#t5A3d

Z rodzicami mam dobre kontakty. Nie mogę na nich narzekać. Cały czas miałam wszystkiego pod dostatkiem, rodzice poświęcali mi uwagę i czułam się kochana. Nawet teraz, jak jestem dorosła, to dosłownie w każdej sytuacji mogę na nich liczyć i wiem, że otrzymam od nich pomoc. Kocham ich całym sercem.
Jednak nie znoszę jednej cechy mojej matki.

Jestem jedynaczką, Można się domyśleć, że byłam rozpieszczonym dzieckiem w rodzinie. Rodzice mi kupowali bez problemu wszystko, nawet laptopy. Zdarzało się, że usłyszałam odmowę, ale tylko wtedy, kiedy rodziców naprawdę nie było stać na moją zachciankę. Mama była taką osobą, która uważała, że mam na wszystko czas i mam się nie przemęczać. W efekcie robiła za mnie wszystko, dosłownie. Podawała mi jedzenie pod nos, prała mi ubrania, układała rzeczy w szafie, ścieliła łóżko, szykowała ubrania do szkoły. I to nie tylko jak byłam dzieckiem, ale również w liceum. Wiele razy chciałam to zmienić, ale przyzwyczajenie było tak silne, że trudno było mi wypracować nowe nawyki. No, a mama mi w tym nie pomagała, bo "ty się ucz, nie przemęczaj, a ja wszystko zrobię".

Nadszedł czas wyboru studiów. Miałam w planach wyprowadzkę do innego miasta. Lepsza uczelnia to raz, a dwa - chciałam w końcu DOROSNĄĆ. Ale nie udało mi się. Nie złożyłam papierów na inną uczelnię niż ta w moim mieście. Powód? Matka mnie zniechęcała. Mówiła, że mi się nie uda, że nie poradzę sobie, a ja w to uwierzyłam.

Teraz rozumiem już wszystko. Moja mama nie jest taka, że neguje wszystko co robię, wręcz przeciwnie, zawsze chwali moje sukcesy i mówi, jak to jej córka będzie miała najlepsze wyniki na studiach i że wszystko mi się uda. Ona nie chciała tylko, żebym się wyprowadziła. Tak naprawdę potrzebowała mnie bardziej niż ja ją.
Mam żal do swojej matki za to, że przez nią nie poszłam do innego miasta na studia. Miałam zaniżone poczucie własnej wartości, bo czułam się nadal jak takie dziecko pod opieką matki. W wieku 20 lat nie potrafię uprać sobie majtek, zrobić obiadu i pójść na zakupy.

Postanowiłam, że muszę naprawić swój błąd. Byłam u dziekana uczelni, do której chciałam iść początkowo. Jeśli zdam teraz semestr, będę mogła się przenieść bez problemu. Tak że jednak moje marzenie o studiowaniu w innym mieście się spełni. Mam już nawet załatwioną tam pracę przez znajomego. Boję się tylko reakcji matki.

Trzymajcie kciuki, żebym dała sobie radę z praniem skarpetek i robienia koło własnego tyłka. Już koniec bycia bananowym dzieciakiem.
TheDarkestLarrie Odpowiedz

Ty nie poszłaś na studia do innego miasta z własnej winy, a nie winy matki.

glebokiepragnienie

Gdy jest się tak uzależnionym psychicznie od kogoś, podjęcie jakichkolwiek decyzji mających wpływ na nasze życie jest bardzo ciężkie. Nie obwiniajmy autorki za taki stan rzeczy.

PaniPanda

Wina matki, bo jej manipulacja, która trwała latami, przełożyła się na zachowania córki i miała wpływ na jej decyzję. Do tego autorka nie znała żadnego innego wzorca, myślała być może że wszędzie tak jest, i uwaga - rodzice uczą takich zachowań sami, podstawiając od dzieciństwa dzieciom wszystko pod nos. Nie obwiniaj autorki. Najwyraźniej nic nie wiesz o.byciu w takiej rodzinie. A jak nie wiesz, to się nie wypowiadaj.

Cero

Obstawiam, że jej matka nie była tak drastyczna jak mój ojciec gdy wybrałam sobie szkołę średnią, którą chciałam (a nie tą co ojciec chciał). Jednak gdy ktoś słucha codziennie tekstów w stylu "i tak nie zdasz. Nie skończysz tej szkoły. Wywalą cie. Skończysz pod latarnią, bo w sumie tylko do tego się nadajesz/chociaż nawet do tego się nie nadajesz (w zależności od humoru)", nawet w znacznie znacznie delikatniejszej wersji, od własnego RODZICA to w końcu albo mu uwierzy albo zrobi jak on chce dla świętego spokoju.

(Dlatego czasem mówię, że chodzilam do technikum, a innym razem, że do liceum, bo obie te wersje są prawdziwe)

bazienka

niekoniecznie winy, ale z wlasnego wyboru

bazienka

Cero wiem cos o tym ehhh
tylko mi to zlazlo w podswiadomosc i siedzi tam mimo ze swiadomie chce/mysle co innego
polecam terapie :) szkoda zycia na realizowanie przepowiedni jakiegos gnoja

Cero

bazienka, dziękuję za radę. Próbowałam już wielu terapii, żadna ze specjalistą nie pomogła. Całe szczęście pomogła inna "terapia" - znalezienie kogoś, kto we mnie wierzy i mnie wspiera. Takie banalne, a tak bardzo było potrzebne. (Dobra, pomogły też trochę leki od psychiatry. Ale bez tej osoby same leki by nic nie dały)

Orava Odpowiedz

Pranie i gotowanie jest naprawdę proste.
W domu rodzinnym też prania nigdy nie nastawiłam, a po wyprowadzce udało mi się to zrobić za pierwszym razem. Tobie też się uda!
Na internecie masz miliony gotowych przepisów na jedzenie, a nawet i zdjęcia w razie jakbyś nie wiedziała jak coś wygląda. Też sobie poradzisz :)
Powodzenia!

Msciwoj82

Ja z kolei przez długi czas przypalałem mięso ;) ale może to trochę kwestia cierpliwości (na małym ogniu trzeba, a to dłużej trwa).

tramwajowe Odpowiedz

Takie podejście 'jedynym twoim obowiązkiem jest się uczyć' jest bardzo krzywdzące.
Dobrze że to widzisz, bo przed Tobą więcej pracy niż tylko nauka obsługi pralki.

fyfaen Odpowiedz

Jasne rzeczy piorę zazwyczaj na 50-60 stopni, żeby skarpetki doprały się porządnie (noszę same białe skarpety, a chodzę bez kapci w domu :P) wiadomo, że nie wszystkie jasne rzeczy wypierzesz w takiej temperaturze, bo mogą być bardziej delikatne, ale wtedy patrzysz na metkę i oznaczenie. Możesz mieć jasny sweter, ale jest możliwość prania maksymalnie w 30 stopniach, także z tym trzeba uważać. Jeżeli nosisz bieliznę lepszej jakości, delikatniejszą, to możesz kupić taką siateczkę, do której wkładasz zawartość i jest to dodatkowe zabezpieczenie. Coś takiego kosztuje dosłownie kilka złotych w pepco :) Kolory zazwyczaj pierze się w 30-40 stopniach, żadna filozofia, to co kolorowe ląduje do kolorów. Ciemne rzeczy tak samo 30-40 stopni, najlepiej jest użyć płynu do prania do ciemnych ubrań, żeby nic nie wyblakło. Dżinsy radzę prać na lewej stronie, zdarzyło mi się odbarwienie :D proszek, kapsułki czy płyn do prania to jest całkowicie spersonalizowany wybór. Osobiście nie używam kapsułek, bo dla mnie są mało wydajne i nie byłam zadowolona. Używam klasycznie proszku i ewentualnie płynu do prania od czasu do czasu :) płyn do płukania to dla mnie mus, uwielbiam Lenor złoty, bo jestem zwolenniczką słodkich zapachów :D jeżeli pierzesz jakieś puchate rzeczy, np. swetry, szlafrok, koc to nie przesadzaj z proszkiem, bo będziesz musiała dodatkowo wypłukać i odwirować, ponieważ mogą zostać białe plamy, a pranie będzie się lepić :D jeżeli usiądziesz na gumie do żucia, najlepszym (dla mnie) sposobem jest po prostu umycie tego miejsca mydłem, a potem wsadzenie do pralki przy okazji jakiegoś prania.

Trzymam kciuki za twoją samodzielność. Pamiętaj, że nie od razu Rzym zbudowano, i jak czerwona skarpetka zapodzieje Ci się w jasnym praniu, to nie będzie to koniec świata. Może inni anonimowicze też dopiszą Ci własne sposoby na pranie lub inne domowe obowiązki :)

ambrozja123

Gumę najłatwiej wymrozić. Można albo wrzucić na jakiś czas do zamrażarki (2 godziny zazwyczaj działają, wcześniej zwyczajnie zapominałam ;) ), albo mrozić kostką lodu, albo jakimś zamrożonym wkładem. Schodzi jak zwykły paproch ;)

fyfaen

ambrozja123 Kiedyś próbowałam tego sposobu z mrożeniem, ale niestety u mnie się nie sprawdziło. Nie mam pojęcia czemu, bo była to zwykła koszula z gładkiego materiału. Później mama powiedziała mi, że najlepiej jest potraktować to miejsce klasycznym mydłem w kostce i dopiero to mi pomogło :D

Nimi3938 Odpowiedz

W domu nigdy nie gotowałam, a jak wyniosłam się na swoje to od razu jakoś bezproblemowo mi to przyszło. Jasne, musiałam sprawdzać hasła typu 'ile gotować ziemniaki' lub 'jak gotować brokuły', ale w ciągu dwóch tygodni zaczęłam robić dania na naprawdę fajnym poziomie. To nie takie trudne

nacomi7 Odpowiedz

kurde przesadzasz.Wielka dorosla sie znalazla.Jakby ugotowanie czy pranie bylo taką trudnoscia.Ja dopiero w wieku 26 lat zaczelam sama gotowac, pranie niby robilam sama ale jednak czasem mama pomagała.

Selevan1 Odpowiedz

Ehh to trzymanie pod kloszem.. Moja mama też mi sprawiła tym wiele zła.

BezPierdolenia Odpowiedz

Nie trzymam kciuków. Twoja wina i tylko twoja a robisz z siebie meczennice.

Vito857 Odpowiedz

Matka za ciebie życia nie przeżyje. Mądra decyzja z twojej strony - ta ostatnia oczywiście.

damasu Odpowiedz

Ja nie wiem, moi rodzice wychowywali mnie jakbym miała z 3 rodzeństwa... Czy to oni byli tacy niezwykli i 90% jedynakow faktycznie jest wychowywanych na jakieś nieprzystosowane egzemplarze?

Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie