#taHdU
Odkąd pamiętam, nie mam nawet przyjaciółki.
Zawsze, kiedy ktoś mnie potrzebuje, to jestem. Nawet mój facet aż tak mną się nie interesuje. Mam wrażenie, że jest ze mną, bo „nikogo lepszego nie znajdzie”.
Chciałabym, aby ktoś się mną tak samo „zaopiekował” jak ja innymi. Aby faktycznie pamiętał, co lubię i znał mój „język miłości”, a nie tylko sprawiał takie pozory.
W swoim pierwszym związku miałam mnóstwo rzeczy, które mi nie pasowały, ale zawsze miałam problem ocenić czy nie mam zbyt nierealnych wymagań. Po rozstaniu zaliczyłam jakiś ogromny skok poczucia własnej wartości i stwierdziłam, że szukam takiego, co spełni wszystkie moje wymagania albo żadnego i dość szybko znalazłam. I z tej perspektywy mogę Ci powiedzieć, że facet, który zna Twój język miłości i pamięta co lubisz nie jest zawyżonym standardem. Po prostu Twój obecny nie ceni Cię wystarczająco, żeby się starac
Dziękuję, że Pani żyje. Jest Pani naprawdę wspaniała. Na pewno wielu ludzi Pani potrzebuje, wielu zapewne nawet nie może bez Pani żyć. I nie ma wątpliwości, że uszczęśliwia Pani ludzi samym swym istnieniem. Mam nadzieję, że będzie Pani zawsze zdrowa i szczęśliwa.
Nikt Cie nie pokocha tak jak Ty potrzebujesz. Bo to głód ktory tylko Ty sama mozesz sobie zaspokoić. I ludzie to czują.
Nie zgadzam się. Dzieci mają naturalną potrzebę przynależności i znaczenia. Potrzebę miłości od rodziców. Jeśli ta potrzeba nie jest zaspokojona w najwcześniejszych latach dzieciństwa, człowiek szuka jej podświadomie później. A w dorosłym życiu raczej nie jesteśmy kochani i akceptowani bezwarunkowo, tak jak dzieci powinny być kochane i akceptowane przez swoich rodziców. I jest błędne koło, bo wciąż pozostaje ta niezaspokojona potrzeba, którą z wiekiem zaspokoić coraz trudniej, ale bez której trudno jest ruszyć dalej.
Nie chcę mówić, że tak jest w przypadku Autorki, ale że nie wszystkie potrzeby jesteśmy w stanie zaspokoić sobie sami.
@Postac nad tym można pracować. Można chociażby siebie zaakceptować i pokochać. To dużo daje.
Po co TY z nim jestes?
Być może wsadzę kij wie mrowisko, ale co jeśli autorka cierpi na chroniczne niedowartościowanie (może braki z wczesnego dzieciństwa), nigdy nie otworzyła się przed partnerem a on się nie umiał domyślić ani wywróżyć z fusów co ona tak naprawdę lubi? Co jeśli to wrażenie co do partnera nie jest oparte na rzeczywistości, a na własnych lękach i niskiej samoocenie?
Nie ukrywam, że i mi to przemknęło przez myśl. To jest prawdopodobna wersja.
Ale tak czy siak może być jakieś niedopasowanie charakterów. Może tworzy związek z kimś gruboskórnym i powściągliwym, a przydałby się ktoś bardziej miękko-cielakowaty dla niej.
Nie ukrywam, że i mi to przemknęło przez myśl. To jest prawdopodobna wersja.
Ale tak czy siak może być jakieś niedopasowanie charakterów. Może tworzy związek z kimś gruboskórnym i powściągliwym, a przydałby się ktoś bardziej miękko-cielakowaty dla niej.
Jak tak się rozglądam wokoło, to widzę, że przyjaźnie trwają tylko do momentu. Tym momentem przeważnie jest założenie własnej rodziny, siłą rzeczy człowiek na tym najbardziej się skupia no i wtedy odpuszcza podtrzymywanie kontaktów. Kiedyś czułam trochę ból z tego powodu ale zrozsądniałam ;)
A czy wiesz sama, co dokładnie miałby robić ten Twój chłopak, żebyś czuła się zaopiekowana? Gdy już to zdefiniujesz, możesz porozmawiać z chłopakiem o tym jak byś chciała, by okazywał swoje uczucia. Może on wcale nie wie, że potrzebujesz takich rzeczy.
No a jeśli się nie uda.. no to może to nie jest to?
Ochłodź związek i sprawdź czy facet to zauważy.
Jeśli nie ma ktoś po co albo dla kogo żyć to niech żyje na złość innym.
Lepiej znaleźć sobie kogoś i/lub coś aby warto było żyć.
Przede wszystkim zaopiekuj się sobą najpierw tak jak chcesz być zaopiekowana. To dużo zmieni w tym jak na siebie patrzysz. I podwyższy Twoje standardy.