspokojenia). Co jej da asystent rodzinny, jeżeli jej własny mąż (zarówno obecny jak i wcześniej poprzedni) nie potrafi wywrzeć na nią wpływu. Może sama nie chce widzieć problemu, tym bardziej, że zgodziła się na drugie dziecko wiedząc co było po poprzedniej ciąży. Wsparcie i dobrze dobrane (!) leki to ważne rzeczy ale najważniejsza jest chęć do walki samej kobiety. Jak jej nie ma to współczuję mężowi. Czekają go przykre i ciężkie decyzje.
Byliście u psychologa i dostała leki? Albo coś pomieszałeś, albo ściemniasz.
Autorze, psycholog nie może wypisać leków, bo nie jest lekarzem. Leki wypisuje psychiatra.
Jeśli żona ma depresję poporodową, to powinna być pod opieką zarówno psychiatry jak i psychologa- każdy z nich zajmuje się czymś innym i wzajemnie się uzupełniają w procesie leczniczym.
Leczenie depresji nie trwa tydzień, tylko długie miesiące, a leki działające na psychikę potrzebują czasu, aby zadziałać. Rozumiem, że jesteś zmęczony sytuacją, ale nie oczekuj w takiej chorobie, że wszystko zacznie się poprawiać już z tygodnia na tydzień. Żona potrzebuje teraz solidnego leczenia, wsparcia i morza cierpliwości do niej, a nie kopa w dupę.
Z jednej strony masz rację, że potrzebuje wsparcia i że leczenie trwa. Z drugiej strony on się boi o życie dzieci. Nawet takie szarpanie niemowlakiem może doprowadzić do uszkodzenia szyi, kręgosłupa, mózgu, a nawet jego śmierci!
Można się wykazać wsparciem i cierpliwością do obniżonego nastroju, sama cierpiałam na depresję kilka lat, więc wiem, że jest ciężko, ale brak we mnie akceptacji dla kerzywdzenia innych, a już zwłaszcza tak bezbronnych! Jak nade mną brały górę nerwy i rozpacz, to wolałam szybko (lecz delikatnie) odłożyć dziecko na ziemię i uciec na chwilę do drugiego pokoju, by te emocje rozładować/uspokoić się, a nie trząść dzieckiem, które płacze, bo je coś boli!
Ale przecież to się nie wyklucza. Trzeba zapewnić pomoc oraz bezpieczeństwo zarówno żonie, jak i dzieciom.
"Jestem z Jolantą już kilka ładnych lat, na dobre i na złe, kocham ją i staram się jej pomagać we wszystkim praktycznie, fizycznie i psychicznie... ", ale byliście raz u lekarza i nie pomogło od razu (bo przecież 12 tygodni to za długo), to już myślisz o rozstaniu - mam tu dysonans poznawczy.
Bezsilna to jest żona. A Ty zamiast chcieć pomoc to chcesz, żeby się uspokoiła. Chyba jesteś typem, który na depresję radzi nie być smutnym. To nie jest depresja poporodowa, skoro dziecko już ząbkuje, tylk bardziej zaawansowana, bo nieleczona. Skup się na żonie, weź urlop, jeśli masz taka możliwość i wybierz się z nią do psychiatry, bo psycholog nie wypisuje leków, więc coś tu przekłamane.
"co jest za długo moim zdaniem."
Tylko że mózg to najbardziej skomplikowane co mamy, więc ciesz się że w ogóle mamy coś co działa i że chciała się leczyć.
Musisz być przy niej, wspierać ją. Depresje poporodowe często kończą się tragicznie. Takie potrząsanie dzieckiem tez jest dla niego niezdrowie, kto wie jakie szkody w układzie nerwowym dziecka może to wyrządzić. Rozmowa ze specjalista w obecnej sytuacji online ale to zawsze coś. Rozumiem, że nie możesz zrezygnować z pracy ale musi być jakies wyjście. Nie macie znajomych, przyjaciół , kogoś z kim Twoja kobieta mogłaby pogadać? MOPS może być rozwiązaniem ale ewentualnie w ramach pomocy, a nie radykalnym zabraniu dzieci. Chociaz nie wiem czy w obliczu depresji i zmiennych wahań nastroju nie lepiej jednak odciąć partnerkę od dzieci na jakiś czas. Tak gdybam, nie jestem psychologiem. Daj znać co u Was za jakiś czas autorze!
Potrząsanie/podrzucanie niemowlakiem jest jak najbardziej niewskazane. Raz, że to naraża jego bardzo delikatny kręgosłup na odcinku szyjnym, a dwa, że przez takie akrobacje maluch może nabawić się krwiaków - choćby podtwardówkowego, wstrząśnienia mózgu, czy innych urazów wewnątrzczaszkowych. Może też dojść do połamania czaszki i w efekcie powstania odmy, jeśli zdarzy się, że dziecko wypadnie z rąk. Najgorsze jest to, że wszystkie wymienione przeze mnie czynniki mogą prowadzić do śmierci. Jeśli dziecko jest szczególnie i wymiotuje, może to świadczyć o obrazeniach wewnątrzczaszkowych. Normalnie radzilabym ci pójść z nim do lekarza, żeby zlecił odpowiednie badania i upewnil się czy dziecku nic nie jest... No ale w aktualnych okolicznościach to mogłoby być utrudnione 🤷♂️
*jeśli dziecko jest szczególnie rozdrażnione
Słówko mi uciekło
To może zabierz żonę na randkę, spacer albo kolację w restauracji. Łatwo mówić jak się nie siedzi z dziećmi 24/h. Chociaż teraz to niemożliwe to warto spróbować później
Z opiekunką ;)
Po prostu weź wolne i się zajmij dziećmi 🤦 serio? To nie jest jej wina, że ma depresję. Daj jej czas dla siebie i jej pomóż. Związek to nie jedynie szuranie się i robienie obiadu. To partnerstwo. Ona potrzebuje pomocy. Szkoda, że ty tego nie widzisz.
Norskekatten, nie chodzi o to by on rzucił pracę, tylko żeby ją odciążył. Zajął się dziećmi, gdy ona w tym czasie zajmie się tylko sobą.
Zajmowanie się maluchami jest męczące. Szczególnie, gdy spada tylko na jedną osobę. Jesteś z tymi dziećmi 24/7, bez chwili dla siebie. To jest trudne. Może siąść psychika, gdy nie ma się wsparcia w partnerze.
Już dużo daje sama możliwość wzięcia kąpieli w momencie, gdy tobie pasuje, a nie wtedy, gdy akurat dzieci zasnęły, a ty korzystasz z tej krótkiej chwili "wolnego". Niektóre dzieci ucinaja sobie bardzo krótkie drzemki, np. 15-minutowe.
Chcesz ją kopnąć w dupę, bo jest chora?
Pomyliłeś chyba psychologa z psychiatrą, psycholog nie może wypisać antydepresantów.